Po wyborach na żywo. Tutaj znajdziesz najważniejsze informacje. 11 listopada okazją do politycznych oświadczeń. Tusk o pojednaniu, Duda o tym, że trzeba uważać na sojusze, Kaczyński o niemieckiej partii Tuska
Bańki mydlane, występy szczudlarzy i cyrkowców, lody, popcorn, wata cukrowa, kiełbaski, lemoniada, frytki, hot-dogi, zapiekanki. To ze środków publicznych fundowało nam w ostatnich miesiącach Prawo i Sprawiedliwość.
Już 6 mln zł kosztowały budżet państwa pikniki rodzinne, na których promują się politycy PiS. Średni koszt jednej imprezy to 100 tys. zł, a od momentu rozpoczęcia kampanii wyborczej, jeden weekend tych imprez kosztował podatników ok. 700 tys. zł.
To wyniki trwającej od kilku tygodni kontroli obywatelskiej w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej przeprowadzonej przez Arkadiusza Marchewkę oraz Aleksandrę Gajewską z Koalicji Obywatelskiej.
„Całość tych wydarzeń, które do tej pory z panem posłem Marchewką skontrolowaliśmy, kosztowała sześć milionów złotych. Natomiast od momentu, kiedy zostały ogłoszone wybory, czyli od kiedy prowadzona jest kampania wyborcza, każdy weekend tych wyborczych wieców PiS-u kosztuje Polkę i Polaka 720 tysięcy złotych. To kwota zaokrąglona” – mówiła na konferencji prasowej Aleksandra Gajewska w sobotę 2 września.
Jak ustalili poseł i posłanka KO, pieniądze szły m.in. na zakup wytwornicy piany, stoisko do tworzenia gigantycznych baniek mydlanych, występy szczudlarzy i cyrkowców, lody, popcorn, wata cukrowa, kiełbaski, lemoniada, frytki, hot-dogi, zapiekanki. Z tych środków ustawiane były też sceny, z których przemawiali politycy PiS.
Kto za to zapłacił? „My wszyscy, bo te wydarzenia są finansowane ze środków ministerstwa rodziny, a nie funduszu wyborczego partii rządzącej” – napisał na platformie X Arkadiusz Marchewka.
Oficjalnie pikniki rodzinne to wydarzenia, których celem jest promocja programu 800+ oraz innych rządowych programów wsparcia społecznego. Ale poseł i posłanka KO zwracają uwagę na to, że takie akcje służą politykom obozu władzy także do promocji.
Na wczorajszej konferencji prasowej podali przykłady pikników, które odbyły się już w trakcie kampanii wyborczej:
„To oszustwo i nielegalne wykorzystywanie instytucji państwa w czasie kampanii wyborczej” – podkreślał Marchewka.
Dodał, że jeśli politycy i polityczki PiS „chcą robić kampanię sobie albo PiS-owi i zapraszać na te wszystkie popcorny, waty cukrowe, dmuchane zamki, to powinni to robić z własnych pieniędzy albo z pieniędzy komitetu, a nie z pieniędzy ministerstw, które powinny służyć zupełnie czemu innemu”.
Pikniki rodzinne organizowane są od lipca 2023 roku. Ich organizację finansuje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej z przekazanych na ten cel 10 mln zł z rezerwy budżetowej, którą dysponuje kancelaria premiera. Oficjalnie podczas tych wydarzeń nie odbywa się agitacja wyborcza (nakłanianie i przekonywanie do głosowania na konkretnych kandydatów lub komitet wyborczy), która musi być finansowana ze środków komitetów wyborczych. Ale czym innym jest nagła, zmasowana akcja informowania obywateli o dokonaniach obozu władzy tuż przed wyborami?
Tego rodzaju działania to swego rodzaju szara strefa finansowania kampanii. Z jednej strony kodeks wyborczy jasno określa, kto i na jakich zasadach może prowadzić i finansować kampanię wyborczą, a z drugiej Państwowa Komisja Wyborcza nie prowadzi aktywnego monitoringu tego rodzaju nieprawidłowości.
Obóz Zjednoczonej Prawicy podejmuje bardzo wiele takich działań, które OKO.press na bieżąco monitoruje.
Znaczne środki poszły też na akcję informacyjną #Nowe Konkrety. Kancelaria Premiera utrzymuje, że to promocja programów rządowych 800+, bezpłatnych autostrad i bezpłatnych leków, ale przecież te programy to najważniejsze obietnice wyborcze PiS, przedstawione podczas konwencji „Programowy Ul” w połowie maja 2023 roku. Nie ma więc wątpliwości, że to promocja postulatów wyborczych PiS, która powinna być finansowana ze środków komitetu wyborczego. Pisaliśmy o tym w tym tekście.