Konserwatyści o pomyśle zakazu dyskryminacji i mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych mówili "cenzura". Zaproponowali, by o tak kontrowersyjnej - w ich opinii - sprawie zdecydowali obywatele. Liczyli, że pomysł przepadnie i boleśnie się pomylili: 63,1 proc. zagłosowało za penalizacją homofobii

Konserwatyści o pomyśle zakazu dyskryminacji i mowy nienawiści wobec osób nieheteroseksualnych mówili „cenzura”. Zaproponowali więc, by o tak kontrowersyjnej – w ich opinii – sprawie zdecydowali obywatele. Zebrali 50 tys. podpisów pod wnioskiem o narodowe referendum. Głosowanie miało wisieć na włosku i podzielić kraj na pół. Ale eksperci i politycy źle ocenili Szwajcarów. W niedzielę 9 lutego 2020

za penalizacją homofobii opowiedziało się 63,1 proc. głosujących. Przeciwko – 36,9 proc.

„W Szwajcarii każdy może powiedzieć »geje do gazu« lub »zgwałcić lesbijkę« i nie spotkają go za to żadne konsekwencje” – mówiła przed referendum w komentarzu dla „New York Times” pisarka i badaczka dyskryminacji Caroline Dreuer.

Gdy prawo wejdzie w życie, karalne będą wszystkie przejawy dyskryminacji i mowy nienawiści w przestrzeni publicznej – od komentarzy w telewizji i mediach społecznościowych po te rzucone na ulicy.

Nie chodzi oczywiście o prywatne rozmowy, kiedy ktoś przy piwie ze znajomymi opowie żart operujący uprzedzeniami. Prawo jasno rozdziela granice, między „publicznym” i „prywatnym”.

Ten, kto złamie przepisy – np. w rozgłośni radiowej homoseksualność nazwie „zboczeniem” – musi się liczyć z karą pozbawienia wolności do trzech lat. Z ustawy wyłączone są osoby transpłciowe. Prawo chroni tych, którzy mieszczą się w trzech pierwszych literach skrótu LGBT – lesbijki, gejów i osoby biseksualne.

Dziurawe prawo spycha Polskę na peryferia

W Europie penalizacja homofobii jest demokratycznym standardem. Podobne przepisy, choć ujęte w różne ramy, uchwaliły nie tylko Francja, Belgia, Holandia czy Finlandia, ale także bliższe Polsce – Węgry, Litwa i Bułgaria. W 2017 roku o uzupełnienie ustawy chroniącej przed dyskryminacją o przesłankę orientacji seksualnej, apelowały do Szwajcarów ONZ i Rada Europy, a światowe media przed referendum pisały, że

Szwajcaria – mimo renomy postępowej – znajduje się w europejskim ogonie. Jak więc nazwać miejsce, w którym na równościowej mapie leży Polska?

Gdy popatrzymy na doroczne rankingi równouprawnienia osób LGBT, zobaczymy, że Polska konsekwentnie przesuwa się w dół. Od 2017 roku jesteśmy drudzy od końca wśród krajów Unii Europejskiej, gorzej jest tylko na Łotwie. W Europie lepszym wynikiem mogą pochwalić się za to Ukraina, Węgry czy Bułgaria.

Niebezpiecznie blisko – biorąc pod uwagę pulę zgromadzonych punktów – jest też putinowska Rosja, w której obowiązuje „zakaz homoseksualnej propagandy”. Skąd tak niska pozycja Polski? Państwo nie dość skutecznie chroni osoby LGBT przed dyskryminacją, a przed przestępstwami z nienawiści (w tym mową nienawiści) nie chroni wcale.

Polska dzieli nienawiść na lepszą i gorszą

To nie znaczy, że polskie prawo w ogóle nie rozpoznaje, czym jest mowa nienawiści. Penalizacji w kodeksie karnym podlegają:

  • nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, lub ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 kk);
  • publiczna zniewaga grupy ludności lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności etnicznej, rasowej, wyznaniowej, lub z powodu bezwyznaniowości, naruszanie nietykalności cielesnej z tych samych powodów (art. 257 kk).

Problemem jest niepełny katalog przesłanek, które uprawniają do ścigania za nienawiść. Nie ma w nim ani orientacji seksualnej, ani tożsamości płciowej (ani np. niepełnosprawności czy wieku, ale to temat na inną opowieść).

We wrześniu 2017 roku, na posiedzeniu Rady Praw Człowieka ONZ w Genewie rząd PiS – upomniany przez międzynarodową instytucję – zobowiązał się do nowelizacji kodeksu karnego w zakresie ścigania przestępstw z nienawiści. Dziś wiemy, że była to obietnica bez pokrycia.

W listopadzie 2019 roku poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek w interpelacji poselskiej zapytał Ministerstwo Sprawiedliwości, czy trwają prace nad uzupełnieniem przepisów. W odpowiedzi pracownicy MS poinformowali, że nie dzieje się nic i dziać się nie będzie, bo już dziś – według resortu – ochrona, którą gwarantują ogólne przepisy kodeksu karnego, jest wystarczająca.

To częsty argument administracji PiS w ostatnich pięciu latach. Gdy w maju 2017 roku, po raz czwarty w ciągu 14 miesięcy, ktoś rozbił szyby w siedzibie warszawskiej organizacji LGBT Kampania Przeciw Homofobii, Ministerstwo Sprawiedliwości uznało, że to „przestępstwo pospolite”, które nie wymaga szczególnej ochrony.

PiS rośnie wraz z homofobią, po co ma z nią walczyć?

I może nie ma się co dziwić, że rządzący stosują taką wykładnię. Gdyby przestępstwa z nienawiści wobec osób LGBT w Polsce były penalizowane, wiele wypowiedzi hierarchów Kościoła katolickiego, polityków PiS, samorządowców po prostu by nie było.

Na bezkarność nie mogłaby też liczyć prawicowa forpoczta władzy: przedstawiciele mediów publicznych, prawnicy z „Ordo Iuris” czy eksperci-homofobi jak prof. Nalaskowski. A to oznacza, że wojna kulturowa, którą od roku rozgrywa PiS, licząc na mobilizację konserwatywnego, przywiązanego do etyki katolickiej elektoratu w kolejnych wyborach, albo w ogóle by się nie rozegrała, albo przynajmniej nie byłaby tak brutalna.

Kto dokładnie mógłby mieć problemy? Lista niestety jest długa, dlatego OKO.press, wymieni najbardziej spektakularne przykłady, z ostatnich kilkunastu miesięcy:

Póki co osoby LGBT mogą bronić się przed homofobią w postępowaniach cywilnych. Tak stało się m.in. w sprawie słynnych naklejek „Gazety Polskiej”, gdzie sąd po pozwie o naruszenie dóbr osobistych Barta Staszewskiego (aktywisty LGBT), nakazał wstrzymanie ich dystrybucji do zakończenia procesu.

Czy referendum to dobry pomysł?

Polscy politycy pytani o związki partnerskie czy równość małżeńską często robią unik i mówią: zróbmy referendum. Tak sprawę stawiał Władysław Kosiniak-Kamysz, a ostatnio chętnie mówi o tym obywatelski kandydat na prezydenta Szymon Hołownia. Jednak w polskich warunkach pomysł referendum jest wyjątkowo nietrafiony, zarówno w przypadku związków czy – jak w Szwajcarii – ochrony przed dyskryminacją i przestępstwami z nienawiści.

Po pierwsze, organizowanie plebiscytu w kwestii praw człowieka, jest ucieczką polityków od odpowiedzialności. Prawo do życia rodzinnego czy bezpieczeństwa powinno być czymś, co nie podlega „widzimisię” większości.

Po drugie, w warunkach polskiej debaty publicznej vox populi zamiast łączyć i sprowadzać dyskusję na merytoryczne tory, antagonizuje i ustawia w prostej dychotomii „za” albo „przeciw”. A to sprawia, że głosy marginalne, najbardziej homofobiczne, wybijają się jako dominujące.

I tak koło się zamyka: dopóki polska debata publiczna nie przybierze bardziej cywilizowanych kształtów, referendum w sprawie wprowadzenia standardów praw człowieka dla osób LGBT zmieni się w festiwal homofobicznej propagandy. A jeśli zapisy ustawowe się nie zmienią, spory światopoglądowe w Polsce będę wyglądały tak jak dotychczas.

OKO.press pilnuje ABC praw LGBT+
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Marcin Benedykt

    Czy ktoś kiedykolwiek wytłumaczył jak to jest, że mowa nienawiści w kontekście mniejszości np narodowej jest "be", ale już podobna mowa nienawiści wobec mniejszości seksualnej jest całkiem spoko? Jakież tu uzasadnienie można podać?

    • Mariusz Sanowski

      IDEOLOGIA ELGIEBETE
      MARKSIZM KULTUROWY

      i poza tymi pustymi, będącymi nowomową hasłami, polska socjalistyczna prawica nawiązująca do dorobku mentalnego ZSRR, nie potrzebuje więcej argumentów.

  2. Empereur de Pologne

    1. Wrzucanie nazywania homoseksualizmu "zboczeniem" do tej samej kategorii z nawoływaniem do gazowania gejów jest zboczeniem. Intelektualnym.
    2. Zbicie szyby w siedzibie organizacji gejowskiej, czy nawet, na ten przykład, pobicie geja, istotnie jest przestępstwem pospolitym. Wszak wątpliwości raczej nie ma, że generalnie zbijanie komuś szyby czy bicie ludzi, jest czymś godnym potępienia, a czy ofiara jest białym katolikiem czy czarnym gejem, nie powinno mieć najmniejszego znaczenia. Na tym polega równość wobec prawa. Jeżeli ktoś to podważa i postuluje, żeby przestępstwa których ofiarami są geje, traktować surowiej niż inne analogiczne przestępstwa, to nie walczy z dyskryminacją, tylko wprost przeciwnie, postuluje jej wprowadzenie.

    • Krzysztof Skladanowski

      Chyba że zbicie szyby komuś czy też pobicie kogoś było sprowokowane orientacją seksualną ofiary. Wówczas Minister Kultury wraz z Ministrem Sprawiedliwości i Dziedzictwa Narodowego winni przyznać nagrodę Odrodzenia IV RP perpetratorowi (brzmi dużo lepiej, nadając wręcz nutkę tajemniczości bandycie/sprawcy).

    • Jan Helak

      Ad 1. Homoseksualizm został usunięty z klasyfikacji schorzeń psychicznych (jakimi są też dewiacje seksualne) przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już w 1973 r., a przez WHO – w 1992 r. Z tym stanowiskiem zgadzają się stowarzyszenia lekarskie na całym świecie. Tym samym nazywanie homoseksualizmu zboczeniem, niezgodnie z wiedzą naukową, jest – z uwagi na negatywne konotacje słowa "zboczenie" – aktem nienawiści, a stąd prosta droga do wysyłania gejów do gazu.

      Ad 2. Pobicie geja jest przestępstwem pospolitym tylko wtedy, jeśli został pobity przypadkowo (np. nadział się na znudzonych kolesi w bramie, którzy dla rozrywki po prostu musieli dać w zęby pierwszemu z brzegu przechodniowi), albo np. z motywów rabunkowych. W tej sytuacji sprawcy mogli nawet nie mieć pojęcia, że ich ofiara jest gejem. Ale jeśli gej został pobity za to, kim jest – to już jest inna sprawa. Tak samo z wybiciem okna w siedzibie organizacji LGBT – jeśli ktoś po prostu szukał tam kasetki z gotówką albo chciał wynieść komputer na sprzedaż, to rzeczywiście jest przestępstwo pospolite. A jeśli ktoś wybił szybę dlatego, że jest to organizacja LGBT, to już jest przestępstwo z nienawiści.

      • Empereur de Pologne

        1. Co tu ma w ogóle do rzeczy status homoseksualizmu w klasyfikacjach APA czy WHO? "Zboczenie" to nie jest termin medyczny – to pojęcie potoczne, w dodatku o silnie ocennym charakterze. Różni ludzie za "zboczone" uważają różne praktyki seksualne (niezależnie od orientacji partnerów, którzy je wykonują) i nikt nie uważa tego za "akt nienawiści". Niewątpliwie "zboczenie" ma pejoratywny wydźwięk, ale nazywanie tego "mową nienawiści" jest daleko posuniętym absurdem.
        2. Pobicie człowieka to pobicie człowieka. Proszę dowolnego geja zapytać, czy wolałby zostać pobity przez to, że jest gejem, czy że nadział się na znudzonych kolei w bramie. Trochę słaby wybór, czyż nie? Prawidłowa odpowiedź brzmi: wolałby nie zostać pobity w ogóle, a sprawcy obu tych czynów powinni odpowiadać za dokładnie to samo, bo dokładnie tego samego dokonali.
        Jeżeli ktoś uważa, że pobicie kogoś ze względu na jego orientację seksualną, jest, jako akt nienawiści, cięższym przestępstwem od pobicia kogoś dla zabawy, to jednocześnie twierdzi, że pobicie kogoś dla zabawy jest przestępstwem lżejszym i powinno być traktowane łagodniej. A to oznacza, że prawa ofiar pobić będących gejami są chronione silniej, niż prawa ofiar pobić z innych przyczyn. Czyli te ostatnie są dyskryminowane.
        I to samo z wybiciem okna w siedzibie organizacji LGBT. Cudzych okien generalnie nie wolno wybijać i to zamyka sprawę. Przyjęcie kwalifikacji "z nienawiści" sugeruje natomiast, że wybicie okna np. sąsiadce jest czymś mniej złym, niż wybicie okna organizacji LGBT. Wobec czego – dobra prawne sąsiadki są chronione słabiej, niż dobra prawne organizacji LGBT.

        • Krzysztof Skladanowski

          Głupiś z natury, czy masz to wykształcone? Zboczenie to termin nienawiści (zboczenie się leczy lub eliminuje), a każdy wolałby być pobity przez przypadek, niż za to kim jest.

          • Empereur de Pologne

            Czemu nie jestem zdziwiony? Bo praktycznie wszystkie dyskusje z piewcami "walki z homofobią" tak wyglądają. Gdy tylko się zaneguje któryś z ich dogmatów, wpadają w histerię i odpowiadają wycieczkami osobistymi.

          • Krzysztof Skladanowski

            Nazwanie ciebie głupkiem jako "wycieczka osobista" jest daleko posuniętym absurdem. Co prawda głupek ma pejoratywny wydźwięk, ale przecież to jest zwykłe stwierdzenie faktu i nie ma co się tu oburzać.

          • Empereur de Pologne

            1. Jak próbujesz być sprytny i przekręcać czyjeś słowa, to chociaż rób to porządnie. Nigdzie nie napisałem, że nazwanie homoseksualizmu zboczeniem jest "stwierdzeniem faktu", stąd ten komentarz jest bezsensowną manipulacją.
            2. Gdyby tak nazwanie kogoś głupkiem było na boku jakichś argumentów, to można by to przemilczeć. Ale w powyższym komentarzu żadnych nie ma. Jest tylko to, co zazwyczaj się pojawia w dyskusjach z piewcami "walki z homofobią i dyskryminacją". Oburzenie, że ktoś ośmielił się zanegować ich twierdzenia.
            3. Zdanie, które zaczyna się od słów "każdy wolałby zostać pobity…" ma pewien urok w swojej skrajnej durnocie. Po prostu ciężko uwierzyć, że człowiek może coś takiego wyprodukować.

        • CIA FSB

          Ostracyzowac kogos ze jest LGBT, czarny, zielony, niemiec, zyd czy w kradke, jest ostracyzowanie za cos co jest tylko przypadkiem. I jest tylko przypadkiem ze ty sie nie urodziles czarnym LGBT. Nikogo nie mozna winic za to kim sie urodzil ale ze jest idiota to tak, bo sam to wybral!

  3. CIA FSB

    Dzialanie przeciw mowie nienawisci na punkcie prawnym NIC nie zmieni! Wolacze za nowymi prawami buduja wlasna klatke. Prawa nie sa i NIGDY nie byly dla sprawiedliwosci lecz do kontroli spoleczenstwa! Ostracyzowani znikna w podziemie a problem zostanie dalej i wolnosc zniknie tez! Wyjsciem jest jedynie stwozenie systemu w ktorym ludnosc w takich wypadkach jest zmuszona do dyskusji. Propnuje wprowadzic prawo na duel. Ale tym razem z calkowitym wyruwnaniem sily. Na przyklad dla kazdego revolwer i tyle kul ze 50% szansy ma smierc i jest tak przymontowany ze zawsze trafi. Wtedy kazdy czlowiek ma prawo sie klucic, ale beda musieli myslec duzo silniej bo bez udowodnionej racji by kazdy mial prawo wywolac duel. Mysle ze to najlepszy sposob by nauczyc idiotow!? Nawet stara babcia mogla by sie wtedy obronic. I LGBT i wszyscy inni. Przypuszczam ze stanowczo wzrosl by stopien IQ.

    • CIA FSB

      Wyobrazcie sobie babcie: \"Ty mie obrazasz ze jestem Zydowka, lesbijka…masz dowod ze jetem gorsza? Nie? Wywoluje duel!"
      Ilu lysych patryotow by sie jeszcze odwazylo morde otwozyc?

    • Tomasz Strach

      Wolność słowa kończy się w momencie, gdy zaczyna szkodzić innym. Nie można sobie podejść do randomowej osoby i zacząć jej wyzywać od najgorszych, bo "wolność słowa"

    • Marcin Gałązka

      tak a wolność słowa którą tak cenisz gdzie miała zastosowanie przy zamykaniu wystawy w MN bo się Glińskiemu nie podobała a aresztowanie za czarną madonnę z tęczową aureolą … gdzie tu szanowny Panie masz wolność słowa? Wolność słowa w tym momencie działa w dwie strony. Przytoczone przeze mnie przykłady to w dodatku działania artystyczne a nie wulgarne zwyzywanie kogoś, zniszczenie mienia, czy nieparlamentarny gest Lichockiej … jakoś ta wolność słowa działa tylko w jedną stronę coś pan kłamiesz panie Pawle

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press