2017 był rokiem kobiet. Wybrałem ich 17. Brały się za bary z państwem PiS. Przemawiały, pisały, rysowały, demonstrowały, blokowały, organizowały protesty, pisały skargi, politykowały. Wszystkie gościły w OKO.press, niektóre były naszym "odkryciem". Były dla mnie - autora, czasem redaktora tekstu - źródłem otuchy, że ktoś ma tyle determinacji, energii, odwagi

Na koniec 2017 i początek nowego – niechybnie wspaniałego – roku 2018 dajemy sobie w OKO.press dyspensę na teksty bardziej osobiste. Jeśli ktoś uzna, że za mało w tym rzeczowej analizy, a za dużo autorskich opinii, to z góry przepraszam.

Swój tekst poświęcam 17 kobietom, które w 2017 roku – jak mówi jedna z nich – brały się za bary z państwem PiS. Przemawiały, pisały, rysowały, demonstrowały, blokowały, prowadziły akcje społeczne, organizowały ruch protestu, robiły filmy, pisały skargi, uprawiały politykę.

Wszystkie gościły w OKO.press, niektóre były naszym „odkryciem”. Każdy z tych kontaktów był dla mnie – czasem autora, a czasem redaktora tekstu – źródłem otuchy, że ktoś ma tyle determinacji, energii, odwagi. Że nie poddaje się największemu sojusznikowi autorytarnej władzy, jakim jest obywatelskie zniechęcenie.


Uwaga Czytelniczki i Czytelnicy! Ta lista jest oczywiście niekompletna. Jako jej autor jestem otwarty na uzupełnienia. Już dostałem  słuszną sugestię: brakuje dr Sylwii Spurek, zastępczyni RPO ds. równego traktowania. Tytan pracy, wspaniała organizatorka, autorytet także dla OKO.press (ostatnio o „seksizmie Owsiaka”). Czekam na następne propozycje – w komentarzach na FB lub mailem [email protected] Najlepiej z krótkim uzasadnieniem. Kobiety z listy 17 są często przedstawicielkami całych grup: np. tylko jedna z setek protestujących lekarek, tylko jedna z 14 uczestniczek blokady Marszu Niepodległości 2017, tylko jedna z polityczek .Nowoczesnej itp.


Oczywiście na „liście otuchy” mogłoby znaleźć się wielu mężczyzn na czele z Adamam Bodnarem, natchnionym trybunem Pawłem Kasprzakiem, Robertem Biedroniem – nadzieją polityki, Adamem W. z Puszczy B., czy imponującym prof. Adamem Strzemboszem, sumieniem polskiej praworządności.

Czy jest coś specyficznego w tym, że wszystkie bohaterki są kobietami, poza tym, że taki wybór dla autora-feministy jest czymś naturalnym? Nie wydaje mi się, by gender miał tu szczególne znaczenie, stereotypy ról na szczęście tracą swą moc. Wśród kobiecych postaci z mojej listy nadziei są osoby spokojne i szalone, opanowane i wybuchowe, rozważne i romantyczne… Podobnie byłoby z listą mężczyzn.

Ilustracją do tego tekstu zdjęcie zespołu „Girls on Fire”, autorki utworu „Siła kobiet”, który stał się hymnem Strajku Kobiet 2016. Można go zobaczyć tutaj.

Danuta Bocheńska

„Całe życie miałam potrzebę wpływu na rzeczywistość. I teraz czuję, że tracę ten wpływ. By więc nie popadać w pesymizm, nękam obecną władzę różnymi wnioskami obywatelskimi” – mówiła nam Danuta Bocheńska, emerytowana wykładowczyni psychologii z Wrocławia. Nękanie doprowadziło m.in. do ukarania posłanki PiS Krystyny Pawłowicz przez Komisję Etyki Poselskiej Sejmu. Naszą dzielną czytelniczkę wkurzyło, jak Pawłowicz mówiła do opozycji: „Zamknijcie mordy, tak jak prezes powiedział, zdradzieckie mordy”. Zapytaliśmy Bocheńską, czy nie boi się władzy.„Nie. Próbuję ich ośmieszyć swoimi wnioskami, w ten sposób biorę się z nimi za bary” – odpowiedziała. Czekamy na kolejne akcje w 2018 roku.

Elwira Borowiec, Angelika Domańska

To była mocna scena. 10 maja 2017 roku Jarosław Kaczyński na Krakowskim Przedmieściu z dyskretnego podwyższenia snuł swoją comiesięczną mowę. O białych różach powiedział, że są „symbolem skrajnej głupoty i skrajnej nienawiści”. I wtedy Angelika Domańska z Elbląga i Elwira Borowiec spod Puław, podniosły do góry białe róże, znak obywatelskich protestów. Stały kilka metrów od Kaczyńskiego. Smoleński tłum zareagował jak należy. „Zaczęło się takie dziubanie, kłucie łokciem, mam pełno siniaków, jakaś dziewczyna ze wzrokiem szaleńca na mnie napierała. Wsadzali mi w oczy różańce, dobrze, że mam okulary. Darli się: kurwy, komuniści, spierdalaj”.

Tak opowiadały mi Elwira Borowiec (37 lat, bezrobotna, trójka dzieci, ofiara przemocy domowej) i Angelika Domańska (32 lata, samotna matka, chora na cukrzycę), kobiety po przejściach. Dlaczego właśnie one?

Elwira opowiedziała, że obudził ją Czarny Protest 2016. „Na własnej skórze przeżyłam bezsilność wielu lat. Do kobiet nie dochodzi, że mogą się ratować. A oni w PiS stoją po stronie takiej rodziny, z facetem, który rządzi. Ta cała ich gadka o świętości rodziny. Ta władza totalnie chce udupić kobiety. A potem to się nawarstwiało, skoro jesteśmy tak znienawidzone, to postanowiłyśmy im pokazać, że na tej miesięcznicy też jesteśmy, patrzymy im na ręce”.

Angelika: „Poseł Jarosław twierdzi, że on ma więcej praw niż zwykli obywatele. Więcej niż ja. Nie zgadzam się na to”.

Marta Frej

Zaszczyca OKO.press swoimi rysunkami, które więcej mówią o Polsce, Polkach i Polakach niż nasze teksty. Ironiczna, złośliwa, wściekła. Biskupie grono podpisała: „O kobietach wiemy wszystko”. Na jednym z autoportretów tekst: „Czasem wychodzi ze mnie straszna zołza, martwię się wtedy, że już nie wróci”. Bardzo zatem prosimy, w imieniu Czytelniczek i Czytelników, którzy lubią tę zołzę, żeby natychmiast wróciła i zabrała się za kolejny rysunek (….) Dokładnie w tej chwili, gdy to napisałem (wierzcie lub nie) zadzwoniła Marta, by uzgodnić termin noworocznego rysunku. Więc pytam, skąd jej się to wszystko bierze. „Jestem myśląca”. Po chwili: „Optymizm to akt wiary, nie jestem optymistką. Raczej”. Po dłuższej chwili: „Staram się rozśmieszyć siebie i innych, żeby nie zwariować”.

Agnieszka Holland

Wielka reżyserka, międzynarodowa sława, w czasach ustrojowego „pokotu”, jaki przeżywamy, obywatelski autorytet. Mówi tak jak jej filmy: zdecydowanie. Na Polskę 2017 patrzy z perspektywy Ameryki Trumpa (gdzie często pracuje), ale przede wszystkim – gorzkich doświadczeń polskiej i czechosłowackiej normalizacji w czasach późnej komuny. „Współcześni nie chcieli wysłuchać Palacha, nikt nie usłyszał krzyku Siwca, a dziś wolne (jeszcze) media minimalizują samobójczy akt Piotra i jego okupiony cierpieniem apel. Dopiero historia lubi takich bohaterów. Współczesność się ich boi. Bo co niby mamy z takim czymś zrobić my, zwykli, szarzy ludzie? Nie bardzo się chcemy budzić i być budzeni” – pisała o samospaleniu Piotra Szczęsnego w październiku 2017. Tekst okazał się zbyt bezkompromisowy, nawet dla kilkorga osób z redakcji, które obawiały się, że uderzamy w ton „romantycznej sekty”. Zażarcie się o to kłóciliśmy. Holland zawsze mówi jasno: tak, tak – nie, nie. Po zamachu na PISF  ostrzega, że dla polskiego kina „to może być jak zestrzał w locie. Skok na PISF wpisuje się w program kulturowej kontrrewolucji, którą widzimy nie tylko w Polsce czy na Węgrzech. Władzom idzie o to, by jednocześnie wziąć społeczeństwo za mordę i dmuchać w narodowy balon. Autorytarne systemy zawsze tak działają. I do tego potrzebne im są odpowiednie filmy”.  Przesadza? Oby.

Kinga Kamińska

29 kwietnia 2017 roku grupa Obywateli i Obywatelek RP usiadła na drodze kroczącego Krakowskim Przedmieściem marszu Obozu Narodowo-Radykalnego. 19 z nich usłyszało zarzuty tamowania ruchu na drodze publicznej i zakłócania legalnej demonstracji. Jedną z nich jest Kinga Kamińska, filolog – ukrainistka. W filmie OKO.press tłumaczyła: „Urodziłam się w Warszawie. Mama w Powstaniu była łączniczką. Jest dla mnie bolesne, że w tym kraju i w tym mieście nacjonaliści i faszyści chodzą przez nikogo nie niepokojeni, wręcz osłaniani przez policję”.

11 listopada 2017 roku 14 kobiet – Obywatelek RP i aktywistek Warszawskiego Strajku Kobiet – stanęło na trasie faszyzującego Marszu Niepodległości. W tym Kamińska, w peruce i bez kuli, żeby nie dać się rozpoznać strażom Marszu. „Dlaczego same kobiety? Bo facetów to by roznieśli, byłaby jatka”. Ale do przemocy doszło: „Wyrwali nam baner, podarli na strzępy. Starsza pani, pewnie w moim wieku, kończę 70 lat, na mnie napluła. Doskakiwali młodzieńcy, szarpali, deptali, czasem któryś kopnął. Podtykali nam biało-czerwone flagi pod nos. Wynosili nas byle jak, upuścili Kasię Szumniak, uderzyła głową o asfalt”. Pytam o strach. „Tylko głupi by się nie bał, ale jak już się zdecydowałam, to niech będzie, co ma być. Strasznie się tylko bałam dekonspiracji, że nie zdążymy tego zrobić”.

W blokadzie 11 listopada brały udział OBYWATELKI RP: Ewa (Ewka) Błaszczyk – pomysłodawczyni, Agnieszka Markowska, Kinga Kamińska, Lucyna Łukian, Beata Geppert, Katarzyna Szumniak, Maria Bąk-Ziółkowska, Krystyna Zdziechowska, Katarz oraz Katarzyna Kwiatkowska, a  Z WARSZAWSKIEGO STRAJKU KOBIET: Elżbieta Podleśna, Zofia Marcinek, Izabela Możdrzeń, Agnieszka Wierzbicka, Monika Niedźwiecka.

 Justyna Koska-Janusz

Sędzia Justyna Koska-Janusz pozwała Zbigniewa Ziobro za naruszenie dóbr osobistych. To precedens w historii polskiego sądownictwa – orzekająca i pracująca sędzia występuje do sądu przeciwko ministrowi nadzorującemu wymiar sprawiedliwości. Domaga się przeprosin za odwołanie z pracy w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Żąda wycofania oświadczenia, że „miała się wykazać wyjątkową nieudolnością” i że nie poradziła sobie „z prowadzeniem prostej, choć głośnej sprawy”.

Te zarzuty – powtórzone zresztą za tabloidami – mają dotyczyć roztropnej decyzji sędzi, by przed osądzeniem sprawdzić poczytalność Izabelli Ch., która wjechała samochodem do przejścia podziemnego w centrum Warszawy. Ale są tylko pretekstem do zemsty na Kosce-Janusz, która nie dość, że nie wydała wyroku, jakiego domagał się Zbigniew Ziobro (z prywatnego oskarżenia, zanim został ministrem), to jeszcze podczas jednej z rozpraw nałożyła na niego 2 tys. zł grzywny za spóźnienie.

Takiego bezprawia i niesprawiedliwości Prawo i Sprawiedliwość nie zapomina. A proces? Wciąż się nie odbył. Ziobro – zwolennik przyspieszenia pracy sądów – przewleka sprawę, jak może. Sędzia Justyna Koska-Janusz daje wiarę w odwagę cywilną sędziów.

Katarzyna Lubnauer

Jedyna polityczka na liście, także dlatego, że jest symbolem wymiany elit i nowego tonu liberalnych partii opozycyjnych, a sondaże OKO.press pokazywały, jak jest to pożądane przez wyborców.

Jest też Lubnauer pierwszym w Polsce przykładem zwycięstwa polityczki z politykiem w bezpośrednim starciu o przywództwo. Polityk znosi to w sposób zgodny z genderowym stereotypem („To ja jestem liderem Nowoczesnej,  lider to niekoniecznie znaczy szef”), na co Lubnauer odpowiada w OKO.press niezgodnie ze stereotypem („Na jachcie kapitan może być tylko jeden”). Wie o czym mówi, jest sterniczką morską i instruktorką żeglarstwa. Ma też uprawnienia radiooperatora krótkiego zasięgu. Ale odwołuje się do oldskulowych wartości Unii Demokratycznej, potem Wolności. I jest inną wersją siły spokoju:„Świat potrzebuje porządku, a ja bym chciała Polskę dobrze zorganizować, więc sama powinnam być uosobieniem ładu. Zawsze byłam spokojnym człowiekiem. To kwestia natury i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. Taki mam charakter, wykształcenie, podejście do życia”. Temat doktoratu: „Twierdzenia graniczne w teorii prawdopodobieństwa kwantowego”. Zarys programu: propozycja dla „ciężko pracującej klasy średniej”.

Ewa Łętowska

Profesor Ewa Łętowska stanowi  niemożliwe połączenie racjonalnego wywodu i gorącego temperamentu, jest jak kwadratowy tajfun. Kocha Konstytucję tak dalece, że mówi o niej wierszem, a w każdym razie odwołując się do poezji. Jest naszym sumieniem konstytucyjnym. Często podkreśla, że nie chce wypowiadać się wprost o polityce, ale jej diagnozy bywają ostre jak skalpel: „Jako prawnik zajmujący się trochę Konstytucją, od pewnego czasu czuję się tak, jak czułby się chirurg widząc brudne ręce w polu operacji. Wszelkie decyzje dotyczące sądownictwa są obecnie zakładnikiem politycznej walki o władzę, a co najgorsze – politycznych walk frakcyjnych” – mówiła OKO.press, gdy prezydenckie weto ustaw sądowniczych w lipcu 2017 wzbudziło nadzieje. Każdy, kto ją zna, wie, że spotkanie z nią będzie przygodą i niespodzianką, bo mówi z głębi rozumu i serca jednocześnie, i nie stawia myśli żadnych tam. Nie oszczędza swoich, wyrachowanie nie jest jej przymiotem. Stąd kolejny paradoks. Mówi zwykle gorzko, ale budzi nadzieję, bo jej energia jest nieokiełznana.

Dorota Łoboda

„Stoję przed Wami, reprezentując 910 tysięcy obywatelek i obywateli, którzy podpisali się pod wnioskiem o szkolne referendum” – to była mowa jej życia. A za nią stała energia ruchu społecznego rodziców, którzy chcieli bronić edukacji, a także własnych dzieci (córki Łobody były wtedy w IV i VI klasie). „Reforma jest na razie tylko na papierze, jeszcze żadna szkoła nie została zlikwidowana. Nie mówcie nam też Państwo, że niszcząc ponad 17-letni dorobek tysięcy polskich szkół, wypełniacie jakąś wolę suwerena”. To była wybitna, przejmująca mowa: „Większość z państwa ma dzieci lub wnuki w wieku szkolnym. Czy naprawdę jesteście gotowi zafundować im ten edukacyjny koszmar: przepełnione klasy, naukę na zmiany, lekcje z nauczycielami jeżdżącymi od szkoły do szkoły, naukę z nieprzygotowanych programów? Czy skażecie wasze dzieci i wnuki na naukę w zdeformowanej – przez minister Zalewską – szkole? Czy będziecie potem mogli spokojnie spojrzeć sobie w oczy? Czy będziecie mogli spokojnie spojrzeć w oczy dzieci, które znacie? Rodziców, których znacie? I wreszcie – waszych potencjalnych wyborców?”. To wszystko powiedziała…, a właściwie miała powiedzieć, bo marszałek Sejmu przestraszył się Doroty i pod proceduralnym pretekstem nie pozwolił jej wystąpić. Tekst odczytał prezes ZNP Sławomir Broniarz, którego łatwiej było zaatakować personalnie.

Weronika Paszewska

Szefowa Akcja Demokracja, organizacji, która odświeżyła język protestu i ma odwagę szukać nowych form. Kreatywna idealistka, a przy tym twardo chodząca po ziemi, zmontowała niesamowicie sprawną organizację. Potrafi nas zaskoczyć. Po lipcowych łańcuchach świateł, 15 grudnia 2017 kazała nam pod Pałacem Prezydenckim odśpiewać Andrzejowi Dudzie kolędę. Utrafiła w nastrój chwili, było to mocne, wzruszające i lekkie zarazem: „Stoją ludzie pod pałacem w rozpaczy…”. A potem kilku tysiącom tych ludzi poleciła ruszyć pod Senat i tłum ruszył. Pytam, skąd jej energia i w ogóle. Mówi, że jakoś tak ma. I że jej zdaniem świat powinien być inny niż jest, a zwłaszcza teraz, ten obecny, strasznie ją denerwuje. Wiele nauczyła się od ojca. Był, jest tokarzem, wykonywał też inne zawody. Jestem z robotniczej rodziny – podkreśla. Ojciec nauczył mnie takiego rozumienia świata. Podsuwał lektury, czytaliśmy razem literaturę rosyjską, Dostojewskiego.

Joanna Pietrusiewicz

Szefowa fundacji Rodzić po Ludzku, która od 20 lat prowadzi akcję „Rodzić po ludzku”, którą ogłosiliśmy w „Wyborczej” na Boże Narodzenie 1994 roku. W grudniu 2016 Joanna zaalarmowała opinię publiczną, że minister Radziwiłł likwiduje standardy opieki okołoporodowej, które były wielkim sukcesem kilkunastoletniej walki o prawa kobiet rodzących. Rozpoczęła się wielomiesięczna walka, w której Joanna zebrała ponad 100 tys. podpisów pod petycją do premier Szydło (kobiety!), a ministerstwo to się wycofywało, to znowu obiecywało, że standardy będą jeszcze lepsze. Pietrusiewicz bierze udział w pracach zespołu w ministerstwie, ale nie daje się oszukać. Żąda gwarancji prawnych, że standardy – choć „organizacyjne”, a nie „medyczne” – będą  gwarantowały rodzenie po ludzku. Mówi: „Minister ustąpił pod presją, powołał zespół roboczy, do tego doszły ostatnie deklaracje premiera Morawieckiego z exposé… Może władze będą chciały zabłysnąć i pokazać, jakie są dobre dla kobiet, ale my żądamy prostej rzeczy – prawnej gwarancji, że to nad czym pracujemy przełoży się na praktykę szpitali. Zwłaszcza, że minister jest konstytucyjnie zobowiązany do szczególnej opieki nad kobietą w ciąży”. Uparta, zdeterminowana, a przy tym tak merytoryczna, że trudno z niej zrobić wroga, nawet PiS.

Katarzyna Pikulska

„Wiadomości” TVP 14 października 2017 podczas głodówek protestacyjnych lekarzy-rezydentów pokazały dr Katarzynę Pikulską podczas wakacji w USA na zdjęciu obok drogiego samochodu. Komentarz: „Nie stronią [rezydenci] od luksusu, tak jak twarz protestu początkujących lekarzy, doktor Katarzyna Pikulska”. Były też inne zdjęcia lekarki z egzotycznych krajów.

Samochód został wypożyczony na kilka godzin – wyjaśniła OKO.press Pikulska. Na co dzień jeździ 10-letnim autem, niedawno sprzedała 20-letnie. Większość zdjęć pochodziła z misji medycznych. Lekarka jeździła do krajów biednych lub zniszczonych wojną. Oczerniana przez TVP dr Pikulska przysłała OKO.press 10 zdjęć ze swej pracy na misjach w Kurdystanie i Tanzanii. To miało swoją moc, większą niż słowa, bo lekarka nie jest przesadnie rozmowna i nie kocha mediów. Kilka razy odpowiadała „Bez komentarza”, rzucała tylko „żenujące, nieprawdziwe”.

Dr Katarzyna Pikulska nie jest dla mediów „easy going”. Ale jej historia odegrała ogromną rolę – demaskując tak prymitywną propagandę, że TVP za to przeprosiła!

Ostatnio w „Wyborczej” ukazał się reportaż o wyjeździe lekarki do Beninu. Będzie nie tylko leczyć, ale także pomagać w budowie ośrodka zdrowia dla dzieci. I znowu zero wyznań, deklaracji, wzruszających gestów. „Robimy swoje. Myślę, że – widząc brak reakcji polityków na nasze protesty i apele – wielu z nas rozważa wyjazd z kraju. Ja od dwóch lat jeżdżę na misje. Ta będzie moją trzecią i na pewno będę jeszcze wracać do krajów Trzeciego Świata”.

Ewa Siedlecka

Najwspanialsza obecnie publicystka prawna w Polsce. Pracowaliśmy razem wiele lat w „Wyborczej”, zanim stamtąd zniknąłem,  a Ewa odeszła do „Polityki”. Zdarzało się, że pisała z papugą Żorżykiem na ramieniu, bo dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Jest absolutnie bezkompromisowa, co oznacza mękę dla redaktora. I jest odważna myślowo, niezależna, ostra w ocenach. Poważnie traktuje, także swoich, co ją odróżnia. 10 czerwca 2017 obserwowaliśmy – duża grupa dziennikarzy – blokadę Krakowskiego Przedmieścia na trasie smoleńskiego pochodu. Żałowaliśmy, że jako media nie wypada nam w tym brać udziału, ale odczuwaliśmy to także jako ulgę, bo policja straszyła na potęgę. Nagle zakotłowało się, policja ruszyła do ataku. I zobaczyłem, jak czterej wielcy faceci niosą drobną Ewę, która coś im tłumaczy.

Wioletta Smul

To był dziwny wywiad. Robert Kowalski, filmowiec OKO.press, stoi pod trójnogiem, który 8 czerwca 2017 zablokował pracę potężnego harvestera wycinającego Puszczę Białowieską. Podwieszona na trójnogu, na plandece stoi Wiola, aktywistka Greenpeace (która ma za sobą brawurową akcję w obronie Arktyki w 2013 roku – wspinaczkę na najwyższy budynek Europy, londyński The Shard). Już jest osaczona przez policję, z kilkumetrowej wysokości udziela wywiadu OKO.press.

Jesteś zdenerwowana?

Nie. Przez moment byłam zaniepokojona, gdy kierowcy harvestera zaczęli coś majstrować przy konstrukcji trójnogu, jakby chcieli odkręcać śruby. Teraz sobie siedzę i odpoczywam. Mam piękny widok na Puszczę.

A jeśli zaczną cię ściągać na siłę?

Będę robiła wszystko co w mojej mocy, żeby tu zostać jak najdłużej. Każda chwila dłużej blokuje wycinkę drzew, która jest szkodą dla Puszczy.

Czy czujesz się trochę tak jak wtedy, gdy wchodziłaś na The Shard?

No skąd. Tam się cały czas wspinałam, piętnaście godzin, ogromny wysiłek. W Białowieży trwa okupacja. Zupełnie inne doświadczenie. Raczej relaks.

Wywiad przerywa akcja policjantów-taterników. Gania się z nimi po trójnogu, fruwa w powietrzu, jak filmach fantasy. Zapisuje swoją kartę w obronie Puszczy, która – wygląda na to – zakończyła się częściowym zwycięstwem.

Klementyna Suchanow

Zasłynęła – na dobre i na złe – akcją 8 grudnia 2017, kiedy razem z kilkorgiem innych osób obrzuciła jajami limuzyny wyjeżdżające ze spotkania w Pałacu Prezydenckim. „Jeden policjant na walkie-talkie. Słyszę, jak nadaje: Przyszli ludzie z jajami. Tak. Mają jaja w torbach”. Gania się z policjantami, zostaje powalona na ziemię i skuta kajdankami. 22 grudnia nachodzi ją w domu ABW, straszą i szantażują.

Autorka wydanej właśnie wspaniałej biografii „Gombrowicz. Ja, geniusz”, dziwi się histerii wokół rzucania jajami. „Jestem latynamerykanistką i wiem, jak wyglądają protesty na świecie. Jajka to klasyk i dziecinada wobec skali destrukcji kraju, jakiej dopuszcza się partia. Jeśli władza boi się jaj kobiet, to musi naprawdę srać w gacie. Jedno jest ważne: my nie rzucaliśmy w ludzi, a tylko w samochody rządowe. Ktokolwiek tam siedział, był symbolem władzy. To był akt symboliczny”.

Pytam, jak się ma do tego Gombrowicz? „Raczej nijak. Albo inaczej: To pisarz doskonale parodiujący gatunki, wyczulony na groteskę. A czymże jest to zdarzenie z jajami? Gombrowicz na pewno by jajkami nie rzucał. Fizycznie był, jak sam mówił, tchórzem, bał się konfrontacji. Ale nadrabiał w sferze ducha i tu był bezkompromisowy. Ja się jakoś nie boję. To znaczy, przeraża mnie sytuacja w Polsce. Aż się boję  otwierać rano kompa z wiadomościami. Nie mówiąc o tym, że boję się o dorastającą córkę. Ale konfrontacji z władzą się nie boję i nie ustąpię. Ta Ojczyzna, potwór – jak pisał Gombrowicz w „Trans-Atlantyku” – nas przygniata, ten zbiór głupot i uproszczeń wziętych z przeszłości, pielęgnowanych przez ludzi, którzy są u władzy, celebrujących dziada pradziada. Kaczyński jest przecież cały z PRL, nie zna świata, nawet nie chce poznać. Piotrowicz jest z PZPR. Opozycja też raczej oldskulowa.

Ewa Szczęsna

Do redakcji przyszła z dziećmi, 20 października 2017, dwa dni po tym, jak Piotr podpalił się pod Pałacem Kultury w akcie protestu przeciw polityce PiS. Postanowili nam – OKO.press – powierzyć opiekę nad prawdą o samospaleniu ich męża i ojca.

Była zaskakująco opanowana, wszyscy troje byli jak zamrożeni. Raz jeden załamał się jej głos, gdy wspomniała, jak słuchali razem nagrania „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Na pogrzebie Piotra Chłopcy z Placu Broni zagrali ten utwór, pod kaplicą, na uboczu uroczystości.

Mówiła o mężu z szacunkiem i zrozumieniem, ale też buntowała się. „Obawiam się, że ten jego akt desperacji też nie da ludziom do myślenia. Ale granice zostały przekroczone i ja się z nim zgadzam. Tyle że nie mogę się pogodzić z tym, co zrobił. To, co nas czeka, jako rodzinę, będzie złe”.

Była – bo taka jest – szczera i odważna. Obarczona takim brzemieniem zachowała umiar w ocenach. Czynu jej męża, którego uczcił nawet PiS-owski Sejm, i który stał się układem odniesienia dla tego, co w Polsce jest i co ma być dalej, nie zamieniła w pomnik. Zachowała ludzką jego miarę.

„Mnie też zaszokowała forma protestu – jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? Jak bardzo przepełniła się ta czara…” – mówiła Ewa.

Monika Tichy „Pacyfka”

„Żyjemy w bardzo dziwnych czasach. Ja wcześniej działałam tylko w fundacji rozwoju sportów motocyklowych. Polką poczułam się właściwie dopiero teraz. Muszę powiedzieć, że PiS zrobił ze mnie patriotkę” – mówiła Monika Tichy „Pacyfka”, odbierając 26 czerwca pierwszą nagrodę w konkursie literackim „Mój #CzarnyProtest”. Przyjechała ze Szczecina Hondą CBF 250, typ naked, bez owiewek i bajerów, z młodszym o 20 lat Kamilem na Hondzie CB 500. Razem wychowują dziecko Moniki, tworząc patchworkową rodzinę z byłym mężem i jego partnerką. „To jechanie walcem po wszystkich ludziach, którzy się nie wpisują w wąski stereotyp uprzywilejowany przez władze, coś we mnie zmieniło” – mówiła OKO.press.

W grudniu zaprosiłem ją do panelu o prawach kobiet na Kongresie Praw Obywatelskich RPO, porwała salę oskarżając Kościół o tworzenie antykobiecego świata, ale potrafiła wejść w ludzko-ludzki dialog z ojcem Gużyńskim. Sama była kiedyś bardzo wierząca, z takiej jest rodziny. Jej opowiadanie rozpoczyna się od spotkania z ojcem „gorącym zwolennikiem Partii” (zgadnijcie której). Na Czarnym Proteście w Szczecinie Pacyfka opowiada, jak sterylizacji musiała dokonać w Niemczech… Po wystąpieniu podeszła do ojca, by się przywitać, ale zamiast ręki wyciągnął różaniec.

OKO pilnuje praw kobiet. Codziennie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli i mogły działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press