0:00
30 lipca 2022

Kościół wie, że religia w szkole "nie daje relacji z Bogiem", ale chce "rozwijać posługę katechetów"

Czy religia w szkole to taki sam przedmiot jak inne? Ależ skąd. Dzieci muszą - na ocenę - „wymienić sposoby działalności złego ducha" i „uzasadnić zło antykoncepcji". Episkopat już wie, że szkoła wiary nie rozbudza, a może nawet gasi. Ale co trzeci ksiądz dorabia w szkole niezłe pieniądze

Wydrukuj

Na lekcjach religii dzieci i młodzież - na ocenę - muszą np. "wymienić sposoby walki z grzechem", "podać argumenty, że w Kościele katolickim w pełni obecny jest kościół chrystusowy", "wskazać sposoby troski o czystość w wieku dojrzewania” czy „uzasadnić zło antykoncepcji” (więcej o tym - na końcu tekstu).

A jednak tezą rządzącej prawicy jest to, że katecheza w szkole to rzecz najnormalniejsza pod słońcem. Już w trzecim dniu istnienia OKO.press, 18 czerwca 2016 roku, Magda Chrzczonowicz sprawdzała opinię ówczesnej ministry edukacji Anny Zalewskiej:

Lekcje religii są takimi samymi przedmiotami jak wszystkie inne (…) Katecheta lub ksiądz jest takim samym członkiem rady pedagogicznej.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Sześć lat później wiedza o tym, jakimi regułami rządzi się katecheza, czyli nauka religii, od przedszkola do matury, wciąż nie jest powszechna. Zwraca na to uwagę tekst w wp.pl pt. "Lekcja religii wzburzyła internautów. Dlaczego nie ma podstawy programowej jak każdy inny przedmiot?". Internautów zdenerwował temat lekcji "Czy Pan Bóg jest po stronie lewicy czy prawicy?" (choć sensownie potraktowany mógłby być punktem wyjścia ciekawej dyskusji). Żyją w przekonaniu, że ksiądz czy świecka katechetka uczą tego, co im przyjdzie do głowy.

Objaśnimy zatem raz jeszcze: kto, czego i na jakiej podstawie uczy dzieci i młodzież na lekcjach religii. I co w tej osobliwej edukacji jest przez katechetę oceniane (a stopień z religii liczy się do średniej...).

Ale najpierw zwrócimy uwagę na kryzys tej formy propagowania religii katolickiej i rzucimy okiem na reakcje Kościoła.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Młodzi wychodzą z katechezy i to nie na przerwę

Uczestnictwo w edukacji religijnej spada. W 2010 roku udział w szkolnej katechezie deklarowało 93 proc. uczniów w wieku 17-19 lat, dziś tylko 54 proc. Największy odpływ ma miejsce w laicyzujących się dużych miastach. W Warszawie w szkołach podstawowych na religię chodzi 67 proc. uczniów, ale w liceach, technikach i szkołach branżowych - ledwie 31 proc.

Dane przedstawione w czerwcu 2022 na 392. zebraniu plenarnym Episkopatu Polski są nieco wyższe niż deklaracje młodych osób badanych przez CBOS: w liceach - 60 proc., w technikach - 70 proc. (w szkołach podstawowych - aż 90 proc.). Oznacza to, że albo szkoły i katecheci w raportach nieco "upiększają" rzeczywistość albo młodzi nadmiernie chwalą się swoją antykościelną postawą.

W sondażu OKO.press z listopada 2020 aż 66 proc. badanych uznało, że religia powinna być nauczana w parafii, a tylko 27 proc. - że w szkole. To skokowa zmiana w porównaniu z lutym 2019 roku, gdy przewaga "parafii" nad "szkołą" wynosiła tylko 52 do 44 proc.

Nieoczywistą rolę w tej zmianie postaw mogła odegrać decyzja tzw. TK zakazującego w październiku 2020 przerywania ciąży nawet wtedy, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się ciężko chore lub umrze zaraz po urodzeniu. Dla opinii publicznej, a zwłaszcza ludzi młodszych, był to sygnał, że religia katolicka staje się bezpośrednim źródłem opresyjnego, okrutnego prawa.

Episkopat: Szkoła nie może dać wiary, ale katechezę trzeba rozwijać

Kościół zdaje sobie sprawę z kryzysu. Na czerwcowym zebraniu plenarnym Episkopatu bp Wojciech Osial, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, mówił, że o katechezie toczyła się "długa dyskusja na sali plenarnej i podczas prac w grupach, a samo zagadnienie jest rzeczywistością złożoną i wielowątkową. Wszyscy jesteśmy świadomi intensywnych wyzwań jakie stają przed katechizacją . Te przemiany o charakterze społecznym, kulturowym, odnoszącym się do nowych technologii, rodzić mogą różne kryzysy wiary".

Przekładając na język polski, Kościół wie, że nie tędy droga. Osial: "Biskupi mocno podkreślali, że nie wolno ograniczać się do lekcji religii w szkole, bo prawdziwe wychowanie w wierze dokonuje się w środowisku parafialnym.

Tylko w parafii możliwe jest wejście w relacje z Panem Bogiem, tam następuje zetknięcie się młodego człowieka z nauką modlitwy, uczestniczenie w liturgii oraz doświadczanie wspólnoty. Tego nie może dać szkoła".

Czy to znaczy, że Kościół jest skłonny wycofać się ze szkolnej katechezy? Nic z tych rzeczy. Wśród hierarchów nie słychać już takich opinii, jak abp. Grzegorza Rysia (z 2017 roku), że religię należy „wyrwać ze szkoły i przenieść z powrotem do środowiska wiary”.

Wręcz przeciwnie. "Biskupi dostrzegają konieczność rozwijania posługi katechistów, którzy będą formować dzieci, młodzież i dorosłych do przyjmowania sakramentów. Dlatego rozszerzana na wszystkie diecezje będzie inicjatywa szkół dla katechistów, które funkcjonują już z powodzeniem, m.in. w Łodzi, Poznaniu i Katowicach".

Przygotowana też zostanie nowelizacja „Dyrektorium katechetycznego”, gdyż obecnie obowiązujące ma już 20 lat i musi zostać dostosowane zarówno do wskazań watykańskich, jak i nowych wyzwań i przemian społeczno-kulturowych.

"Nie robić tak jak było", ale robić dalej (w tle zarobki)

Podobna była wymowa Ogólnopolskiego Spotkania Dyrektorów Oddziałów Katechetycznych 7-9 czerwca 2022 w Toruniu. Formacja religijna może mieć miejsce tylko w parafii, ale starać się trzeba, a owo Dyrektorium o Katechizacji to właściwa odpowiedź na wyzwania.

Ks. Andrzej Kowalski podkreślał, że "wysiłek ewangelizacyjny i katechetyczny nie może ograniczać się do przekazu wiedzy, a musi być skoncentrowany na budzeniu i umacnianiu wiary. Centrum ma stanowić spotkanie osobowe z Chrystusem".

Tyle, że to nie działa. "Receptą na sukces nie jest robienie tak jak było. Trzeba odwagi duszpasterskiej oraz większego zaangażowania osób świeckich, zwłaszcza rodziców w przestrzeni katechezy przygotowującej do sakramentów" - apelowali dyrektorzy od katechezy.

Odbyli też z pewnością pożyteczną telekonferencję z wiceministrem MEiN Tomaszem Rzymkowskim (zasłynął ostatnio porównaniem zarobków nauczycielskich do własnej pensji), który podobnie jak jego szef Przemysław Czarnek reprezentuje nurt ultrakatolicki, a przy okazji wyraża poglądy nacjonalistyczne i homofobiczne.

Rezygnacja ze szkolnej katechezy byłaby bolesną decyzją także z czysto ziemskiego punktu widzenia.

W odpowiedzi na interpelację posła PO Marka Sowy MEN w 2019 roku ujawnił dane o kosztach nauczania religii w 2018. Liczba etatów katechetów i katechetek w przedszkolach i szkołach publicznych wyniosła 21,7 tys., a koszt dla budżetu osiągnął prawie 1,5 mld złotych (1 482 mln). Jak wyliczyliśmy, oznacza to, że po podwyżce 5 proc. od 1 stycznia 2019 katecheci i katechetki zarabiali średnio (na etat) 4 960 zł brutto, czyli 3 523 zł netto. Po kolejnych podwyżkach te średnie zarobki wynoszą dziś zapewne ok. 5,5 tys. brutto i blisko 4 tys. netto.

Według informacji Episkopatu w 2016 roku 56 proc. nauczycieli religii stanowiły osoby świeckie (zobacz, jak Kościół dba o ich "formację"), w 2020 było ich 58,3 proc. Ale 37 proc. stanowili księża i 7 proc. siostry zakonne.

Oznacza to, że przyzwoicie płatną pracę w szkołach ma około 8 tys. księży, mniej więcej co trzeci. To istotny zastrzyk finansowy szczególnie w uboższych parafiach.

Najpierw instrukcja, potem ustawa

Religia nie została wprowadzona do szkół ani ustawą, ani nawet rozporządzeniem, nie mówiąc o zmianie konstytucji. 3 sierpnia 1990 roku pierwszy w pokomunistycznej Polsce minister edukacji, prof. Henryk Samsonowicz w porozumieniu z premierem Tadeuszem Mazowieckim wydał instrukcję, zgodnie z którą katechizacja miała odbywać się w szkołach podstawowych i średnich, w wymiarze dwóch lekcji tygodniowo, pod warunkiem, że taką wolę wyrażą rodzice, a w przypadku szkół ponadpodstawowych rodzice bądź uczniowie/uczennice.

Był to jeden z gestów wdzięczności demokratycznych elit za popieranie opozycji przez Kościół w czasach PRL i pomoc w porozumieniu Okrągłego Stołu, a także kalkulacja, że Kościół wesprze integrację Polski z Unią Europejską.

Decyzję rządu Mazowieckiego próbowała zablokować ówczesna rzeczniczka praw obywatelskich, prof. Ewa Łętowska, lecz Trybunał Konstytucyjny oddalił jej skargę, stwierdzając, że religia w szkołach nie będzie miała wpływu na świeckość państwa ani na jej egzekwowanie.

Trzech sędziów TK zgłosiło wtedy zdania odrębne, a sama rozprawa przed Trybunałem była słynna także z innego powodu. Otóż reprezentujący rząd przed TK zastępca Prokuratora Generalnego Janusz Eksner powiedział: „Jedną z przyczyn patologii społecznej jest skażenie ducha ateizmem, najgorszą z religii, pustoszącą umysły i serca”. Eksner został zdymisjonowany przez premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego (takie były czasy...).

Znowelizowana ustawa o systemie oświaty z 1991 roku mówiła o organizacji religii przez publiczne placówki „na życzenie rodziców”. Rozporządzenie ministra edukacji z 1992 roku przyklepało obecność religii w planie lekcji, a także formalnie potwierdziło możliwość wieszania krzyży w salach szkolnych.

Konkordat, czyli akt spiżowy. I jeszcze Konstytucja RP

Rzecz została ostatecznie ustalona w art. 12 konkordatu zawartym w lipcu 1993 roku między Watykanem a Polską. Podpisał go prezydent Lech Wałęsa (premierką była Hanna Suchocka).

Na mocy Konkordatu:

  • „Szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.
  • Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.
  • W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym”.
Warto zwrócić uwagę na sformułowanie "podaje do wiadomości", które najlepiej opisuje służebną rolę państwa wobec Kościoła.

Zapis konkordatu gwarantuje, że jeżeli są "zainteresowani" nauką religii, to państwo musi zapewnić im naukę w szkole.

Pytanie, czy to okno „zainteresowanych” wystarczyłoby, by lekcje religii całkowicie wyniosły się ze szkół, czy nie należałoby raczej wypowiedzieć konkordatu lub renegocjować jego zapisy.

Art. 53 uchwalonej w 1997 roku Konstytucji stanowi z kolei, że: „Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób”.

O tym, co planują zrobić z religią w szkole partie opozycyjne czytaj tutaj:

Podstawa programowa katechezy - "kształtowanie tożsamości kościelnej"

Wspomniane już rozporządzenie ministra edukacji z 1992 roku stwierdzało, i to zanim przyjęto konkordat, że „Nauczanie religii odbywa się na podstawie programów opracowanych i zatwierdzonych przez właściwe władze kościołów i innych związków wyznaniowych i przedstawionych Ministrowi Edukacji Narodowej do wiadomości. Te same zasady stosuje się wobec podręczników do nauczania religii.”. Czyli ministerstwo edukacji nie ma żadnego wpływu na program nauczania religii.

Analiza zatwierdzonej przez Episkopat "Podstawy programowej katechezy Kościoła katolickiego w Polsce”, którą - w trzech odcinkach - przeprowadziliśmy w OKO.press wskazała wyraźnie, że zasadniczym celem nauczania jest tu formowanie katolika.

Co więcej, katecheza podważa w wielu miejscach racjonalne podejście do rzeczywistości. Opisując cuda i ingerencje Boga w historię Polski czy losy ludzkie szerzy swego rodzaju zabobony.

Katecheza nie ma wiele wspólnego z nauczaniem, czyli przekazywaniem wiedzy, zachęcaniem do refleksji, zwłaszcza krytycznej. Jest projektem formowania dzieci i młodych ludzi i – jak to ujmuje dyrektor Biura Programowania Katechezy Episkopatu, ks. Piotr Tomasik – „kształtowania tożsamości kościelnej”.

Podstawa programowa kilkakrotnie nazywa to imieniu.

Katecheta powinien „cierpliwie kształtować przekonania i postawy dzieci”. A także: ”Treści i wymagania szczegółowe powinny oddziaływać na zachowania katechizowanych”.

"Podstawa programowa" katechezy to instrukcja kształtowania człowieka o religijności żarliwej, pozbawionego wątpliwości, odpornego na prądy laickie . To także daleko idąca ingerencja w osobowość, oparta na nauce o grzechu, seksualności i "formacji sumienia".

Uderzające, jak bezpardonowa ma być ingerencja już w psychikę pięciolatka. "Czy na pewno byłaś dobra, tak jak chciałby Pan Bóg? Czy nie grzeszyłeś martwiąc Go?" – brzmi pytanie, które ma postawić katechetka przed przedszkolakiem.

Dziecko w nauczaniu początkowym (klasy I-IV) ma być „posłuszne natchnieniom Ducha Świętego” i „okazywać wdzięczność Jezusowi”.

Mało tego, ma „troszczyć się o życie w stanie łaski uświęcającej”, a nawet „starać się żyć w postawie czujnego oczekiwania na powtórne przyjście Pana”, co może chyba wpędzić ośmiolatka w nerwicę.

Katecheza jest też obfitym wykładem tzw. etyki seksualnej Kościoła, z jej obsesyjnymi ostrzeżeniami przed gender, in vitro, homoseksualizmem, antykoncepcją...

Uczeń „identyfikuje się z wartościami pro life” i rozwija postawę „wdzięczności Bogu za Kościół” oraz posłuszeństwa wobec księży. Staje bezradny wobec własnej seksualności.

Zadaniem młodego człowieka jest zachowanie „czystości", czyli podjęcie walki z własną seksualnością, której jedynym rezultatem (o ile ktoś potraktuje rzecz poważnie) jest poczucie winy za grzech (np. onanizmu).

Ową "tożsamość kościelną", która marzy się Episkopatowi, należy rozumieć dosłownie. Religia i wiara jest tu utożsamiona z instytucją, a wiele treści to wprost propaganda posłuszeństwa i podziwu dla Kościoła.

Zadaniem katechezy jest "kształtowanie postawy wdzięczności Bogu za Kościół, szacunku dla osób pełniących urzędy w Kościele" i ogólnie "postawy posłuszeństwa Kościołowi”.

Uczeń i uczennica ma się nauczyć "uzasadniać, że historia Kościoła jest świadectwem prowadzenia ludzi do zbawienia" i "odważnie przeciwstawiać się stereotypom o przeszłości Kościoła". Kluczowe są tu słowa POSŁUSZEŃSTWO i OBRONA. Tego mają uczyć katecheci.

Oceny za poglądy, jakie głosi Kościół (czyli szkoła konformizmu)

Powstaje problem ocen z tak rozumianej nauki religii, zwłaszcza od 2007 roku, kiedy decyzją ministra edukacji Romana Giertycha stopień z religii wlicza się do średniej ocen na świadectwie (protestowali posłowie koalicji Lewica i Demokraci, jednak bezskutecznie. Trybunał Konstytucyjny nie uznał niezgodności zapisu z konstytucją).

Podstawa podkreśla, że ocenie podlegają wyłącznie "wiedza i umiejętności", a nie podlegają „postawy” - a właściwie setki właściwych „postaw” - jakie opisali kościelni autorzy. Te granice są jednak płynne.

W ramach sprawdzania wiedzy uczeń musi np. „wyjaśnić, że Eucharystia jest ofiarą Chrystusa i Kościoła, do której uczeń został dopuszczony dzięki katechezie". Za taki wywód można dostać szóstkę. Lub jedynkę.

Dobry (lub zły) stopień można też dostać wymieniając "sposoby walki z grzechem”. Dziecko ma udowodnić katechetce, że „jest przekonane o potrzebie regularnej pracy nad sobą i przemiany życia, troszczy się o własne zbawienie”.

Uczeń/uczennica opisuje - na stopień - "sposoby działalności złego ducha” i „wyjaśnia, czym jest piekło”.

Ocenianie stoi też na straży (inna rzecz czy skutecznie) akceptacji przez dzieci etyki seksualnej Kościoła. Wśród ocenianych na stopień umiejętności, jakie uczeń klas V-VIII nabywa (powtórzmy, ocenianych na stopień) jest: „wskazanie sposobów troski o czystość w wieku dojrzewania”.

W kategorii „wiedza i umiejętności” (czyli znowu na ocenę) „uczeń wyjaśnia, na czym polegają naturalne metody regulacji poczęć” i „uzasadnia zło antykoncepcji”. A także „uzasadnia potrzebę ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci".

Na stopień trzeba też wykazać, jak wspaniałą instytucją jest Kościół, co w czasach upadku jego autorytetu, może być wołaniem na puszczy. Trudno powiedzieć, czy zaliczając nawet na szóstkę zadanie typu "Podaj argumenty, że w Kościele katolickim w pełni obecny jest kościół chrystusowy” uczennica uwierzy w to, co będzie mówiła.

Katecheci i katechetki jak kosmici

Minister Zalewska próbowała udawać, że nauczyciele religii to tacy sami członkowie rady pedagogicznej jak inni nauczyciele. Owszem, podobnie jak oni i one, katecheci/tki są zatrudniani/e przez szkołę na podstawie Karty Nauczyciela i opłacani przez szkołę, ale to biskup przyznaje im tzw. misję kanoniczną, upoważniającą do nauczania religii. Jeżeli biskup misję odbierze, nauczyciel/ka nie może dalej uczyć, co w praktyce oznacza zwolnienie.

Teoretycznie dyrektor może zwolnić nauczyciela, nawet jeżeli jego misja kanoniczna nie wygasła. W praktyce jest to mało prawdopodobne – bez misji kanonicznej przyznanej innemu kandydatowi dyrektor nie zatrudni nowego nauczyciela. A biskup, jeżeli nie zgadza się z decyzją o zwolnieniu, może nowej misji nie przyznać nikomu.

O odróżnieniu od wszystkich nauczycieli/lek katecheta nie może być wychowawcą klasy. Próby zmiany tej zasady - podjęte przez min. Zalewską - na szczęście nie zostały wprowadzone w życie.

Dyrektorka szkoły nie może w żaden sposób wpłynąć na treści przekazywane podczas lekcji religii, bo - jak już wiemy - program nauczania jest tylko "podany władzom świeckim do wiadomości". Dyrektorka prowadzi jedynie tzw. nadzór pedagogiczny nad nauczaniem religii, czyli kontroluje metody prowadzenia zajęć oraz zgodność z programem nauczania, ale w praktyce to się nie dzieje. O wynikach nadzoru dyrektor musiałby poinformować władze kościelne, ale właściwie po co?

Do wizytowania lekcji upoważnione są jedynie osoby wyznaczone przez biskupa.

Nauczyciela religii łączy z nauczycielami jego obecność na radach pedagogicznych i możliwość spotkania z rodzicami uczniów. To tak, wszystko inne - nie.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne