0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Mariusz JałoszewskiFot. Mariusz Jałosze...

„Czuję ulgę. Chciano usunąć mnie z prokuratury, ale zwyciężyło prawo i sprawiedliwość” – cieszyła się z wygranej Prokurator Ewa Wrzosek z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów (na zdjęciu u góry). Dodała: „Sąd Najwyższy dostrzegł, że naruszono moje prawo do obrony. Jutro o godzinie 08:15 stawię się w pracy w prokuraturze”.

Do pracy przywróciła ją nowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej w legalnym składzie w czwartek 26 października 2023 roku. Orzeczenie wydali sędzia SN Barbara Skoczkowska (przewodnicząca składu orzekającego), sędzia SN Zbigniew Korzeniowski i ławniczka Urszula Szrek-Adamska.

Skład orzekający uznał, że w maju 2023 roku Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym przedłużając zawieszenie Ewy Wrzosek na kolejne pół roku pozbawił ją prawa do obrony. Nie zawiadomiono jej bowiem o posiedzeniu w jej sprawie. Prokuratorka do dziś nie dostała tej decyzji sądu, zawieszono ją „potajemnie”.

SN orzekł też, że nie ma podstaw do jej dalszego zawieszenia z powodów merytorycznych. Jej powrót do pracy nie zagrozi wizerunkowi prokuratury, na co powoływał się rzecznik dyscyplinarny dla prokuratorów – wręcz przeciwnie. Nowa Izba SN uznała, że będzie z pożytkiem dla społeczeństwa, jeśli Wrzosek wróci do pracy i będzie ścigać przestępców.

Ponadto SN orzekł, że prokuratorów nie można trzymać długo w zawieszeniu – podobnie jak sędziów – w sytuacji, gdy nie mają postawionych żadnych zarzutów karnych i dyscyplinarnych. Jest to de facto pozbawienie ich prawa do wykonywania zawodu. Wrzosek do dziś nie przedstawiono jej żadnych zarzutów i od prawie roku żyje w stanie niepewności. SN uznał, że tak nie może być. Bo każdy ma prawo, by zająć się jego sprawą w określonym czasie.

Przeczytaj także:

Ewa Wrzosek mówiła po orzeczeniu SN: „W końcu ktoś merytorycznie uznał, że prawa należy przestrzegać. Że w postępowaniu strony mają równe prawa”. Jej pełnomocnikiem w tej sprawie jest prokurator Jarosław Onyszczuk z Lex Super Omnia. Dalszego przedłużenia zawieszenia domagała się w SN Zastępczyni Rzecznika Dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla regionu katowickiego Magdalena Matuszewska.

To już trzecie w tym tygodniu duże zwycięstwo prokuratorów z Lex Super Omnia, którego członkiem jest też Ewa Wrzosek. W poniedziałek Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie orzekł, że karna delegacja ze stycznia 2021 roku dla prokurator Katarzyny Kwiatkowskiej, prezeski stowarzyszenia, była dyskryminacją za jej działalność w Lex Super Omnia. Prokuratura ma jej zapłacić odszkodowanie.

Z kolei we wtorek Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym uniewinnił Dariusza Korneluka, wiceprezesa Lex Super Omnia. Był on przez sześć lat ścigany pod bezpodstawnym zarzutem dyscyplinarnym za komunikat stowarzyszenia. Lex Super Omnia wzięło w nim w obronę sędzię Agnieszkę Pilarczyk z Krakowa, która uniewinniła lekarzy ojca ministra Ziobry. Prokuratura ją za to zaatakowała, a Lex Super Omnia skrytykowało ten atak.

Prokurator Ewa Wrzosek i jej pełnomocnik prokurator Jarosław Onyszczuk. Stoją przed salą nowej Izby SN. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Jak ścigano niepokorną prokurator

Prokurator Ewa Wrzosek znana jest z odważnej krytyki Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry i jego stronników w prokuraturze. Robi to w mediach i na Twitterze. Od lat jest z tego powodu na celowniku ludzi Ziobry i wszczęto przeciwko niej kilka postępowań dyscyplinarnych. Głośno było też o niej, gdy w 2020 roku wszczęła śledztwo w sprawie prezydenckich wyborów kopertowych w środku epidemii. Sprawę błyskawicznie jej odebrano i wszczęto w tej sprawie kolejną dyscyplinarkę.

W styczniu 2021 roku Wrzosek znalazła się w grupie siedmiorga prokuratorów z Lex Super Omnia, których wysłano na karną delegację. Decyzja była nagła, zapadła w czasie pandemii. Prokuratorzy z dnia na dzień musieli wyjechać na pół roku do pracy, kilkaset kilometrów od domu. Wrzosek trafiła do Śremu.

O karnych delegacjach zdecydował ówczesny Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski. Teraz Sąd Apelacyjny w Warszawie za tę decyzję przyznał szefowej Lex Super Omnia Katarzynie Kwiatkowskiej 16,8 tysięcy złotych odszkodowania. Na karną delegację wysłano też wtedy obecnego pełnomocnika i obrońcę Wrzosek, prokuratora Jarosława Onyszczuka.

Pod koniec trwającej pół roku delegacji Ewy Wrzosek zaczęto ją inwigilować. Na jej telefon włamało się CBA, używając do tego oprogramowania szpiegowskiego Pegasus. Zakupiono je z środków Funduszu Sprawiedliwości, podlegającego ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. Inwigilacja Wrzosek trwała od czerwca do sierpnia 2021 roku.

Sprawa wyszła na jaw w grudniu 2021 roku. Wrzosek oddała telefon do zbadania, bo dostała alert od producenta, firmy Apple. Okazało się, że przy pomocy Pegasusa inwigilowano też m.in. telefony adwokata Romana Giertycha i senatora Krzysztofa Brejzy.

Jak prokuratura chce uchylić Wrzosek immunitet

Ale to nie był koniec problemów Wrzosek. Rok później do jej pokoju w prokuraturze nagle weszli prokuratorzy ze Szczecina. Zrobili przeszukanie, zabrali nośniki elektroniczne. Wrzosek była wtedy w sądzie. Specjalnie ją tam wysłano, by zrobić przeszukanie pod jej nieobecność.

Następnego dnia, 1 grudnia 2023 roku okazało się, że Prokuratura Regionalna w Szczecinie prowadzi śledztwo i chce jej postawić zarzuty karne. Miał to być odprysk dużego śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w zakładach chemicznych w Policach – wątek korupcyjny związany z obietnicą zatrudnienia w stołecznym ratuszu. W ramach tego wątku zabezpieczono telefon komórkowy dyrektora Biura Bezpieczeństwa i Zarządzenia Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy Michała D., byłego Komendanta Stołecznego Policji w latach 2014-2016.

Został on zatrzymany w środę 30 listopada 2022 roku. Postawiono mu zarzuty ujawnienia niejawnych materiałów. Jeszcze w październiku 2020 roku zatrzymano jego telefon. I to informacje z telefonu byłego komendanta miały zwrócić uwagę prokuratury na Ewę Wrzosek. A potem CBA za zgodą sądu – jednak nie ma pewności, że sąd wiedział, że daje zgodę na Pegasusa – włamało się na jej telefon.

Prokuratura chce jej postawić zarzut, że przekazywała pracownikowi ratusza informacje ze śledztw ws. dwóch wypadków autobusów miejskich w Warszawie. Miało to mieć miejsce w czasie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi. Jednym z kandydatów był prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, oskarżany przez przeciwników politycznych o brak nadzoru nad komunikacją miejską.

Według prokuratury Wrzosek miała pozyskiwać informacje o stanie śledztwa od innej prokurator i przekazywać je dalej pracownikowi ratusza. Wrzosek kontaktom nie zaprzecza, ale nie przyznaje się do winy. Inną kwestią jest zaś to, czy przestępstwem mogą być rozmowy na temat wypadków w sytuacji, gdy żyły tym wszystkie media i o postępach w śledztwie od razu informowano dziennikarzy.

Prokuratura nie postawiła Wrzosek zarzutów do dziś, bo nie ma jeszcze decyzji Izby Odpowiedzialności Zawodowej ws. uchylenia jej immunitetu. Sprawa na razie utknęła na formalnościach. Izba ma zebrać się w tej sprawie w styczniu 2024 roku. Jednak już nieprawomocnie Izba odmówiła uchylenia immunitetu prokurator, z którą kontaktowała się Wrzosek. Orzekła, że nie popełniła ona przestępstwa.

Prokurator Ewa Wrzosek i jej pełnomocnik Jarosław Onyszczuk na sali rozpraw nowej Izby SN. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Jak zawieszono Wrzosek

Te szczegóły są ważne, bo na kanwie sprawy w prokuraturze 1 grudnia 2022 roku Ewa Wrzosek została zawieszona na pół roku, przez Prokuratora Okręgowego w Warszawie. Decyzję oparto na tym, że wszczęto przeciwko niej postępowanie wyjaśniające. Wrzosek odwołała się od zawieszenia. Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym utrzymał jednak decyzję o zawieszeniu w mocy, choć przyznał, że miała ona wady prawne.

Pod koniec maja 2023 roku, gdy mijał okres zawieszenia, do Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym wpłynął wniosek o jego przedłużenie. Już trzy dni później, 25 maja, zapadła decyzja o jej dalszym zawieszeniu na kolejne pół roku. Wrzosek się odwołała, bo jej zawieszenie odbyło się bez jej udziału. Nie poinformowano jej o dacie posiedzenia sądu, czyli pozbawiono ją prawa do obrony. O dalszym zawieszeniu dowiedziała się zresztą przypadkiem, na innej sprawie w sądzie dyscyplinarnym o obniżenie jej wynagrodzenia o 15 procent (na czas zawieszenia). Sąd dyscyplinarny nie powiadomił Wrzosek, bo ustaliła się praktyka, że nie ma takiej konieczności.

Rzeczniczka dyscyplinarna: Wrzosek szkodzi wizerunkowi prokuratury

Odwołaniem od przedłużenia zawieszenia zajęła się w czwartek 26 października 2023 roku Izba Odpowiedzialności Zawodowej.

Jako pierwszy głos zabrał pełnomocnik Wrzosek Jarosław Onyszczuk. Podkreślał, że Wrzosek – choć zostało wszczęte postępowanie dyscyplinarne – do dziś nie dostała żadnych zarzutów. Wstępnie tylko założono, że popełniła czyny, które chce jej zarzucić prokurator. Ponadto w postępowaniu dyscyplinarnym dołożono kolejny potencjalny zarzut kontaktu z dziennikarzem, co ma wynikać z podsłuchów zdobytych przez CBA. Onyszczuk podkreślał, że rzecznik dyscyplinarny nie może jednak w tym zakresie wykorzystać informacji z materiałów operacyjnych, gdyż nie są one objęte zarzutami prokuratury.

Zaznaczał, że przedłużając zawieszenie sąd dyscyplinarny pozbawił ją prawa do obrony. Onyszczuk: „Już pierwotna decyzja o zawieszeniu nie odpowiadała wymogom formalnym. To świadczy o podejściu do stosowania prawa. Nawet sąd kapturowy w czasie II wojny światowej przewidywał inny sposób procedowania”.

Podkreślał, że Wrzosek nie mogła przestawić swoich racji, bo jej nie powiadomiono o posiedzeniu ws. przedłużenia zawieszenia. Onyszczuk: „Naruszono standardy państwa prawa i praworządności. Wrzosek chce wrócić do pracy, a prokuratura ma braki kadrowe”. Dalej mówił, że zawieszać można, jeśli jest uzasadnione podejrzenie deliktu dyscyplinarnego.

Potem głos zabrała rzecznika dyscyplinarna Magdalena Matuszewska. Popierała dalsze zawieszenie powołując się na artykuł 150 paragraf 3 ustawy o prokuraturze. Mówi on, że można przedłużyć zawieszenie prokuratora „w uzasadnionych przypadkach”. Wskazywała, że istnieje okoliczność zagrożenia wykonywania obowiązków służbowych przez Wrzosek: może ona popełnić podobny czyn, czyli przekazywać informacje ze śledztwa.

Matuszewska powołała się na orzeczenie SN mówiące, że taki uzasadniony przypadek ma miejsce w każdej sytuacji podejrzenia popełnienia przestępstwa lub podejrzenia popełnienia czynu dyscyplinarnego, które narażą na szwank wizerunek prokuratury i osłabią zaufanie do prokuratury. Przekonywała, że jest obawa co do tego, czy Wrzosek będzie wykonywać swoją pracę w sposób licujący z godnością tego urzędu i czy będzie budować zaufanie do prokuratury.

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego z Katowic Magdalena Matuszewska. To ona chciała dalszego zawieszenia Wrzosek. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Jak sędzia Skoczkowska przepytała rzeczniczkę dyscyplinarną

Rzeczniczka dyscyplinarna nie uznała za uchybienie tego, że sąd dyscyplinarny nie zawiadomił Wrzosek o posiedzeniu ws. przedłużenia zawieszenia. Znowu powołała się na orzeczenie SN, z którego wynika, że nie ma takiej konieczności.

Po tych słowach wywiązała się dyskusja pomiędzy sędzia SN Barbarą Skoczkowską a rzeczniczką dyscyplinarną. Cytujemy ją obszernie, by pokazać, jakie jest podejście w prokuraturze do prawa do obrony. Sędzia SN dopytywała, na które orzeczenie SN rzeczniczka się powołuje.

Rzeczniczka podała sygnaturę sprawy z 2021 roku wskazującą, że chodzi o decyzję nieistniejącej już nielegalnej Izby Dyscyplinarnej, która nigdy nie była sądem. Nie dodała, że de facto chodzi o artykuł 96 kodeksu postępowania karnego, który mówi: „Paragraf 1. Strony oraz osoby niebędące stronami, jeżeli wykażą interes prawny w rozstrzygnięciu, mają prawo wziąć udział w posiedzeniu wówczas, gdy ustawa tak stanowi, chyba że ich udział jest obowiązkowy. Przepis art. 451 stosuje się odpowiednio. § 2. W pozostałych wypadkach nie zawiadamia się ich o posiedzeniu, a mogą wziąć w nim udział, jeżeli się stawią, chyba że ustawa stanowi inaczej”.

Sędzia Skoczkowska pytała dalej: „Czy sąd dyscyplinarny wrzuca do internetu informacje o terminach posiedzeń rozpraw?”.

Rzeczniczka: „Nie mam wiedzy”.

OKO.press z doświadczenia wie, że sąd dyscyplinarny nie wrzuca do Internetu wokand. Co więcej, nie są one nawet wywieszane przy salach rozpraw w Sądzie Dyscyplinarnym przy Prokuratorze Generalnym. Nie są nawet podane nazwiska składu orzekającego. Tak samo robiła Izba Dyscyplinarna. Zawieszała sędziów nie informując ich o posiedzeniach. A wokandy bywało, że nawet nie wywieszała.

Sędzia Skoczkowska pytała dalej: „W jaki sposób rzecznik dyscyplinarny dowiedział się o tym posiedzeniu?”.

Rzeczniczka: „Telefonicznie. Wydaje mi się, że ja zadzwoniłam do sądu”.

Sędzia SN: „Czy składając wniosek o przedłużenie zawieszenia poinformowała pani o tym Wrzosek lub jej pełnomocnika?”.

Rzeczniczka: „Nie. Nie było wtedy jeszcze w tej sprawie pełnomocnika”.

Sędzia SN: „Czy jest analogia pomiędzy przedłużeniem zawieszenia i przedłużeniem tymczasowego aresztu?”.

Rzeczniczka; „Jest, wynika to z orzeczeń SN”.

Sędzia SN: „Czy o przedłużeniu aresztu powiadamia się strony?”.

Rzeczniczka: „Tak”.

Sędzia SN: „Dlaczego nie ma więc obowiązku powiadomienia w sprawie o zawieszenie?”.

Rzeczniczka: „Nie do mnie to pytanie. Nie jestem ustawodawcą”.

Sędzia SN: „To skąd takie stanowisko? [rzeczniczki – red.].

Rzeczniczka: „Z tego orzeczenia SN [decyzji nielegalnej Izby Dyscyplinarnej – red.]. Nie po mojej stronie jest inicjatywa zawiadamiania”.

Sędzia SN: „Co rzecznik dyscyplinarny zrobił w tej sprawie? [dyscyplinarnej – red.”]

Rzeczniczka: „Postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadził rzecznik dyscyplinarny warszawski. Mi to przekazano w maju, po wyznaczeniu mnie do prowadzenia postępowania dyscyplinarnego. Akta dostałam 16 maja. Dalej gromadzę materiały dowodowe. Wiążące będzie orzeczenie Izby Odpowiedzialności Zawodowej ws. immunitetu”.

Sędzia SN: „Dlaczego orzeczenie ws. uchylenia immunitetu ma wpływ na postępowanie dyscyplinarne?”.

Rzeczniczka: „W jakimś zakresie ma”.

Sędzia SN: „Ale w „uzasadnionym przypadku” ja go nie znalazłam”.

Rzeczniczka: „Nie dodam nic więcej”.

Potem głos zabrała prokuratur Ewa Wrzosek. Mówiła, że przez 11 miesięcy nic się nie wydarzyło w postępowaniu dyscyplinarnym. A powodem odsunięcia jej od pracy ma być ochrona wizerunku prokuratury. Wrzosek: „Mogę mówić długo, kto staje w obronie wizerunku prokuratury przez osiem lat kierowania nią przez Zbigniewa Ziobrę”. Podkreślała, że zarzuty, które chce postawić jej prokuratura nie wyczerpują znamion czynu zabronionego. Mówiła, że chce wrócić do pracy.

Nowa Izba SN miażdży zawieszenie prokuratorki

Skład orzekający Izby Odpowiedzialności Zawodowej uchylił decyzję o przedłużeniu zawieszenia Ewy Wrzosek. Nie ma od tego odwołania i może ona wrócić do pracy.

Ustne uzasadnienie orzeczenie wygłosił sędzia SN Zbigniew Korzeniowski. Mówił, że są dwa powody uchylenia. Pierwszy procesowy: „Jej nie powiadomiono o posiedzeniu sądu dyscyplinarnego. Czy się zawiadamia? Praktyka jest różna. Ale jeśli ktoś jest uprawniony, to się go zawiadamia”. Powołał się na artykuł 32 Konstytucji, który mówi, że wszyscy wobec prawa są równi. I, że wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Dotyczy to też równych praw w procesie.

Sędzia podkreślał, że Wrzosek była wtedy w Warszawie – tu mieszka – i można było do niej było zadzwonić. Mówił, że posiedzenie w jej sprawie – bez jej udziału – było ułomne i jest to istotne naruszenie prawa.

Drugi powód uchylenia zawieszenia to ocena materiału zgromadzonego przez rzeczniczkę dyscyplinarną na rzekomą winę dyscyplinarną Wrzosek. Sędzia Korzeniowski podkreślał, że prokurator, którego chroni immunitet nie może być ciągle zawieszony. A przecież Wrzosek jeszcze go nie uchylono. A jeśli nawet zostanie uchylony, to do udowodnienia winy prokuratorowi w procesie daleka drogą.

Sędzia podkreślał, że przedłużenie zawieszenia może być tylko z powodu „uzasadnionego wyjątku”. Ale sąd dyscyplinarny go nie wykazał. Uznał tylko, że Wrzosek nie gwarantuje, że nie popełni podobnego czynu w przyszłości. SN uznał, że nie ma jednak takiego zagrożenia.

Sędzia Korzeniowski ocenił też, czy popełniła ona delikt kontaktując się z dziennikarzem. Pytał, czy to przestępstwo i czy z tego powodu ma być poza prokuraturą do czasu zakończenia sprawy karnej. Dodał, że prokuratorce do dziś nie postawiono żadnych zarzutów dyscyplinarnych. „To, co jest w aktach tej sprawy, należy ocenić. Argumenty prowadzą jednak do stwierdzenia, że prokurator ma wrócić do pracy i ścigać przestępców. Z tego będzie największy pożytek” – podkreślał sędzia Korzeniowski.

Uzasadnienie orzeczenia uzupełniła sędzia Barbara Skoczowska. Podkreślała, że w sprawie dyscyplinarnej niewiele się dzieje. Podobnie robią rzecznicy dyscyplinarni ministra Ziobry w przypadku sędziów: wszczynają postępowania dyscyplinarne, które trwają latami.

Dodała, że każdy ma jednak prawo, by w określonym czasie być uniewinnionym lub by udowodniono mu winę. Podkreślała, że zawieszenie musi opierać się o uprawdopodobnione przewinienie dyscyplinarne i o to, czy nie daje ono rękojmi prawidłowego wykonywania zawodu. „A tu wszyscy prześliznęli się nad tym. Uznano, że jest postępowanie karne i wystarczy trzymać w niepewności prokuratora. Tak robiła Izba Dyscyplinarna. Ale tak nie może być” – zakończyła sędzia SN Barbara Skoczkowska.

Sędzia SN Barbara Skoczkowska (w środku). Po jej lewej stronie sędzia ZN Zbigniew Korzeniowski. Zdjęcie zrobione na innej sprawie w nowej Izbie SN. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Przeczytaj także:

Komentarze