0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Krystian Maj / Materiały prasowe Kancelarii Prezesa Rady MinistrówKrystian Maj / Mater...

Przez las pędzi czołg. I czołg ów pędzi tak, jak to czołgi mają w zwyczaju: złowrogo, nieuchronnie, w akompaniamencie symfonii strasznego chrupotu gąsienic i ryku silnika. Czołg jest intruzem ze wschodu, który prze na zachód przez świętą, polską ziemię.

Ale, ale, cóż to majaczy na horyzoncie? Cóż to za postać niezłomna wyłania się zza krzaka? Nie ucieka, nie panikuje, staje za to twarzą w twarz z niebezpieczeństwem, zatrzymując czołg na drodze jak pamiętny, nieznany bohater, który w 1989 roku zatrzymał kolumnę pancerną nieopodal pekińskiego placu Tiananmen. Ależ tak, to on, eurodeputowany PiS Karol Karski! Zatrzymał zło już wiele razy, zatrzyma je i teraz – głosi slogan, bo całe mrożące krew w żyłach wydarzenie to klip reklamowy Karskiego przed niedzielnymi eurowyborami 9 czerwca.

Wspominamy dzieło marketingu politycznego klasy B, ponieważ ze względu na idiotyczny pomysł fabularny i nieudolną realizację jest ono doskonałą metaforą tego, jak politycy grają naszym poczuciem lęku. Realnie niebezpieczne dla Polski, ale trwające już od lat, procesy i wydarzenia, nagle w czasie kampanii wyborczej magicznym zbiegiem wypadków stały się tematem numer jeden, a intensywność zagrożeń zwiększyła się tak bardzo, że politycy po prostu muszą ratować nas przed nimi w wyborczych reklamówkach i na konferencjach prasowych.

View post on Twitter

„Tydzień, jakiego nie było” to cotygodniowy newsletter OKO.press, który jako pierwsi otrzymują posiadacze konta TWOJE OKO. By zarejestrować się za darmo i założyć konto, KLIKNIJ TUTAJ.

Cel: rozpalić emocje

Mało kogo trzeba przekonywać, że putinowski imperializm i agresja rosyjska na Ukrainę to bezpośrednie zagrożenie dla naszego kraju. Podobnie jak organizowana przez białoruskie i rosyjskie służby presja migracyjna na naszą wschodnią granicę. Oba te procesy wywołują zrozumiały i logiczny lęk obywatelek i obywateli. Ale też zdążyliśmy się już z tym lękiem nieco oswoić. Od wydarzeń w Usnarzu Górnym, który był początkiem kryzysu migracyjnego, za chwilę miną trzy lata. Od pełnoskalowego ataku Rosji minęły już ponad dwa.

Im bardziej przepracowany lęk społeczeństwa, tym gorzej dla polityków, zaczynamy wtedy bowiem domagać się realnych działań i recept na wywołujące obawy zagrożenia. Natomiast im bardziej rozedrgane emocje, tym dla polityków łatwiej: wystarczy wtedy wystąpić w otoczeniu wojskowych na konferencji prasowej, powiedzieć z marsową miną kilka odpowiednio patriotycznych banałów, że nie oddamy ani guzika i siup, już można z przypiętymi husarskimi skrzydłami galopować ku rosnącym słupkom poparcia.

Tu potrzebny jest akapit wyjaśnienia. Zarówno w czasach władzy PiS, jak i dziś, nie było wiele osób, które kwestionowałyby oczywistości: że państwo musi bronić szczelności swoich granic, że presja migracyjna jest celowo kreowana przez działania wrogich nam rządów, że zagrożenia określane tyleż niejasnym, co poręcznym mianem wojny hybrydowej są realne.

To jednak tylko jedna część równania.

Po drugiej mieliśmy polityczną hucpę, rasistowskie narracje, celowe budowanie antyimigranckich nastrojów, brutalność chaotycznych push backów maskującą instytucjonalną bezradność państwa i logikę stanu wyjątkowego użyteczną w propagandzie oraz pomagającą ukrywać przed opinią publiczną nadużycia służb.

Dziś rząd Koalicji 15 października ochoczo przymierza buty uszyte w przeszłości przez PiS.

Przeczytaj także:

Znowu murem za mundurem

Usłyszeliśmy więc już od Donalda Tuska, że granicy nie forsują uchodźcy, tylko migranci i że w „80 przypadkach na 100 mamy do czynienia ze zorganizowanymi grupami młodych mężczyzn w wieku 18-30 lat, którzy są bardzo agresywni”. Rzeczywiście, wiadomo, że ogromna większość osób próbujących forsować granicę polsko-białoruską to mężczyźni i częściej migranci ekonomiczni szukający lepszego życia, niż osoby uciekające przed wojną. Natomiast konstrukt „agresywnego młodego migranta z Afryki i Bliskiego Wschodu” to typowa opowieść grająca na nucie stereotypowego uprzedzenia.

Dokładnie w te same akordy uderzał rząd Prawa i Sprawiedliwości. Ta melodia zgrabnie pozwala rządzącym ominąć pytanie, co z mniejszością, która nie jest płci męskiej i nie jest agresywna i z całą pewnością potrzebuje pomocy.

W tym tygodniu mieliśmy też dobrze znany z lat 2021-23 obrazek konferencji prasowej najważniejszych polityków w strojach roboczych (same marynarki i koszule, bez krawatów) na tle umundurowanych przedstawicieli służb. Murem za mundurem, wiadomo. Mieliśmy też ogłoszenie tzw. strefy buforowej, która jest nieco przyjemniej sprzedaną powtórką ze strefy zamkniętej z czasów PiS.

W środę rano 29 maja według słów Tuska strefa miała mieć „około 200 metrów”, wieczorem okazało się, że będzie miała jednak kilka kilometrów. A zostanie wprowadzona na podstawie znowelizowanej przez PiS 17 listopada 2021 roku ustawy o ochronie granicy państwowej. Przeciwko nowelizacji głosowały wówczas KO, Lewica, Polska 2050, a PSL wstrzymało się od głosu.

W jaki sposób strefa zamknięta w obrębie kilometrów od granicy ma pomóc w powstrzymaniu migrantów, nie było wiadomo za PiS i nie do końca wiadomo dziś. Tak jak w 2021 roku tak i teraz chodzi przede wszystkim o to, by ograniczyć dostęp do granicy mediom i organizacjom humanitarnym, rozwiązać ręce służbom, by nie krępowały ich zbytnio przepisy prawa i dać znać opinii publicznej, że rząd czuwa, jest zwarty i żadnemu agresywnemu ciemnoskóremu muzułmaninowi nie przepuści.

Większości opinii publicznej na pewno się to spodoba, natomiast nie zmienia to faktu, że priorytetem jest tutaj antymigrancki, przedwyborczy populizm, a nie realne zabezpieczenie Polek i Polaków przed ewentualnym zagrożeniem.

Trzeba jednak oddać rację rządowi Tuska, że przedstawił w minionym tygodniu również zarys racjonalnego planu, znany jako “Tarcza Wschód”, która ma nas chronić przed atakiem konwencjonalnym ze strony Rosji. Jaki pisaliśmy w OKO.press, to krok w dobrą stronę, a w założeniach widać odrobioną lekcję z wojny w Ukrainie, dlatego strategia jest słusznie przygotowywana z myślą o ewentualnym konflikcie, bardziej przypominającym rzeczywistość II wojny światowej niż śmiałe wizje teoretyków pola walki XXI wieku.

Fatalne przejęzyczenie

Z innej beczki, tym razem śmieszno-strasznej. W mediach pojawiają się bowiem kolejne informacje na temat działalności resortu Zbigniewa Ziobry oraz nowe taśmy nagrane przez b. dyrektora Funduszu Sprawiedliwości Tomasza Mraza. Oprócz kolejnych odsłon finansowych machinacji ekipy ziobrystów, mamy na nich również dowody specyficznych braterskich uczuć panujących w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Oto na jednym z nagrań Marcin Romanowski z Suwerennej Polski nazywa Kornela Morawieckiego rosyjskim agentem, a Mateusza Morawieckiego po prostu agentem, bo nie jest pewien, czy były premier to szpion rosyjski, niemiecki, czy rosyjsko-niemiecki. Morawiecki zażądał przeprosin, ale ich nie dostanie, bo jak wyraził się Michał Wójcik z SuwPolu, wypowiedź była po prostu niefortunna i po co właściwie drążyć temat.

Trzeba przyznać, że tzw. niefortunne przejęzyczenie to znany topos w kulturze polskiej. Nawet kiedyś był o nim popularny żart, który w wersji „zziobrowanej” mógłby brzmieć tak, że spotyka się dwóch członków Suwerennej Polski i jeden mówi do drugiego, że się niefortunnie przejęzyczył, bo chciał powiedzieć na rządzie „Poproszę wodę, panie premierze”, a powiedział: „Zmarnowałeś mi całą władzę, ty stary, ruski agencie”.

A skoro już zgadało się o szemranych funduszach z czasów władzy PiS, musimy wspomnieć o informacjach, które opublikowało w tym tygodniu OKO.press.

Co jeszcze mogliście przeczytać w OKO.press?

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze