0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.plFot. Agnieszka Sadow...

16 sierpnia 2023 roku w okolicach przygranicznej wsi Długi Bród niedaleko Hajnówki Mariusz Kurnyta zwany Człowiekiem Lasu – aktywista z Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego (POPH) – wraz z dwójką wolontariuszy sprzątał las. Około 15:40 aktywiści natknęli się na mężczyznę — Somalijczyka. Migrant nie był w stanie chodzić, wstać ani nawet usiąść. Tracił momentami kontakt z rzeczywistością, majaczył. Miał problemy z oddychaniem. Mimo upału miał dreszcze i gorączkę 38 stopni.

„Był odwodniony. Mówił, że pił tylko wodę z bagien. Po pierwszym łyku wody zwymiotował, po każdym kolejnym też”– opisuje Mariusz.

Na filmie Kurnyty widać, jak Somalijczyk wymiotuje, jęczy, łapiąc się za brzuch. Widać wyraźnie, że jest mocno wycieńczony.

„W najgorszych snach bym nie przypuszczał, że wywalą go do lasu w takim stanie”

Aktywiści tylko w ostateczności wzywają karetkę do migrantów znalezionych w lesie, bo przyjeżdża też policja i Straż Graniczna. Migrantom grozi push-back. „Ale jego stan był tak zły, że od razu powiedziałem wolontariuszom, by szli złapać zasięg i wzywali karetkę” – relacjonuje Człowiek Lasu. Policjanci – najpierw czterech, potem kilkunastu — pojawili się szybko. Później na miejsce dotarli też ratownicy i funkcjonariusze Straży Granicznej.

Aktywiści chwalą policjantów — to zamiejscowi, z oddziału prewencji w Łodzi. Jeden próbował poić odwodnionego migranta. Potem wzięli go na pałatkę i nieśli w kilku przez las. „Chłopak miał nadal problemy z łapaniem oddechu, spazmy, tracił kontakt z rzeczywistością. Był skrajnie odwodniony” – dodaje Kasia, wolontariuszka, która brała udział w akcji. Drugi z wolontariuszy – Dawid: „Był tak słaby, że wypadał mu na bok język, a nogi wyjeżdżały z pałatki”. Mariusz podtrzymywał Somalijczykowi głowę.

Ratownicy zbadali migranta i stwierdzili, że parametry ma... dobre. „Mówię im, że skarżył się na ból brzucha. Ratownik zaczął więc go uciskać. Somalijczyk prężył się, wił i krzyczał z bólu”.

Kurnyta zapytał ratowników, czy migrant trafi do szpitala. „Stwierdzili, że czekają na potwierdzenie czy i do jakiego szpitala go zabrać” – relacjonuje. To była zasłona dymna, by aktywiści nie sprawiali problemów przy push-backu. Bo Mirosław Rybałtowski, zastępca dyr. ds. medycznych w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, potwierdził nam potem, że decyzje o tym, czy zabrać chorego do szpitala, podjął na miejscu kierownik zespołu ratowniczego.

Gdy Somalijczyka zabrały służby, aktywiści myśleli, że jedzie do placówki medycznej. Zuzanna Nazaruk, dziennikarka niezależna, usłyszała jednak od kierownika zmiany w placówce Straży Granicznej w Dubiczach Cerkiewnych: „Lekarz uznał, że człowiek jest w dobrym stanie i został cofnięty do linii granicy”.

O 17:45 Mariusz na FB pisał o push-backu migranta. Dawid, pierwszy raz na akcjach w przygranicznych lasach, był zszokowany tym, co zrobiła Straż Graniczna: „Gdy go przenosili do pojazdu policji, to w najgorszych snach bym nie przypuszczał, że wywalą go do lasu w takim stanie”.

Mariusz Kurnyta złożył na komendzie w Hajnówce zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez załogę karetki, która twierdziła, że Somalijczyk był zdrów, jak i przez strażników granicznych.

Przeczytaj także:

„To są białoruskie techniki propagandy”

Następnego dnia rano Straż Graniczna opublikowała tweeta ze screenem z filmu Człowieka Lasu przedstawiającym Somalijczyka w kiepskim stanie i zdjęcie, na którym ten sam siedzi oparty o pakę auta z kciukiem do góry i grymasem na twarzy, który przypomina uśmiech. „Diagnoza zespołu ratownictwa medycznego – stan zdrowia dobry, brak wskazań do hospitalizacji” – czytamy. SG twierdzi, że zdjęcia dzieli „kilkanaście minut”. To nie może być prawda, bo pomiędzy filmem, z którego zrobiono screen, a momentem, w którym przejęła migranta SG, minęło znacznie więcej czasu. Poprosiliśmy Straż Graniczną o zdjęcie z metadanymi, by sprawdzić, kiedy zostało zrobione. Nie dostaliśmy.

SG sugeruje, że Somalijczyk udawał przed aktywistami zły stan, zaś ożył przy strażnikach granicznych. To byłoby nadzwyczaj nielogiczne zachowanie – aktywiści wzywają służby tylko do osób w ciężkim stanie i robią to w ostateczności, bo grozi to push-backiem. Z kolei SG wyrzuca na Białoruś przygniatającą większość złapanych, więc nagła poprawa zdrowia w ich obecności to wyrok dla migranta. Czemu więc Somalijczyk miałby nagle ozdrowieć przy strażnikach? Zapytaliśmy o to rzeczniczkę podlaskiego SG. Brak odpowiedzi.

Tweet SG miał ponad ćwierć miliona odsłon. Powielało go większość rządowych i prorządowych mediów (np. Polsat News), czyniąc z aktywistów „naiwniaków”, a ze Straży Granicznej – służbę, która „obnaża kłamstwa aktywistów”.

Człowiek Lasu: „Zdjęcie musieli mu zrobić przed push-backiem. Nie wiem, czym go naszprycowali, że siedział, ale skoro był niby w dobrym stanie, to dlaczego nie pokazali, że może stać czy chodzić?”.

Dawid: „To manipulacja Straży Granicznej”.

Kamil Syller, prawnik, aktywista pomagający migrantom na granicy: „Stawiam tezę, że ten młody cudzoziemiec został przez polskich mundurowych zmuszony do zapozowania z uśmiechem i gestem OK!. Wielokrotnie widziałem, jak zachowują się cudzoziemcy przekraczający granicę polsko-białoruską przed i w trakcie kontaktu z polskimi mundurowymi. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego strachu u ludzi. Z łatwością dostrzegam ten strach na zdjęciu”.

Piotr Czaban, dziennikarz „Czaban robi raban” i aktywista POPH: „To upokarzające zdjęcie na pace auta, które wiozło go na Białoruś, ma być dowodem na to, że był zdrowy? To są białoruskie techniki propagandy”.

Trudno uwierzyć, że skrajnie odwodniony Somalijczyk, po przejęciu przez pograniczników, w drodze za druty uśmiecha się i prosi ich, by zrobili mu zdjęcie z kciukiem w górę. Ta fotografia musiała być więc ustawką pograniczników do celów propagandowych.

„Nie ma znaczenia, czy umiera, czy nie umiera. Jest to osoba nielegalnie przebywająca w Polsce, tak?”

Mirosław Rybałtowski, zastępca dyr. ds. medycznych w WSPR przyznaje, że już badał sprawę interwencji ratowników z 16 sierpnia. „Według relacji zespołu, ten człowiek – mamy go jako NN – był w dobrym stanie”. Mówi, że zespół ratowniczy twierdził, iż Somalijczyk o własnych siłach przeszedł z jednego auta do drugiego.

Aktywiści nie mogą w to uwierzyć. Mariusz: „To nieprawda. Ratownicy z policjantami wzięli go i wsadzili do policyjnego samochodu. On nie był w stanie chodzić”.

Dawid: „Jak go zostawiałem, nie był w stanie się poruszać”.

Przesyłamy Rybałtowskiemu film z Somalijczykiem. Krótko po obejrzeniu tej dr n. med. medycyny ratunkowej pisze: „Ewidentnie (migrant – red.) nie jest zupełnie zdrowy. (…) Bez badania pacjenta nie jestem w stanie powiedzieć panu, jaka byłaby moja decyzja w tym przypadku”.

Film z wymiotującym i cierpiącym Somalijczykiem wysłaliśmy też rzecznik Zdanowicz z pytaniem, czy jej zdaniem mężczyzna udaje. Odpowiedzi brak.

Paulina Bownik, lekarka, która przez półtora roku ratowała migrantom zdrowie i życie w lasach przygranicznych, zna sprawę Somalijczyka. „Człowiek mocno odwodniony ma odruch wymiotny i bez wątpienia to nadaje się do hospitalizacji. Bo u takiego człowieka może wystąpić kwasica. Trzeba zrobić podstawowe badania np. elektrolitów” – podkreśla.

Rybałtowski podaje, że w 2023 roku pogotowie podlaskie wyjeżdżało do migrantów w lasach przygranicznych 77 razy, z czego w 70 proc. przypadków pacjenci trafili do szpitali. Czyli odmawiano hospitalizacji tylko w co trzecim przypadku. „Jeżeli są wskazania do hospitalizacji, to nikt nie zwraca uwagi na to, skąd pochodzi pacjent” – przekonuje Rybałtowski.

Z doświadczeń aktywistów wynika co innego.

Piotr Czaban mówi o analogicznej sytuacji z 17 czerwca 2023 roku. Z Człowiekiem Lasu odnaleźli wówczas Syryjczyka, który 9 dni dogorywał na bagnach. Nie mógł chodzić, był w fatalnym stanie, ze stóp odchodziły mu całe płaty skóry. Wezwali pogotowie na parking leśny w Kosym Moście. Ratownicy najpierw nie chcieli iść do chorego ok. 5 km przez las, ani przekazać Czabanowi leków, które mógłby podać choremu. Gdy po czterech godzinach aktywiści i strażacy przenieśli Syryjczyka przez bagna, kierowca karetki powiedział im, że to „zdrowy człowiek”, którego on nie będzie wiózł do szpitala.

„Wściekłem się. Nie odpuściłem, aż szef ekipy ratunkowej ustąpił – zabrali go do szpitala w Hajnówce. Tam okazało się, że Syryjczyk był skrajnie odwodniony i – jak stwierdził lekarz – tej nocy by już przeżył. Odnaleźliśmy go w ostatnim momencie” – wspomina Czaban. Chory miał też zerwane ścięgna i uraz rzepki.

We wrześniu 2021 roku po białoruskiej stronie granicy został znaleziony Irakijczyk w śpiączce. W kieszeni miał kartkę z wypisem z polskiego pogotowia. Okazało się, że badali go polscy ratownicy. „Podali mu lek przeciwbólowy. Po badaniu uznali, że pacjent nie wymaga przeniesienia do szpitala. Zespół zostawił go pod opieką służb” – relacjonował wówczas Rybałtowski. SG wypchnęła więc człowieka w tak ciężkim stanie, że wkrótce zapadł w śpiączkę.

Ten przypadek stał się na tyle głośny, że pogranicznicy, którzy zabierali migrantów ze szpitala w Hajnówce, by ich wypchnąć na Białoruś (czasem nawet w mokrych i brudnych ubraniach), zabierali im dokumenty medyczne – by nie było dowodów już na to, że leczono ich w Polsce.

Aktywistka od dawna pomagająca migrantom: „Było sporo takich sytuacji, że karetka nie zabierała migrantów w kiepskim stanie do szpitala. Bo według ratowników byli zdrowi. Nagle ożyli. To jest o tyle dziwne, że pogotowie jest wzywane naprawdę w ostateczności. Często w zespołach ratunkowych aktywistów jest też medyk, a jeśli nie, to zdalnie konsultujemy z lekarzami, czy stan migranta jest na tyle ciężki, że musi on być hospitalizowany”.

Człowiek leżał pod płotem przez dwa dni

Czemu niektórzy ratownicy nie zabierają migrantów do szpitali? Bo personel medyczny bywa nieprzychylny migrantom, uprzedzony do nich, a nawet rasistowski – słyszymy. „W lesie komentują: A po co oni tu przyjechali?, Siedziałby taki w swoim kraju” – opisuje aktywistka.

W październiku 2021 roku dyspozytor odmówił skierowania karetki do trójki wycieńczonych migrantów w lesie. Wysłał za to policję i pograniczników. „Medycy na granicy”, którzy przybyli na miejsce, stwierdzili skrajnie odwodnienie, wycieńczenie, u kobiety hipotermię ze stanami zaburzenia świadomości. Całą trójkę zabrano do szpitala w Hajnówce.

We wrześniu 2021 roku inny dyspozytor odmówił przyjęcia zgłoszenia o wyziębionych nastolatkach z Konga w przygranicznym lesie. „Nie ma znaczenia, czy umiera, czy nie umiera. Jest to osoba nielegalnie przebywająca w Polsce, tak?” – tłumaczył aktywistce odmawiając pomocy.

Paulina Bownik wie, jak wielkim zagrożeniem dla migranta jest wezwanie pogotowia, więc zrobiła to tylko dwa razy przez półtora roku – gdy pacjenci byli w ciężkiej hipotermii. Innych starała się „postawić na nogi” w lesie, na przykład kroplówkami.

O tym, że SG nie ma problemów z wyrzucaniem ludzi w fatalnym stanie, przekonaliśmy się wielokrotnie. Na przykład w maju 2023 roku 31-letni Afrykańczyk ze złamaną nogą, po upadku z pięciometrowego płotu, został złapany przez SG. Zawieźli go do szpitala, gdzie okazało się, że złamanie jest skomplikowane, wymaga operacji. Założono mu tymczasowy opatrunek, szynę i funkcjonariusze SG wyrzucili go na Białoruś. Człowiek leżał pod płotem przez dwa dni, na polskiej ziemi, błagając o pomoc. Gdy zachowaniem mundurowych zainteresował się Maciej Chołodowski z białostockiej „Gazety Wyborczej”, rzeczniczka SG mjr Zdanowicz utrzymywała, że żadnego człowieka przy płocie nie ma. W końcu presja mediów zrobiła swoje – SG zabrała mężczyznę do szpitala na operację.

Wpis o Somalijczyku SG opublikowała z hasztagami #fakty #bądzostrożny #weryfikuj.

Tymczasem to Straż Graniczna od początku konfliktu dezinformuje, podaje nieprawdy, manipuluje lub ukrywa niewygodne fakty. Przykładów jest wiele.

Usnarz, sierpień 2021 roku. Według PiS i SG grupa migrantów miała być po stronie białoruskiej. Tymczasem śledztwo Amnesty International dowiodło, że uchodźcy ci najpierw byli na terenie Polski, potem zostali zepchnięci i ich obóz już był częściowo na terenie Białorusi, częściowo nadal w Polsce. Na początku SG twierdziła także, że nie ma tam kobiet. „A my patrzyliśmy na Gul, Mariam i Hadżerę” –wspominała Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie.

Listopad 2021 roku, Wędrzyn. SG mijała się z prawdą i manipulowała tłumacząc bunt migrantów w tym ośrodku zamkniętym. Stłoczeni na małej powierzchni, bez perspektyw, przy działającym obok poligonie, w desperacji zbuntowali się. SG spacyfikowała ich gazem, wywróciła do góry nogami ich rzeczy w pokojach i oskarżyła o to samych migrantów. Negowała, że w pomieszczeniach zamkniętych używano gazu — co jest zabronione. OKO.press dotarło do wielu świadków, którzy obnażyli kłamstwa SG. Skala patologii w Wędrzynie wygenerowała cały szereg kontroli ośrodka przez RPO i posłów, a w końcu zamknięcie go.

Listopad 2022 roku. SG miała zmusić – grożąc wyrzuceniem na mróz – niepełnoletniego Sudańczyka do zawyżenia swojego wieku, by móc go traktować jak dorosłego. Tłumaczącą działania pograniczników rzecznik Zdanowicz OKO.press trzy razy przyłapało na podawaniu nieprawdy

Styczeń 2023 roku. Trójka Afgańczyków znaleziona na wysepce na bagnach przy Zalewie Siemianówka była w hipotermii. Wolontariusze wezwali służby, a te – mimo podania dokładnej lokalizacji – nie potrafiły znaleźć grupy. Dotarł tam dziennikarz TVN i trójka innych aktywistów, a służby nadal błądziły. Wreszcie to aktywiści wyszli z bagien i przyprowadzili służby na miejsce. SG napisała potem, że aktywiści „nie chcieli podać dokładnej lokalizacji nielegalnych imigrantów”. Ci zaś dwukrotnie podawali informacje. Opublikowali nagrania z akcji, które tego dowodziły.

Wobec małoletnich cudzoziemców bez opieki funcjonariusze SG nie prowadzą żadnych czynności. W takich przypadkach opiekun jest ustalany sądownie” – pisało SG na Twitterze. Tymczasem nagminne były przypadki wyrzucania osób niepełnoletnich bez ich opiekunów – opisywaliśmy to wielokrotnie. O tej „pladze” mówiła Marta Górczyńska, prawniczka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, pisała Grupa Granica oraz Human Right Watch w raporcie. Znana była sprawa Assera i Servaisa – nastolatków z Konga, którzy mimo iż sąd przyznał im kuratora, zaginęli. Nie wiadomo gdzie ich wywiozła Straż Graniczna, policja odmówiła wszczęcia poszukiwań. Ostatnio zaś opisywaliśmy sprawę 17-letniej Syryjki wypchniętej za płot, podczas gdy jej matkę umieszczono w szpitalu. SG odmówiła połączenia rodziny – dziewczyna leżała przy płocie, na polskiej ziemi prosząc o możliwość powrotu do matki.

Nagminne wręcz SG mijało się z prawdą twierdząc, że migranci, którzy proszą o azyl w Polsce, przechodzą procedury. Bo pogranicznicy notorycznie wypychali takich, którzy przy aktywistach oświadczali, że chcą ochrony międzynarodowej. „Mamy filmik z chłopakami, którzy składali wniosek o azyl, a mimo to zostali wyrzuceni” – podaje przykład Mariusz Kurnyta. Push-backi prowadzono nawet wtedy, gdy kamery dziennikarzy nagrywały oświadczenia migrantów o chęci uzyskania azylu w Polsce. Także w głośnych sprawach – na przykład grupy dorosłych i dzieci przetrzymywanych w placówce SG w Michałowie – przy dziennikarzach i aktywistach migranci wołali, że chcą zostać w Polsce. Mimo to SG wyrzuciła grupę za druty.

Kłamstwa SG opisała Joanna Klimowicz w „Gazecie Wyborczej”.Wspominała m.in. słowa mjr Zdanowicz: „Zawsze ze szpitala cudzoziemcy zabierani są do placówki". Tymczasem często ludzie wypisywani z SOR-u byli wywożeni prosto na Białoruś. Tak było na przykład z Syryjczykami, ratowanymi 23 października 2021 roku w okolicy wsi Lipiny.

„Kłamstwa sypią się też na twitterowym koncie SG” –pisał obszernie Kamil Syller. Kłamstwom mjr Zdanowicz, zwłaszcza tym związanym z materią prawną, poświęcił osobny długi post, wypunktowując dowody na fałszywe twierdzenia rzeczniczki podlaskiego SG.

Zamiast szukać dziewczyny, wyrzucili jej kolegów na Białoruś. Kobieta zmarła

Długa jest też lista tego, co SG przemilcza:

  • Sprawa śmierci Etiopki Mahlet. Czaban: „Straż ukrywała fakt, że jej koledzy wcześniej prosili o pomoc w jej znalezieniu. Zamiast szukać dziewczyny, wyrzucili ich na Białoruś. Dopiero ja to ujawniłem”. Kobieta zmarła.
  • Piotr Czaban wspomina analogiczną sprawę Mohameda Jassema z listopada 2021 roku. Migrant był chory, więc jego młodszy brat Baszar poszedł po pomoc do SG. W placówce SG w Mielniku wskazywał lokalizację, pokazywał paszport brata. „Mimo to wyrzucono wszystkich zatrzymanych, a z pomocą nie ruszono w ogóle” – podkreśla Czaban. Trzy dni później znaleziono Mohameda martwego.
  • W Wędrzynie sytuacja była tak zła, że wielokrotnie osadzeni tam migranci próbowali dokonać samobójstw. Straż Graniczna nie chciała o tym rozmawiać, długo temu zaprzeczała.
  • W Przemyślu, gdzie funkcjonariusze nie udzielili pomocy Syryjczykowi i ten zmarł, Straż Graniczna przez ponad miesiąc ukrywała ten fakt przed innymi migrantami i opinią publiczną.
  • Chociaż za przemoc na granicy odpowiedzialne są głównie białoruskie służby, a migranci są siłą, torturami, biciem zmuszani do przechodzenia przez granicę, polscy funkcjonariusze siłą przeciskają ich przez koncentrinę. Straż Graniczna o tym nie mówi. Za to często oskarża migrantów o agresję i ataki – bo taka jest retoryka PiS, by z cudzoziemców robić agresywnych wrogów. „Ta narracja rządu, powielana przez SG, dociera wszędzie. I nie przetłumaczysz człowiekowi, że migranci nie wyrządzają nikomu krzywdy w Polsce” – uważa Czaban.
  • Gdy białoruskie helikoptery latały nad Białowieżą 31 lipca 2023 roku, widzieli je także strażnicy graniczni w placówce SG. Musieli o tym informować MSWiA i Wojsko Polskie. Pytaliśmy rzecznik SG, por. Annę Michalską, o której godzinie raportowali o tym incydencie. Odmówiła odpowiedzi na to pytanie, pisząc: „Za ochronę przestrzeni powietrznej odpowiada MON, proszę tam kierować pytania”. Wojsko potwierdziło naruszenie granicy dopiero wtedy, gdy w sieci opublikowano zdjęcia mieszkańców.

W maju 2022 roku pod twittem SG z życzeniami na Dzień Matki zapytałem, czy życzenia kierowane są też do:

Odpowiedzi nie uzyskałem. SG mnie zablokowała na Twitterze.

Mjr. Zdanowicz zadaliśmy sześć pytań odnośnie opisanych przypadków. Nie dostaliśmy na razie odpowiedzi na żadne. „Jestem od rana poza biurem” – odpisała.

„Buduje Pan nieprawdziwy wizerunek funkcjonariuszy”

Push-backi są normą od sierpnia 2021 roku. To brutalne działania – sceny przy przepychaniu przez koncertinę bywają dramatyczne, czasami udaje się to komuś nagrać.

Tymczasem gdy por. Annę Michalską zapytałem o „wypychanie” migrantów na Białoruś, ta odpowiedziała: „Nikogo nie wypychamy, proszę nie używać w rozmowie ze mną takiej nomenklatury językowej. Proszę tak nie mówić, gdyż buduje Pan nieprawdziwy wizerunek funkcjonariuszy, a jak się domyślam, nie chce Pan tego robić celowo i wprowadzać w błąd czytelników”.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze