0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto ANDREW CABALLERO-REYNOLDS / AFPFoto ANDREW CABALLER...

Tak oto Anchorage z wielkiego symbolu potęgi i sprawczości Putina zmieniło się w kolejny symbol rosyjskiej krzywdy Rosji. Bo Rosja jest raz po raz oszukiwana i zwodzona – i z winy oszukującego ją Zachodu musi prowadzić krwawe wojny. A przecież jest taka bardzo przywiązana do pokoju.

Taka jest oficjalna narracja. Tym silniejsza, im bardziej Rosja bombarduje dziś Ukrainę. Wszystkiemu winne jest NATO, bo miało SIĘ nie rozszerzać (SIĘ, bo tu NATO jest podmiotem, a nie państwa, które chciały wejść do Sojuszu), a Trump miał realnie wstrzymać pomoc dla Ukrainy.

Ciekawe przy tym, że kolejna opowieść o oszustwie, jakiego ofiarą padła Rosja, nie przeszkadza propagandzie Kremla w głoszeniu geniuszu Putina. Choć – jak wynika z relacji o „duchu Anchorage” – kolejny raz dał się podejść. I tu musimy się z propagandą Kremla zgodzić. Ale jeśli chodzi o oszustwo, to Moskwa sama się oszukała. A to nie wróży nam niestety dobrze.

Moskwa znowu bowiem ofiarą imperialnych fantazji o mechanizmach rządzących światem. A im bardziej świat nie pasuje do imperialnych fantazji Putina, tym gorzej dla świata.

Jak Stalin z Rooseveltem

Po pierwsze, Putin zakładał, że może rządzić światem pospołu z Trumpem tak jak Stalin z Rooseveltem. Albo car Aleksander z kolegami na Kongresie Wiedeńskim w 1815 r.

Fantazjowanie o potędze i sile sprawczej Trumpa zajęły propagandzie Kremla dwa lata, odkąd w 2024 r. miejsce starszego i wyraźnie słabnącego Bidena zajęła Kamala Harris, a więc kobieta – a dla kobiet Kreml ma tylko pogardę.

Putin brał Trumpa ewidentnie za polityka sprawczego w tradycyjny, imperialnym sensie tego słowa. Choć widać było, że Trump działa wedle zupełnie innych zasad – że płynie na fali kreowanej w mediach społecznościowych, a rzeczywistość interesuje go mniej.

Przeczytaj także:

Jeszcze w maju tego roku Kreml powtarzał, że „Waszyngton mógłby przywołać reżim w Kijowie do porządku”. Zaraz potem Amerykanie powiedzieli, że żadnej umowy w Anchorage nie było, a nawet jeśli była, to jest już nieaktualna. I wtedy Putin — jakby nic się nie stało — zaczął prosić Trumpa, żeby znowu przysłał mu swoich wysłanników, zięcia Kushnera i partnera biznesowego Witkoffa. Przecież tak dobrze się z nimi rozmawiało.

Od tego czasu rosyjska propaganda na serio zajmuje się pytaniem, kiedy przyjadą („Jeszcze nie jest znany termin” – przyznaje rzecznik Putina Pieskow, a szef MSZ Ławrow 14 sierpnia zapewnia o gotowości Putina do przyjęcia wysłanników). To pokazuje, w jakiej pułapce znalazł się Putin. Zależy od Trumpa, ale ten mu nie pomoże, bo nie jest Trumpem z putinowskich fantazji.

Moskwa wierzy w słowa Trumpa

Podobnie zresztą jak Witkoff, z którym tak dobrze się rozmawiało Putinowi. Rosyjska telewizja sprawozdawała cały rok 2025. Witkoff miał być Metternichem i Talleyrandem oraz Mołotowem w jednej osobie. Sprawnie miał załatwić sprawy swego władcy.

I rzeczywiście, Witkoff zapoczątkował „operację Anchorage”. Przed rokiem usłyszał na Kremlu, że Moskwa przystanie na wycofanie się wojsk z okupowanych terenów w Ukrainie. Tyle że nie zrozumiał, że wedle Putina to Ukraina miałaby porzucić swoje ziemie, które rzekomo okupuje.

Witkoff wiedział o Ukrainie i Rosji tyle, że wydawało mu się, że to Rosja zgadza się na ustępstwa. Przekazał więc Trumpowi, że Rosja gotowa jest zawrzeć „deal” i tak doszło do spotkania Putina z Trumpem w Anchorage na Alasce.

Moskwa musiała widzieć niekompetencję amerykańskiego wysłannika, ale najwyraźniej nie doprowadziło jej to do wniosku, że coś jest głęboko nie tak z polityką dzielenia świata poprzez kreślenie linii na mapie. Obraz władców nad mapą od czasów rozbiorów Rzeczypospolitej jest głęboko wbity w rosyjską imperialną wyobraźnię. Tym razem jednak Putin zasiadł do stołu z ludźmi, którzy mapy na oczy nie widzieli.

XVIII-wieczna grafika. Monarchowie nad mapą Polski
Alegoria rozbiorów Polski, Muzeum Narodowe w Krakowie, domena publiczna, Polona.pl

Moskwa nadal wierzy, że na Alasce mapa Europy została podzielona na nowo. Wiemy na pewno, że Putin uznał, że podzielił sobie Ukrainę z Trumpem. Bowiem i Ławrow, i Pieskow opowiadali w tym roku, że

„kwestia terytorialna była częścią »formuły Anchorage«".

Poza tym Moskwa nadal wierzy w to, że imperia mogą wykreślać granice na mapach i nikt im się nie sprzeciwi, bo do momentu wdrażania ustaleń nikt ich nie będzie znał – jak 17 września 1939 r.

Propaganda Kremla opowiada więc:

  • „Tylko Rosja i Stany Zjednoczone są w stanie osiągnąć porozumienie w sprawie zakończenia konfliktu na Ukrainie i położyć kres agresywnym aspiracjom europejskich przywódców” (poseł do Dumy, 11 lutego).
  • „Podczas spotkania na Alasce między prezydentem Rosji Władimirem Putinem a prezydentem USA Donaldem Trumpem osiągnięto porozumienie w sprawie podstawowych zasad rozwiązania konfliktu na Ukrainie” (szef dyplomacji Ławrow, 15 maja).

Mimo że Amerykanie powtarzają, że nie było, a na pewno już nie ma umowy z Anchorage, mimo że sytuacja Putina na wojnie jest gorsza niż przed rokiem, rosyjska dyplomacja nadal zakłada, że Trump „każe” Wołodymyrowi Zełenskiemu się poddać. I nadal opowiada publicznie, że ufa w słowa prezydenta Trumpa: „Moskwa postrzega zwrot »Duch Anchorage« jako symbol atmosfery zaufania, jaka nawiązała się między prezydentami Rosji i Stanów Zjednoczonych” (wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow, 22 maja)

Dla świata ta powtórka z Jałty ma jednak inne znaczenie. Po roku widać, że zorganizowany opór w świecie, w którym informacje rozprzestrzeniają się szybko, jest skuteczny.

Czerwony dywan i europejska kontrofensywa

Ze spotkania w Anchorage przed rokiem został obraz czerwonego dywanu, jaki amerykańscy żołnierze rozkładają na klęczkach przed Putinem. Szef rosyjskiej dyplomacji Ławrow paradował w bluzie z napisem „CCCP” (ZSSR). Szczegółów krótszych niż planowano rozmów Putin-Trump nie ujawniono. Ale pojawiły się zapowiedzi szybkiego spotkania na szczycie Ukraina-USA-Rosja.

Żołnierze rozkladają czerwony dywan przed wielkim samolotem
Fot. Andrew Harnik / Getty Images via AFP
Nic z tego nie wyszło – jak ze wszystkich amerykańsko-rosyjskich zapowiedzi zresztą.

Nieoczekiwanie dla Moskwy operacja z czerwonym dywanem zmobilizowała do działania Europejczyków, którzy murem stanęli za Ukrainą i zapowiedzieli – także na błyskawicznie zorganizowanym spotkaniu z Trumpem – że Ukrainy nie oddadzą.

To, co się potem stało, pokazało, że ekipa kremlowska nie rozumie współczesnej polityki z użyciem zdjęć i wpisów w mediach społecznościowych, dzięki którym można wpływać na giełdy, ale niczego realnie nie zmieniać. Ani tego, że medialne przecieki w dobie internetu mają dużą siłę rażenia, a rozbiorów nie da się uzgodnić po cichu.

Moskwa zakładała nie tylko, że porozumienie z Anchorage istnieje, ale że zostanie wdrożone dzięki temu, że w szczegółach pozostaje tajne. Powtarzał to jeszcze w lutym rzecznik Putina Pieskow („Porozumienia osiągnięte przez Rosję i Stany Zjednoczone na szczycie na Alasce mogą doprowadzić do zakończenia konfliktu na Ukrainie. Moskwa nie chce publicznie ujawniać szczegółów porozumień; negocjacje muszą być prowadzone za zamkniętymi drzwiami”).

Ale na tym etapie nic nie było już tajne

Przed szykowanym, ale ostatecznie odwołanym spotkaniu Trumpa z Putinem w Budapeszcie Orbána, Rosjanie podesłali Amerykanom memorandum z ich zdaniem głównymi ustaleniami z Alaski. To memorandum wkrótce przerodziło się w komputerach Witkoffa i Kushnera w „amerykański 28-punktowy plan” pokojowy dla Ukrainy. Plan ten, przypomnijmy, zakładał też ograniczenie suwerenności Polski.

A wiemy to dlatego, że plan wyciekł do mediów.

Ukraina i Europa zaczęły wtedy w zasadzie publicznie negocjować z Amerykanami, spiłowując co bardziej drastyczne szczegóły. W końcu powstał z tego plan 20-punktowy. Dla Moskwy całkowicie nie do przyjęcia, bo nie można publicznie skreślać żądań Putina. Gdyż „negocjacje muszą być prowadzone za zamkniętymi drzwiami”, by nie naruszać autorytetu władzy.

Ukraińcy grę z Trumpem rozumieli lepiej, bo okrasili 20-punktowy plan propozycją, by zwrócone Ukrainie tereny Donbasu nazwać „Donnylandem”. Propozycja była oczywiście publiczna, przekazana za pośrednictwem „The New York Timesa”.

A Moskwa? Pozostała przy tradycyjnej dyplomacji, twierdząc, że o żadnym 20-punktowym planie nic nie wie, bo go oficjalnie nie dostała. Porozumienie Putin podpisze z Trumpem, a Ukraina będzie się musiała na to zgodzić. Prezydent Zełenski swój podpis pod kapitulacją Ukrainy złoży w Moskwie – żeby nie było wątpliwości (Pieskow, 4 lipca.) Miedwiediew, 24 czerwca).

Rzutem na taśmę Kreml postanowił przerwać ukraińsko-amerykańskie negocjacje, oskarżając Ukrainę na przełomie roku o to, że nasłała drony na pałac Putina nad jeziorem Wałdaj. Musiało stać za tym przekonanie, że jeśli Trump chce naprawdę zarabiać w Rosji, to taki pretekst mu wystarczy. Jakby nie przychodziło Kremlowi do głowy, że zarzut ataku da się zweryfikować. I CIA powie Trumpowi, że ataku nie było, a Trump to powtórzy, zasilając po raz kolejny cykl o sobie w mediach społecznościowych.

Imperialna pułapka

Trump mógł rzeczywiście podzielać imperialne wyobrażenia Putina. Dowodem tego jest to, jak sobie wyobrażał wyprawę na Iran i jak utknął tam ze swoją „specjalną operacją wojskową”. Było to pół roku po Anchorage i dowodziło, że także Amerykanie nie uważali na ukraińskiej lekcji.

Ostatnią próbą negocjowania z Amerykanami w sprawie Ukrainy była rozmowa Putin — Trump w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa defiladzie w Moskwie 9 maja. Propaganda Kremla kładła nacisk na to, że oto znowu wielki Putin rozmawia z samym Trumpem – czyli traktowała dyplomację po staremu.

Trump zareagował po swojemu, ogłaszając w mediach społecznościowych, jaki jest wspaniały. A przebił go prezydent Wołodymyr Zełenski, ogłaszając w internecie swój dekret zezwalający Rosji na przeprowadzenie defilady.

Moskwa wierzy w ducha

To, co z Anchorage próbuje teraz zrobić rosyjska propaganda, jest nie tylko interesujące, ale przerażające.

Po pierwsze – „duch Anchorage” został jako „Spirit of Anchorage” objęty w lipcu wnioskiem o rejestrację nazwy wódki jako znaku towarowego.

Wielki biznes liczy więc zgodnie ze sztuką „deali”, że zarobi na takiej wódce.

Po drugie – ustalenia z Anchorage nie są może umową, tylko porozumieniem. Jednak istnieją.

„Obecnie modnym tematem jest to, że duch Anchorage został zniszczony. Duch nie może zostać zniszczony – może wyparować lub zostać zatruty wszelkiego rodzaju trującymi gazami, co próbuje zrobić Europa, ale to się nie uda” (Ławrow, 11 lutego).

„Rosja oczekuje wdrożenia porozumień osiągniętych na rosyjsko-amerykańskim szczycie na Alasce w zeszłym roku w sprawie rozwiązania konfliktu ukraińskiego” (Ławrow, 30 kwietnia).

„Moskwa uważa, że Waszyngton nie wycofał się jeszcze z propozycji przedstawionych podczas spotkania prezydentów Rosji i USA, Władimira Putina i Donalda Trumpa w Anchorage” (Ławrow, 22 lipca).

„Wiele osób używa słowa »umowa«. Ja bym użył bardziej precyzyjnego określenia »porozumienia«. Osiągnięto rzeczywiste porozumienie co do tego, co każda ze stron zrobi w kontekście rozwiązania konfliktu ukraińskiego. Amerykanie obiecali wywiązać się ze swojej części tych porozumień, ale, jak rozumiem, napotkali szereg trudności, związanych głównie z zachowaniem Kijowa i jego reakcją na liczne próby i apele Amerykanów” – powiedział Uszakow, doradca Putina, 31 maja)

„Rosja nadal pozostaje wierna porozumieniom z Anchorage”. „Z naszej strony, pozostając wiernymi celom specjalnej operacji wojskowej wyznaczonym przez rosyjskie kierownictwo, jesteśmy gotowi je zrealizować środkami dyplomatycznymi – pod warunkiem istnienia niezbędnej woli politycznej” (wiceminister spraw zagranicznych Michaił Gałuzin, 10 sierpnia)

Po trzecie — Rosja tylko przystała na Amerykańskie propozycje, sama niczego nie zgłaszała.

W ten sposób Kreml zmienia narrację z wielkiego sukcesu Putina w opowieść o wielkim oszustwie, któremu Putin nie jest winien:

„W sierpniu ubiegłego roku na Alasce prezydent Putin przyjął propozycję prezydenta Trumpa. Wszystko inne zależy od drugiej strony” (Ławrow, 9 maja).

Po czwarte – głównym winowajcą, że Trumpowi nie udało się „wdrożyć” porozumień, jest Europa.

Europejscy przywódcy i Wołodymyr Zełenski chcą odwieść Amerykanów od kursu wyznaczonego w Anchorage (Ławrow, 24 kwietnia).

Europejscy przywódcy próbują przekonać prezydenta USA Donalda Trumpa do wycofania się z umowy z Anchorage. Już „jakiś czas temu” pojawiły się „oznaki, że nasi amerykańscy koledzy zaczynają ulegać tej presji” (Ławrow, 21 czerwca).

„Rzeczywiście, retoryka i działania Amerykanów są sprzeczne. Zauważyliśmy czerwcowe oświadczenia [sekretarza stanu USA Marco] Rubio, że Waszyngton nie postrzega siebie jako »neutralnego mediatora«. Jednocześnie powiedział on niedawno, że Stany Zjednoczone podejmą próbę zorganizowania negocjacji w sprawie Ukrainy w nadchodzących tygodniach. Ciągłe dostawy amerykańskiej broni dla reżimu w Kijowie, udostępnianie danych wywiadowczych i inna pomoc mówią same za siebie, co jest sprzeczne z pragnieniem pokoju” (Gałuzin, 10 sierpnia)

I po piąte, najgorsze – Rosja sama sobie wdroży porozumienia z Anchorage, podbijając Ukrainę.

Skoro ta nie chce się poddać wbrew „duchowi Anchorage”, to ją zmiecie z powierzchni ziemi pociskami balistycznymi.

„Nie czekamy na wypełnienie tych porozumień i umów, czekamy na zwycięstwo. Czekamy na realizację naszych własnych celów. Oświadczenia i wcześniejsze obietnice Moskwy, w tym te składane podczas rozmów prezydentów Rosji i USA Władimira Putina i Donalda Trumpa w Anchorage, opierały się i nadal opierają na jej zasadniczym stanowisku w sprawie konfliktu na Ukrainie” (Uszakow, 21 maja).

„Nie ugniemy się, ale będziemy stosować znacznie brutalniejsze metody, aby zniszczyć wszystko, co napędza kijowską machinę wojenną na Zachodzie. Robimy to już i wkrótce zaczną się na to skarżyć” (Ławrow, 14 sierpnia).

US President Donald Trump (R) greets Russian President Vladimir Putin on the tarmac after they arrived at Joint Base Elmendorf-Richardson in Anchorage, Alaska, on August 15, 2025. Putin is in Alaska at the invitation of Trump in his first visit to a Western country since he ordered the 2022 invasion of Ukraine that has killed tens of thousands of people. (Photo by ANDREW CABALLERO-REYNOLDS / AFP)
Trump wita Putina, Anchorage, 15 sierpnia 2025 r. Fot. ANDREW CABALLERO-REYNOLDS / AFP

Anchorage realizowane rakietami

Stan mamy więc taki, że Rosja nie może ustąpić o włos ze swoich jawnych już 28-punktów, bo to podważyłoby pozycję Putina w aparacie i w całym kraju. Ale Putin chce mieć na to zgodę Trumpa, bo inaczej nie wykaraska się z sankcji. A jednoznaczna zgoda Trumpa jest mało prawdopodobne ze względu na niejednoznaczny sposób komunikowania się Trumpa ze światem. Np. opowiada on teraz, że... Rosja ustępuje:

„Były pewne warunki. Były trochę inne. Myślę, że się zmieniają. Oni (Rosja) prawdopodobnie trochę je poprawiają – jeśli chodzi o niektóre rzeczy, które chcielibyście zobaczyć” (8 lipca).

„Ducha Anchorage” Moskwa wdraża teraz rakietami balistycznymi. A że „duch” dotyczy też Polski, to opowieści, że to nie jest „nasza wojna” należy wsadzić do szafy z moskiewskimi bredniami.

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN. Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze