Precedensowy pozew przeciwko członkowi neo-KRS Maciejowi Nawackiemu złożył Skarb Państwa. Żąda od niego zwrotu kosztów, do których doprowadził jako były prezes sądu w Olsztynie, nie wykonując wyroków polskich sądów i TSUE. Kolejne pozwy mogą być wobec wadliwych neo-sędziów SN
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyTo jeden z pierwszych pozwów regresowych – o zwrot pieniędzy – wobec osób, które awansowały za władzy PiS. Jego celem jest pociągnięcie do osobistej finansowej odpowiedzialności za szkody finansowe, które poniósł Skarb Państwa, czyli wszyscy obywatele.
Ta sprawa jest szczególnie ważna. To pierwszy pozew regresowy wobec sędziego, który za władzy PiS wziął udział w działaniach mających na celu demontaż państwa prawa i niszczenie niezależności sądów. Sędzia Maciej Nawacki – na zdjęciu u góry – jako członek nielegalnej neo-KRS i były prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie – z nominacji resortu Ziobry – był jedną z twarzy tych zmian. Zdjęcie, na którym rwie uchwały olsztyńskich sędziów, jest symbolem tamtego okresu.
Rozliczenie Nawackiego – w tym finansowe za lekceważenie wyroków sądów -, jest więc ważne nie tylko dla sędziów. Ale też dla całego wymiaru sprawiedliwości, obywateli i państwa. Bo pokaże czy państwo poradzi sobie też z rozliczeniem innych sędziów, którzy awansowali za władzy PiS, represjonowali sędziów i pomagali Ziobrze we wprowadzaniu jego „reform” w sądach.
Pozew przeciwko sędziemu Nawackiemu złożył formalnie Skarb Państwa. Ale nie składa go Prokuratoria Generalna, która reprezentuje państwo w procesach o duże odszkodowania lub w precedensowych procesach. Tylko Sąd Rejonowy w Olsztynie.
Prokuratoria mogłaby taki pozew złożyć, gdyby uznała jak ważne jest rozliczenie szkód finansowych, do których doprowadziła władza PiS i jej nominaci m.in. w sądach. Byłby to ważny sygnał do obywateli, że państwo żąda, by za szkody płacili oni z własnej kieszeni. Ale Prokuratoria takich pozwów nie składa. Nie występuja sama z siebie z regresami wobec nominatów władzy PiS.
Pierwszy wobec nominatów ludzi Ziobry w sądach robi to obecny prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Krzysztof Krygielski i jego pełnomocnik prof. Michał Romanowski. Przecierają oni szlak.
Prezes Krygielski żąda od Nawackiego zwrotu ok. 100 tysięcy złotych. A dokładnie 96 tysięcy 424 zł. Na tę sumę składają się głównie koszty sądowe i odsetki, które musiał zapłacić olsztyński sąd za decyzje Nawackiego, gdy był prezesem tego sądu w czasach władzy PiS.
Nawacki poprzez swój upór i celowe działanie nie wykonywał wyroków polskich sądów i TSUE, na mocy których bezprawnie zawieszony przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną sędzia Paweł Juszczyszyn miał wrócić do orzekania. A gdy sędzia po blisko dwóch latach wrócił do pracy Nawacki dodatkowo karnie przeniósł go do innego wydziału i wysłał na przymusowy urlop. Co też było bezprawne, co później orzekły sądy.
By bronić swoich praw i zmusić Nawackiego do przestrzegania prawa sędzia Juszczyszyn wytoczył szereg procesów własnemu sądowi jako pracodawcy. I je wygrał. A prezes Nawacki przegrał. Sądy nakazały mu wypłacić zaległe wynagrodzenie za czas zawieszenia Juszczyszyna – miał je obniżone o 40 procent -, odszkodowanie za mobbing wobec sędziego. Sądy nakazały też zwrócić koszty sądowe, które poniósł Juszczyszyn i zapłacić mu odsetki od przyznanych kwot.
Wszystko to wypłacono z kasy Sądu Rejonowego w Olsztynie. Czyli z budżetu państwa, na który składają się wszyscy obywatele. Dlatego obecny prezes sądu Krygielski żąda zwrotu pieniędzy od byłego prezesa Nawackiego, który swoimi decyzjami odpowiada za finansową szkodę. Więcej o regresie piszemy dalej.
Składając pozew, Krygielski pokazuje też państwu i Prokuratorii Generalnej, jak rozlicza się nominatów władzy PiS, w szczególności w sądach. Bo jak na razie państwo tylko zapowiadało, że wystąpi z takimi regresami.
Dotyczy to byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Chodzi o zwrot 100 tysięcy złotych, w związku z karą nałożoną na resort zdrowia w związku, za ujawnienie danych medycznych jednego z lekarzy. Niedzielski został za to skazany.
Była też zapowiedź regresu wobec byłego szefa RCL-u Krzysztofa Szczuckiego i jego ludzi. Chodzi o wykorzystanie RCL-u do prowadzenia kampanii wyborczej Szczuckiego. Regres miał opiewać na ok. 650 tysięcy złotych. Wobec Szczuckiego jest w tej sprawie akt oskarżenia.
Z kolei minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiadał pozwy regresowe wobec wadliwych neo-sędziów SN za to, że wydają wadliwe orzeczenia, które można pomijać. Robią to mimo wielu orzeczeń TSUE i ETPCz, podważających ich status. Takimi wadliwymi wyrokami neo-sędziowie generują jednak odszkodowania dla obywateli, które wypłaca Skarb Państwa.
OKO.press zapytało Prokuratorię Generalną, czy będą pozwy regresowe wobec neo-sędziów SN. Odpowiedziano nam, że w tej sprawie cały czas trwają rozmowy z ministrem sprawiedliwości i analizy prawne.
Prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Krzysztof Krygielski tak komentuje OKO.press złożenie pozwu regresowego przeciwko Nawackiemu: „Sprawiedliwość i dyscyplina finansów publicznych wymagają, by domagać się regresu. Bo Nawacki nie przestrzegał prawa. Powinien zapłacić za swoje celowe, uporczywe i złośliwe postępowanie wobec sędziego Juszczyszyna. Nie ustąpię w tej sprawie”.
Dodaje: „Podstawą pozwu są wyroki, w których sąd stwierdził działania mobbingowe wobec Juszczyszyna. Prezes Nawacki uporczywie i złośliwe nie wykonywał orzeczeń”.
Prezes Krygielski mówi dalej: „Sytuacja była jasna. Jako prezes sądu, sędzia i prawnik Nawacki powinien je wykonywać, dostosować się do tych orzeczeń. On nie ma tu możliwości obrony. Po orzeczeniach SN i TSUE było wiadomo, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem [więc jej decyzja o zawieszeniu sędziego nie obowiązywała – red.]. Dlatego zdecydowałem. by wystąpić z regresem za odsetki i koszty postępowań wypłacone przez sąd Juszczyszynowi”.
I jeszcze jedna wypowiedź prezes Krygielskiego: „Mam nadzieję, że ten pozew będzie też sygnałem dla państwa, żeby domagać się odszkodowań od neo-sędziów, którzy nadal orzekają w SN. Oni wiedzą, że nie mają uprawnień do wydawania wyroków w imieniu państwa”.
Co ważne w grudniu 2021 roku sędzia Krygielski był wiceprezesem olsztyńskiego sądu. I wtedy pod nieobecność Nawackiego (skończyła mu się kadencja prezesa), wykonał on orzeczenia sądów i przywrócił Juszczyszyna do orzekania. Ale tylko na kilka godzin.
Resort sprawiedliwości szybko powołał wtedy Nawackiego na II kadencję prezesa sądu, a ten uchylił decyzję Krygielskiego. Potem odwołano go ze stanowiska wiceprezesa i wytoczono mu postępowanie dyscyplinarne. W sprawie represjonowania Krygielskiego za wykonanie orzeczeń sądu śledztwo prowadzi Prokuratura Krajowa.
Sąd Rejonowy w Olsztynie reprezentujący Skarb Państwa w pozwie regresowym wobec członka neo-KRS Macieja Nawackiego, domaga się zwrotu pieniędzy wypłaconych na skutek przegranych procesów z Paweł Juszczyszynem. Chodzi tylko o zwrot odsetek i kosztów sądowych oraz odszkodowania za mobbing, które musiał zapłacić olsztyński sąd Juszczyszynowi. W sumie to blisko 100 tysięcy złotych.
W tych procesach był pozwany olsztyński sąd, jako pracodawca sędziego. A Nawacki jako były prezes reprezentował sąd i decydował o stanowisku procesowym oraz odpowiada za wcześniejsze decyzje, które zmusiły Juszczyszyna do wytoczenia tych procesów. I tak obecny prezes sądu Krzysztof Krygielski w pozwie domaga się zwrotu:
Pozew opiera się głównie na kodeksie cywilnym. Ale prezes Krzysztof Krygielski i jego pełnomocnik prof. Michał Romanowski powołują się też na kodeks pracy. Chodzi o przepisy mówiące o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną czynem niedozwolonym.
Chodzi głównie o artykuł 441 paragraf 3 kodeksu cywilnego, który mówi „Ten, kto naprawił szkodę, za którą jest odpowiedzialny mimo braku winy, ma zwrotne roszczenie do sprawcy, jeżeli szkoda powstała z winy sprawcy”.
Tu winnym szkody finansowej jest Skarb Państwa reprezentowany przez Sąd Rejonowy w Olsztynie. Sąd odpowiada jako pracodawca za niedopuszczanie sędziego Juszczyszyna do orzekania, za jego karne przeniesienie do innego wydziału oraz za mobbing, który go spotkał. I sąd wypłacił sędziemu wszystkie pieniądze zasądzone przez sądy w wyrokach. Ale to nie sąd doprowadził do tej szkody finansowej. Tylko reprezentujący go były prezes sądu Maciej Nawacki.
W pozwie regresowym wylicza się wszystkie jego decyzje, które do tego doprowadziły i zmusiły Juszczyszyna do złożenia pozwów, co wygenerowało koszty sądowe. Nawacki przede wszystkim celowo i świadomie nie wykonał wyroków polskich sądów, które nakazywały dopuścić do orzekania zawieszonego wówczas przez nielegalną Izbę Dyscyplinarną sędziego Juszczyszyna (był zawieszony za stosowanie prawa europejskiego w okresie luty 2020-maj 2022).
Nie wypłacał mu też w tym okresie pełnego wynagrodzenia, nie wypłacił go też gdy wrócił on do pracy. Co przez kilka lat zwłoki wygenerowało wysokie odsetki. Nawacki orzeczenia polskich sądów zlekceważył. Bronił się tym, że wykonuje decyzję Izby Dyscyplinarnej. Ale nie była ona sądem, więc nie mogła zawiesić sędziego. Wynika to z szeregu orzeczeń polskich sądów, SN, NSA i z orzeczeń TSUE i ETPCz. Je też Nawacki zlekceważył.
Jako prezes sądu nie cofnął też karnego przeniesienia sędziego do innego wydziału (przeniósł go w 2022 roku gdy wrócił do pracy po odwieszeniu przez Izbę). Choć nakazał mu to sąd. Zlekceważył i to orzeczenie. W efekcie w kolejnych wygranych przez Juszczyszyna procesach, sądy orzekły, że Nawacki jako prezes sądu mobbingował sędziego i łamał jego prawa pracownicze. I za to sąd musiał zapłacić odszkodowanie.
W pozwie regresowym podkreśla się, że Nawacki miał świadomość swojego bezprawnego działania i celowego niewykonywania orzeczeń sądowych. Jest nie tylko sędzią i doktorem prawa, ale też prezesem sądu, który powinien wiedzieć, jakie ma obowiązki. A jednym z nich jest wykonywanie orzeczeń sądowych.
Dlatego w pozwie podkreśla się, że to on powinien teraz zapłacić z własnej kieszeni za wszystkie przegrane procesy z Juszczyszynem. A nie państwo, czyli wszyscy obywatele. To jego celowe lekceważenie orzeczeń sądów doprowadziło do szkody finansowej w kasie sądu w Olsztynie.
Gdyby Nawacki wykonał orzeczenia sądów, to Juszczyszyn nie musiałby dochodzić swoich praw składając pozwy przeciwko macierzystemu sądowi jako pracodawcy. Nie byłoby więc kosztów sądowych i odsetek.
W pozwie regresowym podkreślono: „Istota roszczenia dochodzonego niniejszym pozwem sprowadza się do odpowiedzi na pytanie, czy sędzia oraz prezes sądu, wykorzystując przyznane mu przez ustawę kompetencje administracyjnoprawne, może na szkodę Skarbu Państwa i sądu, którego jest prezesem w sposób samowolny oraz bezkarny represjonować innego sędziego, w tym poprzez odmowę wykonania wiążących go orzeczeń sądowych”.
I dalej: „Rozstrzygnięcie jakie zapadnie w niniejszej sprawie będzie stanowić pierwsze (a więc precedensowe) w Polsce rozstrzygnięcie dotyczące powagi sądów i sędziów, przesądzające o tym czy stanowią oni władzę sądowniczą, czy są tylko narzędziem w rękach polityków. Będzie o tym czy rządy prawa kontrolują rządy ludzi, czy rządy ludzi kontrolują rządy prawa”. I jeszcze jeden fragment pozwu: „Kontekst tej konkretnej sprawy to walka o prawo i sprawiedliwość, o pociągnięcie do odpowiedzialności bezpośredniego sprawy”.
Pełnomocnik prezesa olsztyńskiego sądu, prof. Michał Romanowski tak mówi OKO.press o powodach złożenia pozwu regresowego: „Z jednej strony problem prawny w niniejszej sprawie ma charakter precedensowy, ale z drugiej strony jest on bardzo prosty. Sąd będzie dokonywał oceny, czy sędzia oraz prezes sądu, miał prawo represjonować innego sędziego, wykorzystując w tym celu pełniony urząd publiczny prezesa Sądu Rejonowego w Olsztynie. I czy mógł ignorować liczne orzeczenia sądów polskich nakazujące przywrócić do orzekania sędziego”.
Dodaje: „Działania pana Nawackiego spowodowały konieczność dochodzenia przez Pawła Juszczyszyna zapłaty roszczeń pieniężnych bezpośrednio od państwa polskiego [sądu – red.]. Dopuszczenie, aby każdy sam decydował czy przestrzega orzeczeń sądowych, podważa funkcję gwarancyjną prawa do sądu oraz sens Konstytucji RP, sprowadzając ją do roli świstka papieru”.
Prof. Romanowski podkreśla: „Historia nie uczy przeszłości, by zaspokoić ciekawość, jak kiedyś było. Ale ostrzega, co może bardzo złego wydarzyć się w teraźniejszości i przyszłości. Rację ma Profesor Timothy Snyder piszący w książce pt. „O Tyranii. Dwadzieścia Lekcji z Dwudziestego Wieku”, że: „Trudno jest zniszczyć państwo prawa bez prawników lub urządzić procesy pokazowe bez sędziów. Reżimy autorytarne potrzebują posłusznych urzędników (…)”.
Jest grupa funkcjonariuszy publicznych, również sędziów, którzy byli tymi „posłusznymi urzędnikami”, realizowali założenia oraz interes władzy politycznej. Zakładali, że nigdy nie poniosą z tego tytułu osobistej odpowiedzialności. Do ich grona należał m.in. pozwany, Maciej Nawacki.
I dalej: „To jest proces o to, czy standardem rządów prawa w Polsce jest, aby sędzia, doktor prawa, prezes sądu mógł bez jakiejkolwiek osobistej konsekwencji represjonować innego sędziego, a koszt tego ponosiło wyłącznie państwo (sąd). Jak celnie podniósł profesor Adam Strzembosz: „Praworządność wymaga, żeby każdy obywatel, który naruszył prawo (…) stanął przed sądem”.
Bezprawie wymaga reakcji. Bezkarny nie powinien pozostać sędzia Maciej Nawacki, który wskutek swoich jawnie bezprawnych działań naraził państwo polskie na znaczny uszczerbek majątkowy. Ten pozew daje jasny sygnał, iż osoby wykorzystujące powierzone im funkcje publiczne, w tym sędziowie, nie mogą czuć się bezkarne i – co szczególnie naganne w przypadku sędziego i prezesa sądu – odmawiać wykonania wiążących orzeczeń sądowych wydawanych w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej”.
Prof. Romanowski: „Odpowiedzialność państwa na zasadzie ryzyka za działanie jego funkcjonariuszy, ma bowiem chronić ofiarę bezprawnych działań w ramach władzy publicznej i jej służyć, a nie chronić bezpośredniego sprawcę i jemu służyć. Państwo, które dopuszcza bezkarne lekceważenie orzeczeń sądowych, staje się państwem upadłym.
Istotę podniesionego roszczenia regresowego dobrze oddaje powiedzenie, że „Urząd publiczny jest ostatnim schronieniem łajdaka”. Oznacza ono, że urząd publiczny nie może stanowić tarczy przed osobistą odpowiedzialnością. Państwo Polskie ma moralny i prawny obowiązek zapłacić za szkody i krzywdy wyrządzane przez jego funkcjonariuszy, a następnie w drodze regresu dochodzić zapłaty tak wypłaconej kwoty od takich osób.
Prezes Krzysztof Krygielski kierując pozew regresowy wobec pana Macieja Nowackiego kieruje się zatem interesem państwa polskiego, wyznaczając w tym zakresie najwyższe standardy”.
I jeszcze jedna wypowiedź prof. Romanowskiego: „Państwo, które po wypłaceniu odszkodowania za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy wykorzystujących pełniony urząd, nie dochodzi następnie odszkodowania od dopuszczającego się bezprawia funkcjonariusza, wyrządza szkodę własnemu społeczeństwu oraz przyzwala na wyrządzanie szkody państwu polskiemu.
To samo dotyczy pozwów regresowych, które państwo polskie powinno bezzwłocznie złożyć przeciwko nie-sędziom z SN, za orzekanie których ETPCz zasądza odszkodowania od Polski. Prezes Krygielski dał przykład, że można i trzeba. Miejmy nadzieję, że to początek”.
Pozew regresowy to nie jedyne działania mające rozliczyć byłego prezesa sądu w Olsztynie Macieja Nawackiego.
Prokuratura Krajowa prowadzi kilka śledztw w związku z jego działaniami. Wystąpiła już o uchylenie mu immunitetu za podarcie uchwał olsztyńskich sędziów w 2020 roku (były one m.in. w obronie zawieszonego wówczas Juszczyszyna).
Niedawno nieprawomocnie Izba Odpowiedzialności Zawodowej odmówiła jednak zgody na ściganie Nawackiego. Trwają jeszcze dwa śledztwa. Jedno za blokowanie Juszczyszyna w orzekaniu (w tym niewykonania orzeczeń sądów) i za grożenie przez Nawackiego prokuratorom rozliczeniem po powrocie PiS-u do władzy.
Nawacki za swoje decyzje jako prezes sądu i jako sędzia ma też postawione zarzuty dyscyplinarne. Dostał też zarzuty dyscyplinarne za pracę w nielegalnej neo-KRS.
Nawacki jest też jednym z pozwanych za represje i szykany wobec Pawła Juszczyszna. Pozwał ich sędzia, który domaga się od nich solidarnie miliona złotych.
Sędzia Juszczyszyn złożył jeszcze subsydiarny akt oskarżenia przeciwko Nawackiemu. Chce go oskarżyć o łamanie praw pracowniczych i przekroczenie uprawnień. Sprawa czeka teraz na Izbę Odpowiedzialności Zawodowej, która prawomocnie zdecyduje, czy uchylić immunitet Nawackiemu (w I instancji odmówiła).
W maju 2026 roku Nawacki przestanie być członkiem neo-KRS, której kończy się kadencja. Był w niej dwie kadencje, od 2018 roku. Został wybrany głosami posłów PiS. Ze stanowiska prezesa sądu w 2024 roku odwołał go minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Neo-KRS dała jednak Nawackiemu awans aż do NSA, ale do dziś prezydent go tam nie powołał.
Obecnie nadal jest więc szeregowym sędzią olsztyńskiego sądu rejonowego i ma pełen przydział spraw do załatwienia. Jak pozostali sędziowie. Ale w sądzie nie jest widywany często i nie załatwia wszystkich przydzielonych spraw. Uważa, że nadal powinien mniej orzekać.
W związku z tym prezes sądu udziela mu tzw. wytyków służbowych. To rodzaj kary służbowej, która może zakończyć się dyscyplinarką. Prezes dał m już ok. 30 takich wytyków. Nawacki odwołuje się od tego do Sądu Dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku. Ale sąd ten podtrzymał już cześć wytyków jako zasadnych.
W jednej ze spraw, którą Nawacki prowadzi, sąd stwierdził też przewlekłość postępowania i nakazał wypłacić stronie tej sprawy 2 tysiące złotych odszkodowania.
Sądownictwo
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa
Sąd Najwyższy
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Izba Dyscyplinarna
karne przeniesienie
Krzysztof Krygielski
mobbing
pozew regresowy
praworządność
prof. Michał Romanowski
represje sędziów
rozliczenia
Sąd Rejonowy w Olsztynie
sędzia Paweł Juszczyszyn
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze