27 października 2020

Aż 16 tys. przypadków. Ratownicy: system ochrony zdrowia w Polsce umarł [WYKRESY, LICZBY]

Ratownicy przepraszają, że nie mogą pomóc potrzebującym, a Polska Akademia Nauk ostrzega tymczasem przed mitem „odporności stadnej". Po wtorkowych statystykach nadzieja na „wypłaszczenie” niknie, a widmo nowego lockdownu coraz bliższe

We wtorek 27 października Ministerstwo Zdrowia poinformowało o gwałtownym skoku hospitalizacji – aż o ponad tysiąc w stosunku do poprzedniej doby. Również przyrost liczby osób, które wymagają respiratora, jest największy od czasu, kiedy prowadzone są statystyki – o 79. W tej chwili hospitalizowanych jest więc 13 291 osób, a zajętych respiratorów 1 078

Jeśli spojrzymy na sytuację z poziomu województw, najgorzej jest w Małopolsce: według danych z wtorku rano zostały tam tylko cztery wolne respiratory! Nieco lepiej jest z łóżkami – 83,6 proc. zajętych. Jednak na obu wykresach to właśnie województwo małopolskie jest „najciemniejsze".

Jak blisko jesteśmy sytuacji, kiedy system się załamie? Cały czas balansujemy na krawędzi. Na polecenie wojewodów szpitale tworzą nowe oddziały dla chorych na COVID-19, powstają też szpitale polowe – najbardziej zaawansowany jest ten na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jednak wciąż pojawiają się informacje, jak blisko tej krawędzi się znajdujemy.

Na przykład w Beskidzkim Centrum Onkologicznym 98 osób spośród personelu jest zakażonych koronawirusem. Oznacza to, że istnieje pełna obsługa tylko dla jednej sali operacyjnej. Jak pisze „Gazeta Wyborcza", tylko we wtorek powinno się tam odbyć 17 zabiegów onkologicznych, w większości ratujących życie.

Ratownicy w stanie wojny z SOR-ami

W Warszawie ratownicy czekają godzinami z pacjentem na przyjęcie go do szpitala. Wypracowali system, że zmieniają się co 6-8 godzin w karetce. Dzielą się też np. tlenem dla oczekującego pacjenta. Brak miejsc w szpitalach powoduje, że narastają konflikty pomiędzy pracownikami pogotowia i SOR-ów. Jak mówi jeden z ratowników, „ratownicy pogotowia i SOR-ów nie są obecnie w dobrych relacjach. A mówiąc wprost – są w stanie wojny. To utrudnia współpracę".

A inny ratownik na FB napisał:

„Szanowne koleżanki, koledzy, znajomi, mniej znajomi i zupełnie obcy... W imieniu ratowników medycznych chciałbym powiedzieć PRZEPRASZAM! MIMO, ŻE TO NIE MY POWINNIŚMY WAS PRZEPRASZAĆ!

Przepraszamy za to, że nie udzielimy Wam pomocy, za to, że będziecie umierać w domach bo przychodnie w większości się na Was wypięły i każą wam wzywać pogotowie do Waszego chorego dziecka lub zrobią teleporadę przepisując w ciemno antybiotyk, a my...

A my nie przyjedziemy bo... Bo czekamy pod SOR-em 3, 4, 5 lub 14 godzin! Tak, dobrze słyszycie! 14 godzin próbując przekazać pacjenta na SOR!

To się dzieje w Polsce! Tuż obok Was, ale tv Wam tego nie pokaże! Tv mówi, że jest wystarczająca liczba łóżek! Serio? Gdzie? W hotelach? Bo nie w szpitalach!

Koleżanki i koledzy pracujący na SOR także są bezradni bo nie mają gdzie przekazywać pacjentów! Wszędzie miejsc brak! Zdarza się, że ktoś umiera na sorze więc... Robi się jedno miejsce i wtedy karetka będąca pierwszą w kolejce cieszy się bo po kilku godzinach oczekiwania wreszcie może przekazać swego pacjenta.

A następni stoją, stoją, stoją... Jeśli bez kombinezonów ochronnych to jeszcze jakoś da się żyć. Można coś zjeść, napić się, załatwić potrzeby fizjologiczne. Jeśli masz pecha i masz pacjenta z covid+ lub podejrzanego, to siedzisz w tym dziadostwie z maską na ryju kilka godzin. Spocony, niedotleniony, zestresowany. Bo też jesteśmy ludźmi... Też się boimy! Bo coraz więcej naszych kolegów i koleżanek z pracy idzie w kwarantannę z powodu dodatniego wyniku na covid. I wykrusza się kolejna załoga i kolejna karetka nie wyjeżdża.

I znowu dłuuugo czekacie na nasz przyjazd. I znowu się na nas denerwujecie i macie pretensje... Np. wczoraj ktoś o 9 rano dzwonił po pomoc, po karetkę, a my pojechaliśmy do niego o 24!!! Nie, to nie s-f. To dzisiejsze realia... System ochrony w Polsce UMARŁ!".

A zakażenia rosną...

Dlatego tak ważne jest, by zmniejszyć dynamikę zakażeń, „wypłaszczyć" krzywą. Minister zdrowia Adam Niedzielski już zapowiada, że jeśli w tym tygodniu zakażenia sięgną 20 tys. dziennie, system tego nie wytrzyma, bo „łóżek nie można dodawać w nieskończoność". Według nieoficjalnych informacji w piątek rząd może zadecydować o całkowitym lockdownie, jeśli sytuacja się nie poprawi.

Niestety we wtorek zakażeń było aż 16 300, w porównaniu do 13 tys. przed weekendem.

Wykonano aż 66 062 testy, najwięcej od początku epidemii. Największy był wśród nich również odsetek aktywnych przypadków – 24,7 proc.

To oznacza, że zakażenia się rozprzestrzeniają tak szybko, że nie mamy nad nimi żadnej kontroli.

A był to we wtorek jeden z najwyższych wyników w Europie: – po Wielkiej Brytanii, Włoszech i Rosji, które jednak robią więcej testów od nas (Włochy zrobiły do tej pory dwa razy więcej, Wielka Brytania cztery razy więcej) i mają niższy odsetek wykrywanych zakażeń w dobowej puli testów (Rosja 3 proc.).

Polska Akademia Nauk o „odporności stadnej”

Zespół ekspertów ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk opublikował swoje czwarte już z kolei stanowisko w sprawie pandemii. Tym razem zajęli się krążącą w mediach społecznościowych i popieraną przez część środowiska naukowego propozycją, by chronić seniorów, a osobom młodszym, przechodzącym zakażenie łagodniej, pozwolić je przejść i zdobyć odporność. Gdy wystarczająca liczba osób będzie odporna, wirus nie będzie miał się jak rozmnażać i osłabnie.

Eksperci z PAN podważają tezę, że osiągnięcie takiej odporności bez szczepionki jest możliwe. Piszą: „Większość modeli matematycznych do tego stosowanych wskazuje, że w celu wygaszenia epidemii konieczne jest, aby 50-70 proc. populacji było odpornych na zakażenie.

Odsetek ten mógłby być mniejszy, gdyby infekcja szerzyła się głównie poprzez super-roznosicieli, czyli osoby, które są w stanie masowo zakażać. Próg odporności zbiorowiskowej mógłby wówczas spaść do 10-20 proc.

Dotychczasowe dane zdają się jednak przeczyć dominującej roli super-roznosicieli w rozprzestrzenianiu się epidemii COVID-19. W wieloośrodkowych badaniach struktury kontaktów międzyludzkich nie potwierdzono obecności w populacji wystarczającej liczby osób o tak rozbudowanej sieci kontaktów. Ponadto wiosną 2020 w niektórych regionach np. Lombardii czy Madrycie przechorowało COVID-19 właśnie około 15-2o proc. mieszkańców. Obserwowana obecnie zachorowalność w tych regionach nie wskazuje, że wytworzyła się tam odporność zbiorowiskowa. A więc, albo próg odsetka uodpornionych osób w populacji musi być wyższy albo nastąpiła utrata odporności wśród osób, które kilka miesięcy temu przeszły chorobę COVID-19".

Autorzy stanowiska policzyli też, jakie by były konsekwencje swobodnego zarażania się osób młodszych: „Nawet jednak gdyby zakażały się jedynie osoby młode, oznacza to do miliona hospitalizowanych w ciągu kilku miesięcy. Przekracza to znacznie obecne możliwości systemu służby zdrowia. A jeśli tak, to jest to nie tylko zagrożenie życia i zdrowia dla pacjentów z COVID-19. Odpowiedniej opieki medycznej nie uzyskają osoby z chorobami przewlekłymi, czy wymagające pilnej interwencji medycznej. To też ofiary epidemii, choć nie ujęte w bezpośrednich statystykach”.

Dodają także, że jeśli by izolować seniorów, a u młodszych spowolnić zakażenia poprzez np. maseczki i dystans, osiągniecie 60-procentowej odporności (jeśli w ogóle możliwe) zajęłoby 7-12 miesięcy. Oznaczałoby to uwięzienie osób starszych na cały rok, strategię być może równie dla nich morderczą, co koronawirus.

W Europie: protesty we Włoszech, w Niemczech wzrost wykładniczy

Nie jesteśmy w tej trudnej sytuacji sami – przypadki rosną lawinowo w całej Europie i kolejne kraje wprowadzają ograniczenia w kontaktach międzyludzkich. Na pełen lockdown zdecydowały się jednak jak na razie tylko Irlandia i Walia w Wielkiej Brytanii. We Włoszech, zwłaszcza w Mediolanie i Turynie, doszło z kolei do protestów przeciwko kolejnym restrykcjom – wcześniejszemu zamykaniu restauracji i barów, zamknięciu kin i siłowni.

W Niemczech minister gospodarki Peter Altmaier ostrzega, że do końca tygodnia będzie 20 tys. zakażeń – o wiele szybciej, niż przewidywał rząd. We Francji według obliczeń ekspertów rzeczywisty, a nie ten wykrywany zasięg epidemii może w tej chwili wynosić aż 100 tys. nowych przypadków dziennie.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne