Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
Dziś o 16, czyli w środę 6 września 2023, mija termin zgłaszania kandydatów w wyborach do Sejmu i Senatu. Na listach wyborczych nie brakuje niespodzianek
Listy kandydatów mogą zgłaszać wcześniej zarejestrowane przez Państwową Komisję Wyborczą komitety wyborcze utworzone przez partie polityczne, koalicje partii politycznych, ale też przez wyborców, stowarzyszenia i organizacje społeczne.
Każdy komitet wyborczy może zgłosić maksymalnie 41 list w wyborach do Sejmu i sto list w wyborach do Senatu, czyli tyle, ile jest okręgów. Każda lista musi być poparta podpisami co najmniej 5 tysięcy wyborców stale zamieszkałych w danym okręgu wyborczym.
Kontrowersje w tym roku wzbudziło to, że część komitetów – m.in. Prawo i Sprawiedliwość, zbierała podpisy pod listami przed ogłoszeniem list. Wyborcy deklarowali poparcie dla list in blanco, nie wiedząc, jak będą one ostatecznie wyglądać.
Państwowa Komisja Wyborcza nie zareagowała, pomimo że jeszcze kilka lat temu wskazywała, że komitety wyborcze, mają zbierać podpisy pod gotowymi listami. Co się zmieniło? Dlaczego PKW nie reaguje? Więcej o tym w podkaście Agaty Kowalskiej „Powiększenie”.
Przeczytaj także:
Układanie list wyborczych trwało niemal do ostatniej chwili. Najwięcej niespodzianek było na listach Prawa i Sprawiedliwości, gdzie odnotowano najwięcej przetasowań. Miejsca na listach nie dostali niektórzy urzędujący ministrowie czy wiceministrowie, albo wylądowali na niżej niż można się było spodziewać.
Miejsca na liście nie dostała urzędująca ministra klimatu Anna Moskwa. W jej okręgu – Radomiu – znalazło się za to miejsce dla byłego szefa Ruchu Narodowego Roberta Bąkiewicza. Bąkiewicz to narodowiec o skrajnych poglądach, więcej informacji o nim znajdziesz tutaj. O tym jak PiS uzasadnia miejsce na liście dla Bąkiewicza pisaliśmy tutaj.
Miejsca na liście nie dostał też były już wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk, który kilka dni temu stracił stanowisko w MSZ. Wawrzyk został odwołany za rozporządzenie wprowadzające ułatwienia wizowe dla pracowników zza granicy, które Platforma Obywatelska wykorzystała jako narzędzie kontrataku na PiS, gdy Jarosław Kaczyński wzywał do przeprowadzenia referendum w sprawie relokacji migrantów. O sprawie pisaliśmy tutaj. Ale jak ujawniła Wyborcza, w tle dymisji Wawrzyka jest też trwająca właśnie kontrola Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
Jedynki na liście nie dostała też była wicepremier i ministra rozwoju Jadwiga Emilewicz. Wystartuje z miejsca trzeciego. Wyższe miejsca na liście w Poznaniu dostali minister ds. europejskich Szymon Szynkowski vel Sęk oraz szef struktur partyjnych w Poznaniu – Bartłomiej Wróblewski. Także jedna z senatorek PiS-u, Ewa Gawęda, nie dostała miejsca na listach PiS do Senatu, więc wystartuje z komitetu Bezpartyjnych Samorządowców.
„W żadnej partii proces układania list nie jest transparentny, PiS nie jest tu wyjątkiem. Nie uczestniczę w gierkach i targach, które nasilają się w partii przed wyborami. Nie kombinowałam, co i z kim mi się opłaci, komu schlebiać, a komu szkodzić” – napisała w oświadczeniu Ewa Gawęda. Dodała, że „nie zadbała wystarczająco o swoje interesy”.
Więcej o niespodziankach na listach PiS-u w podkaście Agaty Kowalskiej „Powiększenie”:
Przeczytaj także:
Zaskoczeń nie zabrakło też na listach Koalicji Obywatelskiej oraz Trzeciej Drogi.
Koalicja Obywatelska najpierw zaprosiła na listy białoruską aktywistkę Janę Shostak, po czym z niej zrezygnowała. O sprawie pisaliśmy tutaj. Kontrowersje w partii wzbudziła wypowiedź Shostak o aborcji, ostatecznie aktywistka trafiła na poznańską listę Lewicy.
Na świętokrzyską listę KO trafił za to przeciwnik aborcji, były minister edukacji w rządzie PiS Roman Giertych, o czym pisaliśmy tutaj. Znany ze swoich antyaborcyjnych i homofobicznych poglądów Giertych zobowiązał się, że w sprawach związanych z aborcją będzie głosował zgodnie z dyscypliną partyjną. Więcej tutaj. Kandydatura Giertycha wzbudziła ogromne kontrowersje, bo wcześniej Donald Tusk jasno zapowiedział, że na listach KO do Sejmu nie znajdą się osoby, które nie popierają aborcji do 12 tygodnia.
Wielkim zaskoczeniem było też miejsce na liście KO dla Michała Kołodziejczaka z Agrounii, o czym pisaliśmy tutaj. Kołodziejczak to lider protestów rolników, znany z antyimigranckich, antysemickich i antyeuropejskich wypowiedzi. W ostatnich miesiącach tworzył lub chciał tworzyć koalicję z kolejno: Porozumieniem, PSL i Trzecią Drogą oraz Samoobroną. Dostał jedynkę w Koninie.
Trzecia Droga zaoferowała za to miejsce na liście byłemu członkowi Konfederacji Arturowi Dziamborowi. Dziambor to były członek partii KORWiN, dziś Wolnościowcy. Jeszcze miesiąc przed konwencją Trzeciej Drogi, na której kandydatura Dziambora została ogłoszona, członkowie Trzeciej Drogi mówili OKO.press, że tematu Dziambora już nie ma. „Podpisał się pod wnioskiem do Trybunału, głosował przeciwko lex Kamilek, był za projektami Kai Godek. Nie ma mowy, żeby był na naszych wspólnych listach” – relacjonowała Agata Szczęśniak w OKO.press.
Co się zmieniło? Zaproszenie na listy Artura Dziambora to próba odbicia części wyborców Konfederacji. Pisał o tym Piotr Pacewicz w tym tekście.
Przeczytaj także:
Po rejestracji, listy zostaną opublikowane na stronach PKW. Pozostałe ważne terminy to: