28 maja 2018

Na pogardliwy język, manipulacje i skłócanie ludzi odpowiedziano solidarnością. To nie był protest najsłabszych

Co pokazała władza? Brak odwagi do dialogu, pogardliwy język, manipulacje, skłócanie środowiska, niegodne traktowanie i ogłaszanie zwycięstwa, gdy o decyzji strajkujących przesądzała bezsilność. Nie uda się już jednak zepchnąć na margines praw i potrzeb osób z niepełnosprawnością - pisze dla OKO.press Katarzyna Bierzanowska, autorka inicjatywy Pełnoprawna

Ludzie dostali niepowtarzalną szansę „opatrzenia się z niepełnosprawnością”. O ile przy pierwszych relacjach z Sejmu mogli z większą ciekawością przyglądać się czy wręcz dziwić temu, że ktoś mówi, wygląda czy porusza się inaczej niż większość społeczeństwa, o tyle w pewnym momencie ważniejsze było to, co ta osoba mówi.

Inicjatywa kilkorga osób, które przestały godzić się na spychanie ich społecznej obecności, zaangażowała tysiące osób, ukształtowała nowe grupy sojuszniczek i sojuszników w ruchu na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami, wciągnęła temat niepełnosprawności do mediów, zweryfikowała prospołeczność ekipy rządzącej i sprawiła, że było to 40 dni brakującej systemowo edukacji o prawach i potrzebach osób z niepełnosprawnościami oraz właściwych postaw wobec tej grupy społecznej.

40-dniowy protest osób z niepełnosprawnościami i opiekunów dla OKO.press komentuje Katarzyna Bierzanowska, tłumaczka, aktywistka, trenerka antydyskryminacyjna, autorka inicjatywy Pełnoprawna, działającej na rzecz równego traktowania osób z niepełnosprawnościami, członkini Fundacji Kulawa Warszawa.

Zawieszony właśnie sejmowy protest osób z niepełnosprawnościami rozpoczął się od dwóch postulatów, ale w efekcie 40-dniowy strajk okazał się historycznym momentem w ruchu na rzecz praw osób z niepełnosprawnością w Polsce. Do protestu włączyły się różne miasta, osoby, których niepełnosprawność bezpośrednio nie dotyczy, aktywiści zaangażowani w temat, osoby rozpoznawalne czy media. Co przyniosło tych 40 dni?

18 kwietnia rozpoczął się w Sejmie protest osób z niepełnosprawnościami i ich rodziców. Strajkujący mieli dwa postulaty – zwiększenie renty socjalnej i przyznanie dodatku rehabilitacyjnego dla osób z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności. Codzienność tej grupy osób stała się na tyle frustrująca z powodu niewystarczającego wsparcia ze strony państwa, że postanowili zawalczyć w Sejmie o kwestie, które dotykają ich najbardziej.

Rząd spełnił co prawda tylko jeden z postulatów protestujących, ale wydźwięk samego protest jest znacznie szerszy.

Niepełnosprawność w najlepszym czasie antenowym

Strajk osób z niepełnosprawnościami wywołał ogólnokrajową dyskusję. Temat postulatów i później szerzej – praw osób z niepełnosprawnościami – trafił na pierwsze strony gazet, do głównych wydań programów informacyjnych i zalał Internet w Polsce. Nawet jeśli część mediów, w tym telewizja publiczna, manipulowały w swoich doniesieniach informacjami dot. protestu, to, jak opisała to na swoim profilu społecznościowym Magdalena Kocejko, aktywistka na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami, „co by nie mówić, temat niepełnosprawności się przebił do mainstreamu”.

To zaowocowało tym, że wątek praw osób niepełnosprawnych pojawiał się w codziennych dyskusjach społeczeństwa, wywołując potrzebę zabrania głosu, zajęcia stanowiska i przede wszystkim przyjrzenia się temu, jak w Polsce może wyglądać życie z niepełnosprawnością.

O prawach osób z niepełnosprawnościami nagle zaczęto dyskutować nad grillem, w kolejce do lekarki czy w autobusie. Temat wyszedł z cienia i wszedł nie tylko na sejmowy korytarz, ale też do społecznej świadomości.

Okazało się, że niepełnosprawność dotyczy nas wszystkich, a ludzie coraz silniej odczuwają potrzebę, by włączyć się w strajk, np. wychodząc na ulice w geście solidarności. Wydarzenia wspierały choćby uczestniczki i uczestnicy Czarnego Protestu. Tak powstały nowe środowiska sojusznicze. Zmotywowało to też do zabrania głosu nie tylko osoby bezpośrednio związane z tematem, wobec którego już teraz znacznie trudniej pozostać obojętnym.

Ludzie dostali niepowtarzalną szansę „opatrzenia się z niepełnosprawnością”. O ile przy pierwszych relacjach z Sejmu mogli z większą ciekawością przyglądać się czy wręcz dziwić temu, że ktoś mówi, wygląda czy porusza się inaczej niż większość społeczeństwa, o tyle w pewnym momencie ważniejsze było to, co ta osoba mówi.

W patrzeniu na osobę z niepełnosprawnością, niepełnosprawność naturalnie zeszła na dalszy plan, oswojono ją, została osoba i jej głos.

To duży walor edukacyjny całego protestu, bo gdy ktoś niepełnosprawności nie doświadcza lub jej nie zna, często jej unika. Tu nie było wyboru. Temat wyłaniał się z każdego medium.

Zawrzało, bo głos w sprawie protestu zaczęli zabierać wszyscy – także aktywiści i aktywistki ruchu na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami. Odbywały się debaty, audycje, spotkania. Aż w końcu perspektywa niepełnosprawności okazała się też nieodrobioną lekcją wielu organizacji pozarządowych czy mediów, które do tej pory nie nagłaśniały lub nie uwzględniały tego tematu w swoich działaniach. Nagle w mediach zdano sobie sprawę, że poza Janiną Ochojską, Anną Dymną i Jurkiem Owsiakiem, których zasługi i zaangażowanie są niekwestionowane, nieznane są nazwiska ekspertek i ekspertów aktywnie działających od lat na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami, a potrzeby tej grupy osób w działaniach prowadzonych przez dużą część NGSów nie są brane pod uwagę. Nałożenie filtru stopnia sprawności na różne obszary aktywności medialnej i obywatelskiej to niewątpliwa i znacząca zmiana, która jest efektem protestu.

Pierwsze doniesienia medialne nagminnie mówiły o proteście niepełnosprawnych dzieci, między wierszami przewijało się niechlubne „inwalidztwo” czy „kalectwo”. Choć całkowite wyeliminowanie takiej narracji byłoby niemożliwe w tak krótkim czasie, to skutecznie do medialnego języka zaczęły przebijać się takie zwroty jak „osoba z niepełnosprawnością”, „dorosłe osoby niepełnosprawne”, a „pomoc” coraz częściej zastępowana była „prawami” i „godnością”.

Mimo że z uporem mówi się o „proteście najsłabszych”, zamiast równych, to widoczna zmiana medialnej narracji jest jakościową zmianą mówienia o prawach osób z niepełnosprawnościami.

Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami

Zmiana języka obrazuje pierwsze kroki w stronę społecznego modelu niepełnosprawności – modelu, który zakłada ratyfikowany przez Polskę 6 lat temu dokumenty, czyli konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami. Ta nazwa w trakcie protestu co prawda nie zawsze wybrzmiewała wprost, ale padała coraz częściej, co nie pozostaje bez znaczenia, ponieważ jest to dokument, który powinien wyznaczać kierunek działań prowadzonych w Polsce na rzecz osób z niepełnosprawnościami, dokument, w którego realizacji Polska od lat dopuszcza się rażących zaniedbań. Mówienie o konwencji, która jest konstytucją w obszarze praw osób z niepełnosprawnościami, powoływanie się na nią i przywoływanie jej rządzącym są kluczowe do tego, żeby wreszcie należycie ją wdrażano.

Założenia konwencji widać było także w trakcie protestów na ulicach. Przed Sejmem odnoszono się nie tylko do dwóch postulatów strajkujących, lecz do szeregu obszarów, które czekają na niezbędne reformy w kontekście praw osób z niepełnosprawnościami – edukacji, zatrudnienia, opieki zdrowotnej, asystencji osobistej, ubezwłasnowolnienia czy deinstytucjonalizacji. Wyjściowe postulaty nie są ukłonem w stronę osób z niepełnosprawnościami, a ich realizacja nie zamykałaby tematu potrzeb tej grupy. To nadrabianie wieloletnich zaniedbań i dopiero początek rozmowy o równym traktowaniu osób niepełnosprawnych.

Protest zaakcentował również prawo do samostanowienia o sobie i do niezależnego życia osób z niepełnosprawnością. Mimo że nawet ze strony strajkujących opiekunów widzieliśmy zachowania, które osłabiały pozycję samych osób z niepełnosprawnościami, to fakt, że budziło to nierzadko sprzeciw społeczny, jest przełomową zmianą w rozumieniu podmiotowości osób z niepełnosprawnościami.

Społeczeństwo, które nie godzi się ani na dosłowne, ani na przenośne odbieranie głosu osobom niepełnosprawnym, to społeczeństwo, które zaczyna włączać się w ruch na rzecz równego traktowania.

Protest ponad podziałami

Tzw. środowisko osób z niepełnosprawnościami, osób i organizacji działających na ich rzecz oraz ich bliskich jest w Polsce bardzo podzielone. To duża bariera w walce o równe prawa, ponieważ rozwarstwienie tego głosu bardzo go osłabia. Tym razem głosy sprzeciwu wybrzmiewały w mniejszości. Wynikały też często z niesłusznie osadzonej odpowiedzialności. Wymagający reform system orzecznictwa o niepełnosprawności w Polsce sprawia, że dwie osoby o podobnej niepełnosprawności mogą mieć przyznane świadczenia o bardzo różnej wysokości, podobnie w przypadku potencjalnych osób asystujących im na co dzień. To budzi frustrację i poczucie niesprawiedliwości. Nie jest jednak odpowiedzialnością osób, które rozpoczęły strajk, a które przyszły do Sejmu z postulatami ułatwiającymi rozwiązanie trudności, które tę konkretną grupę osób z niepełnosprawnościami na co dzień obciążają najbardziej. To nie był protest przeciwko którejkolwiek grupie osób niepełnosprawnych i błędem było oczekiwać, że jeden strajk okaże się remedium na wieloletnie przymykanie oka i w efekcie na rozwiązanie wszystkich kwestii, w których naruszane są prawa osób z niepełnosprawnościami w Polsce.

Był to niewątpliwie protest także ponad podziałami politycznymi. Podobnie jak w przypadku Czarnego Protestu poglądy polityczne stały się drugoplanowe i ustępowały miejsca ważnej sprawie społecznej, którą solidarnie wspierały różne środowiska.

Nie bez znaczenia pozostaje odpowiedzialność polityczna. Obecnie nie da się stwierdzić, czy bieżąca opozycja wyłącznie zbijała kapitał polityczny na strajku osób z niepełnosprawnością i czy wywróciłaby swoją narrację do góry nogami i odwróciła wzrok od problemów osób z niepełnosprawnościami, gdyby była u władzy. Da się jednak stwierdzić, że ówczesna opozycja właśnie to zrobiła. Prospołeczność, na którą notorycznie powołuje się Zjednoczona Prawica, okazuje się wdrażaniem zmian, które odpowiadają rządzącym, nie potrzebom poszczególnych grup społecznych.

Protest był okazją do zestawienia celowości wprowadzenia programu 500+ z postulatem przyznania dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 zł, czego m.in. z obawy przed niewłaściwym gospodarowaniem tymi pieniędzmi rząd zdecydował się nie wdrożyć, co wiele mówi o motywach obecnej władzy.

Zaniedbania w obszarze równego traktowania osób z niepełnosprawnościami są oczywiście wieloletnie i każda władza ponosi za to odpowiedzialność. Niemniej ignorowanie elementarnych potrzeb konkretnej grupy osób z niepełnosprawnościami, brak odwagi do prowadzenia rzeczywistego dialogu, pogardliwy język, zarzuty awanturnictwa, manipulacja, przekierowywanie środków finansowych, skłócanie środowiska, odbieranie możliwości do samostanowienia, zasłanianie (dosłownie) tematu, niegodne traktowanie i ostatecznie ogłaszanie zwycięstwa, gdy o decyzji strajkujących przesądzała bezsilność, to tupet, którego partiom opozycyjnym na taką skalę przypisać obecnie nie można, rządzącemu obozowi władzy już tak.

Znacznie mniejszą wartość będą miały również reformy czy programy wdrożone w międzyczasie przez rząd jak Dostępność+, obietnice ministry Rafalskiej o aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami czy teoretyczne zwiększenie publicznej rehabilitacji dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Protest stał się, obok tych reform, wygodną zasłoną dymną dla domknięcia tematu odebrania dzieciom z niepełnosprawnościami możliwości korzystania z indywidualnego toku nauczania, w efekcie zamknięcia ich w domu poprzez odebranie prawa do uczęszczania do szkoły.

Premier i przedstawicielki oraz przedstawiciele prawicy powołują się na zwiększone nakłady na spełnianie potrzeb osób niepełnosprawnych, ale to, jak rząd odpowiada na te potrzeby, społeczeństwo miało okazję ocenić samo.

Historyczny protest

40 dni głośnego protestu przyniosło wymiernie zwiększenie renty socjalnej, czyli realizację jednego z postulatów, lecz społecznie i długofalowo zaowocowało zmianą w dostrzeganiu i rozumieniu potrzeb i praw osób z niepełnosprawnościami. Rozpoczęła się dyskusja o godności tej grupy społecznej, którą już nie tak łatwo będzie zagłuszyć.

Inicjatywa kilkorga osób, które przestały godzić się na spychanie ich społecznej obecności, zaangażowała tysiące osób, ukształtowała nowe grupy sojuszniczek i sojuszników w ruchu na rzecz praw osób z niepełnosprawnościami, wciągnęła temat niepełnosprawności do mediów, zweryfikowała prospołeczność ekipy rządzącej i sprawiła, że było to 40 dni brakującej systemowo edukacji o prawach i potrzebach osób z niepełnosprawnościami oraz właściwych postaw wobec tej grupy społecznej.

To nie był protest najsłabszych, to był protest osób, które mają prawa, potrzeby i godność. Dzięki ostatnim wydarzeniom zaczęto to zauważać i brać pod uwagę.

OKO.press towarzyszyło protestującym przez całe 40 dni. Nie mogąc wejść do zamkniętego przez marszałka Kuchcińskiego Sejmu, skorzystaliśmy z uprzejmości posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, która nakręciła dla nas materiały wideo. Portrety wideo osób protestujących są w tym artykule:

Wypowiedziały się też inne osoby z niepełnosprawnościami: Katarzyna Bierzanowska i Karolina Hamer

Pisaliśmy o wsparciu dla protestu z różnych stron, od Europejskiego Forum Niepełnosprawności po warszawskich bezdomnych

Analizowaliśmy politykę i propagandę władz:

Udostępnij:

Katarzyna Bierzanowska

Aktywistka działająca na rzecz osób z niepełnosprawnością ruchową. Autorka inicjatywy Pełnoprawna, prowadzonej na rzecz przeciwdziałania wykluczeniu i dyskryminacji osób z niepełnosprawnościami. Doradczyni antydyskryminacyjna. Prowadzi konsultacje z zakresu dostępności przestrzeni oraz warsztaty i szkolenia z tematyki dotyczącej niepełnosprawności. Koordynatorka projektu „Przychodzi baba do lekarza”, którego celem jest weryfikowanie faktycznego stanu dostępności usług ginekologicznych dla kobiet z niepełnosprawnością w woj. mazowieckim. Uczestniczka posiedzenia Komitetu ONZ ws. wdrażania Konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami w Polsce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne