Morawiecki jako minister finansów zwlekał dwa lata ze sprzedażą akcji banku. Dworczyk zatajał udziały w spółce i własność domu. Ministrom „nagrody się należały". Kaczyński jako nieuczciwy deweloper... Wbrew słowom posła Dziedziczaka loty Kuchcińskiego to nie jedyna afera PiS, ani nawet nie najgorsza. Od innych skandali nadużycia władzy odróżnia ją dymisja

„Zrezygnowanie” Marka Kuchcińskiego ze stanowiska marszałka Sejmu w wyniku „afery samolotowej” tłumaczono jako ugięcie się pod presją opinii publicznej. Oficjalnie politycy PiS stoją na stanowisku, że do złamania prawa nie doszło. Jest to oczywiście nieprawda, naruszono przepisy instrukcji szefa MON i art. 231 kk.

Wszystko to omawialiśmy w tekstach:

Sprawę lotów marszałka próbował zbagatelizować w środę 7 sierpnia 2019 poseł PiS

Jan Dziedziczak:


"Powiem jeszcze jedną rzecz, myślę, że ciekawą. Troszkę ta sprawa lotów marszałka Kuchcińskiego jest pewnym podsumowaniem naszych rządów, mianowicie (to jest - red.) jedyna afera, którą znalazła totalna opozycja"

Jan Dziedziczak, Polsat News - 07/08/2019

YouTube


fałsz. Afer było wiele. Ale ukaranych jak na lekarstwo


Dziedziczak doprecyzował: „Po rządach PO-PSL: afera vatowska, afera Amber Gold, wyrzucanie ludzi z kamienic itd”. A po PiS – w domyśle – jeden, rzucony na pożarcie marszałek.

Zaskakujące słowa o rządzie i partii, której czteroletni dorobek stanowią międzynarodowe skandale, takie jak naruszanie praworządności (cały szereg spraw w TSUE), sprawa delegalizacji aborcji i Czarny Protest, czy wycinka Puszczy Białowieskiej.

Do tego doliczyć można nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości zarządzanym przez resort Ziobry, groźne regulacje prawne jak lex Szyszko, czy kolejne przeróbki kodeksu karnego przez min. Ziobrę, finansowanie i przedsięwzięcia Polskiej Fundacji Narodowej, finanse komisji smoleńskiej i rozmaite „personalia”, jak Szyszki córka leśniczego, młodociani pomocnicy Macierewicza i inni „misiewicze” na różnych szczeblach władzy, traktowanie „sprawcy” wypadku kolumny premier Szydło.

Ale gdyby nawet skupić się tylko na skandalach typu „Air Kuchciński”, czyli wykorzystywaniu pozycji władzy dla korzyści osobistych czy grupowych i nieuczciwym zarządzeniu dobrem publicznym, to znajdzie się wiele podobnych historii.

Władze tworzą kolejne „układy” (ulubione słowo Jarosława Kaczyńskiego), np. finansując kolejne przedsięwzięcia Tadeusza Rydzyka, co OKO.press skrupulatnie podlicza, czy dając intratne posady „swoim ludziom”.

OKO.press wybrało tylko kilka przykładów nadużycia władzy przez ludzi PiS, które wzburzyły opinię publiczną. Tak jak z lotami Kuchcińskiego media dowodziły, że naruszone jest prawo i przyzwoitość, a jednak bohaterowie tych afer pozostali bezkarni.

Lista oczywiście nie jest wyczerpująca.

„Te nagrody nam się należały”

Na początku lutego 2018 poseł PO Krzysztof Brejza ujawnił, że w 2017 roku Beata Szydło przyznała ministrom w swoim rządzie nagrody w wysokości od 65 tys. do 82 tys. złotych. Ministrowie (21 osób) oraz pracownicy Kancelarii Premiera (12 osób) nie dostawali nagród na koniec roku, ani za konkretne osiągnięcia. Pieniądze „rozsmarowywano” jako miesięczny dodatek do pensji rzędu 5-6 tys.

Początkowo Jarosław Kaczyński polecił Beacie Szydło „pokazać pazurki” i stać na stanowisku, że „nagrody się po prostu należały” za wytrwałą pracę dla Polski. Kryzys wizerunkowy był jednak na tyle poważny, że ostatecznie w ramach publicznej „pokuty i żalu za grzechy” ministrom polecono wpłacić na Caritas kwoty w wysokości nagród. Dodatkowo uchwalono obcięcie wszystkim posłom poselskich pensji o 20 proc.

Po prawie 1,5 roku Caritas ujawnił, że jedynie 12 z 21 ministrów wpłaciło na Caritas, a kwota wyniosła 656 tysiące złotych.

By przykryć skandal z nagrodami, zastosowano identyczny wybieg jak w przypadku lotów Kuchcińskiego. Próbowano skierować cała uwagę na rządy PO-PSL w latach 2007-2015 i udowodnić, że „oni też, a nawet bardziej” naruszali standardy.

„Wiadomości” TVP podały wtedy zawrotną sumę 626 milionów, które miała na nagrody wydać PO. Podliczono jednak nagrody z ośmiu lat i to nie nagrody ministrów, ale wszystkich pracowników ministerstw.

Afera KNF

W listopadzie 2018 roku „Gazeta Wyborcza” opisała korupcyjny skandal w Komisji Nadzoru Finansowego. Marek Chrzanowski, szef KNF, zaproponował Leszkowi Czarneckiemu, właścicielowi Getin Banku, zatrudnienie radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka. Jego pensję Chrzanowski miał napisać na kartce i wynosić miała ona ok. 40 mln złotych, czyli 1 proc. wartości Getin Banku.

W zamian za tę „przysługę” KNF miała życzliwie patrzeć na restrukturyzację banku Czarneckiego oraz usunąć z KNF Zdzisława Sokala, który był orędownikiem doprowadzenia Getinu do upadku i przejęcia go „za złotówkę”.

Według „Gazety Wyborczej” tego samego dnia mieli obaj – Chrzanowski i Czarnecki – spotkać się z Adamem Glapińskim, prezesem Narodowego Banku Polskiego (Glapiński należy do żelaznej gwardii prezesa Kaczyńskiego jeszcze od początku lat 90.).

Spotkanie i propozycja miały miejsce w marcu. Czarnecki nie zatrudnił radcy, ale złożył zawiadomienie w prokuraturze 7 listopada. W tym samym czasie w Sejmie uchwalana jest ustawa o zmianie w nadzorze i ochronie inwestorów na rynku finansowym. Tego samego dnia posłowie zgłosili do niej poprawkę w postaci przepisów pozwalających KNF zdecydować o „przejęciu banku przez inny bank za zgodą banku przejmującego” pod pewnymi warunkami.

GW opublikowała nagranie z marcowej rozmowy 13 listopada. W kilka godzin po tym Chrzanowski podał się do dymisji. Kolejnego dnia przyszedł do pracy, spokojnie posprzątał „swoje rzeczy”. Dopiero po tym do KNF wkroczyło CBA. Samego Chrzanowskiego aresztowano i przesłuchano dopiero po dwóch tygodniach od wybuchu afery, co oznacza, że miał całkiem sporo czasu na ewentualne zacieranie śladów, czy ustalanie zeznań.

Wobec jawnego zbiegu działań korupcyjnych i legislacyjnych eksperci uważają zorganizowanie komisji śledczej za jedyne rozwiązanie. PiS twardo kreuje Chrzanowskiego na samotnego skorumpowanego urzędnika. NBP poszedł nawet krok dalej i domagał się sądowego zakazu pisania o Adamie Glapińskim w kontekście afery KNF dla kilkorga dziennikarzy „Newsweeka” i „GW”.

Zarobki w NBP

Glapińskiemu i NBP nie udało się na długo uniknąć zainteresowania mediów. Już w grudniu 2018 wyszło na jaw, że dyrektor zespołu komunikacji w NBP Martyna Wojciechowska zarabia ok. 65 tysięcy złotych miesięcznie. Niewiele mniejszą pensją pochwalić się mogła Kamila Sukiennik, dyrektor gabinetu Adama Glapińskiego i członkini rady nadzorczej Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych.

Wojciechowska z wykształcenia jest rusycystką, Sukiennik studiowała zaocznie reklamę w Wyższej Szkole Promocji.

Po długiej medialnej batalii o ujawnienie zarobków oraz specjalnie uchwalonej ustawie NBP opublikowało w lutym 2019 roku listę płac za rok 2018. Bez nazwisk, ale z funkcjami. Wynikało z niej, że:

  • Martyna Wojciechowska była najlepiej zarabiającym dyrektorem departamentu, średnio miesięcznie zarabiała 49 563 zł brutto. Ponadto Wojciechowska zarabia 12 tys. zł w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, co daje w sumie ok. 62 000 zł;
  • Kamila Sukiennik zarabiała średnio 42 760 zł brutto;
  • dyrektorzy departamentów merytorycznych w NBP zarabiali znacznie mniej; dyrektor departamentu ryzyka operacyjnego – 28 tys. zł, a dyrektor departamentu systemu płatniczego – 37 tys. zł.

Nietykalny deweloper Kaczyński

Spółka Srebrna, której właścicielem jest fundacja Instytut im. Lecha Kaczyńskiego (szefem rady fundacji jest Jarosław Kaczyński), planowała wybudować w centrum Warszawy 190-metrowy wieżowiec. Pieniądze na realizację inwestycji miał zapewnić państwowy bank PKO BP. Przy projekcie inwestycji zatrudniony został austriacki biznesmen Gerald Birgfellner, daleki powinowaty Kaczyńskiego.

Gdy okazało się, że inwestycja nie ruszy, a Kaczyński zamiast zapłaty za dotychczasową pracę i wydatki, proponuje Birgfellnerowi pozwanie spółki, Austriak zaczął nagrywać swoje spotkania z prezesem PiS. Jedno z takich nagrań opublikowała w styczniu „Gazeta Wyborcza” rozpoczynając cykl tzw. „taśm Kaczyńskiego”.

Dlaczego inwestycja nie wypaliła? W nagraniu, które ujawniła „Wyborcza”, Kaczyński tłumaczy, że inwestycja została wstrzymana przez to, że Jan Śpiewak nagłośnił, że „partia buduje wieżowiec” i że to „azjatyckie obyczaje”. Prezes PiS uznał, że w przypadku politycznego ataku sprawa jest „nie do obrony”. Dodatkowo w przypadku przegranych przez PiS wyborów w Warszawie, spółka nie dostanie zgody na budowę w tym miejscu Warszawy tak wysokiego budynku.

Jakiś czas później pojawił się nowy wątek w sprawie – tzw. „koperty Kaczyńskiego”. Prezes PiS miał zlecić Birgfellnerowi opłacenie (50 tys. zł) pod uchwałą spółki Srebrna podpisu księdza Rafała Sawicza, który zasiadał w radzie fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego.

Austriak zgłosił sprawę do prokuratury, twierdząc, że Kaczyński dopuścił się oszustwa, a dodatkowo – przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu (art. 296 a. § 1 kk). Do tej pory to Birgfellnera przesłuchiwano kilkukrotnie. Jarosław Kaczyński odwiedzał w tym czasie Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, który jako Prokurator Generalny ma wgląd w akta sprawy. Ale prezes PiS do prokuratury nie został wezwany ani razu, za to pozwał Agorę, wydawcę „Gazety Wyborczej”.

Oświadczenie majątkowe Dworczyka

OKO.press ujawniło w czerwcu, że szef Kancelarii Premiera, Michał Dworczyk, co najmniej 12 razy złożył fałszywe oświadczenia majątkowe. Dworczyk zataił:

  • udziały o wartości 18 tysięcy w spółce Rodzice Dla Szkoły, która jest częścią Stowarzyszenia Wspierania Edukacji i Rodziny Sternik prowadzącego szkoły „pod duchową opieką Opus Dei”;
  • dochód ze sprzedaży willi pod Falenicą i udziały, które miał w domu obok. Do dziś mieszka w nim z żoną i dziećmi, choć formalnie właścicielką jest jego 80-letnia matka.

Zgodnie z prawem za zatajenie udziałów w spółce w oświadczeniu majątkowym grozi odpowiedzialność karna: od grzywny do 5 lat pozbawienia wolności. Drugą sankcją jest odpowiedzialność służbowa.

W zależności od przewinienia to: upomnienie, nagana, obniżenie wynagrodzenie lub zwolnienie z pracy. Żadnej z tych konsekwencji wobec Dworczyka nie wyciągnięto. Minister przeprosił za błąd i po prostu skorygował cztery ostatnie oświadczenia.

Dla porównania Sławomir Nowak, minister transportu w rządzie PO i były poseł tej partii, nie uwzględnił w pięciu oświadczeniach majątkowych zegarka o wartości ponad 10 tys. złotych. Został za to przez Donalda Tuska odwołany, a sąd pierwszej instancji skazał go na 20 tys. złotych grzywny. Tak zwana „afera zegarkowa” zakończyła jego karierę polityczną.

Akcje Morawieckiego

Wchodząc do rządu w listopadzie 2015 Morawiecki zachował pakiet akcji BZ WBK, czyli banku, w którym przez lata pełnił funkcję prezesa. Fakt ten początkowo ukrywał przed opinią publiczną, zwlekając z ujawnieniem oświadczenia majątkowego. Akcje sprzedał dopiero po objęciu fotela premiera, czyli w grudniu 2017.

Oznacza to, że przez dwa lata działał w sytuacji konfliktu interesów, bo jako członek rządu odpowiedzialny za gospodarkę podejmował wiele decyzji, które wpływają na kursy akcji (już sama propozycja podatku bankowego mogła wywołać spadki akcji banków na giełdzie).

W wywiadzie dla DGP tłumaczył, że „działo się to w takim tempie, że nie zdążył”. I że to było „kłopotliwe”. W ciągu tych dwóch lat wartość posiadanego przez Morawieckiego pakietu akcji wzrosła o netto o ponad 1 200 000 zł.

Prześwietlamy, pytamy, interweniujemy - i nie odpuszczamy.
Pomóż nam prowadzić dziennikarskie śledztwa.

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    G. Orwell w niewielkiej książce "Folwark zwierzęcy" opisał jak z równych zwierząt wyłaniają się ci równiejsi od innych. Kaczyńskiego i jego wyznawców nie dotyczą żadne normy. To są pozbawione moralności, honoru i poczucia przyzwoitości osobniki. Im się Polska, i to co z niej można wyciągnąć, należy.

  2. Adrian Janecki

    Tylko, że tak to odbierają wyborcy. To jest jedyna "afera" na "szczytach władzy". I to na dodatek taka, że w odróżnieniu od innych partii władzy, PiS zareagował dymisją swojego marszałka. A "lotnicy" z PO? Jeden z nich siedzi… w Brukseli. I znowu się nie udało!

  3. Adam Spaski

    Brawa za przypomnienie, tylko … Wszystko niby ok, ale niektóre elementy tej wyliczanki rodzą wątpliwości co do stylu uprawiania dziennikarstwa.
    Artur Nowak – skazany w pierwszej instancji. Zgadza się. Tylko dlaczego nie ma informacji, że w II instancji wyrok uchylono i zastosowano warunkowe umorzenie sprawy na rok (oznacza to, że wina została uznana za bezsporną, ale „niewielką” i dano mu szansę…). Czyli też nie został przez sąd ukarany. Pisanie o wyroku w pierwszej instancji bez wspominania o jego uchyleniu w drugiej jest poważnym naruszeniem standardów.
    Afera polityczna z zegarkiem miała zupełnie inny charakter niż „afera Dworczyka”. W przypadku Nowaka wątpliwości budziło, jak wszedł w posiadanie tego zegarka. I dlaczego nosi inny drogi zegarek „pożyczony”, jak stwierdził, od znajomego biznesmena. Wyglądało na to, że mogła to być korupcja przez biznesmena dostającego intratne kontrakty.
    Natomiast Dworczyk nie wpisał sum, na które zdaje się ma pokrycie w dokumentach. Nikt nie sugerował możliwości korupcji. Te sprawy tylko pozornie są do siebie podobne.
    Gdyby nie smrodek związany z pochodzeniem zegarków, Nowak zapewne nadal byłby w polityce.
    Zwracałem na to uwagę w komentarzach wielokrotnie. Ale OKO swoje. No bo jakie znaczenie mają fakty jako pewna całość, skoro można sobie wybrać wygodne fakty dla potwierdzenia własnych tez.

  4. Adam Spaski

    O Kuchcińskim: „Jest to oczywiście nieprawda, naruszono przepisy instrukcji szefa MON i art. 231 kk.” Odkąd to dziennikarze zastępują sądy i orzekają z całą stanowczością o złamaniu prawa? Moim zdaniem z lektury instrukcji HEAD wynika, że Kuchciński jej nie złamał zabierając inne osoby, bo o współpasażerach instrukcja nic nie mówi. Być może nadużył władzy udając, że lata w „misjach oficjalnych”, bo tylko takie obejmuje instrukcja HAED.
    Polskie prawo nie reguluje, czy 4 najważniejsze osoby w państwie mogą latać do domu „rządowym samolotem”. Nie reguluje chyba, czy każdy lot którejś z tych 4 osób musi mieć status HAED, co kilkakrotnie podraża wyprawę. Według instrukcji HAED Duda nie ma prawa polecieć śmigłowcem na odpoczynek do Juraty. W interpretacji OKA nie ma wówczas prawa zabrać na pokład żony. To wszystko jakieś absurdy, które już dawno powinny być uregulowane. Ich ofiarą padł Tusk (latał sam olbrzymim odrzutowcem – jakie to nieekologiczne), Kopacz, Szydło, a teraz Kuchciński. Najskromniej latała Becia, bo zdaje się poza procedurą HAED.

  5. Adam Spaski

    Jak się zastanowić, to opozycja przy szerokim wsparciu opinii publicznej powinna wystąpić o odebranie Kuchcińskiemu immunitetu w związku z podejrzeniem złamania art. 231 KK. Powinna też złożyć odpowiednie zawiadomienie do prokuratury również na urzędników kancelarii sejmu. Zgłaszanie niektórych podróży Kuchcińskiego jako"misji oficjalnych" podpadających pod instrukcję HEAD wygląda na oszustwo i nadużycie. władzy.

  6. Ryszard Andrzejak

    @ Adam Spaski
    "Odkąd to dziennikarze zastępują sądy i orzekają z całą stanowczością o złamaniu prawa?"
    Słuszne pytanie, ale odkąd, to politycy: Jarosław Kaczyński, Ryszard Terlecki …. i wielu innych mają prawo do wydawania wyroków twierdząc, że pan, były już, marszałek nie naruszył prawa ? Okazuje się, że nie tylko dziennikarze dokonują wyboru, robimy to wszyscy.
    I jeszcze
    "Natomiast Dworczyk nie wpisał sum, na które zdaje się ma pokrycie w dokumentach." słusznie pan zaznacza "zdaje się" co jest miałkim zabezpieczeniem przed popełnieniem błędu jaki zarzuca pan autorce artykułu. I tu nasuwa mi się historia niedopełnienia obowiązku precyzyjnego wypełnienia oświadczenia majątkowego przez śp. prezydenta Dudkiewicza i skutków jakie to wywołało. Historię tego wydarzenia możemy prześledzić pod linkiem
    https://www.trojmiasto.pl/wiadomosc­i/w,Pawel-Adamowicz-oswiadczenia-ma­jatkowe-zarzuty-i-proces-2156.html
    Jakoś mi brak stosowania zasady równości wszystkich wobec prawa.

  7. Irek Zając

    Wybitni dziennikarze z oko nic nie piszą o aferze podkarpackiej, czyżby uważali że korzystanie z burdeli jest normą nawet dla polityków wysokiego szczebla? Chyba tak, wszak jak powiedział Jędraszewski obecna zaraza jest tęczowa a ci wybitni dziennikarze lubią takie klimaty, niech żyje tęczowa wolność i swoboda ala ministro Kuchciński.

  8. Marek Marczuk

    Lech Kaczyński, jako doradca "Solidarności" doradzał swego czasu strajkującym stoczniowcom, aby zakończyli protesty i dochodzili swoich roszczeń wobec władzy w sądach PRL. O absurdalności takich rad, wiedzieli wtedy wszyscy. Dzisiaj drugi Kaczyński doprowadził do sytuacji, kiedy nie ma już żadnej możliwości postawienia zarzutów komukolwiek, kogo Jarosław Kaczyński otoczy ochroną.
    Jednoosobowo odwołuje marszałka Sejmu i wyznacza premiera rządu oraz organizuje kampanie prezydencką wybranemu przez siebie, usłużnemu politykowi.
    Policja ściga protestujących obywateli i brata się z postfaszystowskimi bandytami na ulucach. Jacek Kurski na zlecenie Kaczyńskiego przywrócił w telewizji wystąpienia przebijające nawet Jerzego Urbana, przy czym ludzie pokroju Holeckiej mają swój czas antenowy codziennie a Urban występiwał tylko we wtorki.
    Nie mniej niż 40% Polaków popiera taką Polskę i to też upodabnia państwo PiS do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
    W zakresie budowy społeczeństwa obywatelskiego, zmarnowaliśmy ostatnie 30 lat. Kaczyński kiedyś odejdzie, ale przyjdzie na jego miejsce inny Ziobro. To są ludzie o mentalności komunistycznej i przy wsparciu znacznej części Polaków będą skutecznie spychać nasz kraj w objęcia chciwych księży i tępych, bogoojczyźnianych karierowiczów.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press