0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego odmówiła uchylenia immunitetu neosędziemu Piotrowi Schabowi z Sądu Apelacyjnego w Warszawie – na zdjęciu u góry – we wtorek 7 lipca 2026 roku.

Z wnioskiem o to wystąpiła Prokuratura Krajowa, która chce postawić Schabowi zarzut z artykułu 212 kodeksu karnego. Zarzuca mu zniesławienie byłego już sędziego Waldemara Żurka – obecnie minister sprawiedliwości – w 2022 roku na konferencji prasowej.

Schab był wtedy głównym rzecznikiem dyscyplinarnym i na konferencji prasowej zarzucał Żurkowi fałszerstwo 64 orzeczeń. Oskarżenie było bezpodstawne, co zresztą potwierdziła Izba Odpowiedzialności Zawodowej, uznając, że Żurek nie złamał prawa.

Orzeczenie ws. Schaba wydał legalny sędzia SN Zbigniew Korzeniowski, działając jako jednoosobowy skład orzekający Izby SN. Nie podważył zasadności zarzutów, które chce postawić prokuratura. Uznał nawet, że Schab przesadził na konferencji ze stawianiem Żurkowi zarzutów łamania prawa.

Ale orzekł, że Schab, który jest doświadczonym sędzią karnistą, działał wtedy w ramach dopuszczalnego błędu w interpretacji i stosowaniu prawa. Jako karnista ma bowiem prawo nie znać dokładnie przepisów prawa cywilnego, które stosował Żurek jako sędzia.

Więc mógł wyciągać zbyt daleko idące wnioski, nawet niesłusznie oskarżając. A skoro tak, to nie można teraz postawić Schabowi zarzutu zniesławienia, bo chroni go zasada działania w tzw. błędzie; który wyłącza odpowiedzialność karną sędziego.

Przeczytaj także:

Tę zasadę do ustawy o ustroju sądów powszechnych wprowadził w 2022 roku PiS, pod wpływem nacisków UE ws. praworządności w Polsce. Do artykułu 107 ustawy o ustroju sądów [precyzuje, kiedy sędzia odpowiada dyscyplinarnie] dodano paragraf 3, kiedy sędzia takiej odpowiedzialności nie ponosi.

M.in. sędzia ma nie odpowiadać dyscyplinarnie, jeśli „orzeczenie sądowe wydane z udziałem danego sędziego obarczone jest błędem w zakresie wykładni i stosowania przepisów prawa krajowego lub prawa Unii Europejskiej lub w zakresie ustalenia stanu faktycznego lub oceny dowodów”.

Ta zmiana miała chronić sędziów, którzy wykonywali w Polsce wyroki ETPCz i TSUE i stosowali je w swoich orzeczeniach. A za stosowanie prawa europejskiego ścigał ich wtedy Schab z zastępcami Przemysławem Radzikiem i Michałem Lasotą.

Teraz Izba Odpowiedzialności Zawodowej stosuje tę zasadę wobec sędziów, którzy awansowali za władzy PiS, i chroni ich w ten sposób przed stawianiem im zarzutów przez Prokuraturę Krajową. Izba rozszerzyła nawet tę zasadę na proceduralne decyzje sędziów. I teraz tę zasadę zastosowano też do wypowiedzi sędziego Schaba, który działał jako swoisty prokurator dla sędziów.

Orzeczenie Izby nie jest prawomocne, prokuratura może się odwołać.

Po jego ogłoszeniu Schab triumfował. Cieszyli się też jego obrońcy i stronnicy. „Kolejne zwycięstwo” – rzucił sędzia Przemysław Radzik, wychodząc z sali rozpraw Izby. Radzik to były zastępca głównego rzecznika dyscyplinarnego. Choć został odwołany z tego stanowiska, nadal uważa się, że jest rzecznikiem dyscyplinarnym. I w tej roli wystąpił też w Izbie, broniąc swojego byłego szefa.

Ale sędzia Korzeniowski nie rozstrzygnął, czy nadal jest legalnym rzecznikiem dyscyplinarnym. Co ważne Korzeniowski dopuścił też wniosek prokuratury o uchylenie immunitetu, choć Schab i jego obrońcy kwestionowali legalność prokuratorów. Ich zdaniem Prokuratorem Krajowym nadal jest usunięty ze stanowiska Dariusz Barski, świadek na ślubie Ziobry.

Sędzia SN Korzeniowski orzekł, że obowiązuje zasada jednolitości prokuratury, która dopuszcza, by prokuraturę reprezentował w sprawie o uchylenie immunitetu dowolny prokurator. Sędzia Korzeniowski podkreślał, że sprawy muszą być załatwiane.

W Izbie wniosek o uchylenie immunitetu sędziemu Schabowi popierali prokuratorzy Zbigniew Rzepa i Sławomir Głuszek z Prokuratury Krajowej.

Zaś obrońcami Schaba byli neosędziowie Adam Jaworski i Kamila Boroszowska-Moszowska oraz zbuntowany zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand.

Do sprawy przystąpiły też dwa stowarzyszenia skupiające sędziów beneficjentów „reform” Ziobry. W imieniu Sędziów RP przemawiał były zastępca rzecznika dyscyplinarnego Michał Lasota. A neosędzia Marcin Czapski z Olsztyna reprezentował nowo powstałe stowarzyszenie Veritas et Ius w służbie Narodowi.

Za konferencję, podczas której oskarżano Żurka o fałszowanie orzeczeń, Prokuratura Krajowa chce też stawiać zarzuty zniesławienia Michałowi Lasocie. Ta sprawa czeka na wyznaczenie terminu w Izbie.

Prokuratura chce mu też stawiać kolejne zarzuty, podobnie jak Przemysławowi Radzikowi. Bo razem ścigali Żurka za byle co. Zrobili mu 23 niezasadne dyscyplinarki. Prokuratura kwalifikuje dziś to jako nękanie. Te sprawy czekają na rozpoznanie w Izbie.

Choć zniesławienie z artykułu 212 kodeksu karnego jest ścigane z oskarżenia prywatnego, to w przypadku Żurka Prokuratura Krajowa przejęła ściganie z uwagi, że był to jeden z elementów trwających latami represji wobec niego.

Prokuratura je dziś rozlicza. Zaczęła to robić po zmianie władzy w 2024 roku – Żurek nie był jeszcze ministrem sprawiedliwości. Gdy w połowie 2025 roku premier Tusk powołał go do rządu, to wyłączył się z tych spraw jako Prokurator Generalny. Wycofał też pozwy przeciwko Skarbowi Państwa za represje za czasów władzy PiS. W sądzie pozostały tylko pozwy, które złożył wobec bezpośrednich sprawców.

Mężczyzna w garniturze patrzy w obiektyw
Były sędzia, obecnie minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl.

Za co prokuratura chce stawiać zarzuty Schabowi

Wniosek o uchylenie immunitetu Piotrowi Schabowi, który 7 lipca rozpoznawała Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN, jest ze stycznia 2026 roku. Ten wniosek Prokuratury Krajowej jest precedensowy, po raz pierwszy PK chce stawiać zarzuty za represje wobec sędziów za czasów PiS.

Chodzi o wszczynanie niezasadnych dyscyplinarek wobec sędziów broniących wtedy praworządności. Robili to były już główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab i jego dwaj byli zastępcy Przemysław Radzik i Michał Lasota. W 2025 roku zostali oni odwołani z tych stanowisk przez ministra sprawiedliwości, który jednocześnie powołał ich następców. Ale oni tych zmian nie uznają i wciąż uważają się za rzeczników dyscyplinarnych.

W styczniu prokuratura skierowała wniosek o uchylenie immunitetu Schabowi, Radzikowi i Lasocie. Złożyła trzy oddzielne wnioski.

Schabowi, którego sprawa trafiła pierwsza na wokandę, stawia zarzut zniesławienia byłego sędziego Żurka z artykułu 212 paragraf 2 kodeksu karnego. Przepis mówi o pomówieniu przez środki masowego komunikowania o „takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”.

Chodzi o pomówienie sędziego Waldemara Żurka na konferencji prasowej w maju 2022 roku. To była pierwsza w działalności rzeczników dyscyplinarnych Ziobry konferencja – od momentu ich powołania w 2018 roku.

Działo się to tuż przed wizytą w Polsce szefowej KE Ursuli von der Leyen ws. rozmów z rządem o odmrożeniu Krajowego Planu Odbudowy. Ówczesny premier Mateusz Morawiecki liczył na kompromis ws. odblokowania miliardów dla Polski z KPO.

Tymczasem powołani przez Ziobrę rzecznicy dyscyplinarni w świetle kamer świadomie uderzyli w ten kompromis. Pokazując, że nie będzie końca represji wobec sędziów stosujących prawo europejskie i broniących praworządności. I nie przypadkiem na atak wybrali Żurka, bo jest znany i był symbolem walki o wolne sądy.

Na konferencji Schab zarzucał Żurkowi rzekome sfałszowanie – przed kilkunastu laty – 64 orzeczenia w sprawach cywilnych. Sędzia wydał je jednoosobowo lub w składach trzyosobowych, na posiedzeniach niejawnych. Według rzeczników dyscyplinarnych miał poświadczyć w nich nieprawdę, wpisując datę wydania orzeczenia z dni, gdy nie było go w sądzie. Żurek wtedy był też rzecznikiem starej, legalnej KRS. I często bywał w Warszawie.

Na konferencji Schab zarzucał: „Zamieszczenie (...) fałszywej daty wydania tych orzeczeń, stanowi przestępstwo, wedle naszych ustaleń przestępstwo podlegające ściganiu z urzędu, co wkrótce zainicjujemy, gdy chodzi o nasze relacje z prokuraturą i przesłanie prokuraturze odpowiedniej dokumentacji. Chodzi tu o przestępstwo z art. 271 § 1 Kodeksu karnego, a także art. 231 § 1 Kodeksu karnego, jako przekroczenie uprawnień funkcjonariusza publicznego.

Jesteśmy zdania, że w sytuacji, w której sędziowie, przydają sobie kluczową rolę dla kreowania stanowiska opinii publicznej w kwestii wymiaru sprawiedliwości, a tak właśnie dzieje się, gdy chodzi o wypadek wspomnianego wyżej sędziego, istnieje absolutna konieczność poinformowania opinii publicznej o naszych wstępnych ustaleniach”.

Na konferencji był też ówczesny zastępca rzecznika dyscyplinarnego Michał Lasota. Potwierdził zarzuty Schaba, bo to on prowadził postępowanie dyscyplinarne przeciwko Żurkowi. Na konferencji przyznał, że o tej sprawie ktoś mu doniósł. Najprawdopodobniej z macierzystego sądu okręgowego Żurka w Krakowie. Wtedy jego prezeską była ówczesna szefowa neo-KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Jak ujawniliśmy w OKO.press – nasz tekst ukazał się rok przed tą konferencją – Lasota zaczął trałować akta spraw prowadzonych przez Żurka. Wiedział czego szukać. Ściągał do siebie do biura akta konkretnych 120 spraw. Efektem szukania haków na sędziego była konferencja i późniejsze postawienie mu zarzutów za rzekome fałszowanie orzeczeń.

Ale Żurek prawa nie złamał. Często pracował w krakowskim sądzie rano, przed wyjazdem na posiedzenia KRS lub po powrocie z Warszawy (wieczorem). W sądach powszechną praktyką też jest, że postanowienia wydane na posiedzeniach niejawnych są podpisywane później. Zwłaszcza w wieloosobowych składach.

Sędzia referent najpierw przygotowuje treść orzeczenia, a potem pozostali członkowie składu je podpisują. Co ważne postanowienia nie dotyczą kwestii merytorycznych, tylko proceduralnych. To nie są wyroki. Praktyka takiego podpisywania orzeczeń była zwłaszcza stosowana w czasie epidemii koronawirusa. Bo sędziowie izolowali się. I tak też podpisywała je była już szefowa neo-KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka. Ale jej nikt za to nie ścigał.

Ponadto prawo nie regulowało tej praktyki. Sędzia mógł je jednoosobowo wydać nawet w domu lub w pociągu, bo chodzi o sprawne załatwienie sprawy obywatela. Sędzia nie wyrządził również nikomu żadnej szkody, bo takie orzeczenie cywilne obowiązuje od daty jego podpisania i wywołuje skutki dla obywatela od daty doręczenia. Orzeczenia te nadal są obowiązujące.

Z tego powodu po upadku władzy PiS dyscyplinarkę Żurka przejął i umorzył w grudniu 2024 roku rzecznik dyscyplinarny ad hoc. Z kolei Prokuratura Krajowa umorzyła śledztwo w tej sprawie, ale po złożeniu odwołania Radzika sąd nakazał śledztwo. Nadal ono trwa.

Zawiadomienie do prokuratury za represje wobec Żurka i za konferencję prasową złożyła jego pełnomocniczka, adwokatka Justyna Borucka w marcu 2023 roku, czyli jeszcze za władzy PiS. Prokuratura początkowo odmówiła ścigania rzeczników dyscyplinarnych, ale śledztwo nakazał jej sąd w październiku 2024 roku.

Prokuratura Krajowa finalnie uznała, że zarzucanie sędziemu poświadczenia nieprawdy w orzeczeniach podważyło jego reputację zawodową i zaufanie do niego oraz poniżało go w oczach opinii publicznej. Było też elementem całego ciągu działań podejmowanych wobec Żurka, z uwagi na jego pozycję. Traktowano je priorytetowo. Prokuratura przyjęła, że w ten sposób wywierano presję na całe środowisko sędziowskie, by je zmrozić.

Prokuratura stwierdziła, że prawo nie regulowało tego, jak mają wyglądać posiedzenia niejawne. Robiła to wieloletnia praktyka, z której wynika, że sędziowie podpisują takie orzeczenia w różnym czasie i miejscu.

Ponadto uznała, że Lasota zarzuty za to postawił tylko Żurkowi, a nie ścigano innych sędziów, którzy zasiadali z nim w składach trzyosobowych. Co świadczy o intencjonalnym działaniu.

Dlatego prokuratura wypowiedzi z konferencji zakwalifikowała jako zniesławienie i uznała, że ważny interes społeczny przemawia za tym, by ścigała za to Schaba. Tym bardziej że był to element całego systemu represji wobec Żurka.

Były główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab, stoi po prawej. Po lewej stoi były zastępca rzecznika dyscyplinarnego Michał Łasota. Zdjęcie zrobiono w maju 2022 roku na konferencji, podczas której zarzucali Żurkowi fałszowanie orzeczeń. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Jak Schab bronił się przed zarzutami w Izbie

We wtorek 7 lipca 2026 roku obrońcy Schaba i jego stronnicy ze stowarzyszeń, podważali wniosek Prokuratury Krajowej o uchylenie immunitetu za konferencję ws. Żurka.

Zaczęło się od potyczek proceduralnych. Najpierw Przemysław Radzik oznajmił, że nadal jest zastępcą rzecznika dyscyplinarnego i w tej roli występuje w sprawie. Przekonywał, że odwołanie go z tego stanowiska w 2025 roku jest nieskuteczne. Przekonywał też, że choć w połowie czerwca 2026 roku i tak skończyła się jego 4-letnia kadencja, to nadal jest rzecznikiem dyscyplinarnym.

Bo po skończeniu kadencji minister sprawiedliwości powinien powołać nowego zastępcę, o czym mówi artykuł 112 ustawy o sądach. A tego nie zrobił, więc ma pełnić swoją funkcję do czasu powołania następcy. Idąc dalej, dowodził, że z tego powodu nadal rzecznikami dyscyplinarnymi są też Schab i Lasota.

Nie uznają oni bowiem nowej, głównej rzecznik dyscyplinarnej Joanny Raczkowskiej i jej zastępców Tomasza Ładnego i Grzegorza Kasickiego. Minister powołał ich w 2025 roku po odwołaniu Schaba, Radzika i Lasoty.

Prowadzący posiedzenie sędzia SN Zbigniew Korzeniowski skomentował to tak: „Kto ma rozstrzygnąć w Polsce, kto jest rzecznikiem dyscyplinarnym”. Ale nie wydał decyzji, czy Radzik jest legalnym rzecznikiem i dalej procedował. Później też udzieli Radzikowi głosu.

Korzeniowski dociekał, jakie były skutki orzeczeń Żurka – w sprawach cywilnych – czy zostały one podważone. Prokurator Sławomir Głuszek zapewniał, że żadne z tych orzeczeń nie zostało zakwestionowane, nadal obowiązują.

Potem bronił się Piotr Schab. Mówił, że nie nazwał Żurka przestępcą, tylko mówił, że jego działania mogą realizować czyn z artykułu 271 kodeksu karnego (dotyczy poświadczenia nieprawdy w dokumentach). Podtrzymał swój zarzut, że Żurek podpisywał orzeczenia, gdy nie było go w Krakowie.

Mówił, że on jako sędzia nie stosował praktyki podpisywania orzeczeń w innej dacie, niż je wydano. Zarzucał, że Żurek pobrał niesłusznie diety za obrady w KRS w Warszawie za dni, kiedy miał być w sądzie. Ale diet za czasów PiS nie podważyła prokuratura, nie zrobiła też tego nielegalna neo-KRS.

Sędzia SN Korzeniowski, który sam stosuje procedurę cywilną – na stałe orzeka w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych – dociekał dalej. Pytał, czy w tych 64 orzeczeniach Żurka sprostowano datę. Sugerując, że może to być potraktowane jako błąd pisarski, omyłka, zwykły brak formalny, który nie podważa całego orzeczenia.

Przypomniał artykuł 379 kodeksu postępowania cywilnego, kiedy postępowanie cywilne sądu jest nieważne. Nie ma tam sytuacji, gdy orzeczenie ma brak formalny, który można uzupełnić.

Prokurator Sławomir Głuszek z Prokuratury Krajowej (stoi po prawej). Obok siedzi prokurator Zbigniew Rzepa. Popierali w Izbie uchylenie immunitetu Schabowi. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Sędzia SN pytał Schaba, czy wzruszali orzeczenia Żurka. Schab przyznał: „One nie mogą być wzruszane”. Korzeniowski skomentował: „Czyli wystarczyło to na to, by mówić, że to był czyn karalny”.

Schab bronił się: „Nie przekroczyliśmy granicy. Ja informowałem o naszych czynnościach. Wykonywałem obowiązek informacyjny. To nas atakowano w mediach jako niszczących praworządność. Jestem zbulwersowany tym, że prokuratura daje Żurkowi prawo do fałszerstwa”. Sugerował, że prokuratura chce teraz stawiać zarzuty, bo Żurek jest ministrem.

Jego obrończyni Kamila Borszowska-Moszowska ze Świdnicy przyznała, że nie ma podstaw do podważenia orzeczeń Żurka. Ale można wznowić w tych sprawach postępowanie. Dalej przekonywała, że Schab na konferencji realizował prawo obywateli do informacji. I to była jego ocena prawna. Miał też prawo do krytyki i wypowiadania poglądów, bo jest też obywatelem.

Przekonywała, że ta sprawa dotyczy wolności słowa. Nie dodała, że Schab był na konferencji w roli funkcjonariusza publicznego (swego rodzaju prokuratora dla sędziów), a nie obywatela. I w takiej sytuacji było mu mniej wolno. Musiał trzymać się faktów, a nie serwować swoje oceny. Obrończyni dalej zapewniała, że Schab nie miał zamiaru pomawiania Żurka. Że jego jedynym celem było poinformowanie obywateli o praktyce sędziego.

Głos zabrał sędzia SN Korzeniowski. Przypomniał, że wolność słowa ma granice. Bo są też dobra osobiste. Przypomniał, że wielu sędziów ma sprawy dyscyplinarne np. za przewlekłość. I nie robi się konferencji prasowych, by o tym informować. I nie stawia się im za to zarzutów karnych.

Zauważył, że w śledztwie była przesłuchana jako świadek była szefowa neo-KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka, która też jest sędzią w Krakowie. I przyznała, że powszechną praktyką było tam podpisywania orzeczeń w innej dacie. Korzeniowski dopytywał Schaba: „Czyli każdy sędzia, który podpisał orzeczenie w innej dacie, jest fałszerzem? Tak?”.

Potem głos zabrał Michał Lasota w imieniu Sędziów RP. Dowodził, że wniosek o uchylenie immunitetu złożył nieuprawniony prokurator. I, że sprawa się przedawniła. Potem przemawiał Przemysław Radzik. Przekonywał, że Schab mówił o tym, co było w materiale dowodowym dyscyplinarki przeciwko Żurkowi. I, że nadal w sprawie jego orzeczeń trwa śledztwo. Więc nie można mówić, że doszło do zniesławienia.

Schab szybko dodał: „Ja powiedziałem prawdę. Wówczas Żurek nam ubliżał”.

Kolejny obrońca Schaba, neosędzia Adam Jaworski też przekonywał, że sprawa się przedawniła. I występuje tu nielegalny prokurator. Przekonywał również, że nie ma tu znamion zniesławienia. Schab na konferencji informował o czynnościach podjętych przez jego urząd ws. Żurka. Jaworski podkreślał, że prokuratura też informuje o wynikach śledztw i zarzutach, które stawia. I na tej podstawie można, by stawiać zarzuty zniesławienia prokuratorom.

Na koniec głos zabrał trzeci obrońca Schaba, zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand. Też podnosił przedawnienie i brak wniosku uprawnionego oskarżyciela. Mówił też, że Schab mógł działać w tzw. błędzie.

Neo-sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie i były główny rzecznik dyscyplinarny Piotr Schab, stoi. Obok siedzi jego obrończyni neosędzia Kamila Borszowska-Moszowska. W pierwszym rzędzie siedzą kolejni obrońcy Schaba. Po prawej siedzi neosędzia Adam Jaworski, a po lewej zbuntowany zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand. Fot. Mariusz Jałoszewski.
Schaba wspierali jego byli zastępcy Michał Lasota (siedzi pierwszy na planie) i Przemysław Radzik (siedzi pod ścianą). W środku siedzi neosędzia Marcin Czapski, który wspierał nowo powstałe stowarzyszenie skupiające beneficjentów "reform" Ziobry. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Izba SN: Schab przesadził z oskarżaniem Żurka, ale działał w błędzie

Po krótkiej przerwie sędzia SN Zbigniew Korzeniowski wydał uchwałę odmawiającą uchylenia immunitetu sędziemu Piotrowi Schabowi.

Uzasadniając orzeczenie, zaczął od tego, że nie przesądza, kto dziś jest rzecznikiem dyscyplinarnym. Mówił, że jako sąd nie dostał informacji o odwołaniu i o powołaniu nowych rzeczników. Że jest tu konflikt. Mówił, że składy orzekające mogą mieć różną ocenę. I, że powinien to rozstrzygnąć „jakiś organ”. Dopuścił Radzika do głosu, ale tylko ze względów kurtuazyjnych. Bo stawił się na posiedzenie.

Dalej uzasadniał, że Prokuratura Krajowa skutecznie złożyła wniosek o uchylenie immunitetu. Zmiany personalne na szczycie Prokuratury Krajowej po 2023 roku nie mają znaczenia. Bo obowiązuje zasada jednolitości prokuratury.

Korzeniowski: „Polska jest zbyt dużym krajem, by sprawy o to, kto jest Prokuratorem Krajowym, przenosiły się na zwykłe sprawy. W Konstytucji jest trójpodział władzy. I nie ma nic tam o prokuraturze. Jest władza wykonawcza, która ma zaspokoić potrzebę ścigania przestępstw”.

Dodał: „Wniosek o uchylenie immunitetu może wnieść każdy prokurator, tu nie decyduje funkcja. Sąd nie musi sprawdzać tu całej personalnej gradacji. Bo w przeciwnym razie staniemy i nic nie zrobimy [jako sąd – red.]”.

Dalej sędzia SN Korzeniowski uzasadniał, że sprawa się nie przedawniła. I przeszedł do tłumaczenia, dlaczego nie uchylił immunitetu.

Sędzia SN Korzeniowski: „Tu jest pytanie na ile coś jest informacją, a na ile przestępstwem. To płynna granica. To, co zaszło na konferencji prasowej, zostaje w pamięci”. Dalej uzasadniał, że Schab na konferencji wypowiadał się o czynnościach swojego zastępcy Lasoty podjętych ws. orzeczeń Żurka. I, że po zbadaniu sprawy postawili zarzut fałszu.

Sędzia SN zaznaczył, że Schab wypowiadał się kategorycznie. „Mówił tak, jakby ten czyn został popełniony. Ale w takich sprawach trzeba być wstrzemięźliwym. Nie wolno stygmatyzować, bo jest domniemanie niewinności” – podkreślał Korzeniowski.

Orzekł jednak, że Schab działał w ramach błędu co do oceny prawa, który wyłącza jego odpowiedzialność. Korzeniowski: „To poszło za daleko. Ale prawnicy nie znają się na całym systemie prawa. Są karniści i cywiliści. Dla karnistów sprawy cywilne nie zawsze są jasne”. Dalej uzasadniał, że orzeczenia Żurka nadal obowiązują i dopóki nie podważy ich sąd odwoławczy, są legalne.

Korzeniowski: „Data orzeczenia nie jest sednem sprawy. Podlega ona sortowaniu. Tu za dużo mówiono na konferencji [o fałszerstwie – red.], bo nie było do tego podstaw. Nie było uprawnione mówić, że skoro są wątpliwości co do daty, to jest fałsz. Ale karniści mogą nie znać prawa cywilnego. I może to usprawiedliwia sędziego Schaba, że działał w błędzie co do prawa. On nie miał refleksji prawnej, że nie ma równości pomiędzy datą orzeczenia a fałszem. I że to nie oznacza, że wyrok jest wadliwy”.

Sędzia Korzeniowski powołał się przepis ustawy o sądach, który wyłącza odpowiedzialność sędziów za interpretację prawa i dlatego odmówił uchylenia immunitetu Schabowi.

Na koniec dodał, że nie każde naruszenie procedury sądowej ma wpływ na wynik sprawy. Czyli na treść wyroku. I nie każde naruszenie procedury skutkuje uchyleniem orzeczenia. Podkreślił, że data orzeczenia nie jest decydująca dla jego ważności. I, że błędy proceduralne zdarzają się prawnikom.

Legalny sędzia SN Zbigniew Korzeniowski odmówił uchylenia immunitetu Schabowi. Fot. Mariusz Jałoszewski.
Na zdjęciu Mariusz Jałoszewski
Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze