„Doświadczenia zdobywane przez Ukrainę podczas ataków stopniowo stają się częścią europejskiej debaty o tym, jak powinno wyglądać bezpieczeństwo energetyczne w warunkach znacznie wyższego poziomu zagrożeń wojskowych i hybrydowych” – pisze w OKO.press ukraiński ekspert
Od jesieni 2022 roku Rosja próbuje nie tylko niszczyć poszczególne elektrownie czy podstacje Ukrainy. Prowadzi systematyczną kampanię, której celem jest zakłócenie funkcjonowania systemu energetycznego jako całości oraz, poprzez niedobory energii elektrycznej, ciepła i innych podstawowych usług, zwiększenie presji na społeczeństwo i gospodarkę.
Skala tej kampanii nie ma odpowiednika we współczesnej Europie. Tylko podczas pierwszej dużej fali ataków – od października 2022 roku do marca 2023 roku – w Ukrainie odnotowano 271 trafień w obiekty infrastruktury energetycznej. Do września 2024 roku liczba ataków na ukraińskie obiekty energetyczne przekroczyła już tysiąc. Szczególnie niszczycielska była kampania wiosną i latem 2024 roku: w ciągu kilku miesięcy Ukraina straciła około 9 GW mocy wytwórczych.
Jednak najważniejsza nie jest tu nawet skala zniszczeń. Ataki nie były jednorazowym szokiem, po którym system mógłby po prostu powrócić do normalnego funkcjonowania. Uszkodzone obiekty są naprawiane, po czym nierzadko ponownie stają się celami. Rosja zmienia taktykę, rodzaje uzbrojenia oraz dobór obiektów, próbując znaleźć nowe słabe punkty. Sektor energetyczny jest zmuszony do ciągłego przystosowywania się do kolejnego ataku, nie wiedząc z góry, gdzie dokładnie on nastąpi.
Doświadczenia Ukrainy pokazały jedną ważną rzecz.
System energetyczny może ponieść bardzo poważne straty fizyczne, utracić część mocy wytwórczych i infrastruktury sieciowej – a mimo to nadal funkcjonować.
Jedną z głównych zmian w rozumieniu bezpieczeństwa energetycznego, które przyniosła wojna, jest uświadomienie sobie, że odpornego systemu nie należy utożsamiać z systemem, którego nie da się uszkodzić.
Nie da się zabezpieczyć każdej elektrowni, podstacji czy setek tysięcy kilometrów sieci przed wszystkimi możliwymi zagrożeniami. Pytanie brzmi inaczej: co stanie się, gdy jeden lub kilka kluczowych elementów zostanie utraconych?
Ukraina doświadczała sytuacji, które przed wybuchem wojny pełnoskalowej mogły być rozpatrywane jedynie jako najgorsze możliwe scenariusze awaryjne. 23 listopada 2022 roku, po zmasowanym ataku rakietowym, doszło do poważnej awarii systemowej: system energetyczny utracił integralność, a wszystkie ukraińskie elektrownie jądrowe zostały wyłączone. Jednak nawet tak silne uderzenie nie doprowadziło do nieodwracalnego załamania. System został przywrócony, a następnie operatorzy zmieniali tryby jego pracy i procedury reagowania w oparciu o zdobyte doświadczenie.
W tym kontekście znaczące są nawet awaryjne i godzinowe przerwy w dostawach energii elektrycznej, które z perspektywy odbiorcy wyglądają jak przejaw słabości systemu. W rzeczywistości w krytycznym momencie kontrolowane odłączenie części obciążenia może być jednym ze sposobów jego ochrony. Jeśli po utracie mocy wytwórczych lub elementu sieci produkcja i zużycie energii przestają być zbilansowane, operator świadomie ogranicza zużycie, aby zapobiec niekontrolowanemu spadkowi częstotliwości i znacznie większemu blackoutowi.
Dlatego odporność nie oznacza, że prąd nigdy nie zniknie.
W warunkach poważnego kryzysu bardziej realistycznym kryterium jest zdolność systemu do lokalizowania uszkodzeń, niedopuszczenia do kaskadowego rozwoju awarii, utrzymania zasilania kluczowych odbiorców.
To zasadniczo zmienia również samą logikę inwestycji. Jeśli punktem wyjścia jest wyłącznie konieczność zapobiegania uszkodzeniom, główna uwaga koncentruje się na fizycznej ochronie poszczególnych obiektów oraz możliwie szybkim przywróceniu utraconych funkcji.
Jeśli jednak celem jest odporność całego systemu, do ochrony dochodzą redundancja, alternatywne trasy przesyłu energii elektrycznej, zapasy urządzeń, możliwość szybkiej naprawy, rezerwowe i rozproszone źródła wytwarzania energii oraz wcześniej przygotowane scenariusze działania na wypadek utraty kluczowego elementu.
Europejskie systemy energetyczne przez dziesięciolecia rozwijały się w oparciu o duże elektrownie, potężne podstacje i sieci przesyłowe. W warunkach pokojowych taki model ma oczywiste uzasadnienie: duże obiekty pozwalają efektywnie wytwarzać znaczne ilości energii elektrycznej i przesyłać ją na duże odległości. Wojna dodaje jednak do tego modelu jeszcze jedno kryterium – koszt utraty pojedynczego obiektu.
Jeśli znaczna część wytwarzania lub przesyłu energii elektrycznej zależy od kilku dużych węzłów, każdy z nich staje się szczególnie cennym celem dla przeciwnika. Jedno skuteczne uderzenie może spowodować niedobór mocy, ograniczyć przesył energii elektrycznej do całego regionu lub zmusić operatora do zmiany trybu pracy znacznej części systemu.
Właśnie dlatego po zakrojonych na szeroką skalę atakach Ukraina gwałtownie przyspieszyła rozwój generacji rozproszonej – niewielkich instalacji z silnikami tłokowymi i turbinami gazowymi, kogeneracji, odnawialnych źródeł energii, magazynów energii oraz rezerwowych źródeł zasilania zlokalizowanych bezpośrednio w pobliżu odbiorców.
Do jesieni 2025 roku w Ukrainie zainstalowano już i przygotowano do pracy 190 instalacji kogeneracyjnych oraz 134 kotłownie kontenerowe o łącznej mocy około 700 MW.
Decentralizacja nie oznacza jednak zastąpienia jednej dużej elektrowni setkami generatorów. Duże elektrownie jądrowe, wodne czy cieplne nadal pozostają ważne dla funkcjonowania systemu energetycznego.
Zmienia się coś innego: krytyczne zużycie nie powinno zależeć od jednego źródła, jednej podstacji ani jednej trasy dostaw energii.
Bardziej odporna architektura to taka, w której obok dużych elektrowni funkcjonuje wiele mniejszych źródeł zlokalizowanych bliżej odbiorców, a utrata jednego elementu nie oznacza utraty całego systemu.
Im więcej istnieje alternatyw, tym trudniej jest za pomocą jednego lub kilku uderzeń wywołać efekt systemowy.
Z punktu widzenia Europy doświadczenia Ukrainy wskazują przede wszystkim na ryzyko nadmiernej koncentracji. Duże źródła wytwórcze nadal będą podstawą wielu systemów energetycznych. Ich rozwój powinien jednak iść w parze z alternatywnymi trasami przesyłu, lokalnymi źródłami energii oraz możliwością zapewnienia zasilania odbiorcom krytycznym w przypadku utraty jednego z kluczowych obiektów.
To właśnie takie połączenie ogranicza skutki pojedynczego ataku i nie pozwala, by przerodził się on w kryzys systemowy.
Utrata znacznej części mocy wytwarzanych przez elektrownie cieplne i wodne ujawniła jeszcze jedną podatność: w sytuacji kryzysowej liczy się nie tylko łączna ilość dostępnych megawatów, lecz także to, jak szybko system może zareagować na ich nagłą utratę. Po ataku niedobór mocy może pojawić się w ciągu kilku minut, podczas gdy budowa nowej dużej elektrowni wymaga lat.
Dlatego w Ukrainie równolegle rozwijane są różne rodzaje mocy wytwórczych. Energetyka jądrowa pozostaje podstawą produkcji energii elektrycznej, ale oprócz tego potrzebne są manewrowe instalacje gazowe, kogeneracja, odnawialne źródła energii, systemy magazynowania energii oraz lokalne rezerwy.
Każdy z tych elementów pełni inną funkcję: jedne zapewniają duże wolumeny produkcji, inne mogą szybko zostać uruchomione, zaspokajać szczytowe zapotrzebowanie albo zasilać poszczególny obszar czy obiekt infrastruktury krytycznej.
Ta logika stopniowo przechodzi już od rozwiązań awaryjnych do nowej architektury ukraińskiego systemu energetycznego. Wiosną 2026 roku Ministerstwo Energetyki opisywało ją jako połączenie trzech poziomów: dużej energetyki jądrowej, elastycznych i bilansujących mocy oraz lokalnej autonomii.
Generacja rozproszona jest już wykorzystywana również znacznie bliżej odbiorcy końcowego. Na początku 2026 roku tylko w sektorze komunalnym uruchomiono ponad 570 MW nowych zdecentralizowanych mocy. Instalacje kogeneracyjne pozwalają jednocześnie wytwarzać ciepło i energię elektryczną, a lokalne kotłownie i instalacje gazowe mogą wspierać funkcjonowanie przedsiębiorstw wodociągowych, szpitali oraz systemów ciepłowniczych nawet wtedy, gdy część dużej infrastruktury energetycznej jest niedostępna.
Taka struktura daje operatorowi i hromadom szersze pole manewru po ataku. W jednym przypadku niedobór można częściowo pokryć importem, w innym – uruchomić elastyczne źródła wytwórcze lub wykorzystać magazyny energii, a krytyczny obiekt przez pewien czas zasilać z lokalnego źródła.
Im więcej takich możliwości zostanie uwzględnionych w systemie z wyprzedzeniem, tym mniej jego funkcjonowanie zależy od losu jednego konkretnego obiektu czy technologii.
Dyskusja o odporności często koncentruje się na mocach wytwórczych: ile megawatów utracono, ile trzeba odbudować i jakie nowe elektrownie należy wybudować. Doświadczenia Ukrainy sprawiły jednak, że znacznie większą uwagę zaczęto poświęcać innej części systemu – sieciom.
Elektrownia może nadal wytwarzać energię elektryczną, ale uszkodzenie kluczowej podstacji lub autotransformatora może znacząco ograniczyć możliwość przesłania tej energii do danego regionu. Właśnie dlatego stacje elektroenergetyczne wysokiego napięcia i inne węzły systemu przesyłowego stały się jednymi z priorytetowych celów rosyjskich ataków.
W warunkach wojny zdolność do szybkiej zmiany konfiguracji systemu zasilania stała się częścią codziennej pracy energetyków. Po uszkodzeniu jednej trasy przesyłu podejmowane są próby przekierowania energii innymi trasami, naprawiane są linie, zmieniana jest konfiguracja sieci i instalowane nowe urządzenia.
Część dużych transformatorów Ukraina otrzymała od międzynarodowych partnerów. Urządzenia te pomagały przywracać do pracy podstacje wysokiego napięcia po kolejnych falach ataków.
W czasie wojny zmieniło się również podejście do zapasów. Duże autotransformatory i inne specjalistyczne urządzenia trudno jest szybko wymienić: ich produkcja i dostawa wymagają czasu. Dlatego rezerwy sprzętu, zapasy materiałów, przygotowane ekipy naprawcze oraz z góry określone alternatywne schematy zasilania mają bezpośredni wpływ na to, jak długo będą odczuwalne skutki kolejnego ataku.
16 marca 2022 roku, niecałe trzy tygodnie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji, ukraiński system energetyczny został awaryjnie zsynchronizowany z kontynentalną europejską siecią ENTSO-E. Przygotowania trwały od 2017 roku i miały zakończyć się znacznie później. Wojna gwałtownie przyspieszyła ten proces.
Z czasem znaczenie tego połączenia stało się znacznie większe niż sama możliwość handlu energią elektryczną. Po utracie części ukraińskich mocy wytwórczych import z UE zaczął pełnić funkcję dodatkowej rezerwy, szczególnie w godzinach niedoboru. Równolegle operatorzy europejskich sieci stopniowo zwiększali możliwości wymiany transgranicznej.
Pod koniec 2023 roku maksymalna moc importu energii elektrycznej do Ukrainy i Mołdawii wynosiła 1,7 GW, w listopadzie 2025 roku – 2,3 GW, a od początku 2026 roku – już 2,45 GW.
Te 2,45 GW nie mogą zrekompensować utraty wielu gigawatów ukraińskich mocy wytwórczych. Ponadto możliwość importu zależy od stanu krajowej sieci: energię elektryczną, która przekroczyła granicę, trzeba jeszcze przesłać do regionów o największym deficycie. Jednak podczas ataków nawet kilkaset dodatkowych megawatów może zmniejszyć skalę wyłączeń lub dać operatorowi większe możliwości bilansowania systemu.
Wojna zmieniła tym samym również znaczenie samych połączeń transgranicznych. To, co w warunkach pokojowych ocenia się przede wszystkim przez pryzmat wolumenu handlu i różnic cenowych między rynkami, w sytuacji kryzysowej zyskuje dodatkową funkcję.
Połączenia z sąsiednimi systemami energetycznymi umożliwiają pozyskanie energii z zewnątrz właśnie wtedy, gdy własna infrastruktura działa z ograniczeniami.
Przypadek Ukrainy jest szczególnie wymowny również dlatego, że rezerwa ta na początku wojny nie istniała w obecnej skali. Jej możliwości były stopniowo zwiększane już w trakcie ataków – równolegle z odbudową mocy wytwórczych i sieci. Integracja z europejskim systemem stała się w praktyce częścią procesu dostosowywania ukraińskiej energetyki do warunków wojny.
Po pierwszych zmasowanych atakach znaczna część wysiłków Ukrainy została skierowana na fizyczną ochronę obiektów energetycznych. Na podstacjach zaczęto budować inżynieryjne konstrukcje ochronne, zmieniać sposoby rozmieszczenia urządzeń oraz wzmacniać zabezpieczenia najbardziej krytycznych elementów. Z każdą kolejną falą ataków rozwiązania te również trzeba było odpowiednio dostosowywać.
Doświadczenia kilku lat pokazały jednak ograniczenia takiego podejścia. System energetyczny składa się z tysięcy obiektów i dziesiątek tysięcy kilometrów sieci. Fizyczna ochrona wszystkich przed rakietami, dronami, sabotażem i innymi zagrożeniami jest niemożliwa. Ponadto przeciwnik zmienia taktykę i może koncentrować znaczną liczbę środków rażenia na jednym obiekcie.
Dlatego fizyczna ochrona stopniowo stała się tylko jednym z elementów znacznie szerszego systemu. Przede wszystkim należy rozumieć, które obiekty są rzeczywiście kluczowe dla funkcjonowania systemu energetycznego i jakie konsekwencje będzie miała ich utrata. To właśnie tam inwestycje w ochronę inżynieryjną przynoszą największy efekt. W przypadku pozostałych elementów nie mniejsze znaczenie mają rezerwowe schematy zasilania, możliwość przełączania obciążenia, zapasy urządzeń oraz szybkość napraw.
Ukraina nadal inwestuje w fizyczną ochronę, nawet w warunkach wojny. W 2026 roku wymagania dotyczące takiej ochrony są już uwzględniane również w projektach nowych elastycznych źródeł wytwórczych. Pokazuje to, jak bardzo zmieniły się warunki, w jakich powstaje nowa infrastruktura energetyczna:
ryzyko celowego ataku jest obecnie uwzględniane już na etapie projektowania, a nie dopiero po uruchomieniu obiektu.
Jednocześnie kilka lat ataków doprowadziło do wykształcenia jeszcze jednego praktycznego podejścia – należy zakładać, że część zabezpieczeń mimo wszystko zostanie przełamana. Dlatego obok betonowych konstrukcji ochronnych potrzebne są rezerwowe transformatory, mobilne urządzenia, awaryjne zapasy oraz ekipy zdolne do szybkiego przywrócenia uszkodzonego węzła do pracy.
Warto zauważyć, że tymi doświadczeniami interesują się już operatorzy innych europejskich systemów energetycznych. W lipcu 2026 roku specjaliści litewskiego operatora Litgrid specjalnie analizowali ukraińskie podejście do ochrony krytycznej infrastruktury energetycznej.
Doświadczenia zdobywane przez Ukrainę bezpośrednio podczas ataków stopniowo stają się częścią europejskiej debaty o tym, jak powinno wyglądać bezpieczeństwo energetyczne w warunkach znacznie wyższego poziomu zagrożeń wojskowych i hybrydowych.
Długotrwała przerwa w dostawie prądu bardzo szybko wykracza poza obszar energetyki. Od energii elektrycznej zależą pompy wodociągowe, kotłownie i węzły cieplne, sieć komórkowa, szpitale, systemy zarządzania transportem, windy oraz dziesiątki innych usług, które w mieście na co dzień postrzegamy jako niezależne od siebie.
Ukraińskie miasta zetknęły się z tym już podczas pierwszych dużych blackoutów. Uszkodzenia infrastruktury energetycznej oznaczały konieczność jednoczesnego podtrzymania dostaw wody, ogrzewania i sieci komórkowej oraz funkcjonowania instytucji krytycznych. Dlatego rezerwowe generatory zaczęły pojawiać się nie tylko w obiektach energetycznych, lecz także w szpitalach, przedsiębiorstwach wodociągowych, kotłowniach, szkołach i innych instytucjach.
Z czasem do generatorów dieslowskich zaczęto dodawać instalacje fotowoltaiczne, systemy magazynowania energii oraz lokalną kogenerację.
W ciągu kilku lat ta reakcja stopniowo przekształciła się w bardziej systemowe podejście. W trakcie przygotowań do zimy 2026–2027 ukraińskie regiony opracowują już kompleksowe plany odporności systemów zapewniających podstawowe usługi. Obejmują one jednocześnie ochronę infrastruktury krytycznej, generację rozproszoną, rezerwowe zasilanie oraz decentralizację systemów ciepłowniczych. Osobno określa się obiekty, które muszą dysponować autonomicznym zasilaniem nawet w przypadku długotrwałych przerw w dostawach energii.
Podobna logika jest stosowana już nawet na poziomie pojedynczych budynków mieszkalnych. Uruchomiony w 2026 roku państwowy program „SwitłoDim” finansuje autonomiczne źródła energii elektrycznej dla budynków wielorodzinnych, tak aby podczas długotrwałych przerw w dostawach mogły działać wodociągi, sieć komórkowa, windy, oświetlenie i systemy ogrzewania. W ciągu pierwszych czterech miesięcy programu dofinansowanie otrzymało ponad dwa tysiące budynków.
W ten sposób po kilku zimach pod ostrzałem granica między odpornością energetyczną a odpornością miejską w Ukrainie praktycznie zniknęła. Nie ma już sensu planowanie rezerwowego zasilania w oderwaniu od dostaw wody, ogrzewania, opieki medycznej czy sieci komórkowej: awaria w jednym sektorze bardzo szybko powoduje problemy w innym.
Dlatego coraz większą uwagę poświęca się nie autonomii pojedynczej infrastruktury, lecz zdolności społeczności do dalszego zapewniania mieszkańcom podstawowych usług podczas długotrwałego kryzysu.
Ukraina zapłaciła już niezwykle wysoką cenę za zrozumienie, jak współczesny system energetyczny zachowuje się pod długotrwałą, celową presją. Doświadczenia te pokazują, że odporności nie można zbudować na podstawie jednego rozwiązania. Jest ona efektem połączenia ochrony, redundancji, generacji rozproszonej, silnych sieci, połączeń transgranicznych, zapasów urządzeń oraz zdolności do szybkiej naprawy uszkodzeń.
Dla państw europejskich najważniejszą lekcją płynącą z doświadczeń Ukrainy jest uwzględnianie takich zagrożeń, jeszcze zanim przerodzą się one w kryzys. Systemy energetyczne przyszłości powinny być projektowane z założeniem, że poszczególne ich elementy mogą zostać utracone w wyniku ataku militarnego, sabotażu lub cyberataku.
Tłumaczenie Solomiia Harbich
ekspert w dziedzinie energetyki, infrastruktury krytycznej i odbudowy, dyrektor generalny B PRO CONSULT, LLC
ekspert w dziedzinie energetyki, infrastruktury krytycznej i odbudowy, dyrektor generalny B PRO CONSULT, LLC
Komentarze