27 listopada 2021

Władza szczuje, byśmy dalej siedzieli na kanapie. Katarzyna Wappa na celowniku

Atak mediów rządowych na kobietę pomagającą wycieńczonym ludziom w lesie na granicy polsko-białoruskiej to nie incydent. Tak właśnie władza uczy nas, byśmy nie interesowali się tym, co dla władzy niewygodne. Byśmy siedzieli cicho. Aktywistki hejt nie zatrzyma - ale nas już tak

Jest las, ciemno. W lesie grupka ludzi. Mówią po angielsku. Są przemoczeni. Bohaterka reportażu TVN oddaje im swoje buty. Mówi: "I live here, ja tu mieszkam. Niedaleko stoi samochód, a w domu mam inne buty. Zaraz będzie mi ciepło - a oni może będą w tym lesie kilka dni. Muszą mieć suche nogi".

Kamera pokazuje, jak stoi w samych skarpetach na ziemi.

Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie...

Jest wieczór, 22 listopada. Widzowie TVN siedzą w cieple przed telewizorami i cierpnie im skóra. Reportaż "Czarno na Białym" "Ludziom nie można zabronić marzyć" jest wstrząsający.

Bohaterką (nie jedyną) jest Katarzyna Wappa. Opowiada dziennikarzom, jak i dlaczego pomaga ludziom, którzy przeszli z Białorusi na polską stronę i ukrywają się w lasach. Opowiada o człowieku, który był skrajnie wyczerpany po przedzieraniu się wzdłuż rzeki, brodzeniu w niej. Mówi "płynął cześć dni w rzece". W pewnym momencie głos się jej łamie. Ale najmocniejszy jest gest oddania butów ludziom w lesie.

Czy nie uczono nas, że tak właśnie należy postąpić?

Władza też musi to oglądać, bo następnego dnia zaczyna się nagonka. Jej szczegóły opisała Anna Mierzyńska tu:

Ponieważ od kilku miesięcy rozmawiam z aktywistami o sposobach nacisku i uciszania ich przez władzę, chciałabym zwrócić uwagę na to, że wszystko odbywa się wedle tego samego schematu: władza atakuje, by zamknąć człowiekowi usta a poruszany temat wyłączyć z debaty publicznej. Człowiek, który znalazł się "na celowniku" władzy, musi liczyć się z wszystkimi konsekwencjami.

Celem ataku jest jednak całe społeczeństwo obywatelskie, nie tylko ten, kto odważył się działać.

Wappa: Dostaję wyrazy wparcia i nagle rusza hejt

"Spodziewałam się, że po emisji programu mogą przyjść kilka krytycznych komentarzy. Przecież tak bywa. A tu nic. Kompletnie nic. Za to przychodzą dziesiątki wiadomości z pytaniami, jak pomóc. Co przywieźć, co jest potrzebne, kto potrzebuje pomocy?... To było naprawdę poruszające" - mówi OKO.press Katarzyna Wappa.

Ale minęło kilka godzin i znajomi zaczynają ją alarmować, że w sieci ruszył hejt: "I rzeczywiście. Widzę, jak pod moimi postami na Facebooku, nawet takimi sprzed kilku lat, pojawiają się takie same komentarze i memy" - mówi Wappa. - "Kiedy zarzuca mi się, że jestem wrogiem tego kraju i częścią siatki Łukaszenki, to przestaje być zabawne. Nie ma w tym nic z prawdy i ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że to wszystko bzdura. Część wie też, co to jest hejt i jak to traktować. Ale ci, którzy mnie nie znają, mogą nabrać wątpliwości".

Na świecie korporacje, politycy używają przeciwko dziennikarzom i aktywistom przede wszystkim narzędzi prawnych. Składają pozwy o wysokie odszkodowania albo wytaczają sprawy karne. Zastraszają pismami prawniczymi, domagają się zatrzymania publikacji, usunięcia jej z sieci albo zaprzestania działalności publicznej. Takie działania nazywają się SLAPPami (Strategic Lawsuits Against Public Participation, Strategiczne Pozwy Przeciw Zaangażowaniu w Sprawy Publiczne).

W Polsce od 2015 roku to wygląda trochę inaczej. Owszem, zdarzają się grożące wysokimi karami pozwy przygotowane przez wyspecjalizowanych, drogich prawników, albo przez podległą rządzącym prokuraturę. Ale ponieważ przestały działać instytucjonalne ograniczenia dla władzy, władza przestała się ograniczać do wynajmowania drogich kancelarii prawniczych.

Na masową skalę używa do nacisków policji, podległych sobie mediów. Kampanie hejterskie w sieci też mają wszelkie cechy odgórnych akcji.

Każdemu to, co mu niemiłe

Kiedy państwo bierze kogoś na celownik, zbiera o nim informacje, przeczesuje internet i własne zasoby. Sprawdza media społecznościowe ale także akta osobowe, informacje z miejsca pracy (TVP pokazała zdjęcie Elżbiety Podleśnej i podała, gdzie pracuje, w przypadku prokuratorów ze stowarzyszenia Lex Super Omnia po Twitterze hulały dane z ich teczek osobowych).

Może sięgnąć do danych medycznych (spotkało to Martę Lempart). Kampania zohydzania danej osoby obejmuje media rządowe i sprzyjające władzy. Stamtąd przedostaje się do mediów nierządowych, które powielają informacje, bo uważają je za "fakt".

Hejt rusza w sieci - osoby, które są obiektem takiego ataku, mówią, że hejterskie wpisy są powtarzalne, często różnią się tylko wulgaryzmem - zdania są krótkie, jakby maszynowe (relacja prof. Wojciecha Sadurskiego). Ale pod wypływem takich maszynowych ataków uruchamia ją się tez zwykli, sfrustrowani ludzie (Marta Lempart mówiła nam o tym, jak łatwo jest taką nienawiść uruchomić, Bart Staszewski - że konsekwencją tego jest realne, fizyczne zagrożenie).

Każdemu z atakowanych zarzuca się to, co dla niego jest najgorsze. Tak jakby ktoś nad tym myślał. Aktywista ruchu LGBT+ Bart Staszewski jest "kłamcą" (bo co prawda samorządy przyjmują w Polsce uchwały uderzające w osoby nieheteronormatywne, ale przecież nigdzie nie pozbyły się takich osób). O Elżbiecie Podleśnej TVP.Info pisze, że dostanie zarzut promowania komunizmu (za napis "PiS=PZPR" - a ona skupia się w swej działalności publicznej na ostrzeganiu przed nadciagającym totalitaryzmem). Dla dziennikarki Ewy Siedleckiej i prof. Wojciecha Sadurskiego ważna jest zawodowa reputacja - więc się ją podważa, dla młodej aktywistki Laury Kwoczały - to, że działa wspólnie z innymi, więc się ja oskarża o promowanie własnej osoby.

A pomagająca potrzebującym w lokalnej społeczności Katarzyna Wappa zostaje kłamczuchą i lansującą się obcą.

Bywa, że na tym się nie kończy. Do hejtu dochodzi też policyjne nękanie - banalne, ale masowo wytaczane sprawy z Kodeksu wykroczeń: o łamanie zakazów zgromadzeń (zakazów bezprawnych, co potwierdzają sądy), blokowania jezdni (w czasie legalnego zgromadzenia), umieszczanie ogłoszeń w miejscu do tego nieprzeznaczonym (za napisy w obronie Konstytucji i sądów na chodnikach), w końcu za używanie "brzydkich wyrazów" ("Je*bać PiS" - jedyna możliwa forma ostrzeżenia przed dramatycznymi konsekwencjami wyroku TK Przyłębskiej ws. aborcji; nie było w tej sprawie przecież żadnej publicznej debaty, pozostały rozpaczliwe demonstracje. I nie uratowały życia pani Izabeli z Pszczyny).

Niby nic strasznego, ale może skutecznie zdezorganizować życie - jeśli widzisz, że to spotyka znajomych, pięć razy zastanowisz się, czy się zaangażować w sprawy publiczne.

Dlatego hejtu nigdy nie można lekceważyć.

Jak komunikat hejterski staje się "newsem"

W przypadku Katarzyny Wappy było dokładnie tak: ktoś przekopał wszystkie dostępne na temat kobiety informacje, uruchomiona zostaje też kampania hejterska w TVP Info i w sieci.

TVP.Info podważyło jej relację i jej intencje: człowiek, któremu pomogła, i który przez sześć dni szedł wzdłuż rzeki i brodził w wodzie, nie mógł "płynąc przez sześć dni" (takiego skrótu użyła Katarzyna Wappa opowiadając przez co przeszedł człowiek, który na kolanach dziękował jej za pomoc).

Co więcej, nie jest Polką, bo "kilka miesięcy temu wzięła udział w akcji organizowanej przez białostocką Fundację Tutaka „Ja Biełarus”. Zadeklarowała wówczas, że w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań zadeklarowała narodowość białoruską". Dalej TVP podaje komentarze, że Wappa jest "tubą propagandową Łukaszenki".

W ciągu dwóch dni rządowa TVP.Info poświęca Katarzynie Wappie pięć materiałów. Temat podejmują inne prorządowe media: niezależna.pl. salon24, wpolityce.pl ("Katarzyna Wappa, która zasłynęła kompromitującą opowieścią o płynącym przez sześć dni w lodowatej rzece migrancie okazuje się być… Białorusinką. Teraz na jaw wychodzą fakty, które rzucają nowe światło na sprawę"), stefczyk.info, "Tygodnik Solidarność", orlenowska "Polska The Times". Przekaz wszędzie jest ten sam: kobieta, która oddała buty potrzebującym i która przygarnęła pod swój dach wyczerpanego człowieka, jest kłamczynią i jest "obca".

Pod postami leje się hejt.

Sześć dni w rzece, hahaha, sześć dni w rzece, hahahaha, sześć dni w rzece, hahahahahaha

Takie komentarze pojawiają się pod informacjami o TVN albo o pomocy na granicy. Na twitterze powtarzają się wpisy, że Wappa jest do tego zwolenniczka "mordowania dzieci poczętych" i "obrończynią muzułmanów" oraz "groteskową komediantką". A także, że brała udział w protestach w Hajnówce przeciwko upamiętnianiu tam Burego (w Hajnówce żyją rodziny ofiar Burego).

Hejt wydostaje się z prawicowej bańki. Przekaz powielają różne media, dla których "faktem" jest to, czy można przeżyć w rzece sześć dni, a nie to, że trwa nagonka na osobę pomagająca migrantom.

To tak działa.

Atak nie służy temu, by Katarzyna Wappa zaprzestała swojej działalności. Ale siedzących przed telewizorami i komputerami ma zniechęcić. Nakłonić do niemyślenia o tym, co się dziele na granicy. Do nierozmawiania przy kolacji, "czy nie powinniśmy jakoś pomóc".

Efekt mrożący jak z podręcznika. Tak działa SLAPP i tak działa metoda brania ludzi "na celownik".

Katarzyna Wappa: "Ja oczywiście nie zmienię swojej postawy. Pomaganie jest jest element mojego systemu wartości i robię to od dawna. Pomagam drugiemu - bez politycznego kontekstu. Teraz pewnie będę więc mniej rzucać się w oczy i tyle. Ale powiem pani tylko:

Sieć solidarności, jaka się ujawnia, kiedy człowiek staje się obiektem takiego ataku, ma naprawdę wielkie znaczenie".

Katarzyna Wappa mówi więc to, co inni aktywiści, z którymi rozmawialiśmy: najważniejsze jest wsparcie i gesty solidarności. "Gest od prawdziwego człowieka więcej waży niż setki maszynowych wpisów".

To pozwala przetrwać fale hejtu. A tych, których ten hejt miał zmrozić (czyli nas), ratuje. Wystarczy zabrać głos, kiedy kogoś hejtują.

Mały człowiek i wielki prokurator (nawiązanie do postaci z Wladcy Piescienia, Froda i Szeloby)_

„Na celowniku" to pilotażowy projekt OKO.press, Archiwum Osiatyńskiego oraz norweskiej Fundacji RAFTO, prowadzony razem z prof. Adamem Bodnarem, Rzecznikiem Praw Obywatelskich w latach 2015-2021. Ma na celu naświetlenie i zdiagnozowanie zjawiska nękania osób zabierających głos w interesie publicznym w Polsce. Publikujemy rozmowy z osobami, które znalazły się "na celowniku", a także z prawniczkami, badaczami, specjalistkami do spraw komunikacji. Materiały będziemy publikować od sierpnia do grudnia 2021 roku. Przeczytajcie więcej:

Fundacja Rafto na rzecz Praw Człowieka z siedzibą w Bergen w Norwegii. Fundacja została założona w 1986 roku w pamięci Thorolfa Rafto.

Prof. Thorolf Rafto (1922-1986) był ekonomistą i działaczem na rzecz praw człowieka. W sprawy Europy Środkowej zaangażował się z powodu Praskiej Wiosny 1968. Wielokrotnie podróżował do Polski, Czech Węgier i Rosji, był świadkiem prześladowań i nadużyć. W 1979 roku w Czechosłowacji ciężko pobili go funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych, co przyspieszyło jego śmierć.

Nad projektem "Na celowniku" czuwa rada ekspercka pod przewodnictwem prof. Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich VII kadencji. W jej skład wchodzą: mec. Sylwia Gregorczyk-Abram, mec. Radosław Baszuk, prof. Jędrzej Skrzypczak.

Projekt koordynuje Anna Wójcik, Agnieszka Jędrzejczyk i Piotr Pacewicz.

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne