Leszek Kraszyna

Ekonomista i analityk

Nie taki D’Hondt straszny. W wyborach sejmowych nie ma powodów, by strategicznie głosować „na największych”

W wyborach do Sejmu wyborcy opozycji nie mają powodu, by głosować strategicznie „na największych”, jeśli mniejsi przekraczają próg. Przy stałej liczbie partii podział głosów na opozycji nie ma wpływu na liczbę jej mandatów. Rok 2015 był raczej anomalią - PiS ma niewielkie szanse na samodzielną większość. Tłumaczymy, jak działa metoda D'Hondta i obalamy mity

Opozycja może zdobyć Senat i zablokować pisowską maszynkę. Jest jeden warunek: musi się porozumieć

Zdobycie większości w Senacie może być dla opozycji łatwiejsze niż w Sejmie – jeśli wyciągnie ona wnioski z ordynacji i wykaże trochę sprytu. Mapa okręgów sprzyja obecnej opozycji na tyle, że nawet przy nieznacznej przegranej w liczbie oddanych głosów ma realną szansę na wygranie wyborów. Jak to możliwe? Wszystko przez JOW-y i metodę względnej większości

Ordynacja samorządowa zawiera trującą miksturę. D’Hondt i małe okręgi niszczą demokrację

„Lepszy Koszalin” uzyskał 8,5 proc. głosów i zero mandatów. „Inicjatywa dla Białegostoku" – 8,1 proc. i zero mandatów. Rekord pobił chyba komitet „Zmieniamy Konin” – 10,9 proc. i zero mandatów, choć w jednym z okręgów miał 13 proc. głosów. Małe okręgi i podział mandatów metodą D'Hondta cementują istniejące układy władzy i wycinają konkurencję. Zobaczcie jak