0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.plFot. Maciek Jaźwieck...
  • w Funduszu Patriotycznym aż 60 proc. dotacji zostało przyznanych w nieprawidłowy sposób;
  • dwie osoby zostały za to zwolnione z Instytutu Dmowskiego w trybie dyscyplinarnym;
  • większość pracownic i pracowników Instytutu wykonuje swoją pracę w sposób porządny i uczciwy;
  • przyszły Instytut Gabriela Narutowicza nie będzie prowadził programów grantowych;
  • jego misją będzie m.in. pokazanie demokratycznego oporu przeciwko komunizmowi;
  • kolejne zadanie to zmapowanie i zarchiwizowanie działalności skrajnej, niedemokratycznej prawicy i lewicy – do dzisiaj.

Procedury wadliwe i w dodatku łamane

Piotr Pacewicz, OKO.press: Jak sobie radzisz jako dyrektor rządowej placówki, którym dość nieoczekiwanie zostałeś?

Adam Leszczyński, p.o. dyrektora Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego*: Pytasz o budowę nowej instytucji, czy o rozliczanie starej?

Przeczytaj także:

Zacznijmy od rozliczeń, których – według naszych sondaży – wręcz desperacko oczekuje cały elektorat Koalicji 15 Października, nie tylko z KO.

9 maja 2024 dostałem z rąk kontrolerek NIK wystąpienie pokontrolne, które właśnie [31 maja 2024] publikujemy na naszej stronie. Izba badała Fundusz Patriotyczny, czyli ogromny program za ponad 70 milionów złotych, z którego Instytut prowadzony przez Jana Żaryna [dyrektor od lutego 2020 do kwietnia 2024 – red.] wspierał głównie organizacje nacjonalistyczne i ultrakatolickie. NIK przebadał tylko część z kilkuset decyzji, ale to wystarczyło, żeby stwierdzić, że było podwójnie źle. Według Izby nie dość, że procedury, które stosował Instytut były wadliwe, to nawet one były łamane.

W zbadanej próbce aż 60 proc. dotacji zostało według NIK przydzielonych w sposób nieprawidłowy. NIK postawił kilkadziesiąt zarzutów.

Uderzające na przykład, że Instytut nie wymagał od osób przyznających granty oświadczeń o braku konfliktu interesów. Dotacje przydzielali eksperci i ekspertki związane z beneficjentami. Szczególnie uprzywilejowana była grupa organizacji związanych z Robertem Bąkiewiczem. Przyzwalano im np. na poprawianie już złożonych wniosków.

Zdaniem NIK ekspertów dobierano według klucza polityczno-ideowego, bez stosowania kryteriów merytorycznych, w dodatku wymieniano ich bez uzasadnienia. Mało tego, część grantów została przyznana po prostu jednoosobową decyzją dyrektora. Regulamin dawał dyrektorowi Żarynowi taką możliwość jako awaryjną, ale działo się to według kontrolerów zdecydowanie za często. Cały proces był nieprzejrzysty, to znaczy Instytut nie udostępniał pełnej informacji, ile, komu przyznał, kiedy, i na co.

Zaraz po uzyskaniu raportu NIK poprosiłem zewnętrzną kancelarię prawną o przeanalizowanie zarówno wystąpienia pokontrolnego, jak i akt pokontrolnych, które liczą kilka tysięcy stron. Kancelaria wydała tzw. miażdżącą opinię.

Zwołałem zebranie z zespołem zajmującym się Funduszem Patriotycznym. Potem zwolniłem dyscyplinarnie dwie osoby.

Przygotowuję plan kontroli beneficjentów, który będzie w części przeprowadzany przez audytorów zewnętrznych.

Na zdjęciu: Jan Żaryn z nadinspektor policji Iwoną Klonowską podczas odsłonięcia tablicy Pomnik Historii na gmachu MEiN, Warszawa, wrzesień 2022. Fot. Maciek Jaźwiecki, Agencja Wyborcza.pl

W przypadku „Willi plus” Przemysława Czarnka udało się odzyskać około 3,5 mln z rozdanych 42 mln, a wiceministra Joanna Mucha zapowiada, że kolejne 3,2 mln jeszcze się uda.

My odzyskujemy 700 tys. za jedną nieruchomość, ale myślę, że będzie więcej. Zwłaszcza że przygotowujemy zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Wynik kontroli NIK nie dawał mi zresztą innej możliwości.

Czy odwołujecie się do art. 131 kodeksu karnego, z którego skazani zostali Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik. „Przekroczeniu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków i działaniu na szkodę interesu publicznego”?

Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, prawnicy jeszcze pracują.

Łatwo się domyślić, że zwolniony został wicedyrektor Instytytu Andrzej Turkowski, który dostał posadę tuż po wyborach prezydenckich 2020. Wcześniej był w zarządzie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Roberta Bąkiewicza. Z maili Dworczyka jednoznacznie wynikało, że to był element dealu narodowców z władzą, a awans Turkowskiego to rewanż za poparcie Andrzeja Dudy, co w OKO.press analizowala Anna Mierzyńska.

Nie chcę wchodzić w personalia. Fundusz Patriotyczny był instytucją na wskroś polityczną, nie chodziło o żaden patriotyzm, tylko o kupowanie przez ówczesną władzę poparcia środowisk prawicowych radykałów.

Nie przyszedłem tu niszczyć

Wracając do tego zebrania – jak oni przyjęli informację o zwolnieniach?

Jak może zareagować ktoś, kto jest zwalniany dyscyplinarnie?

Czy protestowali w języku Jarosława Kaczyńskiego, że przeprowadzasz zamach na demokrację? Czy jednak mają poczucie, że coś tam było nie halo?

Powtórzę: nie mogę mówić o sprawach pracowniczych. Mogę powiedzieć tylko tyle, że zwolniłem dwie osoby dyscyplinarnie.

Myślę, że duża część zespołu, który odziedziczyłem po dyrektorze Żarynie, to ludzie kompetentni i zaangażowani w pracę, a także skłonni robić co innego, niż robili do tej pory. W tej chwili, po redukcjach zatrudnienia, które przeprowadzał jeszcze Żaryn, mam ponad 20 osób na etatach, chciałbym, żeby Instytut zatrudniał około trzydziestu, więc to nie będzie duża instytucja.

W mojej ocenie większość pracowników i pracownic wykonuje swoją pracę w sposób porządny i uczciwy. Fundusz Patriotyczny to był odrębny dział, przez pewien czas mieścił się nawet w osobnym budynku, był odseparowany od reszty.

Biorąc tę pracę, zapowiedziałem zespołowi, że nie przyszedłem niszczyć tego, co zostało wytworzone. Będziemy kończyć część projektów rozpoczętych za Żaryna, w szczególności wydawniczych, słownikowych i encyklopedycznych. Niektóre książki, które były w zaawansowanej fazie produkcji, zostaną wydane. Dokończymy np. wielotomowy słownik katolicyzmu społecznego.

Nie zamkniemy też wystawy „Narodowczynie” o kobietach zaangażowanych w działalność polityczną po prawej stronie, w większości inteligentek z okresu międzywojennego i jeszcze sprzed I wojny światowej. To próba pokazania, że feminizm, a raczej ruch kobiecy występował także w wydaniu konserwatywnym, czy nacjonalistycznym, co samo w sobie jest interesujące, prawda? Tyle że wystawa jest niewielka, zajmuje najwyżej 50 metrów kw. i obejrzało ją pewnie mniej niż sto osób. A kosztowała 90 tys. złotych, nie licząc etatowej pracy pracownicy i pracownika Instytutu. Z finansowego punktu widzenia projekt się nie broni.

Ktoś musi też rozliczać granty, które zostały rozdane. Czy to nie będzie frustrujące?

Nie, nie. Fundusz Patriotyczny miał dwie części. W ramach tzw. wzmacniania instytucjonalnego organizacji rozdawano szczodrze środki na nieruchomości za około 40 mln zł. Organizacje zakupiły mieszkania, domy, działki i cóż, będą je posiadały. Chyba że coś zostało zrobione w sposób nieprawidłowy i wówczas wystąpimy o zwrot pieniędzy. Analizujemy tu wszystkie możliwości pod kątem prawnym we współpracy z Ministerstwem Kultury.

Druga część to były granty na wydarzenia, które się już odbyły. I w tym sensie sprawa jest zamknięta. Fundusz Patriotyczny nie został odnowiony w 2024 roku. PiS chciał go dalej rozwijać, ale po zmianie władzy tego programu już nie ma, ostatnie granty przyznano w 2023 roku.

Czy jako człowiek o lewicowej wrażliwości nie miałeś kłopotu ze zwalnianiem ludzi z pracy? Jaka była formalna podstawa?

Zwolniłem dyscyplinarnie za naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych opisanych w umowie o pracę. W świetle ustaleń NIK nie miałem innego wyjścia. Według kontrolerów NIK te dwie osoby miały na sumieniu poważne przewinienia pracownicze, np. pozorne kontrole u beneficjentów. Lewicowość bądź prawicowość nie ma tu nic do rzeczy. Chodzi o elementarną odpowiedzialność za pracę, którą się wykonuje.

Zawsze byłeś przeciwnikiem mieszania się państwa do uprawiania historii, zwolennikiem np. likwidacji IPN.

Nadal jestem zwolennikiem likwidacji IPN.

Moje zadanie: przywrócić proporcje

Twój przekaz był taki: zostawmy naukę badaczom, niezależnym instytucjom, uniwersytetom, państwo nie powinno się do tego mieszać. Tymczasem tworzysz instytucję, która się będzie mieszać.

Instytut Gabriela Narutowicza, który...

... przepraszam, a kiedy nastąpi zmiana patrona Instytutu? Wciąż pracujesz z Romanem Dmowskim w herbie.

Optymistycznie w ciągu miesiąca, może dwóch.

Instytut Narutowicza nie będzie placówką naukową. Będzie miał dział badawczy, ale pozostanie jednostką kultury, której zadaniem jest działalność kulturalna, wydawnicza, edukacyjna.

Odpowiadając wprost na poprzednie pytanie:

uważam, że mam do wykonania misję ratunkową.

PiS przez ostatnie osiem lat, a w niektórych wypadkach dłużej, wyrządził nie tylko w polityce gigantyczne szkody. Próbował utożsamić polski patriotyzm z prawicą, nacjonalizmem i to się częściowo udało. Za pomocą całego aparatu państwa, w tym odpowiednich programów szkolnych, gloryfikował tylko jeden z wielu nurtów politycznych, które mieliśmy i mamy w polskiej historii. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiej polityki historycznej.

Gdybyśmy mieli wolny rynek idei, to nasza interwencja nie byłaby potrzebna, ale go nie mamy. Wyrządzono gigantyczne szkody, które trzeba przynajmniej w części naprawić. Przywrócić proporcje. Tak widzę swoje zadanie.

Czyli planujesz politykę historyczną à rebours, choć przecież PiS już nie rządzi, nie ma TVPiS, a minister Czarnek wyprowadził się z MEN.

Ale szkody pozostały i jest dużo do naprawienia. Chcę robić w Instytucie trzy rzeczy. Po pierwsze, będziemy oczywiście wydawać książki, i nowe, i stare, a także materiały źródłowe ukazujące pluralizm polskiej myśli politycznej, historycznej, od socjalistów po demokratyczną prawicę. Chodzi o to, by pokazać, że na polską tożsamość, na polski patriotyzm ludzie mieli różne pomysły.

I to nie jest tak, że istnieje jeden jedyny, słuszny model polskości.

Nie będę więc po prostu robił propagandy lewicowej zamiast prawicowej.

Czyli odtrutka na gloryfikację Brygady Świętokrzyskiej, na narracje bogoojczyźniane, kult Żołnierzy Wyklętych, w tym oddziału Burego, na narodową martyrologię?

Tak jest. Na początek chcemy wydać niedużą książkę o PSL Mikołajczyka autorstwa tragicznie zmarłego w 2021 roku Jana Lityńskiego, działacza KOR, potem „Solidarności”, a w stanie wojennym członka jej podziemnych władz. Napisał ją wiele lat temu i sama w sobie jest ciekawym dokumentem epoki. Obszerny wstęp opracował prof. Andrzej Friszke, uzupełniając obraz powojennego PSL o dzisiejszą wiedzę.

Ta publikacja wskazuje na kierunek, w którym chcemy zmierzać. Ilustruje demokratyczny opór przeciwko komunizmowi, w wersji Mikołajczykowskiego PSL, opór nie Żołnierzy Wyklętych, tylko pokojowy, polityczny, demokratyczny. Jan Lityński to z kolei przedstawiciel opozycji demokratycznej przeciwko komunizmowi, a Andrzej Friszke jest jednym z najwybitniejszych specjalistów od powojennej historii Polski. W taki sposób chcemy opowiadać o polskiej przeszłości, a zarazem teraźniejszości.

Drugie zadanie to edukacja. Chciałbym, żeby Instytut Narutowicza włączył się w szkolenia nauczycieli przedmiotu edukacja obywatelska, który wchodzi do szkół w 2025 roku. Jestem już po rozmowach z ministrą Barbarą Nowacką. Będziemy przygotowywać materiały, które pomogą nauczycielkom i nauczycielom w prowadzeniu lekcji, opracowywać scenariusze lekcji, tworzyć krótkie filmy edukacyjne, bo żyjemy w kulturze obrazu. Oczywiście wszystko dostępne za darmo.

Stworzymy mapę skrajności

Edukacja obywatelska, która zastąpi nieszczęsny HiT Przemysława Czarnka z antypodręcznikiem Wojciecha Roszkowskiego (o którym nie raz pisałeś) obejmie zarówno wydarzenia historii najnowszej, jak i wiedzę o systemie politycznym i ćwiczenie umiejętności obywatelskich.

Będziemy wspierać także współczesne wątki, bo Instytut Narutowicza będzie się zajmował również teraźniejszością, skupimy się na współczesnych ruchach i ideologiach niedemokratycznych. To właśnie trzecie zadanie Instytutu – badanie stronnictw i środowisk skrajnej prawicy, ale także skrajnej lewicy, rozmaitych radykalnych ruchów.

Mamy ambicję, żeby te środowiska i ich ideologie zostały w sposób kompletny zmapowane.

Działem badawczym, sześcio czy siedmioosobowym, pokieruje mój zastępca, dr Przemysław Witkowski. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy specjalista od stronnictw skrajnych, w tym prorosyjskich, które będą nas szczególnie interesować. Wie o nich wszystko, ma encyklopedyczną pamięć. Będziemy te ideologie badać w perspektywie genealogicznej, pokazując na ciągłość wątków jeszcze z czasów międzywojennych, a nawet myśli XIX wieku, ale celem jest stworzenie kompletnego dossier, łącznie ze zarchiwizowanymi wystąpieniami na YouTubie, które często są szybko kasowane. My możemy je jednak ściągnąć, żeby pokazać, co ci ludzie mają na prawdę do powiedzenia.

Czyli paradoksalnie Instytut dalej będzie skupiał się na środowiskach skrajnej prawicy, ale zamiast je finansować, będzie demaskował...

Opisywał, diagnozował, objaśniał, mapował.

Gdybyś tworzył zespół badawczy na uniwersytecie, to byłoby to proste. W państwowej instytucji, pod nadzorem ministra, a teraz ministry kultury i pośrednio premiera Donalda Tuska, znanego z zamiłowania do szczegółowej kontroli, mogą powstawać problemy. Gdyby ktoś z zespołu badawczego chciał np. zająć się niepokojącym w całej Europie zjawiskiem przejmowania przez polityczny mainstream elementów skrajnie prawicowej narracji? I chciał to zilustrować polityką obecnego rządu w kwestii imigracji czy odrzucenia Zielonego Ładu? To byłoby chyba kłopotliwe dla dyrektora Instytutu?

Badacze i badaczki powinni mieć całkowitą swobodę, zgodnie z misją Instytutu.

Ale zdaję sobie doskonale sprawę, że dyrektorem nie jest się wiecznie.

Zazwyczaj przez krótki czas.

Ten zwrot chadecji i w ogóle centrum na prawo jest uważany nawet za groźniejszy niż wzmacnianie skrajnej prawicy.

Zapewne tak, ale nas będą interesować przede wszystkim ugrupowania i prądy intelektualne, które zmierzają do zniszczenia demokracji w Polsce. Czyli takie, które miały, a zwłaszcza teraz mają to w swoim programie, albo realizują w praktyce politycznej. Można mieć różne zdania na temat podejścia partii centrowych w całej Europie, nie tylko w Polsce, do kwestii migracji, ale to nie są partie antydemokratyczne.

Kiedy Donald Tusk mówi o granicy z Białorusią rzeczy podobne do tego, co mówił Jarosław Kaczyński, to nie jest to jednak to samo.

Jesteś pewien? Bo wpływ na ksenofobiczne postawy może być nawet większy, gdy mówi to lider cywilizowanej partii, który przez pięć lat był „prezydentem Europy”.

Cała retoryka PiS była (i jest) ksenofobiczna, pełna nieufności do obcych, w tym naszych demokratycznych partnerów z Zachodu. To zupełnie nie to samo.

A lewicowość? Twój ulubiony temat i jako historyka, choćby autora cenionej „Ludowej historii Polski”, i poniekąd postawa publicysty? Jest w Polsce w poważnym kryzysie.

Jedną z postaci, którą chcemy przypomnieć, jest Bolesław Limanowski [1835-1935, historyk, socjolog, działacz niepodległościowy i socjalistyczny – red.]. Chciałbym wydać jego niepublikowane artykuły, w tym esej autobiograficzny, jeszcze w tym roku. Limanowski pozostaje nestorem demokratycznego socjalizmu w Polsce, a równocześnie był nieskazitelnym polskim patriotą.

Ale nie będę robił propagandy lewicowej zamiast prawicowej.

Równowagę zobaczycie, gdy pokażemy skład Rady Programowej, do której już zaprosiłem wybitnych naukowców i naukowczynie o różnych poglądach. Będziemy przypominać o istnieniu demokratycznej lewicy, ale nie stworzymy Instytutu jednej ideologii, tyle że innej niż poprzednio.

Czyli Krytyka Polityczna nie może liczyć na nieruchomości?

No nie (śmiech).

Zresztą w ogóle nie będzie programów grantowych.

Instytut nie będzie udzielał żadnych grantów, więc takie problemy odpadną z definicji.

Żadnych grantów?! To była twoja decyzja?

Działalność grantodawcza jest niesłychanie pracochłonna, a jak się ją robi uczciwie i starannie, jest niesłychanie trudna i kosztowna. Wymaga konkursów, kontroli, rozliczeń. To gigantyczna praca, która pochłonęłaby cały nasz zespół bez reszty. To jest moja decyzja, ale taka była też prośba, podkreślam – prośba, ze strony ministerstwa.

A my w OKO.press tyle razy pisaliśmy, że trzeba wszystko, co się da uspołeczniać. Mógłbyś wspierać inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego, np. w opracowywaniu materiałów edukacyjnych...

Od tego są przecież inne instytucje! Narodowy Instytut Wolności na przykład. Jest ich kilka, my w Instytucie Narutowicza nie musimy akurat tego robić.

Jaki masz budżet?

Dyrektor Żaryn miał 10 mln złotych na tzw. działalność podmiotową. Chciałbym mieć tyle samo. On miał też do dyspozycji Fundusz Patriotyczny, ponad 70 mln przez trzy lata i ogromne dotacje celowe na inwestycje, za które stworzył bizantyjską siedzibę. Oddamy, co się da, żeby nie marnować pieniędzy podatnika. Chcę na przykład wejść w porozumienie z Muzeum Narodowym, żeby zrobiło w gmachu przy Powsińskiej swoje magazyny. Siedziba Instytutu kosztowała ponad 30 mln zł, wliczając w to remont. Niestety, nie mam pomysłu, co zrobić z ogromnym biurkiem, o powierzchni z 8 metrów kwadratowych, które zamówił sobie Jan Żaryn.

Może zlicytować? Z poważniejszych tematów – na stronie Instytutu wciąż czytamy, że celem jest „realizacja polityki pamięci w zakresie historii i dziedzictwa Polski, w tym dorobku polskiej myśli społeczno-politycznej, ze szczególnym uwzględnieniem myśli narodowej, katolicko-społecznej i konserwatywnej”.

Te zapisy zostaną zmienione, kiedy zmieni się nazwa. Powiemy, że Instytut Narutowicza zajmuje się upowszechnianiem polskiej myśli demokratycznej i różnych modeli polskiego patriotyzmu, a także analizuje i bada tych, którzy demokracji zagrażają.

Bada środowiska i ideologie, które są dla polskiej demokracji groźne.

Miałeś super pracę naukową, wydawałeś ciekawe książki, pracowałeś na dobrej uczelni, a jak miałeś wolną chwilę, to pisałeś fajne artykuły w OKO.press, albo i gdzie indziej. Czy twoje nowe wcielenie urzędnika państwowego nie będzie rozczarowaniem?

To się okaże, ale na razie widzę to jako wielkie wyzwanie, jedną z najbardziej fascynujących rzeczy, jakie robiłem w życiu zawodowym. Chodzi o rozliczenie starej instytucji, w tym Funduszu Patriotycznego, ale przede wszystkim o zbudowanie de facto nowej instytucji na gruzach starej. To wielkie i ciekawe zadanie.

Czyli rozum praktyczny upomniał się o swoje prawa?

Tak. Przez całe życie zajmowałem się pisaniem i badaniem tego, co ludzie robili także w sferze publicznej, co im się udawało, gdzie ponosili porażki. I pewnie do tego wrócę, bo jak pewnie wiesz, tego typu pracy nie wykonuje się do emerytury. Ale mam teraz okazję sam coś zrobić w przestrzeni publicznej.

Adam Leszczyński, autor nominowanej do NIKE Ludowej Historii Polski
fot. PATATOF

*Adam Leszczyński. Rocznik 1975. Wieloletni dziennikarz „Gazety Wyborczej”, w której zaczął pracować jeszcze przed maturą (od 1994 r.). Od 2003 r. członek zespołu „Krytyki Politycznej”, a w 2016 roku współzałożyciel OKO.press. Autor m.in. dwóch reporterskich książek o Afryce oraz kilku monografii naukowych, a także kilku tysięcy artykułów prasowych. Historyk (doktorat) i socjolog (habilitacja), jako naukowiec zajmuje się m.in. teorią modernizacji oraz socjologią historyczną, profesor nadzwyczajny w SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym, wcześniej w Instytucie Studiów Politycznych PAN. W 2020 r. opublikował „Ludową historię Polski”, za którą był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”. Od kwietnia 2024 p.o. dyrektora Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze