Zamieszki, fałszywa lekarka „karetki” i „zakładnicy”. Co się wydarzyło pod Kijowem?
Ukraińcy prowadzą ostre śledztwa w sprawie zamieszek pod Kijowem wywołanych informacją o rzekomych torturach na żołnierzach w prywatnym domu. Twierdzą, że akcja była ustawką i grozi ujawnieniem miejsc, gdzie mieszkają ukraińscy żołnierze przed rozpoczęciem szkoleń. Bo to nie koszary – w nie Rosjanie mogą uderzyć. Oto co udało nam się pozbierać w tej sprawie:
Zaczęło się od tego, że w ukraińskich mediach społecznościowych pojawiła się informacja, że we wsi Petropawliwska Borszczahiwka w obwodzie kijowskim w piwnicy domu siedzi 40 osób. Mieli to być żołnierze, którzy samowolnie opuścili jednostkę oraz mężczyźni zmobilizowani do służby.
W poniedziałek 2 listopada wieczorem we wsi Borszczahiwce doszło do zamieszek. W sieci, w kanałach na Telegramie, krążyły informacje, że w piwnicy domu ma przebywać 40 osób i że są poddawani torturom. A także, że w wyniku starć zginęła jedna osoba. Jak poinformowała z miejsca zdarzenia korespondentka portalu hromadske, przed domem zebrało się około 50 osób. Według nich w budynku przetrzymywani byli zmobilizowani mężczyźni oraz żołnierze, którzy samowolnie opuścili jednostki (tzw. SZCz, самовільне залишення військової частини).
Część zgromadzonych ludzi mówiła, że są bliskimi przetrzymywanych. Doszło do przepychanek, tłum zaczął wyłamywać ogrodzenie domu. Słychać też było odgłosy strzałów. Według ukraińskich mediów nieznani sprawcy rzucali granaty dymne, rzucali kamieniami w stronę budynku. Część osób zgromadzonych przed budynkiem założyła maski. Tłum próbował przewrócić autobus, który miał zabrać ludzi z budynku, niszczyli samochody policji.

Komentarze