O profesurze Małgorzaty Manowskiej będzie rozstrzygał Naczelny Sąd Administracyjny. Jak ustaliła „Wyborcza” i „OKO.press” neo-sędzia zajmująca stanowisko pierwszej prezes SN, wniosła skargę kasacyjną od niepomyślnego dla niej wyroku pierwszej instancji w sprawie tytułu naukowego
„Nie jestem zafiksowana na punkcie profesury, mogę umrzeć jako doktor habilitowany nauk prawnych” – zapewniała jeszcze niedawno Małgorzata Manowska (na zdjęciu u góry), w wywiadzie udzielonym prawicowej TV Republika.
Dowodziła, że postępowanie o nadanie jej tytułu profesora wskazuje, że w Polsce nie można liczyć obecnie na sprawiedliwy proces. O niekorzystne decyzje w swej sprawie obwiniała jednak przede wszystkim „Gazetę Wyborczą”, w której rzekomo rozpoczęła się „potworna nagonka”, gdy ważyły się losy jej awansu naukowego.
„Nie przejmuję się. Ale oczywiście wszystkie prawne możliwości wykorzystam do końca” – podkreśliła neo-sędzia SN.
I jak zapowiadała, tak uczyniła. Sięgnęła po skargę kasacyjną, aby zakwestionować niekorzystny dla niej wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 2025 roku i negatywną decyzję Rady Doskonałości Zawodowej w sprawie profesury.
Profesura Małgorzaty Manowskiej budzi liczne kontrowersje w związku z jej postawą wobec demontażu niezależności sądów za rządów PiS i bliskimi relacjami z politykami prawicy. Formalnie procedura nadania tytułu nie dotyczy tych kwestii, ale w przypadku sędziego, to czy łamie normy etyczne lub prawne, a także to, jak stosuje w praktyce prawo, ma jednak znaczenie.
Manowską w 2020 roku na stanowisko pierwszej prezes SN powołał prezydent Andrzej Duda, choć „starzy” sędziowie mają zastrzeżenia do legalności jej wyboru. Decyzje neo-sędzi Manowskiej jako pierwszej prezes SN pogłębiają kryzys w wymiarze sprawiedliwości i zmierzają do przejęcia przez neo-sędziów całkowitej kontroli nad Sądem Najwyższym.
Manowska m.in. faktycznie wygasiła samorząd sędziów SN. Ingeruje też w postępowania dotyczące statusu neo-sędziów. Gdy w 2021 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał Izbę Dyscyplinarną SN za nielegalną i zawiesił jej działalność, Manowska kilka dni później zdecydowała o jej odwieszeniu.
Jako pierwsza w historii pierwsza prezes SN nie tylko usłyszała zarzuty dyscyplinarne (nieprawidłowe liczenie głosów na Kolegium SN), ale grozi jej też odpowiedzialność karna. Śledczy chcą jej postawić zarzuty popełnienia trzech przestępstw nadużycia władzy związanych z jej działaniami w SN i Trybunale Stanu, którego z mocy prawa jest przewodniczącą. Prokuratura Krajowa wystąpiła o uchylenie jej immunitetu. Sprawy te nie zostały dotąd merytorycznie rozstrzygnięte.
Ostatnią kontrowersyjną decyzją Manowskiej jest przejęcie od stycznia 2026 roku pełnej kontroli, nad ostatnią niezależną od niej Izbą Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN.
W lutym 2026 roku ma odbyć się Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, które ma wybrać kandydatów na nowego prezesa SN. Manowska zwołała to Zgromadzenie. Nie jest pewne czy będzie kandydować na II kadencję na tym stanowisku. Bo jeśli chce kandydować, to nie może poprowadzić tego Zgromadzenia. A wtedy osobę, która to zrobi, wyznacza prezydent. Potrzebuje on jednak do swojej decyzji kontrasygnaty premiera. A Donald Tusk jej nie da.
Manowska na taką okoliczność się zabezpieczyła. Wcześniej wysyłała wniosek do spolegliwego wobec PiS Trybunału Konstytucyjnego o podważenie przepisów ustawy o SN, które przewidują taką kontrasygnatę premiera. Zgromadzenie, które ma wybrać kandydatów na nowego prezesa SN, ma się odbyć 24 lutego.
Jeśli TK nie wyda do tego czasu decyzji, może zostać ono odroczone. Kadencja Manowskiej kończy się 26 maja 2026 roku, a do tego czasu TK może wydać swoją decyzję. Jeśli będzie ona korzystna dla Manowskiej – a jest to wysoce prawdopodobne – to otworzy jej drogę do startu na II kadencję. Ale wtedy jej wybór będzie kwestionował rząd. Na giełdzie nazwisk na jej następcę padają nazwiska innych neo-sędziów SN.
Przypomnijmy, o co chodzi w sprawie profesury Małgorzaty Manowskiej. Najpierw kandydaci muszą spełniać ustawowe wymagania i złożyć wniosek do Rady Doskonałości Naukowej (RDN). To organ, którego skład wyłaniany jest w e-wyborach, przez wszystkie osoby ze stopniami doktora habilitowanego i tytułami profesora.
Po wstępnej weryfikacji kandydaturę ocenia pięciu wylosowanych recenzentów. Sprawę bada też zespół z danej dziedziny nauki, a decyzję w głosowaniu podejmuje prezydium Rady. Koniec końców profesurę w Polsce nadaje prezydent, jeśli RDN o to wystąpi.
Manowska przeszła fazę opiniowania – trzy opinie recenzentów były dla niej korzystne, dwie negatywne (pozytywną przedstawił m.in. prof. Piotr Pogonowski, były szef ABW za rządów PiS). Kandydaturę ocenił także zespół Nauk Społecznych RDN. Wynik tajnego głosowania był negatywny: za wystąpieniem do prezydenta było 13 głosów, przeciw 16, wstrzymujących się dwa.
Na finiszu – przy podejmowaniu decyzji przez prezydium Rady – doszło do wyjątkowych zdarzeń. Jak ujawniło wspólne śledztwo „Wyborczej” i „OKO.press”, skierowaniem wniosku do prezydenta prezydium zajmowało się dwukrotnie i dwukrotnie przeprowadziło w tej sprawie głosowanie. To absolutny precedens.
Pierwsze głosowanie odbyło się 27 stycznia 2025 roku. Wynik: siedem osób „za”, sześć „przeciw", jedna osoba wstrzymała się od głosu. Wymaganej przepisami statutu RDN bezwzględnej większości nie było i to powinno zakończyć sprawę. Decyzji o odmowie wystąpienia do prezydenta o nadanie profesury jednak nie wydano.
Powołano się na opinię radców prawnych Rady, którzy nie tylko zalecili przeprowadzenie ponownego głosowania, ale proponowali je w wersji negatywnej, a więc głosowanie w sprawie odmowy wystąpienia z wnioskiem do prezydenta. Gdy to ujawniliśmy i opisaliśmy pomysł powtórnego głosowania w innej formule, Rada zdecydowała się w marcu na ponowne zagłosowanie, ale w pierwotnej formule (nie tej, którą forsowali radcy).
Wynik: sześć głosów „za„, sześć „przeciw” i dwa głosy wstrzymujące się. A więc drugi raz nie było bezwzględnej większości. Na podstawie tego głosowania wydano już decyzję odmowną, w której RDN przychyliła się do negatywnych dla kandydatki opinii.
W wydanej w marcu decyzji stwierdziła, że dorobek naukowy Manowskiej nie nosi znamion wybitności, a jej osiągnięć nie można uznać „za wybijające się ponad przeciętność".
Manowska postanowiła walczyć dalej. Wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W listopadzie 2025 roku WSA ją oddalił. Wyrok został wydany na posiedzeniu niejawnym, więc dotychczas jego motywy nie były znane.
Teraz do orzeczenia pierwszej instancji sporządzono uzasadnienie. Wiemy więc nie tylko, co zdecydowało o negatywnym rozstrzygnięciu sądu, ale także co zarzucała Manowska decyzji RDN.
OKO.press i „Gazeta Wyborcza” zapoznały się z tym wyrokiem i po raz pierwszy ujawniamy, dlaczego Małgorzata Manowska przegrała w sądzie sprawę o swoją profesurę. Ujawniamy też, co jest w skardze Manowskiej do tego sądu – wcześniej sąd administracyjny odmówił nam prawa do zapoznania się z aktami sprawy.
W skardze na rozstrzygnięcie Rady neo-sędzia Manowska domagała się stwierdzenia nieważności decyzji odmawiającej wystąpienia do prezydenta o nadanie jej tytułu profesora. A ewentualnie wnosiła o uchylenie decyzji i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia.
Zarzucała m.in., że decyzja RDN została wydana z rażącym naruszeniem prawa, gdyż podpisał ją wyłącznie przewodniczący RDN. Wytykała także, że Rada nie wyjaśniła dokładnie stanu faktycznego. W szczególności nie wskazała, dlaczego odmówiła wiarygodności i mocy dowodowej trzem pozytywnym recenzjom, a więc większości. A oparła się na dwóch negatywnych opiniach wskazujących na brak jej wybitności.
Małgorzata Manowska miała także zastrzeżenia do sposobu wyznaczenia recenzentów. Zarzucała, że recenzenci, którzy wydali negatywne dla niej recenzje, pominęli jej dorobek naukowy osiągnięty przed uzyskaniem habilitacji. Według niej to nie tylko sprzeczne z ustawą, ale i niesprawiedliwie. Manowska polemizowała także z negatywnymi opiniami. Ale dowodziła jednocześnie, że to nie polemika z recenzjami, lecz dowód na niedostatki w zebranym przez RDN materiale dowodowym.
W listopadzie Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalając skargę Manowskiej, stwierdził, że decyzja RDN nie naruszała prawa.
Sąd nie miał zastrzeżeń do dwukrotnego głosowania przez Radę kandydatury Manowskiej. Uznał, że w pierwszym styczniowym głosowaniu nie osiągnięto bezwzględnej większości głosów, pozwalającej na podjęcie rozstrzygnięcia postępowania w sprawie nadania skarżącej tytułu profesora.
W ocenie WSA prezydium RDN słusznie w marcu 2025 roku – po ponownym zapoznaniu się ze sprawą i opinią zespołu Nauk Społecznych – przystąpiło do kolejnego głosowania nad uchwałą w sprawie wystąpienia do prezydenta o nadanie Manowskiej tytułu profesora.
„W wyniku tego kolejnego głosowania została osiągnięta większość bezwzględna, gdyż przy 14 członkach Prezydium oddano 6 głosów za, 6 przeciw przy 2 wstrzymujących. Biorąc taki wynik głosowania Prezydium RDN miało więc podstawy do decyzji o odmowie wystąpienia do Prezydenta RP o nadanie skarżącej tytułu profesora w dziedzinie nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne” – napisał w uzasadnieniu wyroku ws. Manowskiej sąd administracyjny.
Sąd nie miał wątpliwości co do prawidłowości podpisu decyzji RDN o odmowie nadania tytułu profesora. WSA orzekł, że decyzja była podpisana prawidłowo wyłącznie przez przewodniczącego RDN. Zgodnie bowiem ze statutem Rady to przewodniczący RDN podpisuje rozstrzygnięcia RDN lub Prezydium RDN.
„Wydawana w tej sprawie decyzja, jako rozstrzygnięcie sprawy, jest jedynie reasumpcją głosowania członków Prezydium RDN i odzwierciedla tak wyrażone stanowisko organu” – wskazał WSA.
Manowska zarzucała, że RDN odmówił wiarygodności i mocy dowodowej trzem pozytywnym recenzjom, a zatem większości. Za to oparł się na dwóch recenzjach negatywnych wskazujących na brak wybitności jej dorobku. Według niej recenzje były krzywdzące, pełne dyskredytujących ją ocen, i zawierały niesprawiedliwą ocenę jej dorobku.
Oceniając procedurę przed RDN sąd nie miał zastrzeżeń. Zwrócił uwagę, że negatywne oceny recenzentów nie podlegają jego kontroli, gdyż sąd administracyjny nie ma uprawnień do merytorycznej kontroli recenzji stanowiących podstawę rozstrzygnięcia Rady.
WSA podkreślił, że nie może oceniać czy osoba ubiegająca się o nadanie tytułu profesora posiada wybitne osiągnięcia naukowe, czy też nie. Rolą sądu „nie jest bowiem wkraczanie w ocenę dorobku naukowego osoby ubiegającej się o nadanie tytułu naukowego, dokonaną w recenzjach naukowych -nawet jeżeli dorobek ten dotyczy nauk prawnych". A ponadto nie jest też rolą sądu administracyjnego jakakolwiek ocena etyczna lub moralna samego kandydata.
Recenzje sporządzane w postępowaniu o nadanie tytułu profesora mają według WSA charakter zbliżony do opinii biegłego. RDN nie jest w żaden sposób nimi związana.
Według WSA o rezultacie postępowania w sprawie nadania tytułu profesora nie decyduje arytmetyczna większość pozytywnych lub negatywnych recenzji, lecz całokształt materiału dowodowego, poddanego swobodnej ocenie RDN. A ocena ta znajduje swe odzwierciedlenie w wyniku głosowania.
To oznacza, że nawet gdyby 4 spośród 5 recenzji były dla skarżącej pozytywne, to RDN mogła uznać, że kandydatka nie spełnia warunku wybitności, a więc nie ma podstaw do wystąpienia o nadanie jej tytułu profesora.
WSA przypomniał, że obecne przepisy nie przewidują możliwości podważania recenzji ani w postępowaniu o nadanie tytułu profesora, ani w ewentualnym postępowaniu sądowym. Sąd: „Odmienna ocena skarżącej co do jej wybitności nie pozwala sądowi administracyjnemu oceniać negatywnych recenzji”.
WSA odniósł się także do kwestii doboru recenzentów i nie dopatrzył się naruszenia prawa, które miałoby wpływ na wynik postępowania. Dyrektor biura RDN w żaden sposób „nie zlecał" sporządzenia recenzji, a recenzenci wybrani zostali w drodze losowania.
Według sądu uzasadnienie decyzji RDN, wbrew twierdzeniom skarżącej, zawiera prawidłowe uzasadnienie faktyczne i prawne. Organ wyjaśnił, czemu w sytuacji dwóch negatywnych recenzji i trzech recenzji pozytywnych, odmówił wystąpienia do prezydenta RP o nadanie skarżącej tytułu profesora.
Małgorzata Manowska zarzucała jeszcze w skardze do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, że postępowanie w jej sprawie „przeprowadzone zostało pod naciskiem mediów i przy nieprzychylnej postawie niektórych członków prezydium RDN, czemu dali wyraz w protokole posiedzenia tego organu".
Według niej wypowiedź jednego z członków prezydium na ubiegłorocznym styczniowym posiedzeniu mogła „wywrzeć na pozostałych członkach tego organu wrażenie, że skarżąca jest niegodna tytułu profesora z uwagi na to, że jest przestępcą".
Manowska skarżąc się na media miała na myśli „Gazetę Wyborczą” i OKO.press, które od początku opisują jej starania o tytuł profesora prawa.
Sąd ocenił, że to nie organ (RDN) wypowiedział się w sposób, który skarżąca uważa za oszczerczy, ale jeden z członków organu. I nie świadczy to o prowadzeniu postępowania w sposób sprzeczny z zasadą budowania zaufania do władzy publicznej.
Sama skarżąca nie wystąpiła o wyłączenie członka organu kolegialnego w związku wątpliwościami, co do jego bezstronności. Ponadto, jak podkreślił WSA, negatywna ocena postawy etycznej i moralnej kandydata nie powoduje sama przez się wątpliwości co do bezstronności członka organu.
Sąd: „W takim kontekście twierdzenia skarżącej o rzekomym wpływie „nagonki” na nią w środkach masowego przekazu na treść recenzji, ani nie mogą odnieść zamierzonego skutku procesowego, ani nie poddają się ocenie sądu administracyjnego. Jest rzeczą ponadto oczywistą, że osoba piastująca stanowisko Prezesa Sądu Najwyższego podlega różnego rodzaju ocenom – tak pozytywnym, jak i negatywnym.
Prawo do wyrażania takich opinii jest immanentną cechą demokracji i swobody przekonań i wypowiedzi. Skarżąca, o ile wypowiedzi takie stanowiły zagrożenie jej dóbr osobistych, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne – ale w stosownym postępowaniu sądowym przed sądem powszechnym”.
„Małgorzata Manowska skargę kasacyjną od wyroku WSA wniosła w Warszawie” – dowiadujemy się od sędzi Małgorzaty Jareckiej, rzecznik prasowej Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Domaga się w niej uchylenia przez NSA listopadowego wyroku WSA w Warszawie i niekorzystnej dla niej decyzji Rady Doskonałości Naukowej z 31 marca 2025 roku. Ewentualnie neo-sędzia wnosi również o uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia WSA w Warszawie.
Jakie zarzuty podnosi? Neo-sędzia Manowska zarzuca wyrokowi WSA w Warszawie m.in. nieuchylenie decyzji Rady Doskonałości Naukowej w sytuacji, gdy:
Według Małgorzaty Manowskiej decyzja RDN została wydana z naruszeniem prawa materialnego. Przejawiać się ono miało w zaakceptowaniu przez Radę Doskonałości Naukowej i przyjęciu za własny przedstawionego w recenzjach pojęcia wybitności dorobku naukowego oraz poglądu, że w ramach badania „należy oceniać dorobek po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego, bowiem wcześniejszy dorobek naukowy był już oceniany na wcześniejszych etapach awansu naukowego".
Podczas gdy – według Małgorzaty Manowskiej – przepis nie zakreśla ram czasowych, w ramach których miałoby dojść do wybitnego osiągnięcia naukowego.
Sprawa będzie teraz czekać na rozpoznanie w NSA. To ostatnia instancja, która będzie decydować czy sprawa profesury dla Manowskiej jest definitywnie zamknięta, czy trzeba do niej wrócić. W NSA podobnie jak w SN też są wadliwi neo-sędziowie. Jeszcze nie wiadomo kto tu rozpozna jej skargę.
Nauka
Sądownictwo
Andrzej Duda
Małgorzata Manowska
Karol Nawrocki
Donald Tusk
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Naczelny Sąd Administracyjny
Prezydent
Prokuratura Krajowa
Sąd Najwyższy
Trybunał Konstytucyjny
neo sędziowie
praworządność
Rada Doskonałości Naukowej
skarga kasacyjna
tytuł profesora
Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze