Na Wiśle w Warszawie padł rekord – tak niskiego poziomu wody jeszcze nie było. 7 sierpnia wodowskaz przy bulwarach pokazał 102 cm. – Stan Wisły, tak chętnie opisywany w mediach, jest odzwierciedleniem sytuacji hydrologicznej całego obszaru Polski powyżej tego miejsca – mówi dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog.
O wodowskazie „Wisła-Bulwary” w Warszawie dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog, mówi „celebryta”. Bo co roku, w okolicy sierpnia, media donoszą o tym, że Wisła w stolicy wysycha. Robią zdjęcia wodowskazowi. Wody jest tak mało, że pojawiają się suche łachy piachu, a rzeka osiąga rekordowo niskie stany. Na początku sierpnia padł kolejny rekord – zaledwie 102 cm wody. W momencie pisania tego tekstu, wodowskaz pokazuje 116 cm.
Sprawę skomentował były minister żeglugi i wiceminister infrastruktury w rządzie PiS, Marek Gróbaczyk:
„Tylko 103 cm wody w Wiśle? Ależ nie! Rzeczywista wysokość pomiaru wody w Wiśle to 3 cm. Tusk kazał przeskalować wodowskaz o 100 cm, żeby nikt się nie czepiał”.
Dla czytelników mamy cztery informacje:
Czy w Wiśle były 103 cm wody, czy tylko 3? – pytamy dr Sebastiana Szklarka z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk.
- Żeby to zrozumieć, trzeba najpierw wiedzieć, czym jest zero wodowskazu – mówi naukowiec. – Jest to umownie przyjęty punkt, który wcale nie musi być wyznaczony na poziomie zera centymetrów wody w rzece. Ustala się go tak, żeby było łatwo odczytać pomiar. Kiedy jest zagrożenie, że pomiar wskaże wartości ujemne – a to przecież sprawi później problemy w obróbce statystycznej tych danych – obniża się „zero wodowskazu” – wyjaśnia. W Wiśle, jak dodaje, stany wody bywają tak niskie, że zero wodowskazu należało podnieść.
Wydarzyło się to 1 listopada 2025 roku.
„Na obu wodowskazach (Bulwary i Nadwiślańska – od aut.) zobaczymy wyższe liczby niż dotychczas, jednak nie oznacza to, że w Wiśle jest więcej wody. To tylko zmiana sposobu pomiaru. W pierwszych dniach może to być mylące, dlatego prosimy o zachowanie ostrożności w planowaniu aktywności nad rzeką” – napisały Wody Polskie w komunikacie.
Punkt zero na wodowskazach został wtedy obniżony o 100 centymetrów.
„Wodowskaz jest stawiany w określonym punkcie i wyznaczamy na nim punkt zero, który jest umowny. To punkt odniesienia, na którym sprawdzamy, czy woda się podniosła, czy opuściła” – mówiła wtedy rzeczniczka IMGW Agnieszka Prasek. Sebastian Szklarek dodaje, że wiele wodowskazów działa w Polsce od lat 50. W tym czasie dno wielu rzek znacząco się zmieniło. – To nie jest pierwszy przypadek takiej zmiany zera wodowskazu – podkreśla.
Nie jest to więc spisek premiera czy rządu, „żeby nikt się nie czepiał”, jak pisze Marek Gróbarczyk. Jest to powszechna praktyka na wodowskazach, która ułatwia odczytywanie danych.
Jeśli pójdziemy nad Wisłę z miarką, w dniu, kiedy wodowskaz pokazuje 103 cm, co zastaniemy? – pytamy dr Sebastiana Szklarka.
- Może znajdzie się miejsce, gdzie będą 3 cm wody. Ale to nie oznacza, że tyle samo wynosi głębokość Wisły w tym przekroju rzeki – odpowiada badacz.
Rok temu na blogu Świat Wody, dr Szklarek wskazywał: „Stan wody to wysokość lustra wody nad tym punktem zero, podawana w centymetrach, która określa napełnienie koryta wodnego. Jest to wartość względna, nie należy jej mylić z głębokością koryta, która jest mierzona od dna rzeki”.
- Zakład Hydrologii Uniwersytetu Warszawskiego robił pomiary profilu i przepływu w rzece (objętość wody przepływająca w ciągu sekundy w danym przekroju poprzecznym – od aut.) właśnie na wysokości tego wodowskazu. W miejscu wodowskazu Warszawa-Bulwary i w zeszłym roku, i w tym Wisła ma w najgłębszym miejscu pomiędzy 3 a 4 metry. To ostateczny dowód na to, że dane na wodowskazie to nie jest głębokość całej rzeki w tym miejscu – dodaje naukowiec.
Badacze z Zakładu Hydrologii ustalili, że średnia wartość przepływu Wisły w momencie, kiedy wodowskaz pokazywał 105 cm, wyniosła 154 m3/s. To niewiele: średni niski przepływ Wisły w Warszawie wynosi niecałe 200 metrów sześciennych na sekundę natomiast przepływ średni – ok. 600 m3/s.
Wartości przepływu – dodaje Szklarek – są o tyle ważniejsze od samego odczytu na wodowskazie, że dla większości punktów użytkowania wody kluczowe jest to, ile jej płynie i z jakiej ilości można korzystać.
Zakład Hydrologii na swoim koncie facebookowym podkreślał: „Stan wody z wodowskazu nie odzwierciedla głębokości rzeki – w przypadku Warszawy ta druga wartość jest zdecydowanie większa, na co wpływ ma m.in. postępująca erozja denna, powodująca stopniowe obniżanie rzędnych dna rzeki. Do przysłowiowego, fizycznego wyschnięcia Wisły jest więc jeszcze bardzo daleko (co oczywiście nie oznacza, że obecna sytuacja jest optymistyczna”.
Sebastian Szklarek komentuje: – Stan Wisły, tak chętnie opisywany w mediach, jest odzwierciedleniem sytuacji hydrologicznej całego obszaru Polski powyżej tego miejsca. Wszystkich rzek, które dopływają i zasilają wodę do miejsca, gdzie wodowskaz pokazuje kilka centymetrów.
Według danych IMGW Aktualnie na 380 stacjach hydrologicznych przepływ jest niższy od wartości SNQ (to oznacza średni niski przepływ z wielolecia). Tak źle w tym roku jeszcze nie było. Na poniższej mapie można zobaczyć, gdzie w Polsce przepływy są niskie (linie zaznaczone na czarno):
Dla ponad 80 miejsc wydano ostrzeżenie przed suszą hydrologiczną, które obowiązuje do odwołania.
Powodów jest kilka, o czym pisaliśmy w OKO.press, kiedy rzeka w stolicy osiągała wyjątkowo niskie stany w poprzednich latach. Wyjaśnialiśmy, że, upraszczając, poziom wody w rzekach jest odzwierciedleniem ilości i intensywności opadów. Jeśli pada rzadko, a deszcze są bardzo intensywne – nie ma wody, która powoli wsiąknęłaby w glebę i tą drogą zasiliła rzeki. Gwałtowne ulewy tylko na krótko podnoszą poziom wody w rzekach, ale nie wpływają na poziom wód podziemnych. Te cierpią przez brak regularnych długich opadów o niskiej intensywności.
„Podczas niżówek – takich jak obecna – głównym źródłem niemal całego zasilania rzeki są wody podziemne. Jeżeli mamy stabilne zasoby wód podziemnych, to nawet przy długich okresach bezopadowych rzeki z tych zasobów korzystały i nie wysychały dlatego, że poziomy wód podziemnych po prostu na to nie pozwalały” – mówił nam prof. Mateusz Grygoruk, hydrolog z warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i wiceprzewodniczący Państwowej Rady Gospodarki Wodnej.
Doktor Szklarek zaznacza, że taki widok, jak na warszawskich bulwarach może być naszą nową codziennością w wielu miejscach Polski. – Ta sytuacja rozwija się od kilkunastu lat i jest oczywiście związana m.in. ze zmianą klimatu. Temperatury rosną, więc parowanie przyspiesza i zabiera nam wodę. Do tego dochodzą bezśnieżne zimy i brak opadów – mówi. Jak wskazuje, zbyt wolno zmianie się gospodarka wodna, nie nadążając za potrzebami wywołanymi przez zmianę klimatu.
- Powinniśmy jak najszybciej rozwijać metody retencji, żeby zatrzymywać wodę w krajobrazie – podkreśla.
W Wiśle jak w soczewce widać problemy, które dziś przyczyniają się do rekordowo niskich stanów rzeki. Wyjaśniał to hydrolog Piotr Bednarek w rozmowie z portalem Nauka w Polsce, mówiąc, że powodem tak niskiego stanu wody jest przede wszystkim szybko postępująca erozja wgłębna, czyli pogłębianie się koryta Wisły.
„Powyżej Warszawy działają kopalnie piasku, które zatrzymują materiał niesiony przez rzekę. Dodatkowo odcinek Wisły przepływający przez stolicę został uregulowany. W efekcie koryto rzeki systematycznie się pogłębia, a wskazania wodowskazów nieustannie spadają” – mówił.
Erozję wgłębną powodują również zapory i stopnie wodne. Woda, która spada z zapory na płytszy odcinek rzeki, pogłębia ją i niszczy koryto. Jednocześnie nie niesie ze sobą zatrzymanego przez infrastrukturę na rzece materiału skalnego czy mineralnego, który mógłby uzupełniać ubytki w dnie. W efekcie poziom wody się obniża. Żeby go podnieść, konieczny jest kolejny stopień wodny.
Efekt pogłębiania dna rzeki widzimy również na Odrze. W OKO.press opisywaliśmy, jak wygląda sytuacja na Odrze granicznej, gdzie w ramach tworzenia Odrzańskiej Drogi Wodnej, wielkiego programu rządu PiS, wybudowano ostrogi – nasypy z kamieni przy brzegu rzeki. Kierują nurt do środka koryta i go przyspieszają, żeby umożliwić żeglugę.
„W ten sposób drenuje się dno i obniża lustro wody. A to, na zasadzie naczyń połączonych, wyciąga wodę z całej doliny” – mówiła nam Ewa Drewniak z Klubu Przyrodników.
Eksperci od lat podkreślają, że regulacja rzek pogłębia problem suszy. „Naturalne rzeki i nadrzeczne mokradła spowalniają odpływ i ograniczają wahania poziomu wody w rzece, zmniejszając dotkliwość wezbrań i niżówek, pozytywnie wpływając na zasilanie wód podziemnych” – pisała w 2022 roku Koalicja Ratujmy Rzeki.
- Dunaj i Ren, rzeki żeglowne, które są przedstawiane jako wzór przez zwolenników użeglownienia rzek w Polsce, mają dziś problem z niskimi stanami. Ogranicza się transport rzeczny, bo statki nie mają się jak poruszać – komentuje dr Szklarek. – Doszliśmy do takiego momentu, kiedy susza w Europie jest tak rozwinięta, że będzie weryfikować plany regulacji kolejnych rzek i utrzymywania żeglugi.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze