0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mariusz JałoszewskiFot. Mariusz Jałosze...

Neo-sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz z Sądu Apelacyjnego w Warszawie to przykład szybkich awansów za poprzedniej władzy. Była prokuratorka bezskutecznie 14 razy starała się o nominację na sędziego od starej, legalnej KRS. Jej kariera wystrzeliła za władzy PiS, który powołał upolitycznioną i nielegalną neo-KRS.

Brygidyr-Dorosz najpierw dostała od neo-KRS w 2020 roku awans do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, a potem – choć nie miała dużego doświadczenia jako sędzia – we wrześniu 2023 roku awanowała do ważnego Sądu Apelacyjnego w Warszawie (była jedynym kandydatem). Ten sąd jest ostatnim szczeblem przed SN. W normalnym państwie dotarcie na ten szczebel zajęłoby sędziemu co najmniej kilkanaście lat. Brygidyr-Dorosz wystarczyły 3 lata.

Czy w awansie pomogło jej, że w głośnym procesie w marcu 2023 roku skazała aktywistkę aborcyjną Justynę Wydrzyńską za pomocnictwo w aborcji, której nie było? Ten wyrok spodobał się prawicy.

O sprawie było głośno jeszcze z jednego powodu.

Na kilka godzin przed jego wydaniem minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro dał nagle neo-sędzi delegację do orzekania w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie (stały awans do tego sądu neo-KRS dała jej kilka miesięcy później). Wyglądało to tak, jakby minister chciał ją nagrodzić jeszcze przed wydanym wyrokiem. Decyzja ministra zastanawiała, bo Brygidyr-Dorosz starała się o tę delegację od blisko trzech miesięcy. I nagle minister dał zgodę tuż przed wyrokiem ws. aborcji.

Przeczytaj także:

Brygidyr-Dorosz na stałe neo-sędzią Sądu Apelacyjnego w Warszawie została w grudniu 2023 roku, gdy powołał ją prezydent. Od razu została przewodniczącą II wydziału karnego, w którym są legalni sędziowie i dwóch neo-sędziów, którzy stosują prawo europejskie. Została ich szefową na mocy decyzji prezesa tego sądu Piotra Schaba, który ściga też sędziów jako główny rzecznik dyscyplinarny.

Teraz o Brygidyr-Dorosz znowu jest głośno. Z dwóch powodów. Bo zakwestionowała decyzję premiera Donalda Tuska o powołaniu na p.o. prokuratora krajowego Jacka Bilewicza (na zdjęciu u góry). Brygidyr-Dorosz uważa, że prokuratorem krajowym nadal jest odsunięty w styczniu 2024 roku Dariusz Barski, zaufany Ziobry. O szczegółach jej decyzji i o opiniach, że jest ona niezasadna piszemy w dalszej części tekstu.

OKO.press ustaliło, że Brygidyr-Dorosz zostawiła trzy niezakończone procesy w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga, w którym pracowała przed awansem do apelacji.

To zbulwersowało stołecznych prawników, bo sprawy dojrzały do wydania wyroków i teraz trzeba będzie procesy powtórzyć od początku. Dla stron procesów oznacza to czekanie na wydanie wyroków nawet kilka kolejnych lat. Piszemy o tym w dalszej części tekstu.

Neo-sędzia Sądu Apelacyjnego w Warszawie Agnieszka Brygidyr-Dorosz. Fot. Agata Kubis.

Jak neo-sędzia podważyła legalność prokuratora Bilewicza

Legalność powołania p.o. prokuratora krajowego Jacka Bilewicza neo-sędzia Agnieszka Brygidyr-Dorosz zakwestionowała w piątek 23 lutego 2024 roku. Wydała wtedy jako przewodnicząca II wydziału karnego Sądu Apelacyjnego zarządzenie, w którym zwróciła wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania w jednej ze spraw karnych. Uznała, że wniosek jest bezskuteczny z powodu wniesienia go przez nieuprawniony podmiot.

Wniosek o przedłużenie aresztu złożył zastępca Prokuratora Regionalnego w Warszawie Tomasz Nowicki. Wraz z szefem tej prokuratury został niedawno powołany przez p.o. prokuratora krajowego Jacka Bilewicza, który na początku stycznia zastąpił odsuniętego prokuratora krajowego Dariusza Barskiego.

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Adam Bodnar odsunął Barskiego, bo uznał, że w 2022 roku nieskutecznie wrócił do pracy w Prokuraturze Krajowej. Wrócił wtedy ze stanu spoczynku, w oparciu o przepisy przejściowe z 2016 roku do nowej ustawy o prokuraturze z tego samego roku. Minister Bodnar uznał, że przywracając go zastosowano przepisy, które w tym czasie już nie obowiązywały. Oparł się na kilku opiniach uznanych prawników.

Neo-sędzia Brygidyr-Dorosz zwróciła jednak prokuraturze wniosek uznając, że prokuratorem krajowym nadal jest Dariusz Barski. Zakwestionowała wykładnię przepisów zastosowaną przez prokuratora generalnego Adama Bodnara, a tym samym powołanie na p.o. Jacka Bilewicza. Jej zdaniem przepisy przejściowe nadal obowiązują.

I w konsekwencji zakwestionowała powołanie przez Bilewicza prokuratorów regionalnych i ich zastępców. Jego decyzje uznała za nieistniejące. Neo-sędzia Brygidyr-Dorosz powołała się na orzeczenia NSA ws. wykładni przepisów przejściowych prawa o prokuraturze i na decyzję TK Przyłębskiej zakazującą rządowi zmian w prokuraturze.

Ta decyzja nie jest jednak wiążąca. Jest wadliwa i wydano ją z przekroczeniem uprawnień przez TK. Wydała ją Krystyna Pawłowicz, która była posłanką z ramienia PiS. Jest też wadliwą sędzią TK, bo w czasie wyboru do TK przez Sejm były już w wieku emerytalnym.

Pierwszy o decyzji neo-sędzi Brygidyr-Dorosz poinformował prawicowy portal wPolityce. Pisał: „Kompromitacja Bodnara! Sąd nie uznaje jego uzurpatorów”.

Dlaczego sprawy nie oceniała legalna sędzia?

Decyzja Brygidyr-Dorosz budzi jednak wątpliwości prawne. Wcześniej jako sędzia nie przeszła testów na niezależność. Jej niezawisłość i bezstronność jako sądu była podważana przez legalnych sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie (za stosowanie prawa europejskiego rzecznicy dyscyplinarni ministra Ziobry zrobili im dyscyplinarki).

Są głosy prawników kwestionujące też jej zarządzenie, w którym zakwestionowała legalność p.o. prokuratora krajowego Jacka Bilewicza. Z informacji OKO.press wynika, że sprawę o przedłużenie aresztu dostała do rozpoznania legalna sędzia Sądu Apelacyjnego Ewa Gregajtys. Została wylosowana.

Po losowaniu akta sprawy trafiły do II wydziału karnego, w którym orzeka sędzia. Ale nie zostały przekazane do Gregajtys, tylko wylądowały na biurku przewodniczącej wydziału Brygidyr-Dorosz. Jako przewodnicząca sprawdziła, czy wniosek spełnia wymogi formalne. Powołała się na artykuł 120 paragraf 1 kodeksu postępowania karnego, który mówi o tym, co robi się z pismem, które nie spełnia wymogów formalnych.

Przepis mówi, że wtedy wzywa się wnioskodawcę do usunięcia braków. Brygidyr-Dorosz wbrew temu przepisowi nie wezwała prokuratury do zajęcia stanowiska, tylko zwróciła wniosek uznając go za nieskuteczny. Czyli sama dokonała de facto osądu sprawy, co powinien zrobić sędzia referent sprawy, czyli sędzia Gregajtys.

Mówi osoba znająca kulisy pracy Sądu Apelacyjnego w Warszawie: „Przewodniczący wydziału może badać. czy są braki formalne. W tym przypadku sprawdzić, czy wniosek jest podpisany. Ale nie może kwestionować podpisu, to rola sędziego referenta, a nie przewodniczącego.

Ponadto w trybie artykułu 120 kodeksu postępowania karnego przewodnicząca co najwyżej mogła wezwać prokuraturę do uzupełnieniu braków, a nie zwracać wniosek. Ale i tego nie powinna robić, bo wniosek jest podpisany. Można rozważać tu przekroczenie uprawnień, bo kwestię umocowania prokuratora regionalnego powinien ocenić sędzia referent. To on ocenia, czy jest spór prawny dotyczący powołania p.o. prokuratora krajowego. A nie przewodniczący wydziału, który nie jest referentem sprawy”.

Jest jeszcze jeden aspekt decyzji Brygidyr-Dorosz. Zapadła ona krótko po odwołaniu prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotra Schaba przez ministra sprawiedliwości (stało się to we środę 21 lutego 2024 roku).

Są głosy, że podważanie dwa dni później legalności Bilewicza nie jest przypadkowe. Bo uderza w Bodnara.

Ta sprawa to kolejny dowód na to, jakim poważnym problemem dla państwa są neo-sędziowie. I że obecna władza musi go pilnie rozwiązać, by zagwarantować obywatelom prawo do procesu przed legalnym i niezależnym sądem, który nie budzi żadnych wątpliwości. Jednak obecna koalicja nie zdecydowała się na odwołanie neo-KRS, która nadal nominuje dziesiątki kolejnych wadliwych neo-sędziów.

Portret: sędzia Ewa Gregajtys
Sędzia Ewa Gregajtys z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. To ona wylosowała sprawę o przedłużenie tymczasowego aresztu, ale akt nie dostała. Bo zwróciła je prokuraturze Brygidyr-Dorosz. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Jak Brygidyr-Dorosz zostawiła trzy procesy, w których mogła wydać wyrok

Jest jeszcze jedna sprawa, która stawia w złym świetle i rodzi pytania o ocenę Agnieszki Brygidyr-Dorosz jako sędzi. OKO.press ustaliło, że w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga, w którym Brygidyr-Dorosz orzekała przed awansem do Sądu Apelacyjnego, zostawiła ona trzy niezakończone procesy. Ta sprawa bulwersuje środowisko stołecznych prawników, bo procesy były już niemal gotowe do wydania wyroku. A teraz trzeba będzie je powtórzyć od nowa.

Wynika to z procedury karnej, bo zmieni się sędzia referent. Uderzy to w strony procesów i innych sędziów z praskiego sądu okręgowego. Bo choć sami są obłożeni pracą, to będą musieli teraz kończyć sprawy po Brygidyr-Dorosz.

Jak ustaliło OKO.press, chodzi o trzy procesy, które są na końcowym etapie. Pierwszy dotyczy sprawy gospodarczej o oszustwo, która toczy się od 2020 roku. Liczy 106 tomów akt. Oskarżonych jest 20 osób, przesłuchano ponad 60 świadków. Odbyły się 53 rozprawy. Sprawa jest tuż przed zamknięciem przewodu sądowego. Wystarczy przeprowadzić dowód z dodatkowych akt przekazanych przez Prokuraturę Krajową, zamknąć przewód sądowy, wysłuchać mów końcowych stron, wydać wyrok i napisać uzasadnienie.

Druga sprawa dotyczy zadośćuczynienia za represjonowanie w czasach PRL-u działacza opozycji po II wojnie światowej. O zadośćuczynienie występuje rodzina represjonowanego, która mieszka za granicą. W sprawie zebrano dokumenty m.in. opinię biegłego IPN. Neo-sędzia Brygidyr-Dorosz dostała tę sprawę w 2021 roku. W kwietniu 2023 roku zamknęła przewód sądowy, odebrała głosy stron. Ale wyroku nie wydała, bo na nowo otworzyła proces i sprawa ruszyła od początku.

Neo-sędzia zawiadomiła o toczącym się postępowaniu Prokuratorię Generalną, która w dużych i ważnych procesach o odszkodowanie reprezentuje Skarb Państwa. Wystąpiono też do bazy PESEL o dane represjonowanego.

Trzeci proces dotyczy sprawy narkotykowej. Akt oskarżenia wpłynął do sądu pod koniec 2021 roku. Tu jest 18 tomów akt, 7 oskarżonych, kilku świadków. W trakcie procesu uzyskano opinie biegłych, przesłuchano świadków. Odbyło się 14 rozpraw. W październiku 2022 roku Brygidyr-Dorosz zamknęła przewód sądowy i wyznaczyła termin wydania wyroku.

Ale go nie wydała. Na nowo otworzyła sprawę, by uzupełnić postępowanie dowodowe. Wezwano 7 świadków i zlecono opinię biegłego sądowego z zakresu slangu narkotykowego. Przesłuchano 5 świadków. Przesłuchano biegłego. Z informacji OKO.press wynika, że sprawa też dojrzała do wydania wyroku.

Neo-sędzia Brygidyr-Dorosz jednak ich nie skończyła. Dlaczego? Gdy minister sprawiedliwości delegował ją do orzekania w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie w marcu 2023 roku, Kolegium tego sądu zwolniło ją z dokończenia ośmiu spraw w praskim sądzie okręgowym. Miała tylko zakończyć trzy wymienione wyżej sprawy. I je prowadziła.

Ale gdy dostała stałą nominację od neo-KRS do Sądu Apelacyjnego i gdy w grudniu 2023 roku powołał ją tam prezydent, wystąpiła do Kolegium Sądu Apelacyjnego o zwolnienie jej z zakończenia również pozostałych trzech spraw. Mimo że są tuż przed wydaniem wyroku. I 12 stycznia 2024 Kolegium dało jej zgodę.

W Kolegium zasiadał wtedy prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotr Schab i prezesi podległych mu sądów. Czyli prezeska Sądu Okręgowego w Warszawie Joanna Przanowska-Tomaszek (też jest neo-sędzią i dostała od neo-KRS kolejną nominację do stołecznego Sądu Apelacyjnego) oraz prezes Sądu Okręgowego Warszawa-Praga Michał Bukiewicz. Wszyscy są nominatami ministra Ziobry.

W Kolegiach byli kiedyś niezależni sędziowie. Ale PiS zmieniając ustawę o ustroju sądów powszechnych usunął ich i de facto uczynił Kolegium fasadowym ciałem, z prezesami sądów, których sam nominował.

Mężczyzna wygląda przez otwarte drzwi
Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotr Schab. To m.in. on decydował i zwolnieniu Brygidyr-Dorosz z kończenia 3 procesów w starym sądzie. Kilka dni temu minister sprawiedliwości odwołał go z funkcji prezesa sądu. Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl.

Procesy po neo-sędzi do powtórki

Wniosek neo-sędzi Brygidyr-Dorosz o zwolnienie z zakończenia niemal gotowych do wydania wyroku trzech spraw i decyzja Kolegium oburzają środowisko stołecznych prawników. Komentują oni OKO.press to tak (proszą o zachowanie anonimowości).

Prawnik 1 mówi:

„To nieetyczne zachowanie. Sędzia powinien mieć na uwadze dobro stron procesu i dobro wymiaru sprawiedliwości”.

Zgodnie z prawem procesy te będą musiały toczyć się teraz od początku. Bo zmiana referenta powoduje konieczność powtórzenia czynności. To ma się zmienić. PiS nowelizując w 2023 roku prawo przewidział możliwość kontynuowania czynności przez nowego sędziego. Ale ta zmiana jeszcze nie weszła w życie.

Prawnik 1: „Przy dużych procesach, gdzie jest tylu oskarżonych i świadków, wydanie wyroku przez sędziego tylko na podstawie lektury akt byłoby i tak niedopuszczalne. Proces musi być jawny, a sąd musi bezpośrednio zapoznać się z dowodami. Czyli sam musi przesłuchać świadków i odebrać wyjaśnienia od oskarżonych. A nie tylko przeczytać akta i wydać wyrok”.

Prawnik 2: „Ta sprawa nadaje się na postępowanie dyscyplinarne. Zarówno dla członków Kolegium Sądu Apelacyjnego, jak i neo-sędzi, która wystąpiła o zwolnienie z zakończenia przez nią tych trzech spraw. Ich działanie uchybia godności urzędu sędziego, bo to utrudnia funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości. Jeśli sprawy są na końcowym etapie, to nic nie powinno stać na przeszkodzie w wydaniu wyroku. To narusza prawo stron do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Narusza to też zaufanie społeczeństwa do sądów”.

Nasz rozmówca uważa, że decyzja Kolegium o zwolnieniu Brygidyr-Dorosz z rozpoznania tych trzech spraw narusza artykuł 47b ustawy o ustroju sadów powszechnych. Określa on, kiedy można zwolnić sędziego z rozpoznania spraw. Paragraf 4 przepisu mówi: „Zmiana miejsca służbowego sędziego lub delegowanie do innego sądu oraz zakończenie delegowania nie stanowi przeszkody do podejmowania czynności w sprawach przydzielonych w dotychczasowym miejscu służbowym albo miejscu pełnienia służby, aż do ich zakończenia”.

Z kolei paragraf 5 mówi: „Na wniosek sędziego lub z urzędu kolegium sądu właściwe dla nowego miejsca służbowego sędziego lub miejsca jego delegowania może zwolnić sędziego z obowiązku rozpoznania części lub wszystkich spraw, w szczególności w razie znacznej odległości od tego sądu do nowego miejsca służbowego sędziego lub miejsca jego delegowania, a także przy uwzględnieniu stopnia zaawansowania rozpoznawanych spraw. Przed podjęciem uchwały kolegium sądu zasięga opinii prezesów właściwych sądów”.

Problem w tym, że Brygidyr-Dorosz nie ma daleko z nowego Sądu Apelacyjnego do starego praskiego Sądu Okręgowego. Oba są w Warszawie. Poza tym paragraf 5 mówi o tym, żeby nie zwalniać sędziów z kończenia zaawansowanych spraw, tylko ze spraw na początkowym etapie.

Paragraf 5 mówi jeszcze o opinii właściwego prezesa, w tym przypadku prezesa Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Ale ten prezes brał udział w głosowaniu Kolegium i dał zgodę.

Przewodnicząca praskiego sądu: neo-sędzia kierowała się własną ambicją

Odmienną od prezesa SO opinię wydała Agnieszka Wilk, przewodnicząca V wydziału karnego w tym samym Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga, w którym przed awansem pracowała Brygidyr-Dorosz. Oprotestowała ona zwolnienie neo-sędzi z prowadzenia tych trzech spraw.

Przewodnicząca podkreślała, że powołanie do sądu wyższej instancji nie jest przeszkodą. Uznała, że wniosek Brygidyr-Dorosz o zwolnienie z rozpoznania tych spraw do Kolegium narusza zasady etyki sędziowskiej i to w stopniu rażącym. Bo sędzia powinien dbać o autorytet swojego urzędu, dobro wymiaru sprawiedliwości oraz kierować się uczciwością, czy poczuciem obowiązku. Sprawy powinien prowadzić bez zwłoki i nie powinien narażać Skarbu Państwa i stron procesów na dodatkowe koszty.

Jej zachowanie oceniła jako rażąco godzące w autorytet sędziego i dobro Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, w którym orzekała prawie 3 lata. Podkreśliła, że powołanie do sądu wyższej instancji nie jest uzasadnionym powodem do zwolnienia z zakończenia tych trzech spraw, w których de facto wystarczyło wydać wyroki.

Przewodnicząca zaznacza, że świadczy to o przedkładaniu własnych ambicji i osobistej wygody nad dobro stron procesów.

Ostrzegała, że zwolnienie jej z tych spraw spowoduje, że strony na wyroki będą musiały czekać nawet po kilka dodatkowych lat.

Przewodnicząca stwierdziła, że jedynym powodem zdjęcia trzech spraw z wokandy mogłaby być wadliwość powołania Brygidyr-Dorosz na urząd sędziego. I tym mogło kierować się Kolegium. Ale nawet gdyby tak było, to Brygidyr-Dorosz nie powinna też orzekać w Sądzie Apelacyjnym. Wydane przez nią wyroki może uchylać z powodu jej wadliwego statusu SN.

Gdyby kierowała się dobrem stron procesów, to sama powinna przestać orzekać w sądzie apelacyjnym. Co zrobiły już dwie inne neo-sędzie tego sądu – Anna Kalbarczyk i Katarzyna Capałowska. Uczyniło to właśnie dla dobra obywateli.

Portret kobiety w apaszce na tle drzew. Sędzia Kalbarczyk
Neo-sędzia Anna Kalbarczyk z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Dla dobra obywateli przestała orzekać w tym sądzie. Na jej wniosek minister Bodnar delegował ją do orzekania do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, w którym orzekała przed awansem do nielegalnej neo-KRS do apelacji. Fot. Mariusz Jałoszewski.
;

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze