0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Wojciech Habdas / Agencja Wyborcza.plFot. Wojciech Habdas...

Temat likwidacji prac domowych robi karierę, jako edukacyjny „konkret KO”. Donald Tusk kilkakrotnie wracał do niego na wiecach (sam słyszałem – w Lidzbarku Warmińskim). Zanalizujemy wypowiedź na ten temat Andrzeja Domańskiego, doradcy ekonomicznego Tuska, wskazując na populistyczny ton i naciągany argument „krajów skandynawskich”.

„Zlikwidujemy prace domowe w szkołach podstawowych. Wprowadzimy szeroką ofertę bezpłatnych zajęć pozalekcyjnych w szkole. Przeznaczymy dodatkowe pieniądze na zajęcia rozwijające zdolności uczniów i wyrównujące szanse, sport, rozwijanie zainteresowań. Zapewnimy pomoc w szkole zamiast korepetycji w domu”.

Tak brzmi jeden z pięciu Konkretów edukacyjnych Koalicji Obywatelskiej dotyczący szkół, dwa pozostałe odnoszą się do edukacji wyższej i nauki.

Przedstawimy opinie ekspertów i badania na temat sensowności prac domowych, przypomnimy inicjatywę „ZadaNIE domowe” z udziałem Adama Bodnara i sformułowane wtedy wnioski. Prace domowe wymagają naprawy, ale rzecz nie jest taka prosta, choć wyłożymy ją w punktach, jak przepis na lepszą szkołę.

Andrzej Domański: Prace domowe? Tak być nie musi!

Andrzej Domański, wybrany na posła w Warszawie, jako Gość Radia Zet mówił 20 października 2023 głównie o KPO i Białej Księdze Finansów, ale – jak to polityk – wypowiadał się też na tematy, o których nie ma pojęcia. Podobnie jak zadający pytania Bogdan Rymanowski.

Zapytany o likwidację prac domowych bronił pomysłu, posługując się doświadczeniem ojca córki odrabiającej w domu lekcje (z edukacją jest trochę jak z seksem – każdy się na niej zna, bo każde z nas chodziło do szkoły i ma w rodzinie uczniów czy uczennice).

Nie przypominając, że „konkret KO” dotyczy tylko szkoły podstawowej, Domański przedstawił sprawę prac domowych jako rodzaj transakcji:

„Jeśli dajemy 30 proc. podwyżek nauczycielom, to chcemy też, żeby szkoła wzięła na siebie cały ciężar edukacji, bo nie jest rolą pana ani moją, by kolejny raz uczyć się fizyki czy biologii na potrzeby córki”.

Rymanowski podał wyniki sondy Radia Zet: 57 proc. było za likwidacją prac domowych, ale 43 proc. przeciw.

Domański: „Powiem panu dlaczego. Bo my Pan i ja odrabialiśmy te prace domowe. Nam się to wydaje zupełnie naturalne, ale tak wcale być nie musi”.

A nie boi się Pan, że jeżeli poluzujemy młodzieży, to zgłupieje?

Doświadczenia choćby z państw skandynawskich pokazują, że to szkoła musi wziąć na siebie ciężar edukacji, a rodzice mają zupełnie inne zadania, muszą być takimi prowadzącymi dziecko i wprowadzającymi młodego człowieka w dorosłość, a nie powrotu do matematyki w wieku 35 czy 40 lat.

Ale przyzna Pan, że prace domowe uczyły dyscypliny? I co teraz? Wszystko będzie poluzowane?

Nie będzie poluzowane, tylko odbędzie się to w szkole, a rodzice będą mieli więcej czasu, żeby pójść z dziećmi zagrać w piłkę, na basen.

Czyli czeka nas raj w relacjach rodziców z uczniami, a nauczyciele będą mieć troszeczkę gorzej?

To nie jest raj, tylko to jest zmiana, której Polacy oczekują – stwierdził Domański jako oczywistość.

Tak sobie panowie porozmawiali.

Droga na skróty, a raczej bezdroże

Sugestie, że sprawa prac domowych zostanie odgórnie załatwiona, wygląda na przejaw drogi na skróty, a może nawet arogancji władzy.

Władzy, która przekonana, że jakieś rozwiązanie jest dobre, po prostu chce je wprowadzić.

Platforma Obywatelska mogłaby uczyć się na własnych błędach, kiedy źle przygotowana operacja obniżenia wieku szkolnego została społecznie zakwestionowana, co wykorzystał PiS, odwołując reformę (ze szkodą dla dzieci).

Problem komentuje OKO.press wybrana na posłankę Dorota Łoboda, radna i przewodnicząca komisji ds. edukacji w Warszawie, przez wiele lat aktywistka m.in. ruchu Rodzice przeciw reformie: „Likwidacja prac domowych, jako odgórna decyzja, to byłby niebezpieczny pomysł. Ale nikt chyba nie zamierza go w ten sposób wprowadzać. Jest problem nadmiernego obciążenia uczniów i uczennic pracami domowymi, ale wymaga on generalnego przemodelowania systemu, w dialogu ze środowiskami edukacyjnymi”.

Przeczytaj także:

Poza wszystkim innym – jakiekolwiek regulacje dotyczące np. zadawania prac domowych nie mogą naruszać art. 12 p. 2 Karty Nauczyciela:

„nauczyciel ma prawo do swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne”.

Nie jest też prawdziwa sugestia Domańskiego, że „kraje skandynawskie” nie zadają prac domowych. Zadają, choć mniej niż w Polsce i – tu akurat Domański ma rację – w inaczej funkcjonującej szkole (patrz – niżej).

Nam się to [prace domowe] wydaje zupełnie naturalne, ale tak wcale być nie musi (...) Doświadczenia choćby z państw skandynawskich pokazują, że to szkoła musi wziąć na siebie ciężar edukacji, a rodzice mają zupełnie inne zadania

Gość Radia Zet,20 października 2023

Sprawdziliśmy

Szkoła w krajach skandynawskich (chodzi zapewne o Finlandię) faktycznie bierze na siebie odpowiedzialność za nauczanie, ale to nie znaczy, że nie zadaje się tam prac domowych

Ile czasu na prace domowe? W Finlandii 2,4 razy mniej niż w Polsce

Nie ma zbyt wielu badań, które pozwalają ocenić, ile naprawdę pracują w domu uczniowie i uczennice, a także porównać Polskę z innymi krajami. W dodatku wiele tu zależy od sposobu zadania pytania.

W słynnym międzynarodowym badaniu PISA diagnozującym poziom umiejętności 15-latków, zapytano w edycji 2012 roku uczniów i uczennice o „prace domowe”. Odpowiedzi w Polsce wskazywały, że zajmują one 6,6 godziny tygodniowo, przy średniej OECD – 5,1 godz. W Finlandii, która jest benchmarkiem całego edukacyjnego świata dzięki świetnym wynikom nauczania uzyskanym bez nadmiernego stresowania dzieci – tylko 2,8 godz.

Dokładniej rzecz ujmując, pytanie dotyczyło także czterech innych form nauki pozaszkolnej, a łączna liczba godzin ekstra pracy tygodniowo w Polsce wyniosła 11,5 godz., w krajach OECD – średnio 9,25 godz., a w Finlandii 3,8 godziny.

Szczegółowo wyglądało to tak:

  • prace domowe: w Polsce 6,6 godziny, średnia dla krajów OECD – 5,1, w Finlandii – 2,8;
  • nauka z rodzicem: Polska 1,2 godz., OECD – 1,1, Finlandia – 0,4;
  • praca indywidualna płatna (korepetycje) i bezpłatna: w Polsce 1,1 godz., OECD – 0,8, Finlandia 1.0;
  • powtórki i ćwiczenia z użyciem komputera: Polska – 1,9 godz., OECD – 1,4, Finlandia – 0,4;
  • „zajęcia pozaszkolne opłacane przez rodziców”: Polska – 0,7 godz., OECD – 0,8 godz., w Finlandii – 0,1 godz.

Jak widać, nawet w Finlandii 15-latki odrabiają zadania domowe. Poświęcają na to jednak 2,4 razy mniej czasu niż młodzież w Polsce, a rodzice nie mają żadnych powodów, by płacić dodatkowe zajęcia.

Uderzające, że aż pięć razy mniej korzystają z pomocy rodziców.

Godzina pracy z nauczycielem w Polsce oznacza korepetycje. W Finlandii rozwinięty jest system indywidualnej pracy z uczniem w szkole, tak by wyrównywać jego czy jej deficyty edukacyjne. Szkoła w Finlandii – i tu ma rację Andrzej Domański – razem z uczniem czy uczennicą bierze na siebie odpowiedzialność za uczenie. W Polsce zadręczają się tym rodzice.

Podobnie jak w wielu innych badaniach edukacyjnych wystąpiła korelacja ilości czasu poświęcanego na naukę dodatkową z wynikami szkolnymi, przy czym lepsi uczniowie pracują więcej niż słabsi, co sprawia, że stają się od nich jeszcze lepsi. To oznacza pogłębianie różnic.

Nawet po wyeliminowaniu czynników socjoekonomicznych, więcej pracy w domu owocowało lepszymi wynikami w matematyce. Jakiś rodzaj ćwiczenia jest tu najwyraźniej potrzebny.

Ile czasu na jakie przedmioty?

W edycji 2015 roku pracę pozaszkolną mierzono inaczej, prosząc 15-latki i 15-latków, by ocenili, ile czasu poświęcają na pozaszkolną naukę konkretnych przedmiotów (chodziło o odrabianie prac domowych i udział w zajęciach dodatkowych – grupowych i indywidualnych).

Do liczb na poniższym wykresie należy podejść ostrożnie, bo taki sposób pytania mógł wpływać na zawyżanie szacunków; zamiast oceniać cały czas pracy dodatkowej, młodzi skupiali się kolejno na pięciu przedmiotach: przyrodniczych, matematyki, języka ojczystego, języków obcych i „innych przedmiotów”.

Taka suma pracy (zapewne zawyżona) polskich 15-latków wyniosła 18,6 godziny, czyli 2 godz. 40 minut dziennie i to licząc z weekendami. Półtorej godziny tygodniowo mniej (17,1 godz.) wyniosła średnia krajów OECD. W Finlandii – tylko 11,9 godz. W Rosji, gdzie dzieci są poddane edukacyjnej tresurze (z mizernym skutkiem) – 22,6 godz., czyli pół godziny dziennie więcej niż w Polsce.

Warto zwrócić uwagę na wyjątkowe zaangażowanie młodych ludzi w Polsce w naukę języków obcych (prawie 5 godzin tygodniowo).`

Polska plasuje się tu między Litwą i Danią, wyższe wyniki ma 20 krajów (na 65 badanych, nie tylko z OECD), w tym poza Rosją, Turcja (24,5 godz.), Tunezja (25,6 godz.) i Zjednoczone Emiraty Arabskie – rekordowe 29,7 godz.

Najmniej obciążona jest młodzież w Niemczech (11 godzin) i – jak już wiemy – w Finlandii 11,9 godzin, a także w Szwecji (13,7) i Holandii (14,2). Estonia, która obok Finlandii i Polski najlepiej na ogół wypada w testach PISA ma wynik prawie taki jak my 17,4 godz.

Nie zadają małym dzieciom? Owszem, nawet w Finlandii

Przeświadczenie, że „w krajach skandynawskich” nie zadaje się prac domowych, jest fałszywe.

W międzynarodowych badaniach czwartoklasistów TIMSS (Trends in International Mathematics and Science Study – Międzynarodowe Badanie Wyników Nauczania Matematyki i Nauk Przyrodniczych), zapytano w 2015 roku nauczycielki i nauczycieli matematyki, jak często zadają uczniom prace domowe.

Jak widać na wykresie, zadawanie prac domowych jest rzadkie w Szwecji (połowa nauczycieli nie robi tego wcale!), ale już w Finlandii 83 proc. zadaje 3-4 razy w tygodniu, a 7 proc. codziennie. W Polsce: odpowiednio 49 proc. i 45 proc., w Rosji 58 proc. i 41 proc.

TIMSS 2015

Z badań PiSA i TIMMS wynika, że osiągnięcia polskich dzieci i młodzieży w międzynarodowych badaniach to w znacznej mierze wynik wysiłku wkładanego w naukę w domu, także z pomocą rodziców.

Faktycznie, wskazane byłoby przesunięcie akcentu na szkołę, w tym zwiększenie czasu pracy dziecka i młodego człowieka w szkole, we współpracy z nauczycielami i rówieśnikami. Czas spędzony w szkole w ciągu 8 lat nauki jest w Polsce najniższy ze wszystkich 38 krajów OECD (w ciągu 8 lat nauki – 5 334 godziny, czyli 667 godzin rocznie; przy średniej OECD w ciągu 9 lat – 7 638 godz., średnio 849 godzin rocznie).

Michał Sitek – co i jak zadawać?

W opracowaniu „Prace domowe w polskiej szkole” Michał Sitek z Instytutu Badań Edukacyjnych (obecnie także ekspert ruchu SOS dla Edukacji) podkreśla, że prace domowe były i są przedmiotem kontrowersji – nie tylko w Polsce. Wyniki badań pokazują jednak, że generalnie sprzyjają one poprawie umiejętności uczniów – zwłaszcza w szkołach ponadpodstawowych.

Autor wymienia typowe błędy prac domowych:

  • Zadawanie „za karę”, co zaprzecza ich funkcji edukacyjnej;
  • Za duża ilość zadań (nierealistyczne oczekiwania wobec uczniów), w tym kumulacja zadań z różnych przedmiotów;
  • Zadawanie w pośpiechu, pod koniec lekcji, niestarannie, niejasne instrukcje;
  • Niesprawdzanie i nieomawianie zadań, brak informacji zwrotnej od nauczyciela – prowadzi do przekonania, że ważne jest samo „odrobienie”, nawet byle jak;
  • Zadawanie wszystkim uczniom takich samych prac, choć potrzeby słabszych i najlepszych są inne.

Najlepsze efekty dają zadania domowe, które stanowią kontynuację lekcji, mają jasno określony cel, stymulują samodzielną pracę uczennicy i ucznia, a potem są z nią czy z nim omawiane – mówi Michał Sitek OKO.press.

Socjolog uważa, że należałoby tworzyć „politykę wobec prac domowych na poziomie szkoły”

Powinna ona opisywać:

  • typ zadań, ilość i częstość prac domowych, w podziale na poziom nauczania i przedmioty;
  • sposób sprawdzania zadań i przekazywania informacji zwrotnej;
  • sankcje za niewykonanie zadań lub nieodrabianie ich samodzielnie;
  • wypracowanie rozwiązań dla uczniów niemających w domu warunków do nauki (odrabianie zadań domowych w szkole, tutoring rówieśniczy);
  • zasady współpracy między nauczycielami w szkole – ustalenie wspólnej polityki, koordynacja i wymiana dobrych praktyk.

„Generalnie, więcej nie znaczy lepiej. Liczy się jakość zadawanych prac domowych, ich zindywidualizowanie, konsekwencja w ich egzekwowaniu i informacja zwrotna” – mówi Sitek.

Adam Bodnar apelował o „wytyczne”

Nadmiar prac domowych jako zagrożenia dla „higieny umysłowej” pojawił się już w badaniach dr. Kopczyńskiego z 1920 roku. Temat wracał też w PRL.

W styczniu 2019 Rzecznik Praw Obywatelskich zaapelował do ministerstwa edukacji o przygotowanie „wytycznych dotyczących prac domowych”. Adam Bodnar powołał się na skargi rodziców, którzy nie godzą się „na dysponowanie przez szkołę pozalekcyjnym czasem ich dziecka”. RPO wskazał też na trudną sytuację nauczycieli: „Brak takich wytycznych stawia nauczycieli w trudnym położeniu, gdyż muszą zrealizować podstawę programową oraz sprostać oczekiwaniom uczniów i ich rodziców, żądających wysokich wyników w nauce i dobrego przygotowania do egzaminów”.

RPO cytował badania postaw towarzyszących testom TIMSS z 2015 roku, z którego wynika, że mimo sukcesów w nauce, uczniowie w Polsce nie wierzą we własne możliwości. I nie lubią szkoły – pod tym względem znaleźli się wraz z Francuzami i Czechami na końcu rankingu, nieco tylko wyżej od dzieci japońskich, ostatnich na liście.

ZadaNIE domowe

Z inspiracji Adama Bodnara narodziła się inicjatywa „ZadaNIE domowe” kilku fundacji edukacyjnych („Szkoły z klasą”, „Przestrzeni dla Edukacji” i „Obywateli dla Edukacji”) wspierana przez miasto Warszawa (z zaangażowaniem Doroty Łobody) oraz Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń (WCIES).

W opracowaniu dla nauczycieli, dyrektorów i rodziców twórcy kampanii stwierdzili, że wbrew powszechnemu przekonaniu

"możemy mieć wpływ na to, ile i jakie prace domowe będą odrabiać nasi uczniowie i nasze dzieci.

Wiele osób – uczniów i rodziców – skarży się na prace domowe: że jest ich za dużo, (zwłaszcza w szkołach podstawowych), są nieciekawe, nie uczą myślenia, tak naprawdę nie pomagają się uczyć, a czasem wręcz zniechęcają do nauki.

Zadania zabierają tyle czasu, że brakuje go na rozwijanie zainteresowań i pasji, na życie rodzinne, kolegów, sport, a nawet zabawę i wypoczynek. Młodzi ludzie czują się przeciążeni. Rodzice są zaniepokojeni i mają pretensje albo do szkoły, albo do swoich dzieci. Nauczyciele spędzają zaś długie godziny na sprawdzaniu prac domowych".

Co z tym zrobić? Aktywistki odpowiedziały, formułując zalecenia dla szkół:

  • cała szkolna społeczność (dyrekcja, nauczycielki, uczniowie i rodzice) powinna wypracować “wspólną politykę” prac domowych;
  • liczy się nie ilość zadań domowych, ale jakość;
  • warto zapytać uczniów, które zadania są dla nich użyteczne i naprawdę pomagają się uczyć, zachęcają do rozwiązywania problemów i własnych poszukiwań;
  • w XXI w. ważna jest kreatywność, samodzielność i współpraca – także przy odrabianiu zadań;
  • ogromna ilość i szczegółowość prac domowych to wynik rozbudowanej podstawy programowej, nacisku na wyniki egzaminów. Ale także oczekiwań rodziców, że ich dzieci będą jeszcze więcej czasu spędzać na nauce w domu;
  • ale sama rozmowa o sensie prac domowych może uchronić wielu nauczycieli przed presją szkoły, rodziców i władz oświatowych.

Autorki propagowały szkolne debaty, podczas których społeczność szkolna ustalałaby:

  • ile prac domowych jest zadawanych obecnie (zwykle nikt tego nie wie), a ile powinno ich być?
  • Jakiego typu są to zadania i o jakie formy warto je wzbogacić?
  • Jak nauczyciele mają reagować, gdy uczeń nie odrobi zadania?
  • Kto i jak koordynuje zadawanie prac, by uniknąć ich kumulacji i wykorzystać “synergię międzyprzedmiotową”?

KROK PO KROKU

  • powołajcie mały zespół roboczy w szkole (tworzą go ze wsparciem dyrekcji chętni nauczyciele, a może także rodzice i uczniowie);
  • stwórzcie mini-diagnozę sytuacji (można wykorzystać obserwacje, ankiety oraz porozmawiać z wszystkimi zainteresowanymi);
  • zorganizujcie szkolną debatę z udziałem nauczycieli i uczniów (np. w formie okrągłego stołu, małej narady obywatelskiej, tzw. profilu szkoły czy dyskusji panelowej);
  • wypracujcie zestaw rozwiązań prototypowych oraz sposób sprawdzania na bieżąco, jak one działają (potrzebne będą informacje zwrotne od uczniów, rodziców i nauczycieli);
  • poprawcie i dopracujcie swoje rozwiązania, a następnie przyjmijcie stworzony wspólnie “regulamin” oraz poinformujcie o tym całą społeczność;
  • wymieniajcie doświadczenia i praktyki z innymi szkołami (np. we współpracy z lokalnymi władzami oświatowymi).

PRACE DOMOWE W SZKOLNYCH DOKUMENTACH

Dobre pomysły mają większą szansę na realizację, gdy wpiszemy je do dokumentów szkolnych. Warto uwzględnić wasz model zadań domowych na przykład w:

  • planie rozwoju szkoły i szkolnym systemie nadzoru pedagogicznego;
  • planie doskonalenia i samokształcenia nauczycieli;
  • wewnętrznym prawie szkolnym (regulamin, statut, system oceniania).

W oparciu o doświadczenia płynące m.in. z dobrych praktyk autorki stwierdzały, że w polityce wobec prac domowych należy:

  • ograniczyć zadania czysto odtwórcze na rzecz złożonych, wymagających planowania i samodzielności, np. obserwacji, eksperymentów i projektów uczniowskich;
  • odejść od sztampy w kierunku zadań niekonwencjonalnych, angażujących dziecko;
  • zadawać więcej prac zespołowych (pary, trójki i kilkuosobowe zespoły);
  • zadawać więcej prac “do wyboru”;
  • stosować inne formy oceniania, np. ocenianie kształtujące (w tym samoocenę i ocenę rówieśniczą), a nie tylko stopnie;
  • tam, gdzie to możliwe – stworzyć warunki do odrabiania prac domowych po lekcjach, w szkole.

Wnioski dla przyszłego rządu

Nadmiar prac domowych to jedna z kwestii, które trzeba zmienić w polskiej szkole w pakiecie z

  • „odchudzeniem” podstawy programowej;
  • i napisaniem jej w języku umiejętności, a nie wiadomości;
  • a także z poluzowaniem systemu egzaminacyjnego;
  • i rozszerzeniem szkolnej oferty zajęć dodatkowych i wyrównawczych.

Inaczej zmniejszenie pracy w domu sprawi, że młodzież po prostu gorzej zda egzamin.

Zalecenia (a nie likwidacja!) dotyczące prac domowych powinny ostrzegać przed wymienianymi wyżej błędami (typu zadawanie za karę) i wskazywać kierunki zmian (zadania ciekawsze, z udziałem pracy projektowej i zespołowej, itd.).

Zalecenia powinny zostać szeroko skonsultowane ze środowiskami szkolnymi, a nie pojawiać się na zasadzie deus ex machina.

W rozwiązywaniu problemu skorzystać należy z dorobku partnerów społecznych i ekspertów. Zwłaszcza że wszystkie prodemokratyczne ugrupowania polityczne współtworzyły „Pakt dla Edukacji” oraz „Program na pierwsze 100 dni rządów” ruchu SOS dla Edukacji.

Ingerencja w prace domowe, czyli utrwalony od co najmniej 100 lat sposób uczenia, musi być przeprowadzona w porozumieniu i z udziałem środowisk, których dotyczy. Inaczej może wywołać nawet odwrotny skutek.

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze