0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Wlodek / ...

"Należy z największym zatroskaniem spojrzeć na najnowsze dane, które niedawno zostały ogłoszone przez GUS. Mówią one o prawdziwej zapaści demograficznej, która dotknęła nasz naród" - pisze w liście opublikowanym w niedzielę 26 lutego 2023 roku metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. Zwraca uwagę "na wartość religii w szkole" i "konieczność troski o ojczyznę", a także na... złą sytuację demograficzną.

Za spadek urodzeń wini "sposób, w jaki we współczesnej kulturze, zwłaszcza w mediach, przedstawia się wielodzietną rodzinę, częstokroć ośmieszając ją i piętnując". Twierdzi, że "przyszłość narodu polskiego" zależy tylko od tego, czy otworzymy się "na błogosławieństwo związane z płodnością i posiadaniem dzieci".

To konserwatywna narracja Kościoła katolickiego, która nie ma nic wspólnego z prawdą. Abp Jędraszewski zapomina o:

  • niepewności potencjalnych rodziców, co do tego, czy uda im się zapewnić dziecku warunki materialne niezbędne do dobrego dzieciństwa (stabilna praca, stała relacja, mieszkanie);
  • wysokich wymagań dotyczących rodzicielstwa;
  • anachronicznej polityce demograficznej PiS;
  • ogólnej niepewności co do przyszłości.

Ale po kolei.

I. Macierzyństwo i ojcostwo bożym błogosławieństwem

Na początku Marek Jędraszewski przywołuje cytat z Biblii: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1, 28b). A potem pisze, że

"macierzyństwo i ojcostwo stały się Bożym błogosławieństwem,

jak i szczególnym obowiązkiem, który Ojciec niebieski złożył w serca ludzi". To "od ich otwarcia się na to błogosławieństwo i od ich gotowości do spełniania obowiązków rodzicielskich zależał i zawsze będzie zależeć los i przyszłość poszczególnych narodów i całej ludzkości".

Ta dramatyczna sytuacja w dużej mierze wynika ze sposobu, w jaki we współczesnej kulturze, zwłaszcza w mediach, przedstawia się wielodzietną rodzinę, ośmieszając ją i piętnując. Wraz z tym w parze idzie przekaz o konieczności „realizacji siebie"
Zła sytuacja demograficzna wynika z niepewności potencjalnych rodziców, co do tego, czy uda im się zapewnić dziecku warunki materialne niezbędne do dobrego dzieciństwa, wysokich wymagań dotyczących i anachronicznej polityki demograficznej PiS
List pasterski metropolity krakowskiego na wielki post,26 lutego 2023

A potem stwierdza, że jest "zatroskany" o wstępne dane GUS, według których w ostatnich 10 latach ubyło w Polsce ponad 800 tys. rodzin (pisaliśmy o tym tutaj). Według nich w 2022 roku w Polsce urodziło się 305 tys. dzieci, najmniej od zakończenia drugiej wojny światowej. To spadek o 27 tys. żywych urodzeń licząc rok do roku.

Przeczytaj także:

"Ta dramatyczna sytuacja w dużej mierze wynika ze sposobu, w jaki we współczesnej kulturze, zwłaszcza w mediach, przedstawia się wielodzietną rodzinę, częstokroć ośmieszając ją i piętnując. Wraz z tym w parze idzie przekaz o konieczności «realizacji siebie», głównie poprzez bardzo wymierne osiągnięcia zawodowe i materialne" - pisze Jędraszewski.

Nie. To nie przez egoizm młodych ludzi

To krzywdząca interpretacja. Opiera się na fałszywych twierdzeniach, zgodnie z którymi młodzi ludzie z egoizmu nie decydują się na dzieci. Mają nie być zainteresowani rodzicielstwem, bo nad społeczny obowiązek przedkładają własne szczęście.

Tej - powtarzanej przez metropolitę krakowskiego - stereotypowej i upraszczającej rzeczywistość narracji przyjrzeli się demografowie ze Stanów Zjednoczonych. Zbadali oni postawy prokreacyjne pokolenia millenialsów. To prawda - wspólnym elementem dla całego Zachodu jest późniejsze podejmowanie decyzji o założeniu rodziny, co ma bezpośredni wpływ na liczbę urodzeń.

Od lat 70. średni wiek posiadania dziecka na Zachodzie przesunął się o dekadę. W Polsce w ciągu ostatnich 20 lat (2000-2020), statystyczny wiek matki, która urodziła pierwsze dziecko, wzrósł o 5 lat, z 26 do 31. Kobiety mają więc zwyczajnie mniej czasu na to, żeby zajść w kolejne ciąże. Skąd bierze się ta zwłoka?

Rośnie poczucie niepewności

Demografowie zwracają uwagę na trzy kwestie:

  • niepewność potencjalnych rodziców, co do tego, czy uda im się zapewnić dziecku warunki materialne niezbędne do dobrego dzieciństwa (stabilna praca, stała relacja, mieszkanie);
  • wysokie wymagania dotyczące rodzicielstwa;
  • ogólna niepewność co do przyszłości.

Pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków nie doświadczyło tego, co ich rodzice i dziadkowie: spełnienia obietnicy nieskończonego wzrostu i rozwoju w gospodarce kapitalistycznej. Ich inicjacja na rynku pracy była rozczarowująca, część z nich nie mogła liczyć na dostęp do podstawowych usług publicznych.

Jak wyjaśniał prof. Zygmunt Bauman,

postęp nie kojarzy się już z oczekiwaniem lepszego jutra, ale z oczekiwaniem jeszcze większej niepewności.

Badacze zwracają też uwagę, że stosunek młodych do rodzicielstwa zmieniają dwa wielkie wstrząsy dla myślenia o przyszłości: globalna pandemia, a także świadomość nabierającej rozpędu na naszych oczach katastrofy klimatycznej.

II. Obraz człowieka, który się bawi

Ale abp Jędraszewski tych badań chyba nie zna. "Temu wszystkiemu towarzyszy obraz człowieka, który żyje jedynie teraźniejszością i który ciągle się bawi, nie bacząc w ogóle na to, co może przynieść mu przyszłość. Natomiast niezmiernie rzadko ukazuje się ludzi, dla których największą radością są ich dzieci i dla których fakt bycia rodzicem jest źródłem szczęścia i dumy" - pisze metropolita krakowski.

Nie mówi, o jaki konkretnie "obraz człowieka żyjącego teraźniejszością" chodzi. Ani kto i gdzie go pokazuje. Za złą sytuację demograficzną wini za to kulturę i media.

Pomija jednak najważniejsze - sposób, w jaki rodzinę traktuje rząd. Faworyzuje "pełne" rodziny i wyklucza samodzielnych rodziców, które nie pasują do promowanego obrazka tradycyjnego modelu rodziny. Wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press o tym, jak rząd dyskryminuje samodzielnych rodziców. Konserwatywna ideologia władzy i jej arogancja narażają setki tysięcy rodzin na niepotrzebny stres. Ich historie opisywaliśmy tutaj, tutaj czy tutaj.

Powtarzana przez metropolitę krakowskiego konserwatywna ideologia krzywdzi jeszcze bardziej. Tymczasem o swoje prawa w rządzie muszą walczyć mamy dzieci niepełnosprawnościami, kobiety w żałobie, które straciły mężów przez śmiertelną chorobę czy nagły wypadek, a także osoby po rozwodzie lub takie, które od początku wychowują dzieci same. To nie osoby - jak mówi Jędraszewski - które "bawią się, nie bacząc, co przyniesie przyszłość". To osoby wykluczane względem pełnych rodzin, o których równość powinien zatroszczyć się również Kościół katolicki.

O "szczęśliwych" rodziców w Polsce trudno

W OKO.press wielokrotnie pisaliśmy, dlaczego kobiety nie decydują się w Polsce na dziecko, m.in. tutaj, tutaj i tutaj. Odwlekanie decyzji o posiadaniu dziecka nie ma nic wspólnego z fałszywą opowieścią abp. Jędraszewskiego. Dlaczego kobiety coraz rzadziej decydują się na dziecko?

Przypomnijmy najpierw, że decyzja o dziecku to wynik mniej lub bardziej świadomego szacowania zysków i strat, jakich oczekuje kobieta – sama lub wspólnie z partnerem czy szerszą rodziną. Za dzieckiem przemawiają potrzeby, pragnienia i wartości.

Czynniki decyzji o posiadaniu dzieci pokazywaliśmy na tym diagramie:

Ściągawka dla arcybiskupa

Na decyzję, czy mieć dziecko, wpływ mają cztery czynniki, które pozwalają kobiecie (rodzinie) szacować, w jakim stopniu łatwe/trudne będzie macierzyństwo, i czy kobietę (rodzinę) stać na taki wysiłek, zarówno w sensie finansowym, jak i psychicznym. Te same czynniki mają wpływ na koszty macierzyństwa i ojcostwa, a tym samym mogą decydować o wypaleniu rodzicielskim.

Tym większe zatem szanse na załamanie udanego rodzicielstwa, im:

  • mniejsze wsparcie finansowe państwa,
  • gorsze warunki mieszkaniowe,
  • większy stres związany z utratą pracy czy zakłóceniem kariery,
  • mniejsza pomoc ze strony instytucji opiekuńczych i rodziny.

Teraz - jak tłumaczyła w rozmowie prof. Irena E. Kotowska- największą barierą w podejmowaniu decyzji o dziecku stał się czynnik ekonomiczny.

"Młodzi ludzie od lat mają niezaspokojone potrzeby samodzielnego życia i mieszkania. Znacznie pogorszyły się więc warunki dla usamodzielniania się młodych pokoleń. Przede wszystkim ze względu na inflację, ograniczone możliwości kredytowe i dostęp do mieszkań".

Największa bariera to czynnik ekonomiczny

Młode osoby często nie mogą wziąć kredytu, bo je na to nie stać. (Jak pisaliśmy w OKO.press, dziś przyczynia się do tego także — konwencjonalna w takich okolicznościach — antyinflacyjna polityka NBP). A dostępność mieszkań na wynajem spada (już w dwóch pierwszych tygodniach od wybuchu wojny w największych polskich miastach z rynku zniknęło do 60 proc. ogłoszeń o mieszkaniach na wynajem. Pisaliśmy o tym tutaj). Rosną ceny najmu.

Tymczasem państwo polskie niemal nie oferuje alternatywy w postaci mieszkań komunalnych lub innych form budownictwa społecznego o umiarkowanym czynszu. O dysfunkcjach polskiej polityki mieszkaniowej pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie:

"Czynnik ekonomiczny stał się według mnie większą barierą w podejmowaniu decyzji o dziecku. W Polsce mamy kryzys ekonomiczny i musimy przestać udawać, że go nie ma. Jak można w takiej sytuacji oczekiwać od młodych, że będą się decydować na dzieci?".

Obawa o zdrowie

Kolejny ważny czynnik, który wpływa na decyzję o dziecku, to obawa o stan zdrowia i niepewność co do przyszłości własnej, swoich najbliższych czy kraju. Źródłem niepewności i lęku jest zarówno sytuacja wewnętrzna w Polsce, jak i sytuacja zewnętrzna.

W kraju pogarsza się klimat wokół decyzji prokreacyjnych. Wpłynął na to drakoński wyrok Trybunału Konstytucyjnego, przez który kobiety boją się zachodzić w ciążę. Kobiety i ich partnerzy zmagają się z nowymi lękami. Rząd nie przedstawił żadnych konkretnych rozwiązań dla kobiet, które nie będą mogły legalnie przerwać ciąży ze względu na ciężkie wady płodu. Zakaz aborcji w przypadku wad legalnych płodu utrudni podejmowanie decyzji o dziecku i planowaniu rodziny. Dotyczy to nie tylko osób, które nie są jeszcze rodzicami, ale także tych, którzy dziecko już mają i myślą o kolejnym.

Atmosferę wokół decyzji prokreacyjnych pogarszają takie sytuacje jak wprowadzenie rejestru ciąż czy projekty, które przewidują więzienie za informowanie i posiadanie materiałów o aborcji.

Zmagamy się z ograniczonym dostępem do badań prenatalnych i diagnostyki trudności zajścia w ciążę, a także leczenia niepłodności.

Pojawił się lęk, że jeżeli w trakcie ciąży zostanie stwierdzona wada letalna płodu, to nie będą mogli zadecydować, co w takiej sytuacji zrobić. Rosną obawy, zwłaszcza kobiet, że jeżeli wydarzy się coś złego, nie otrzyma od państwa odpowiedniej pomocy, a zdrowie jej i dziecka będzie zagrożone.

"Do tego dochodzi ogólna niepewność związana ze zmianami klimatu. A obok toczy się wojna, co zwiększa poczucie niepewności. Dynamika zmian jest na tyle szybka, że tracimy poczucie stabilności i bezpieczeństwa" - mówi prof. Kotowska.

III. Potrzeba nam duchowego nawrócenia?

Abp Jędraszewski tych problemów zdaje się nie dostrzegać. "Pod tym względem potrzeba nam, Drodzy Siostry i Bracia, wielkiego duchowego nawrócenia oraz szlachetnego, a przy tym pełnego ufności zawierzenia się Bogu i otwarcia się na Jego błogosławieństwo, związane z płodnością i posiadaniem dzieci.

Od tego właśnie otwarcia zależy przecież przyszłość polskiego narodu" - pisze Jędraszewski.

I po raz kolejny się myli. Po pierwsze niską dzietność traktuje jako zagrożenie, a powrót do zastępowalności pokoleń jako jedyną szansę na uniknięcie głębokiej depopulacji. Tymczasem to, że nie mamy prostej zastępowalności pokoleń, nie oznacza zagłady dla populacji. Potrzebna jest nam raczej refleksja, jak dostosować się do tego, że reprodukcja ludności nie gwarantuje zastępowalności pokoleń. Przypomnijmy, że sytuacja demograficzna w Polsce jest na tyle zła, że wzrost dzietności do poziomu bliskiego zastępowalności pokoleń jest niemożliwy. Pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie, m.in. tutaj.

Chodzi o usługi publiczne

W czasach wysokiej niepewności, a także pogorszenia sytuacji ekonomicznej istotną rolę odgrywają usługi publiczne. Pomagają w ograniczaniu niepewności co do pogorszenia warunków życia związanych z utratą dochodów, czy chorobą.

Pandemia obnażyła słabość sektora usług zdrowotnych, co wobec większego znaczenia przywiązywanego do zdrowia własnego i najbliższych sprzyja nasileniu poczucia zagrożenia zdrowotnego. Czekamy w kolejkach do NFZ, usługi są różnej jakości, więc musimy szukać sektora prywatnego. Młodzi rodzice mają kłopoty z leczeniem dzieci. A to podwyższa koszty utrzymania dziecka. W tym okresie okazało się też, jak dalece rodzice nie mogą liczyć na państwo w kształceniu dzieci. Pogłębia to spadek zaufania do władz.

To ma istotne znaczenie dla decyzji o dzieciach. Osoby, które decydują się na dziecko, myślą o tym, żeby zapewnić dziecku jak najlepsze warunki rozwoju, a jednocześnie zaspokajać własne aspiracje. Młodzi ludzie decydują się w większości na świadome rodzicielstwo. Wiedzą, że to odpowiedzialność i zobowiązanie długookresowe. A jeżeli poczucie odpowiedzialności się zwiększa, to także inaczej podchodzi się do kosztów wychowywania dzieci i postrzegania barier.

Potrzebna nam zmiana

Abp Jędraszewski musi zrozumieć, że "przyszłość polskiego narodu" zależy od tego, jakie kroki podejmie państwo. Rząd w pierwszej kolejności powinien:

  • Ulepszyć i rozbudować infrastruktury dotyczące zdrowia prokreacyjnego. Chodzi zarówno o lepszą diagnostykę, jak i oferowanie sprawdzonych metod leczenia niepłodności w systemie usług publicznych.
  • Poprawić jakość edukacji – dofinansowanie nauczycieli i uzupełnienie braków kadrowych. Skupić się na rzetelnej edukacji seksualnej w szkołach.
  • Wysłuchać rodziców osób z niepełnosprawnościami, którzy od lat walczą o godne życie.
  • Poprawić stan psychiatrii dziecięcej.
  • Zmienić trudną dla prokreacji atmosferę (już teraz widzimy skutki drakońskiego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który sprawia, że kobiety boją się rodzić. Pisaliśmy o tym tutaj).

Pokazanie, że Polska jest krajem, w którym dobrze się żyje posiadając dziecko, a jego choroba nie pozbawia rodziców szans na godne życie, miałoby najlepszy efekt dla dzietności. A przecież Kościół katolicki również mógłby w tym pomóc.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Przeczytaj także:

Komentarze