0:00
22 sierpnia 2021

"Ofiarą ataku w sieci może być dziś każdy, kto staje się niebezpieczny dla władzy" [Na celowniku]

"Poziom zorganizowania hejtu jest tak wysoki, że muszą za tym stać stratedzy" - Hanna Waśko, właścicielka agencji PR, o nagonce na liderów i liderki ruchów społecznych. Jak można zaatakowanym pomóc? "Dając im poczucie, że nie są bezradni, że nie są w tym sami i minimalizując szkody"

Wydrukuj

"Ofiarą mocnego ataku może stać się dziś każdy, kto staje się niebezpieczny dla władzy – czyli każdy, kto otwarcie ją krytykuje i staje się na tyle rozpoznawalny, że może gromadzić wokół siebie innych ludzi. Ataki mogą być inicjowane przez państwo, np. za pośrednictwem mediów publicznych.

Widać, że biorą w nich udział także organizacje o poglądach zbieżnych z rządem, doskonale zorganizowane, zatrudniające dziesiątki ludzi, dysponujące dużymi pieniędzmi. Armie internetowych hejterów i trolli, bojówkarze. Poziom zorganizowania tego hejtu jest tak wysoki, że bez wątpienia muszą za tym stać stratedzy" - mówi Hanna Waśko, właścicielka agencji PR, społeczniczka, która pomaga atakowanym sędziom, lekarzom, nauczycielom i liderom organizacji pozarządowych.

Rozmowa w serii "Na celowniku" o "SLAPPach po polsku" - czyli systematycznych prześladowaniach aktywistów, nie tylko przy pomocy działań policyjnych i prokuratorskich. Wcześniej publikowaliśmy rozmowy z Elżbietą Podleśną, Bartem Staszewskim, Laurą Kwoczałą, Katarzyną Kwiatkowską, Pawłem Grzesiowskim, Wojciechem Sadurskim, a także adwokat Sylwią Gregorczyk-Abram. Relacjonowaliśmy też trzy procesy aktywistów: w Sierpcu, Nowym Sączu i Warszawie.

„Na celowniku" to pilotażowy projekt OKO.press, Archiwum Osiatyńskiego oraz norweskiej Fundacji RAFTO, prowadzony razem z prof. Adamem Bodnarem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich w latach 2015-2021. Ma na celu naświetlenie i zdiagnozowanie zjawiska nękania osób zabierających głos w interesie publicznym w Polsce. Publikujemy rozmowy z osobami, które znalazły się "na celowniku", a także z prawniczkami, badaczami, specjalistkami do spraw komunikacji. Materiały będziemy publikować od sierpnia do grudnia 2021 roku. Przeczytajcie więcej:

Anna Wójcik, OKO.press: Od kilku lat pro bono wspiera pani atakowanych w Polsce liderów ruchów społecznych. Z czym muszą się konfrontować?

Hanna Waśko: Mamy do czynienia z sytuacją, w której zaciekła i bezpardonowa walka z przeciwnikami władzy przeniosła się poza arenę sejmową i uderza także w „opozycję społeczną”.

Obok zastraszania procesami czy utratą pracy, narzędziem staje się dziś coraz częściej brutalna walka mediowa – oczernianie, zastraszanie i próby zaszczucia przeciwników.

Ofiarą mocnego ataku może stać się dziś każdy, kto staje się niebezpieczny dla władzy – czyli każdy, kto otwarcie ją krytykuje i staje się na tyle rozpoznawalny, że może gromadzić wokół siebie innych ludzi. Ataki mogą być inicjowane przez państwo, np. za pośrednictwem mediów publicznych.

Widać natomiast, że biorą w nich udział także zewnętrzne organizacje o poglądach zbieżnych z rządem, doskonale zorganizowane, zatrudniające dziesiątki ludzi, dysponujące dużymi pieniędzmi. Armie internetowych hejterów i trolli, bojówkarze.

Poziom zorganizowania tego hejtu jest tak wysoki, że bez wątpienia muszą za tym stać stratedzy.

Nagonkę prowadzi się w publicznych i prorządowych mediach, które wskazują, w czyją stronę kierować frustrację, Kierują ją w stronę sędziów, których serial-paszkwil przedstawia jako zło świata. Lekarzy, którzy krytykują jak rząd radzi sobie z pandemią. Nauczycieli, którzy strajkują. Osoby LGBT i ich sojuszników, którzy nie zgadzają się na dyskryminację mniejszości. Społeczników, takich jak Jerzy Owsiak.

Tak otwarcie eskalowana nienawiść siłą rzeczy łamie kolejne bariery. Pojawia się przyzwolenie na coraz większą agresję słowną wśród zwykłych ludzi, na co dzień. Na końcu pojawia się przemoc.

Podzielę się przykładem z własnego doświadczenia. Byłam jakiś czas temu w podróży z grupą osób, wśród których był dość rozpoznawalny sędzia. W jednej z miejscowości po drodze ten sędzia spotkał się z miłymi gestami ze strony przechodniów. Ale już kilkadziesiąt kilometrów dalej ktoś krzyczał "wyp********", chciał go opluć. Wygrażał mu mężczyzna z małym dzieckiem na ręku. To nie było żadne publiczne wydarzenie, po prostu przechodziliśmy ulicą. W takiej sytuacji masz poczucie, że za moment może dojść do fizycznego ataku.

Wydaje mi się, że jeszcze 6-7 lat temu nie było takiego przyzwolenia na grożenie ludziom, z których poglądami czy postawą ktoś się nie zgadza. Nikt nie bałby się wtedy iść po ulicy czy jechać autobusem. Dziś to norma.

Sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Marek Safjan po okładce jednego z magazynów przyznał, że sam zaczyna się obawiać, że ktoś go uderzy na ulicy.

W pewnym momencie zaczynają się bać nawet najbardziej odporni ludzie. Osoby, które zaczynają być "na celowniku", muszą albo mieć skórę jak nosorożec, albo być niezwykle dojrzałe, doświadczone i po prostu przygotowane na taką presję, albo są "buntownikami", których atak w jakiś sposób nakręca.

W OKO.press w cyklu "Na celowniku" pokazujemy też młode osoby, które dopiero zaczynają się wypowiadać w sprawach publicznych, protestować.

Machina zastraszania, wymierzona przeciwko liderom, ma na celu przestraszenie i zniechęcenie także tych nowych osób w przestrzeni publicznej, świeżych twarzy, w tym młodych. Hejt i używanie środków prawnych wobec osób zaangażowanych ma prowadzić do zastraszenia konkretnej osoby i jej otoczenia, ale ma też wywoływać efekt mrożący, promieniować szerzej.

Absurd polega na tym, że dziś atakowani są przedstawiciele grup zawodowych, w których rękach leży sprawność tego państwa: sędziowie, niezależni prokuratorzy, przedstawiciele zawodów medycznych, nauczyciele. Rząd sam osłabia fundamenty instytucji – to raz.

A dwa, nie są to przecież osoby z listy najbogatszych Polaków, ale pracujący w budżetówce. Nie ci, których stać na wynajęcie zespołu prawników i spędzanie przykrego czasu nagonki poza Polską, tylko osoby, które pracują dla państwa, czyli dla nas wszystkich. Stają nagle same naprzeciw aparatu władzy, który w machinę represji może zaprząc setki urzędników i dowolne środki.

Strajk nauczycieli był jednym z największych sukcesów zrywu społecznego ostatnich lat. Jego liderzy i uczestnicy wykazali się niezwykłą odwagą i determinacją, protestowali, choć nie dostawali wypłat. Podobnie protestujące pielęgniarki. Sędziów za krytykę władzy zawiesza się w orzekaniu, obniża wynagrodzenie. To są dzisiejsi bohaterowie.

Czy istnieje schemat ataku na liderów i liderki ruchów społecznych?

Oczywiście. Choć zmienił się w ciągu kilku lat. Na początku atakowano kilkanaście osób, najbardziej rozpoznawalnych liderów. Emblematyczny był hejt na sędziów i ujawniona w 2019 roku afera hejterska. Na sędziów krytykujących politykę rządu w zakresie sądownictwa szukano lub wręcz próbowano fabrykować haki, kontrowersje w życiu prywatnym i zawodowym. Chodziło o psychiczne rozbicie liderów i ich otoczenia przez zaatakowanie ich domów, rodzin.

Z biegiem czasu jednak tych środowisk jest coraz więcej. Do kolejnych kilkudziesięciu, kilkuset, kilku tysięcy sędziów, lekarzy, nauczycieli czy organizacji społecznych, dołączają byli funkcjonariusze, obnażający błędy w armii czy policji, znani artyści, ekolodzy. Środowiska wzmacniają się, komunikują ze sobą nawzajem.

Nagle nie wystarczy centralnie sterować zastraszaniem piętnastu osób, bo w całej Polsce odrastają kolejne setki, jak głowy hydry. Zaczyna się więc uderzenie masowe - może dotknąć właściwie w każdego, czyj głos zaczyna się liczyć w mediach.

Monitorując media społecznościowe i zasięgi widzimy, jak "rosną" nowi liderzy i liderki. Jeśli ktoś przez parę dni jest twarzą jedynek portali i wieczornych newsów, widać, że jest odważny i wyrazisty, że media go cytują, a wzrost się utrzymuje, wiemy, że może spodziewać się ataku.

Dlaczego w nich uderzać? Czy dlatego, że niektórzy z nich wejdą do polityki?

Niekoniecznie. Ale mogą na przykład wskazać, na kogo głosować czy też raczej nie głosować. To nowi depozytariusze zaufania społecznego. Są zupełnie nową siłą. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy opozycja nie spełnia oczekiwań, zachowując się czasem bardziej jak związek zawodowy ochrony własnych posad, niszczący nawet młodych liderów politycznych we własnych szeregach.

Niepolityczna liderka, przedstawiciel grupy zawodowej, który cieszy się zaufaniem, jak lekarze, czy nauczyciele, który zareaguje w jakiejś mocno medialnej sytuacji konfliktowej, zaczyna mieć coraz większe zasięgi w mediach społecznościowych. Krytykuje kluczowe polityki rządu. Ludzie chcą go słuchać, bo widzą w nim swojego reprezentanta. W wyobraźni społecznej łatwo ją zestawić z mniej lub bardziej skompromitowanym politykiem na zasadzie bohater-antybohater.

Dlatego dla władzy groźniejszy od Borysa Budki może być Sławomir Broniarz, kierujący Związkiem Nauczycielstwa Polskiego. Bo nauczyciele i nauczycielki to nie "gadające głowy", opatrzeni politycy, do których ludzie nie mają zazwyczaj zaufania. Do tego nauczyciele zrzeszeni w ZNP i ich rodziny to kilkaset tysięcy osób. Potężna grupa wyborców.

Jakie są etapy nagonki w sieci?

Powtarzalne. Kiedy jakiś lider urośnie na tyle, by pojawić się „na radarze”, zaczyna się od szukania na niego haków lub prób wpuszczania w media prawdziwych lub zmyślonych informacji, które mogą stawiać go w złym świetle.

Zaczyna się od małych strzałów: wpisach na forach, grupach na Facebooku. Pojawiają się tam memy, historie. Potem zaczynają się pojawiać komentarze na Twitterze, część z kont prawdziwych ludzi, część - trolli. Trwa sondowanie – czy jakiś „hak” zacznie sam organicznie rosnąć w mediach, czy zgłoszą się jacyś chętni do donosów, czy „się klika”, czy też zostanie obśmiany.

W kolejnym etapie do gry wchodzą publicyści. Pojawia się materiał na "niezależnym" portalu. Czasami okładka tygodnika. Później materiał w mediach publicznych. Wtedy należy bacznie obserwować wypowiedzi polityków partii rządzącej. Jeśli mówią przekazem dnia i zaczynają wprowadzać daną osobę w swoich wypowiedziach, pewnie pojawi się materiał w "Wiadomościach". I tak dalej.

Osoba na celowniku prorządowych mediów mierzy się z tym, że jej życie osobiste i kariera zawodowa są dokładnie prześwietlane. Pojawiają się oskarżenia, na przykład o przyjmowanie łapówek, defraudacje. Wyciąga się historie z życia rodzinnego, a jeśli nie ma do czego się przyczepić – pojawiają się insynuacje. To wszystko wpływa na otoczenie, rodzinę tej osoby.

Nagle ktoś znajduje się kilka razy w ciągu tygodnia w "Wiadomościach", jako wróg publiczny numer jeden. Jego mama i tata są przerażeni. Dzwonią sąsiadki. A jeszcze gorsze są ataki na dzieci, czego niesławnym przykładem jest atak na syna Adama Bodnara.

Bycie "na celowniku" telewizji publicznej może, choć nie musi, boleć dużo bardziej niż wpisy w mediach społecznościowych. Z jednej strony – wiarygodność jest niska. Z drugiej - przekaz dociera do wielu osób w całej Polsce, do mniejszych miast, nierzadko bardzo wiekowych rodziców, pracodawcy, współpracowników, krewnych, sąsiadów, rodziców dzieci, z którym dziecko atakowanej osoby chodzi do szkoły. To obciąża psychicznie.

Zwłaszcza, kiedy uderza w ludzi, którzy nie żyli w cynicznym świecie polityki, tylko wierzyli w prawo, w to, że media informują, a nie manipulują.

A inne formy nękania?

Jeśli już jesteś na celowniku, machina została raz wprowadzona w ruch, to nawet jeśli przez moment nie eskaluje, i tak czekasz i martwisz się, kiedy wybuchnie.

Kłamstwa, które ktoś rozpowszechnia na forach, zaczynają żyć własnym życiem. Rodzina jest wystraszona. Sfrustrowani internauci mieszają cię z błotem, a język jest dużo bardziej nienawistny i obrazowy niż kilka lat temu.

Apelujemy często – my, czyli ludzie dający pro bono obsługę prasową ofiarom takich ataków – do dziennikarzy i redaktorów mediów, żeby nie powielali bezmyślnie informacji podawanych w mediach społecznościowych, tylko weryfikowali u źródła. Bywa, że sami, choć mają dobre intencje, powielają fake newsy i zwiększają siłę ataku.

Oprócz hejtu są groźby karalne, wysyłanie zdjęć bliskich, w tym dzieci – spotkałam się z przypadkami, kiedy liderzy dostawali linki czy screeny z forów narodowców, gdzie pojawiały się zdjęcia spod przedszkola ich dzieci.

U atakowanych i w ich najbliższym otoczeniu pojawiają się obawy o bycie na podsłuchu, śledzenie, instalowanie kamer przed domem czy miejscem pracy. Lekarzom broniącym prawa do aborcji czy in vitro, uprzykrza się życie, wysyłając pod szpitale lub domy wozy prorządowych mediów czy furgonetki antyaborcyjne.

To taka wojna na wymęczenie.

Wyczerpuje też poziom słownej agresji, do którego przyzwyczajeni są politycy, ale nie liderzy społeczni. Posłowie są przyzwyczajeni, że ktoś ich zwyzywa na sali plenarnej. A taki atak może rozchwiać osobę, która do tego nie nawykła. Frustrują niewyobrażalne działania władzy, zachwianie całym porządkiem. Na przykład kiedy władza nie drukuje wyroków TK, ignoruje orzeczenia sądów.

W niszczeniu przeciwnika idzie się już dzisiaj tak daleko, że atakuje się dzieci i najbliższych. Według mnie to zerwanie pewnej umowy społecznej, paktu o nieagresji. Żadna ze stron sporu politycznego nie powinna się zniżać do tak okrutnych działań. Oczywiście, kiedy dzieci osób publicznych same, świadomie, jako dorosłe osoby wchodzą do życia publicznego, albo dają się w nie wplątać, sytuacja się zmienia. Z własnej woli nie są już anonimowe.

Ani jedna, ani druga strona sporu nie powinna natomiast nigdy, przenigdy przekraczać tej granicy – małoletnie dzieci, tak polityków, jak i społecznych oponentów, powinny być nietykalne, tak zresztą też jak starsi, przerażeni często tą eskalacją rodzice.

Jak można pomóc osobom wziętym "na celownik"?

Na trzy sposoby: dając im poczucie, że nie są bezradni, że nie są w tym sami i minimalizując szkody. Można działać prewencyjnie. Monitorować media społecznościowe, żeby zorientować się, że może nastąpić atak. W porę „wyłapać”, przygotować i uspokoić atakowaną osobę i jej otoczenie.

W takiej sytuacji szybko trzeba zadbać o prywatność w sieci, poukrywać adresy, prywatne zdjęcia, profile dzieci i najbliższych. Przestrzec bliskich, żeby nie udzielali bez refleksji komentarzy dzwoniącym dziennikarzom lub osobom podającym się za dziennikarzy.

Po drugie, kluczowe, żeby taka osoba wiedziała, że może liczyć na wsparcie prawnika, a czasem też specjalisty od komunikacji. Żeby nie sparaliżował jej pozew czy telefon z prośbą o wywiad. Dziesiątki razy widziałam, jakie poczucie bezpieczeństwa może osobie represjonowanej dać mądry adwokat. Z ochroną przed nagonką medialną działa to podobnie - uważam, że jeśli mam możliwość, moim obowiązkiem jest wsparcie atakowanych osób, żeby rzeczywiście nie szły same. Czy to na konferencję prasową, czy na rozprawę do sądu.

Istotne, żeby za każdą atakowaną osobą murem stanęli inni, w tym eksperci, prawnicy, specjaliści od komunikacji, ludzie z kontaktami w mediach, szanowani w swoich środowiskach zawodowych. Jako przeciwwaga dla tych, którzy atakują.

To jest ta pomoc, którą mogą dać dziś wolne zawody i topowi specjaliści – nie dziesiąty post na Facebooku, ale wsparcie swoją wiedzą konkretnej represjonowanej osoby na pierwszej linii frontu.

Jak pracuje pani z atakowanymi osobami?

Zaczynamy od pokazania schematu. Na przykładzie osób, które mają to już za sobą. Mówię, zobacz, temu zrobili to, a tej to – to zawsze działa podobnie, możesz się tak i tak zabezpieczyć, ale też spodziewać się kilku scenariuszy. Po drugie, zawsze staram się odseparować ich i rodziny od najgorszej fali.

Kiedy Twitter jest już jest rozpalony do czerwoności, mówimy „nie wyszukuj swojego nazwiska w sieci, nie czytaj, co o Tobie piszą. Nam zostaw przeglądanie sieci, forów, "niezależnych" portali, publicystyki, czytanie komentarzy. Czasem będę dzwonić, żeby dopytać, czy oskarżenia lub podawane tam informacje są zgodne z prawdą. Zachowaj spokój. Nie wchodź w spory w sieci”.

Zawsze od razu – i to jest moja rada dla wszystkich osób wkraczających w sferę publiczną – radzę maksymalne ograniczenie w sieci widoczności informacji prywatnych, zdjęć dzieci, domu. W otwartym dostępie w social mediach nie powinno się znaleźć nic, czego zobaczenie w paszkwilu może cię dotknąć – złota zasada.

A wsparcie psychiczne?

Ważne jest sieciowanie, udzielanie międzygrupowego wsparcia. Żeby do atakowanej osoby zadzwonił ktoś, kto już przeżył podobny hejt. Powiedział: "Jesteś odważna, to, co robisz, jest ważne, przeżyjesz tę nawałnicę tak jak ja".

Osoby, które zawodowo zajmują się strategią i przywództwem, też mogą dawać atakowanym liderom konkretne wsparcie. To truizm, ale liderzy naprawdę zazwyczaj są "samotni na szczycie". Dużo pracują, muszą trzymać w garści siebie, ruch lub organizację, nie zawieść ludzi, nie dać się atakom, zadbać o siebie i o najbliższych. Klucz w tym, żeby sami się nie przewrócili.

Wsparcie polega też na daniu im przestrzeni do wygadania się, porozmawianiu o strategii działania. Trzeba zadbać żeby nie przeciążali się psychicznie, przypomnieć, że muszą znaleźć czas na odpoczynek, ale też na kreatywne myślenie.

Bo to oni mają iść do przodu, nadawać kierunek i rytm. Nie mogą być tylko w defensywie. Mają dawać ludziom nadzieję, tworzyć przestrzenie, w których można działać, organizować demonstracje, pokazywać projekty zmian w prawie.

Czyli wykonywać zadania za polityków.

Dziś w Polsce politycy są wypaleni albo rozleniwieni – poza paroma wyjątkami ciężko pracujących posłów czy samorządowców, siedzą niestety na Twitterze i Instagramie, zbierają lajki za zdjęcia z morsowania i puste deklaracje „nie ma naszej zgody”.

Ruchy społeczne mogą mieć ciekawszą ofertę dla ludzi niż partie polityczne – bo dają powiew świeżości i nadzieję. Czuje się, że im naprawdę zależy.

Politycy nie wykorzystują też tego zasobu wiedzy i pomysłów, który wytwarza się w ruchach i organizacjach społecznych.

Nie wiem, czy dla społeczników byłoby dobre, żeby przypiął się do nich bagaż opozycji politycznej.

Ale to i tak się dzieje!

Robią to prorządowe publiczne i prywatne media, żeby utrwalić system polaryzacji w Polsce, który jest bardzo wygodny dla rządzących. Mamy dwa światy, dwa obiegi medialne. W obiegu medialnym kontrolowanym przez PiS jest porządek: Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej. Nowy, oddolny lider czy liderka może powiedzieć coś, co zaburzy ten podział, dlatego prorządowa propaganda natychmiast mówi, że ta osoba jest od Tuska, jest z nim zblatowana, sterowana.

Jaka kolejna grupa po sędziach, lekarzach, nauczycielkach, będzie atakowana?

Znowu i na większą skalę niż wcześniej - samorządowcy. Bo to oni są dziś groźni dla rządu – są lubiani, mniej zgrani niż opozycja w parlamencie. Obawiam się, żeby w tym ataku nie zgubiła ich pycha. Martwi koncentracja wielu z nich na budowaniu wizerunku, na lajkach w mediach społecznościowych, które dają im szybkie, ale fałszywe poczucie sukcesu.

Liderów społecznych pycha tak nie gubi, bo oni nie mają władzy, nie przecinają czerwonych wstęg. Ciągła walka utrzymuje ich w formie, nie są zepsuci, rozmawiają z ludźmi, budują struktury, działają.

Czy ludzie i środowiska, które w ostatnich wzięto na celownik, mogą wyjść z tego wzmocnieni?

Absolutnie tak. Już dziś, po tych kilku latach, w tych ludziach tkwi ogromna siła.

Zmiana, która w obliczu ataku odbyła się w kilku grupach, zwłaszcza wśród sędziów, adwokatów, lekarzy i nauczycieli, jest bezcenna. Po pierwsze, te środowiska odrobiły lekcję, której nie odrobili niestety politycy – lekcję pokory. Oni wiedzą, że przyszłość leży w słuchaniu ludzi, w dialogu, w budowaniu mostów. To oni, społecznicy, będą mieli potencjał, żeby budować coś razem na przyszłość w państwie, gdzie politycy zostawiają zgliszcza.

Po drugie: z każdym dniem środowiska społeczne działają coraz bardziej profesjonalnie. Potrafią zarządzać wielotysięcznymi strukturami, wyprowadzać ludzi na ulice, ale też pisać ustawy, budować dialog z liderami opinii zagranicą, prowadzić silne media społecznościowe, gromadzić fundusze.

Za każdym liderem stoi dziś zespół ludzi, którzy pójdą za nim w ogień, także prawników, strategów, tłumaczy, fundraiserów. To nie masa, którą można przesuwać z miejsca na miejsce, ale dobrze zarządzane „państwo podziemne”.

Po trzecie, te środowiska zaczęły ze sobą współpracować, wymieniać się doświadczeniami. Oczywiście, czymś naturalnym są podziały w tych grupach, nie są one monolitem. Gdzie jest dwóch Polaków, tam są trzy stronnictwa. Dlatego tak cenna jest współpraca i solidarność między rucham i organizacjami społecznymi oraz i ich liderami. To, skarb, że w momencie ataku, nie są zdani tylko na siebie, ale działają na zasadzie "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego".

To, co dzieje się dziś w Polsce, to łamanie praworządności i dzielenie ludzi, jest straszne. Ale ten czas kiedyś minie.

A korzystne dla demokracji w Polsce jest to, że wykształcili się nowi społeczni liderzy.

Nie „zawodowi politycy”, osoby, które od początku działalności publicznej są nasączeni władzą i od 15 lat popijają cappuccino w Sejmie. Tylko liderzy zaprawieni w boju, którzy niosą wielką odpowiedzialność, są atakowani, a i tak stają w obronie innych, choć nie mają z tego specjalnych benefitów, może zapisanie się w kartach historii.

Największą nadzieję na przełom widzę właśnie w motywacji – obóz władzy musi dziś budować lojalność i posłuch na pieniądzach, nienawiści do innych i na strachu przed wyłamaniem się.

A tych ludzi, którzy bronią dziś demokracji, nakręca coś innego – autentyczna wiara, że tak trzeba, odwaga i solidarność. To jest znacznie lepsze paliwo na ten długi marsz.

W cyklu "Na celowniku" publikujemy serię rozmów z aktywistami, prawnikami i naukowcami zajmującymi się zjawiskiem SLAPP. Zbieramy też informacje o SLAPPach. Możesz do nas dołączyć.

  • Jeśli grożą Ci konsekwencje prawne z powodu Twojej aktywności publicznej, daj nam znać.
  • Jeśli jesteś pełnomocnikiem prawnym osoby szykanowanej z powodu aktywności publicznej, skontaktuj się z nami.
  • Jeśli jesteś członkiem rodziny, przyjacielem, znajomym osoby nękanej przez władze i widzisz rzeczy, które Cię niepokoją – odezwij się.

Razem możemy nie tylko opisać to, co się dzieje, ale znaleźć sposoby niesienia pomocy.

* Projekt "Eye on SLAPPs in Poland" / Na celowniku jest prowadzony do grudnia 2021 roku dzięki wsparciu Fundacji Rafto na rzecz Praw Człowieka z siedzibą w Bergen w Norwegii. Fundacja została założona w 1986 roku w pamięci Thorolfa Rafto.

Prof. Thorolf Rafto (1922-1986) był ekonomistą i działaczem na rzecz praw człowieka. W sprawy Europy Środkowej zaangażował się z powodu Praskiej Wiosny 1968. Wielokrotnie podróżował do Polski, Czech Węgier i Rosji, był świadkiem prześladowań i nadużyć. W 1979 roku w Czechosłowacji ciężko pobili go funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych, co przyspieszyło jego śmierć.

Nad projektem "Na celowniku" czuwa rada ekspercka pod przewodnictwem prof. Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich VII kadencji. W jej skład wchodzą: mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, mec. Radosław Baszuk, prof. Jędrzej Skrzypczak.

Projekt koordynuje Anna Wójcik, Agnieszka Jędrzejczyk i Piotr Pacewicz

Udostępnij:

Anna Wójcik

Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych. Badaczka w Polskiej Akademii Nauk, Rethink.CEE fellow think tanku The German Marshall Fund oraz Re:Constitution Fellow.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne