0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...

Na zdjęciu: Aleje Ujazdowskie, Warszawa. Marsz antywojenny z placu Defilad pod ambasadę Rosji w związku z wojną prowadzona przez Rosję w Ukrainie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Zaskakująco proukraińska i proeuropejska zarazem, choć z istotnymi wyjątkami - tak można opisać stan opinii publicznej UE uchwycony w końcu kwietnia przez najnowszy Eurobarometr, czyli sondaż na zamówienie Komisji Europejskiej i Europarlamentu. Tym razem metodą CAWI (ankiety elektroniczne), na próbie 26 066 osób w wieku 15+.

Z ogromnego (pozazdrościć budżetu) sondażu 39 pytań wybierzemy kwestie kluczowe, a w szczególności te, które wyróżniają polskie odpowiedzi.

Zapraszamy na wyprawę po europejskiej mentalności, której od czasu ojców założycieli, nikt tak nie ukształtował i wzmocnił jak Władimir Władimirowicz Putin.

Europejczycy myślą w kółko o Ukrainie i boją się. W Polsce bardziej niż gdzie indziej

Aż 41 proc. Europejek i Europejczyków kilka razy dziennie sprawdza informacje o wojnie, kolejne 29 proc. - raz dziennie. Razem to 70 proc. ludzi codziennie śledzących, co dzieje się w Ukrainie. W Polsce jeszcze więcej - 77 proc., co daje nam trzecie miejsce w UE po Włoszech i Litwie.

Wojna stała się też głównym tematem naszych rozmów. Aż 22 proc. Europejek i Europejczyków rozmawia o niej kilka razy dziennie, kolejne 19 proc. - raz dziennie, 34 proc. - kilka razy w tygodniu. W Polsce kilka razy dziennie rozmawia aż 31 proc. osób i jest to drugi wynik w UE po Włoszech.

81 proc. Europejek i Europejczyków odczuwa lęk w związku z wojną w Ukrainie. Ten kolejny, uderzająco wysoki wynik, pokazuje, jaką traumę zafundował Putin europejskiej wspólnocie.

Rzecz naturalna, że najbardziej boją się najbardziej zagrożeni sąsiedzi Rosji: Estończycy (w 90 proc.), Litwini (88 proc.), Polacy i Łotysze (po 87 proc.).

Nieco mniej, ale wciąż dużo strachu jest dalej od Rosji (w Belgii - 76 proc. Francji i Hiszpanii - po 75 proc.). Jedynym krajem z wynikiem poniżej 70 proc. jest Słowacja.

W marcowym sondażu Ipsos dla OKO.press zadaliśmy mocniejsze pytanie: "Czy bardziej niż kiedykolwiek boisz się o przyszłość swoją i swoich bliskich?". Twierdząco odpowiedziało 60 proc. Polaków i 84 proc. Polek, co przy okazji pokazało, jak mocne są w naszym kraju stereotypy płci, które zniechęcają mężczyzn do przyznawania się do takich uczuć, jak strach.

Fala sympatii zalewa Europę, ale nie dociera na południowy wschód

Sympatię do Ukraińców i Ukrainek deklaruje aż 89 proc. badanych, brak sympatii tylko 9 proc. Polska (93 proc. do 6 proc.) jest jeszcze serdeczniejsza. Z tego niemal jednomyślnego odruchu trochę wyłamują się Bułgarzy (25 proc. deklaruje brak sympatii), Węgrzy (19 proc.), Słowacy (16 proc.) oraz Grecy (14 proc.).

Tę samą czwórkę odszczepieńców zobaczymy jeszcze w kilku pytaniach, dołącza do nich Cypr - prawosławny (jak Bułgaria i Grecja), a na dodatek mocno powiązany biznesowo z Rosją. Na wyspie pracuje kilkadziesiąt tysięcy Rosjan. Cypr jest też ulubionym miejscem rosyjskich wakacji.

Aż 71 proc. Europejczyków i Europejek zgadza się, że Ukraina jest "częścią europejskiej rodziny". Wynik jak z czarnego snu Putina, a zarazem rzecz niemożliwa, gdyby nie jego wojna.

Odmiennego zdania jest w UE 22 proc. osób, najwięcej na Cyprze (45 proc.), w Bułgarii (42 proc.) i Grecji (38 proc.). Dalej Węgrzy, którym w głowie mógł zamieszać Orbán ze swoją otwarcie prorosyjską polityką (36 proc.), i - co może zaskakiwać - Słowacja (33 proc.).

Według analizy Ośrodka Studiów Wschodnich centroprawicowy rząd w Bratysławie zerwał z tradycyjną polityką "nieantagonizowania Rosji" i mocno zaangażował się w pomoc wojskową i humanitarną dla Ukrainy. Jednak prowadząca w sondażach opozycja domaga się powrotu do zdystansowania się wobec „konfliktów mocarstw” i gra na nieufności do USA i sympatiach prorosyjskich części społeczeństwa.

Ukraina powinna wejść do Unii - 66 proc. w UE, 81 proc. w Polsce

Aż 66 proc. Europejczyków i Europejek uważa, że "Ukraina powinna wejść do Unii" (w pytaniu dodano osłabiający tę deklarację zapis "gdy będzie gotowa"), przeciw jest tylko 22 proc. Wynik dwukrotnie wyższy niż przedwojenne deklaracje.

Polska (81 proc. za, 11 proc. przeciw), jest tu w pierwszej trójce, statystycznie równo z Estonią (83 proc. do 11 proc.) i Litwą (82 proc. do 11 proc.). Wydarzenia wojenne sprawiły, że wróciliśmy na poziomie postaw społecznych, do lekcji, jaką zostawił nam Jerzy Giedroyć, który w niepodległości silnej Ukrainy widział polską rację stanu.

Takie podejście, dominujące w III RP (m.in. dzięki prezydentowi Kwaśniewskiemu), osłabło w czasach rządów PiS po 2015 roku. Teraz wraca do łask.

Nowi (od 2004 roku) członkowie UE są bardziej otwarci na przyjmowanie kolejnego państwa, kilka krajów starej Unii częściej wyraża sprzeciw: w Luksemburgu - 38 proc. osób, w - Austrii 36 proc., we Francji - 28 proc.

W czołówce niechętnych akcesji Ukrainy są - znowu - Grecy i Węgrzy (po 37 proc.), a także Bułgarzy i Słowacy (po 35 proc.).

Winna Rosja, nie ma wątpliwości. Chyba, że jesteś Bułgarem, Grekiem i...

Rzecz oczywista - że to rosyjskie władze odpowiadają za to, co dzieje się w Ukrainie - jest w Europie oczywista dla 78 proc. obywateli. Dość sporo - 17 proc. (co szósta osoba w UE) nie zgodziła się z taką tezą.

Jak widać, największą jasność o winie Putina i jego towarzyszy odnotowano w Polsce (91 proc., tylko 7 proc. się z tym nie zgadza), niewiele mniej jest w sąsiadujących z Rosją Finlandii (90 proc.) i Estonii (87 proc.) oraz w wyrazistej w tym sondażu Danii (87 proc.).

Propaganda Putina (zobacz nasz cykl Goworit Moskwa) robi wszystko, by przedstawić atak na Ukrainę jako reakcję na zagrożenie ze strony Zachodu/USA/NATO, którzy wspierają "ukraińskich faszystów". Być może namieszało to w głowie Bułgarów i Bułgarek, których aż 46 proc. uznało, że to nie rosyjskie władze są odpowiedzialne, Bułgaria była jedynym krajem, gdzie taka odpowiedź przeważała. Putina rozgrzesza też aż 45 proc. Greków i jedna trzecia Słowaków (36 proc.) i Węgrów (34 proc.).

Uwaga! Na powyższym wykresie i we wszystkich następnych dla jasności obrazu pomijamy "trudno powiedzieć" (prawie zawsze kilka procent odpowiedzi).

Polacy częściej potępiają Rosjan

Następna kwestia jest delikatna i dotyczy tego, kto w Rosji ponosi winę za wojnę. Czy władze na czele z Putinem, czy całe społeczeństwo, które daje im przyzwolenie? OKO.press kilkakrotnie poruszało ten temat, także w opiniach ukraińskich (tutaj czy tutaj) i rosyjskich (tutaj czy tutaj), jednocześnie krytycznie analizując wyniki sondaży prowadzone w Rosji, które - naszym zdaniem fałszywie - pokazują ogromne poparcie władzy i wojny.

Przeczytaj także:

W Eurobarometrze zapytano, czy w kontekście odpowiedzialności za wojnę należy odróżnić władze rosyjskie od ogółu Rosjan i Rosjanek. W całej UE zdecydowanie przeważa taki właśnie pogląd: 82 proc. do 14 proc. Innymi słowy, tylko 14 proc. uznaje, że wina i odpowiedzialność spada także na obywateli Rosji.

W Polsce ten odsetek jest dwukrotnie wyższy (29 proc.), więcej w UE jest tylko na Litwie (35 proc.). Po nas idą: Łotwa oraz - tym razem z tej strony skali - Grecja, Bułgaria i Słowacja, co może oznaczać, że relatywnie silna życzliwość wobec Rosji w tych krajach wywołuje też odruch odwrotny w niedużej części społeczeństwa.

Kraje starej Unii są skłonne częściej rozgrzeszać naród rosyjski; najdelikatniejsi są tu Portugalczycy i Portugalki (88 do 9 proc.). Niemcy - którym temat odpowiedzialności narodu za faszyzm jest szczególnie bliski - odpowiedzieli tak jak średnia w UE: 82 proc. uznało, że nie można winy władz przypisywać Rosjankom i Rosjanom.

Pomagajmy Ukrainie. Wszyscy za, chyba, że chodzi o broń i sankcje

Znaczna większość badanych zgadza się, że należy objąć Rosję sankcjami (80 do 17 proc.). Polska (92 do 7 proc.) jest tu - obok Portugalii - najbardziej konsekwentna. Na drugim biegunie Bułgaria, gdzie przeciwników sankcji (51 proc.) jest więcej niż zwolenników (44 proc.). W Grecji przeciw sankcjom jest 43 proc., w Słowacji 38 proc., na Węgrzech 32 proc.

"Pomoc finansową" Ukrainie popiera 80 proc., badanych, w Polsce 90 proc. (więcej tylko w Finlandii i Portugalii - po 92 proc.), tu nawet w Bułgarii za jest więcej (55 proc.) niż przeciw (39 proc.). "Pomoc humanitarna" (93 proc. za, w Polsce - 96 proc.) nie budzi już żadnych kontrowersji.

Europejczycy i Europejki mają natomiast problem z pomocą militarną. Poparcie tej formy obrony Ukrainy dominuje (77 proc.), ale 26 proc. jej nie chce, a aż 10 proc. wybrało "trudno powiedzieć".

Jak widać na wykresie poniżej, piątka - mówiąc bardzo złośliwie - muszkieterów Kremla wyżej podnosi rapiery: w Bułgarii, Grecji, na Węgrzech i w Słowacji przeważa opinia, by broni Ukraińcom nie wysyłać. Najmocniej przeciw są Cypryjczycy i Cypryjki.

Kolejne trzy społeczeństwa w Austrii, Włoszech i Czechach są tu niewyraźne. Niemcy - tradycyjnie ostrożni w kwestiach broni i Rosji - wypadli (65 do 26 proc.) tylko nieco poniżej średniej UE. Jeszcze bardziej zdecydowani są Francuzi (69 do 22 proc.), co może być zaskoczeniem, przynajmniej dla Marine Le Pen.

Polska - koń trojański Bidena - biegnie już w licznym zaprzęgu

Polska bywała w Unii Europejskiej nazywana koniem trojańskim USA, co w czasach prezydentury Donalda Trumpa (2017-2020), oznaczało współdziałanie w amerykańskiej polityce rywalizacji czy wręcz wrogości wobec Unii Europejskiej. Warto przypomnieć np. organizowaną przez rząd PiS - na zamówienie USA - tzw. konferencję bliskowschodnią w styczniu 2019 r. Warszawie, o czym pisał w OKO.press Konstanty Gebert (Dawid Warszawski).

Zbliżenie prezydenta Dudy do liderów europejskich, a zwłaszcza do Joe Bidena jest kolejnym osiągnięciem Putina, bo przecież półtora roku temu niechęć Dudy do następcy Trumpa wyrażała się w niedyplomatyczny sposób, gdy polski prezydent zwlekał z gratulacjami dla Bidena po wyborach w USA.

Opisywaliśmy też blamaż Dudy, który nie stawił się 23 września 2019 na zasadniczą debatę ONZ o zagrożeniu klimatycznym świata, bo czekał w sali obok aż spóźniony Trump zacznie konferencję o wolności religii. To wszystko zniknęło jak zły sen.

Prezydent Biden odrzucił antyeuropejskie stanowisko swego poprzednika, wręcz odwrotnie, próbuje z UE, Wielką Brytania i Kanadą stworzyć front Zachodu, ogłaszając się jego liderem. Skala amerykańskiej pomocy, w tym militarnej, powinna robić wrażenie na Europejkach i Europejczykach, ale jak widać nie przełamuje antyamerykańskich postaw silnych w wielu krajach UE. Stany Zjednoczone były i są nadal postrzegane jako potęga, która narzuca światu Pax Americana często nie przebierając w środkach. Arogancki i niemądry prezydent Trump takie nastawienia wzmocnił.

W całej wspólnocie ocena pozytywna "reakcji USA na wojnę w Ukrainie" (47 proc.) minimalnie przeważa nad negatywną (44 proc.), ale kontynent jest podzielony. W południowej Europie (aż po Austrię i Czechy) ocen negatywnych jest więcej niż pozytywnych. Średnią ratuje Skandynawia, Holandia i - co nie było oczywiste - Niemcy oraz kraje frontowe, na czele z Polską, Finlandią, Litwą, Łotwą i Estonią. Najmniej aprobaty dla USA jest - znowu - w Grecji, Bułgarii, Słowacji, na Węgrzech.

Polska pozostaje wyraźnym liderem (73 proc. za USA, 20 proc. przeciw), na drugim krańcu skali jest milionowy Cypr, gdzie odpowiedzi rozkładają się dokładnie odwrotnie (18 proc. osób zadowolonych z reakcji USA, 74 proc. niezadowolonych).

Nic dziwnego, że niemal identycznie wygląda ocena "reakcji NATO". W całej UE - 51 proc. aprobaty, 43 proc. dezaprobaty. Polska (61 do 33 proc.) jest tym razem na 2 miejscu za Danią. Razem z nami Rumunia (w NATO od 2004, w UE od 2007 roku), która - jak wiadomo - alergicznie reaguje na rosyjskie próby nacisku na jej "neutralność".

Społeczeństwa Europy różnią się w ocenie własnych rządów w reakcji na wojnę w Ukrainie. W całej UE oceny pozytywne (54 proc.) przeważają nad negatywnymi (39 proc.). W Polsce jest odrobinę lepiej (58 do 36 proc.), ale daleko nam do zadowolonych z rządu Duńczyków (75 proc. do 18 proc.). Na drugim krańcu Bułgaria (28 do 65 proc.), co kolejny raz wskazuje na głęboki kryzys tego kraju.

Jak Putin stworzył Europę. Solidarność, zjednoczenie, wspólna armia

62 proc. Europejek i Europejczyków uważa, że Unia w odpowiedzi na wojnę jest "zjednoczona" (30 proc. się z tym nie zgadza), 58 proc. ocenia, że "reakcja UE była szybka" (Polska blisko średniej w obu pytaniach).

Aż 78 proc jest zdania, że Unia "pokazała solidarność z Ukrainą", odwrotnie sądzi tylko 16 proc., co oznacza prawie pięciokrotną przewagę.

Tu akurat Polki i Polacy są ostrożniejsi w ocenie (72 do 23 proc.), co może wynikać z poczucia, że angażujemy się bardziej niż inni, a wsparcie polskich wysiłków przez UE jest za słabe (inna rzecz, ile w tym winy polskiego rządu)

W kolejnym pytaniu, 76 proc. osób jest zdania, że lekcją z wojny w Ukrainie powinna być "większa współpraca wojskowa w UE", sprzeciw wobec tego nieoczywistego rozwiązania zgłasza tylko 18 proc.

Polska (84 do 10 proc.) maszeruje znów na czele, w towarzystwie innych "krajów frontowych" - Estonii (85 do 11 proc.) i Litwy (84 do 10 proc.), a także Finlandii (82 do 8 proc.).

Kto się poczuł Europejczykiem? Jak trwoga, to do UE

Frapujące są odpowiedzi na pytanie, "czy w wyniku wojny w Ukrainie poczułaś/poczułeś się bardziej Europejką/Europejczykiem". "Tak" odpowiada 43 proc., "nie" - 46 proc. Różnice między krajami są duże i zrozumiałe.

Największy wynik odnotowały państwa graniczące z Rosją: Litwa, Polska, Łotwa i Finlandia, zapewne dlatego, że mamy wrażenie, że cała Europa skupiła się na sprawie, która nas dotyczy w największym stopniu i zarazem rola naszych krajów stała się szczególnie istotna.

Potrzebę "europejskości" zrodził też strach przed Rosją, poczucie wspólnoty go łagodzi.

W krajach starej Unii, lepiej i dłużej ugruntowanych w swojej "europejskości", deklaracji "tak" było oczywiście mniej niż "nie", zwłaszcza w Belgii (31 do 56 proc.), Francji (37 do 56 proc.), Holandii (34 do 53 proc.). Podobnie odpowiadali Austriacy (35 do 54 proc.) i Szwedzi (39 do 47 proc.), którzy dołączyli do UE w 1995 roku (razem z Finlandią).

Uderzająco mało wskazań było na Cyprze (19 proc.), także mało Greków poczuło się bardziej Europejczykami (25 proc.). Podobnie w Bułgarii (31 proc.), Słowacji (35 proc.) i na Węgrzech (36 proc.).

Pytanie nie obejmowało "utraty poczucia bycia Europejczykiem", ale niewykluczone, że część Greków, Bułgarek, Cypryjczyków, Słowaczek czy Węgrów, którzy mają odmienny pogląd na temat wojny w Ukrainie, widząc jednolitą reakcję Unii, poczuła się bardziej obco we wspólnocie niż poprzednio.

Polacy dumni z siebie najbardziej w UE

W marcowym sondażu Ipsos dla OKO.press, aż 91 proc. Polek i Polaków oceniło, że nasza obywatelska reakcja na przyjazd uchodźców z Ukrainy jest "lepsza niż oczekiwali". Także w Eurobarometrze jesteśmy liderem narodowej samooceny, o co nie było łatwo, bo średnia UE jest wysoka: 69 proc. dobrze a tylko 23 proc. źle ocenia "reakcję swego społeczeństwa" na wojnę.

Za nami Estonia, Finlandia, Rumunia, Litwa. A także Niemcy, gdzie według Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców do 5 maja 2022 zarejestrowano ponad 600 tys. ukraińskich uchodźców (nie wiadomo, czy to wszyscy, część mogła wrócić lub pojechać dalej).

Komu ufać? Europa - władzom, Polska - dziennikarzom i społecznikom

Na koniec seria pytań o to, do jakich źródeł informacji o wojnie w Ukrainie mamy zaufanie. Z reguły odpowiedzi wskazywały na sporą nieufność.

Europejczycy i Europejki deklarowali zaufanie (w kolejności od największego do najmniejszego):

  • do władz UE - ufa im 64 proc. (nie ufa 31 proc.)
  • do swoich władz krajowych - ufa 63 proc. (nie ufa 32 proc.);

Gorzej (56 do 37 proc.) wypadło zaufanie do dziennikarzy i do NGO, czyli organizacji społecznych (53 proc. do 32 proc.).

Polska kolejność jest dokładnie odwrotna:

  • organizacje społeczne są pierwsze (65 proc. zaufania, 21 proc. nieufności),
  • ex aequo z dziennikarzami (65 do 27 proc.), dalej
  • władze UE (63 do 29 proc.) i na szarym końcu
  • władze krajowe (53 do 40 proc.).

Takie wyniki odzwierciedlają uogólnione wątpliwości wobec uczciwości obecnej władzy. Wyrażają też polski sukces społeczeństwa obywatelskiego (w tym czwartej władzy - mediów). Niezależne media i organizacje społeczne (NGO) pokazały się jako poważne źródło informacji, zwłaszcza w sytuacji, gdy służby państwowe są nastawione na ich ukrywanie bądź fałszowanie.

Klinicznym przykładem jest granica z Białorusią, gdzie grupa Granica (i inni aktywiści), a także niezależne media, weryfikowały propagandowe wersje wydarzeń (OKO.press poświęciło temu kilkaset publikacji - tutaj wybór 228 z nich).

Nie można sobie wyobrazić, jak wyglądałaby pomoc ukraińskim uchodźcom, a także wiedza o ich sytuacji, gdyby nie zaangażowanie organizacji społecznych (często tych samych).

Dobry wynik dziennikarzy i polska naiwność internetowa

Interesująca jest postrzegana w UE wiarygodność dziennikarzy i dziennikarek obsługujących wojnę w Ukrainie i analizujących jej skutki. Jest ona w Polsce wyższa niż europejska średnia, co jest wyrazem zaangażowania reporterów (także OKO.press), którzy relacjonują wydarzenia, dokumentują rosyjskie zbrodnie, oddają głos ukraińskim świadkom i ekspertkom/ekspertom.

Dzięki temu Polska z zaufaniem do dziennikarzy deklarowanym przez 65 proc. osób znalazła się na piątym miejscu w UE, za Portugalią (73 proc.), Holandią (72 proc.), Finlandią (68 proc.), Estonią (67 proc.), razem z Danią (65 proc.). Wyprzedziliśmy takie kraje znane z mocnego dziennikarstwa jak Niemcy (60 proc.), Francja i Hiszpania (po 59 proc.), Włochy (55 proc.).

Daleko za nami Czechy (44 proc.), jeszcze dalej Węgry, gdzie media zostały zduszone przez rząd Orbána (34 proc.), Bułgaria (34 proc.) i Grecja (24 proc.).

W kolejnym pytaniu Polska okazała się jednak liderem - określając to złośliwie - naiwności. Chodzi o zaufanie do wiadomości o wojnie w Ukrainie podawanych przez media społecznościowe.

W całej Europie ufa im zaledwie 28 proc., a nie ufa 63 proc. Polska i Litwa są jedynymi krajami, w których zaufanie do informacji, jakie trafiają na nasze konta FB, TT czy Instagrama jest większe niż nieufność do nich. Ufa im prawie połowa Polek i Polaków (49 proc.), nieufnych (a może po prostu krytycznych) jest tylko 37 proc. (aż 14 proc. nie wiedziało, co odpowiedzieć).

Taki wynik ma jednak także drugą stronę, jest okazją dla poważnych mediów elektronicznych docierania ze zweryfikowana informacją do dużych grup odbiorców.

Omawiany dziś Eurobarometr potwierdza lutowe wyniki tzw. Standardowego Eurobarometru, w którym okazało się, że Polki i Polacy mają największe w UE zaufanie do Internetu, a zwłaszcza mediów społecznościowych jako źródła informacji, bez uszczegółowiania, czego dotyczą. W tamtym sondażu ocena tradycyjnych mediów w Polsce wypadła wyraźnie poniżej średniej UE. Warto przypomnieć wykres, który to ilustruje:

Dziennikarska obsługa wojny w Ukrainie mogła poprawić polskie notowania mediów. Co jest złą wiadomością dla Putina i rosyjskich służb, które stawiają na dezinformację. Pisze o tym w OKO.press Anna Mierzyńska (tutaj - wybór jej tekstów)

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Przeczytaj także:

Komentarze