Switłana powinna płacić za miejsce w ośrodku 1000 złotych, bo pracowała i ma polską emeryturę – 28 złotych. Cały jej dochód to 403 złote. – Nie mam z czego tyle zapłacić – mówi. – Dokąd mam pójść?
– Nie wiem, co mam robić – mówi Switłana. Napisała do naszej redakcji, bo od 1 lipca może stracić dach nad głową. Ma 65 lat. Razem z mężem mieszkają w ośrodku zbiorowego zakwaterowania (OZZ).
– Jestem zrozpaczona. Od kilku dni nie mogę ani spać, ani jeść. Ciągle płaczę. Bardzo boję się bezdomności. Kto zatrudni mnie w tym wieku?
Od 1 lipca – jak pisaliśmy – w związku z ustawą wygaszającą zmieniają się zasady zamieszkania w OZZ dla uchodźców z Ukrainy. Blisko połowa z 11 tys. osób będzie musiała opuścić ośrodki, bo nie będą się kwalifikować jako grupa wrażliwa.
Największy problem dotyczy dzieci powyżej roku oraz osób starszych, które mają w Polsce zstępnych, pracują lub mają polską emeryturę. Choć w niektórych ośrodkach te osoby będą mogły zostać, to nie mogą liczyć na wsparcie państwa – muszą w całości samodzielnie opłacić swój pobyt. I tu zaczyna się problem.
Switłana z mężem przyjechali do Polski na początku marca 2022 roku. Wyjazd z Zaporoża zorganizowała polska wspólnota. W Polsce zmienili kilka miejsc zamieszkania. Od listopada 2025 roku mieszkają w Pułtusku.
– Mąż ma polskie orzeczenie o niepełnosprawności (w stopniu umiarkowanym) może dalej bezpłatnie mieszkać w ośrodku, ja nie – opowiada Switłana. Nie kwalifikuje się do zamieszkania w ośrodku, bo pracowała w Polsce i ma polską emeryturę – 28 złotych miesięcznie.
Razem z ukraińską emeryturą jej dochód to 403 złote miesięcznie (w zależności od kursu).
Od lipca powinna płacić 1000 złotych miesięcznie za swój pobyt, jeśli chciałaby jeszcze obiady – to 1700 złotych, z pełnym wyżywieniem jeszcze więcej.
– Dostałam kilka dni na podjęcie decyzji. Powinnam powiedzieć administracji ośrodka, czy będę mogła w lipcu zapłacić takie pieniądze. Dokąd mam pójść? Mąż potrzebuje mojej opieki. Ma cukrzycę, jest po leczeniu onkologicznym, miał dwie operacje, ostatnią we wrześniu zeszłego roku. Jest na kontroli w onkologa. Również martwi się tą tę sytuacją. Oby się jego stan zdrowia się nie pogorszył przez to wszystko.
Od listopada Switłana już częściowo opłacała swój pobyt. Według poprzedniej nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy seniorzy, którzy pobierają polską emeryturę (bez względu na wysokość tej emerytury), powinni byli płacić 15 złotych dziennie za swój pobyt. Z emeryturą męża jakoś dawali radę.
– Myślałam, że teraz będę tyle samo płacić – 450 złotych. Nawet wyobrazić sobie nie mogłam, że to będzie w dwa razy większa kwota – mówi.
– Nie mam z czego tyle zapłacić. Po prostu nie mam takich pieniędzy. Skąd je wezmę?
Boję się. Przecież nie pójdę żyć na ulicę. Nawet jeśli będę kupować jedzenie w Biedronce za emeryturę męża, to i tak nie będę mogła zapłacić te 1000 zł – na głos rozmyśla Switłana. Chciała uzgodnić z administracją niższą opłatę, ale na razie nic z tego.
– Nie chcę się kłócić, to dobrzy ludzie, ale nad nimi są przepisy – mówi.
– Pracowałam tylko 11 miesięcy. W 2024 roku wyrobiłam polską emeryturę. Nie wiedziałam, że takie mogą być skutki. Przyznali mi kwotę zaliczkową. Wnioskowałam o to, żeby urząd dołączył mój staż pracy z Ukrainy. Do tej pory czekam. Gdybym otrzymała to wyrównanie, to otrzymywałabym 2007 złotych. Na razie to tylko kwota na papierze. Gdybym otrzymywała tyle, to bym się nie martwiła. Zapracowałam, oddam wszystko, tylko nie trzeba mnie zmuszać, by płacić z tego, czego nie mam – mówi.
Switłana jest nauczycielką gry na fortepianie i profesjonalną pianistką. W Supraśli, gdzie wcześniej mieszkali dzięki programowi Czerwonego Krzyża, pracowała jako nauczycielka muzyki.
– Bardzo mi się podobało, ale niestety finansowanie się skończyło i zostałam bez pracy – opowiada. – Potem pojechaliśmy z mężem do Przasnysza – uczyć się w medycznej szkole policealnej. Mamy dyplomy, ale nie rejestrują nas w urzędzie pracy i pracy nie proponują, bo jesteśmy za starzy.
Mam słuch absolutny, przez całe życie uczyłam się, dobrze opanowałam język polski. Może znalazłaby się dla mnie jakaś praca?
Switłana z mężem nie otrzymują żadnych zasiłków. Przed zmianą przepisów chcieli wnioskować o zasiłek stały.
– Odmówili nam, powiedzieli, że mamy dużo takich jak wy – wspomina.
– Potem w MOPS-ie pan mówił: „Wasze prawa już się skończyły. Jesteście w Polsce już jak zwykli cudzoziemcy, specustawa z 2022 roku została wygaszona”.
– Rok temu też chcieliśmy uzyskać jakiś zasiłek dla osoby z niepełnosprawnością. Opiekuję się mężem, beze mnie nie poradzi sobie. Zapytali go, czy jest samodzielny, powiedział, jak to mężczyzna, że tak, nie potrzebuje pomocy. Nie przyznano nam świadczeń – mówi Switłana. Nie ma bliskich na terytorium Polski. Jedna córka wyjechała do innego kraju, druga została w Zaporożu.
– Sama ledwo sobie radzi – przyznaje Switłana. – A w Polsce nie mamy nikogo, kto by nam pomógł.
W ośrodku Switłanie proponują zawieszenie polskiej emerytury. Ale po pierwsze, to nie odbędzie się automatycznie, z dnia na dzień, za lipiec będzie musiała zapłacić. Po drugie, otrzymując polską emeryturę, ma ubezpieczenie zdrowotne (od 5 marca 2026 roku niepracujący i nieubezpieczeni uchodźcy z Ukrainy stracili bezpłatny dostęp do opieki medycznej).
Podpięła do swojego ubezpieczenia też męża. Choć mieszkańcy ośrodków mają dostęp do polskiej służby zdrowia, to jest on niepełny – nie ma możliwości korzystania z niektórych świadczeń, np. z rehabilitacji. W dodatku korzystać z NFZ mieszkańcy ośrodków mogą tylko z zaświadczeniem o zamieszkaniu w OZZ. Jest ono ważne tylko 7 dni i w praktyce mogą pojawiać się problemy z jego uzyskaniem w organie prowadzącym OZZ (ośrodek, w którym mieszka Switłana z mężem ma być zarządzany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej) lub akceptacją w szpitalu.
Biorąc pod uwagę sytuację zdrowotną męża Switłany, posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego jest niezbędne dla nich. Potrzebują dostępu do szpitala w każdej chwili.
– Wracalibyśmy do Zaporoża, gdyby tam codziennie nie była nalotów i nie ginęliby ludzie – mówi Switłana. – Gdybyśmy byli z bezpieczniejszego regionu Ukrainy, to już dawno zebralibyśmy walizki i wyjechalibyśmy. W Zaporożu w każdej chwili możliwy jest ostrzał. Często obok naszego domu trafiają. Rozmawiam ze znajomymi, którzy tam zostali, mówią, żebyśmy jeszcze nie wracali, nie da się tam żyć.
– Według unijnej dyrektywy [ochrona tymczasowa dla uchodźców z Ukrainy obowiązuje do marca 2027 roku] potrzebuję ochrony. Na ulicy ma być ta ochrona? Kto mi pomoże z bezdomnością? – zastanawia się Switłana. I dodaje:
– Żyję w stresie, na lekach, na ciśnienie, na antydepresantach.
Jest to antyludzka ustawa. Myślę sobie, że spore warstwy polskiego społeczeństwa, które nie są zbyt dobrze poinformowane i po prostu błędnie postrzegają tę sytuację, a ludziom na górze opłaca się zdobywać głosy tych ludzi.
Ta wykreowana wrogość, z którą mamy dziś do czynienia, przypomina faszyzm z 1939 roku. Nie można tak postępować w obecnej sytuacji. Jesteśmy wykrwawiającym się krajem. To jest nieuczciwe i podłe.
Z perspektywy ośrodków sytuacja też nie jest łatwa. W OZZ w Regułach pod Warszawą do końca czerwca mieszkało 20 osób – osoby starsze i kobieta z trójką dzieci, która od lipca nie kwalifikuje się już do grupy wrażliwej i nie będzie objęta pomocą państwa. Ośrodek ma zostać zamknięty.
– Wcześniej zawieraliśmy umowy na prowadzenie OZZ z urzędem w Pruszkowie. Były one przedłużane. Teraz otrzymaliśmy informację, że wszystkie obiekty na terenie powiatu zostają zamknięte. Decyzja jest ostateczna. A osoby, które mają ciężką sytuację – czyli 16 naszych seniorów – mogą się przenieść do innego ośrodka – opowiada Sylwia Roszczyk, koordynatorka OZZ w Regułach. – Ale wskazany ośrodek jest daleko od Warszawy, seniorzy nie są w stanie sami tam dojechać, nie ma tam komunikacji. Budynek ma cztery piętra, nie jest przystosowany dla osób starszych, którzy nie mogą chodzić po schodach. Jedna pani, która tam mieszkała, opowiadała, że jest zakaz używania windy dla seniorów, z windy może korzystać tylko personel i osoby z niepełnosprawnością – kontynuuje Roszczyk.
Dodaje, że hospicjum, do którego mają przenieść się jej podopieczni, w internecie widnieje jako obiekt zamknięty na stałe, ale podobnie jest wynajęty w celu zakwaterowania uchodźców z Ukrainy. Mieszka tam około 140 osób.
– Na razie tylko dwie osoby (z 16) zgłosiły się do przeprowadzki. Nasi seniorzy nie chcą się tam przenosić. Mieszkają już u nas trzy, cztery lata. Mają swoje pokoje, mieszkają po dwie osoby. Mają tutaj szpital. Jedna pani co chwilę ma wizyty u ortopedy, bo jest po złamaniu ręki, druga po operacji serca. Mają autobus, pociąg, sklep – wszystko jest pod ręką – opowiada. – Już się przyzwyczaili tutaj. Choć początki nie były łatwe. Chodziłam z nimi do urzędów, rejestrowałam ich w przychodni, tłumaczyłam, jak mają się tam dostać albo mój tata odwoził ich do innych szpitali, umawiałam wizyty do lekarzy, pomagałam z receptami.
Przeprowadzka będzie dla nich kolejną traumą. To starsi ludzie, już jeden dom stracili, i zabiera im się po czterech latach kolejny. Zaczynanie od nowa dla osób starszych, niemobilnych, nieobsługujących dobrze telefonu jest bardzo trudne. Chyba nikt sobie nie zdaje z tego sprawy.
– Szukamy możliwości, aby mogli zostać u nas. Zaproponowałam im, że dalej mogę im o wiele taniej udostępnić miejsca, niestety opłaty – 1000 złotych – są za wysokie dla nich – mówi koordynatorka. – Mają po 200-300 złotych (w przeliczeniu) ukraińskiej emerytury. Jedna pani ma około 500 i jest pan, który otrzymuje około 1000 złotych, dlatego, że brał udział w usuwaniu skutków katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej.
Chce im pomóc, jak tylko mogę – z serca. Zżyłam się z nimi, mieszkają u mnie już tyle czasu, że traktuje je moje babcie. Bardzo jest mi przykro, że nikt nie widzi, w jakim są stanie i nikt o nich nie myśli – mówi Roszczyk. Na razie mogą bezpłatnie mieszkać w ośrodku do połowy lipca. Jako właścicielka zadeklarowała, że pokryje koszty związane z ich pobytem, natomiast, jak przyznaje, dłużej bez państwowego wsparcia nie będzie w stanie pomagać.
– Daję im czas, żeby się zastanowili, co dalej planują dalej robić. Około dwóch tygodni temu dowiedzieli się, że umowa jest zakończona, bo tak naprawdę do końca myśleliśmy, że będziemy kontynuowali prowadzenie ośrodka. Byli u nas też państwo z ramienia wojewody, którzy robili wywiady z naszymi uchodźcami i stwierdzili, że oni potrzebują pomocy. Mieli więc nadzieję, że jednak zostaną tutaj, ale niestety – mówi Roszczyk.
I dodaje: – Jedna pani, niestety ze stresu przed przesiedleniem trafiła do szpitala, ma problem z sercem, jest w stanie ciężkim. Teraz jest u nas, zapewne czeka ją dalsze leczenie, ale w związku z tym, że nie będziemy już mieć statusu obiektu zbiorowego zakwaterowania, to nasi emeryci nie będą mogli bezpłatnie korzystać z opieki medycznej. Biorąc pod uwagę niską emeryturę tej pani, kwestia ubezpieczenia jest dla niej nieosiągalna. Do pracy już nie pójdzie, mówimy o 80-letniej kobiecie.
– Ci ludzie nie mają dokąd wrócić – mówi Sylwia Roszczyk. – Są z terenów objętych działaniami wojennymi. Mamy też panią, którą córka wysłała do Polski, żeby była tutaj bezpieczna, a sama została w Ukrainie, bo jej mąż jest na froncie. Inna pani straciła syna. 42 lata. Nie ma z nim kontaktu od półtora roku, jest poszukiwany. Jest jeszcze pani Natalia, pochodzi z miejscowości przy za granicy z Rosją. Pokazywała mi na zdjęciach z satelity swój dom. Pozostała z niego jedna wielka dziura w ziemi – wylicza koordynatorka ośrodka. Dodaje, że wcześniej część osób, która mieszka w bezpieczniejszych regionach, wróciła do Ukrainy, część – wyjechała dalej na Zachód.
– Jak pani ocenia ograniczenie pomocy dla ukraińskich uchodźców?
– Pod kątem osób starszych oceniam bardzo negatywnie, bo tak naprawdę to oni potrzebują pomocy. Jednak nikt na nich nie zwraca uwagi, myśli się tylko o korzyściach. Trzeba zrozumieć, że nie przyniosą żadnych korzyści, bo to są osoby starsze. Zostały przyjęte do Polski i nadal powinna być im zapewniana pomoc, ponieważ są w dramatycznej sytuacji życiowej. Nie są to osoby młode, zaradne, które pracują, mają pieniądze na wynajem. Są wykluczone z rynku pracy, schorowane. Nie poradzą sobie sami.
Polityka społeczna
Uchodźcy i migranci
ośrodki zbiorowego zakwaterowania
Pomóżmy Ukraińcom
uchodźcy z Ukrainy
Ukraina
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
wojna w Ukrainie
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze