"Tęczowa zaraza" i "Tylko nie mów nikomu" - te dwie frazy 2019 roku naznaczyły polski kościół na zawsze. W maju bracia Sekielscy opublikowali w sieci film o przestępstwach seksualnych duchownych. Po ataku na marsz równości w Białymstoku hierarchowie kościelni zamiast stanąć w obronie bitych, bezpardonowo zaatakowali

W sondażu IPSOS dla OKO.press z sierpnia 2019 roku 42 proc. Polek i Polaków deklarowało, że spadło ich zaufanie do Kościoła katolickiego. W sondażu CBOS z listopada 2019 – 38 proc. respondentów stwierdziło, że Kościół deklaruje się po jednej stronie sporu politycznego. Aż 95 proc. z nich jest przekonanych, że tą stroną jest PiS.

To nie są liczby dobre dla Kościoła katolickiego, bo też  i cały rok 2019 nie był dla niego, delikatnie mówiąc, najlepszy. Wyliczmy:

  • nierozliczona pedofilia
  • nagonka na środowiska LGBT
  • spadek powołań i liczby wiernych
  • coraz ściślejszy sojusz z partią rządzącą
  • walka z kobietami (naciski w sprawie aborcji, sprzeciw wobec edukacji seksualnej),
  • niezatapialny (i coraz bogatszy) Rydzyk
  • kłopoty w Caritasie
  • oskarżenia o mobbing wobec abp. Leszka Głódzia

Pocieszeniem mogą być wielomilionowe przelewy z kasy państwowej, ale tego akurat wierni nie oceniają najlepiej.

W tekście podsumowującym przedstawiamy dwa – naszym zdaniem – największe grzechy Kościoła katolickiego w 2019 roku.

„Tylko nie mówi nikomu”

Mijający rok dla Kościoła dzieli się na dwa okresy. Do 11 maja i od 11 maja.

Wtedy bracia Tomasz i Marek Sekielscy opublikowali na YouTube dokument „Tylko nie mów nikomu”.  Skala sukcesu – tego obywatelskiego projektu medialnego – przeszła wszelkie oczekiwania: 23 miliony wejść średnio po – uwaga – 27 minut.

Ale bomba Sekielskich, chociaż największa, nie była jedyna. Do premiery ich filmu temperatura wokół problemu pedofilii w Kościele stale rosła.

Cofnijmy się do końcówki 2018 roku. „Gazeta Wyborcza” ujawniła wtedy mroczne oblicze prałata Henryka Jankowskiego. Legendarny kapelan „Solidarności” okazał się niebezpiecznym drapieżnikiem, który co najmniej od końca lat 60. przez kilka dekad wykorzystywał seksualnie swoje ofiary. W efekcie publikacji i ulicznych protestów Jankowski stracił skwer i honorowe obywatelstwo Gdańska, a także pomnik. W nocy z 20 na 21 lutego 2019, ok. 3.00 nad ranem powalili go trzej aktywiści – Konrad Korzeniowski, Rafał R. Suszek i Michał Wojcieszczuk.

W OKO.press opublikowaliśmy słynny reportaż zmarłej w lutym 2019  Bożeny Aksamit „Sekrety św. Brygidy”.

Pod ostrzałem znalazła się także kuria gdańska na czele z abp. Sławojem Leszkiem Głódziem, który dla Jankowskiego zawsze miał wielką życzliwość i bronił go nawet po publikacji „Wyborczej”.

To historia Jankowskiego sprawiła, że media znów zaczęły częściej mówić o problemie tuszowania przestępstw pedofilskich w Kościele.

Biskupi wychodzą z inicjatywą

Niedługo potem Fundacja „Nie Lękajcie Się” opublikowała zaktualizowaną mapę kościelnej pedofilii – fundacja oznaczyła na niej doniesienia o 473 ofiarach i co najmniej 181 sprawcach. Strona z mapą zanotowała ponad 5 mln wyświetleń.

Później przedstawiciele fundacji pojechali do Watykanu, gdzie wręczyli papieżowi Franciszkowi raport, w którym opisali 24 polskich biskupów kryjących księży, którzy wykorzystali seksualnie dzieci.

Po słowach papieża Franciszka temat znów wrócił. Tym razem w wyjątkowo bolesny dla polskiego Kościoła sposób, bo oskarżenia dotyczyły Jana Pawła II.

Franciszek stwierdził (w zawoalowany sposób) w rozmowie z dziennikarzami, że papież Polak kazał tuszować sprawę nadużyć finansowych i seksualnych Legionistów Chrystusa i szefa tej organizacji – ks. Marciala Maciela Degollado, który wykorzystywał seksualnie nie tylko dziesiątki młodych seminarzystów, ale też swoje własne dzieci.

Ta sprawa była już trzecim dużym ciosem dla polskiego Kościoła w tym roku. A był dopiero luty.

Hierarchowie postanowili wyjść z inicjatywą. W marcu Konferencja Episkopatu Polski przedstawiła „opracowanie” na temat pedofilii w Kościele od 1990 roku. Z opracowania wynikało, że nasz Kościół jest ewenementem na światową skalę.

Według raportu od 1990 do 2018 roku sprawcami przestępstw seksualnych było 382 księży i zakonników, czyli ok. 0,8 proc. duchowieństwa. Podczas gdy w innych krajach, gdzie takie raporty powstały, problem dotyczył od 4 do nawet 7 proc. duchownych, 5-7 razy więcej.

Jak to możliwe?

Pewną podpowiedzią może być fakt, że biskupi przesyłali dane dobrowolnie, nie dopuszczono do pracy nad raportem nikogo spoza Kościoła, przygotowała go kościelna instytucja, a sam raport miał 17 stron.

Dwa tygodnie burzy

I w końcu przyszedł maj. W kilka dni po premierze „Tylko nie mów nikomu” film miał 20 mln wyświetleń (dziś ma 23 mln).

Przez kolejne dwa tygodnie problem wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych oraz tuszowanie tych przestępstw przez biskupów był głównym tematem większości mediów. Analizowano przypadki pokazane w filmie, przypominano te już opisane, na jaw wyszło kilka nowych.

Biskupi prześcigali się w wyrażaniu żalu i „głębokiego poruszenia”. Nawet przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki – znany z ostrego języka – dziękował Sekielskiemu za film, który obejrzał „ze wzruszeniem i smutkiem”.

Temat od razu stał się polityczny. Grzegorz Schetyna zapowiedział powołanie „komisji prawdy”, która miałaby zbadać przypadki przestępstw seksualnych w Kościele. PiS przepchnął przez Sejm zaostrzenie kar dla przestępców seksualnych.

Wydawało się, że w końcu nastąpił przełom i polski Kościół wszedł właśnie na ścieżkę rozliczeń, którą przeszły wcześniej Stany Zjednoczone, Irlandia, Chile, Australia…

Ale dwa tygodnie po premierze filmu było już po wszystkim.

Episkopat kontratakuje

Po majowych wyborach do Europarlamentu temat zniknął. Media się znudziły, opozycja stwierdziła, że przez uderzenie w Kościół przegrała wybory, a papieski wysłannik, który miał przyjechać po „głowy” polskich biskupów, ostatecznie tylko pogroził palcem.

Ledwo watykański prokurator abp Charles Scicluna zdążył wyjechać z Polski, Episkopat przeszedł do kontrataku.

Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki w „oświadczeniu w sprawie aktów nienawiści wobec katolików” zaatakował media oraz aktywistów i uczestników parady równości.

Od tego momentu Kościół – ze sprawcy – postawił się w roli ofiary ataków „środowisk LGBT”, lewicy i dziennikarzy. Więcej o tym piszemy w drugiej części tekstu.

Pod koniec maja „Gazeta Wyborcza” opublikowała reportaż, z którego wynikało, że jeden z założycieli i prezes Fundacji „Nie Lękajcie Się” Marek Lisiński miał wyłudzić pieniądze od jednej z podopiecznych fundacji.

Publikacja wywołała burzę, a oskarżenia wobec byłego prezesa uderzyły także w fundację. Lisiński odszedł, ale reszta „nie chciała nieść bagażu” nagromadzonego przez byłego prezesa. We wrześniu rada fundacji ogłosiła, że organizacja zostanie zamknięta.

To dopiero początek

Czy możemy więc zapomnieć o prawdziwym rozliczeniu Kościoła z problemu pedofilii? Czy Episkopat (a przynajmniej jego większość) wygrała tę batalię? Niezupełnie.

Film Sekielskich obejrzały miliony Polek i Polaków. Tomasz Sekielski został w grudniu wybrany dziennikarzem roku, czyli to właśnie jego pracę inni dziennikarze uznali za najważniejszą w całym 2019 roku.

Episkopat został zmuszony do zrobienia wielu rzeczy i wypowiedzenia wielu słów, których bez filmu by nie było.

Niedawno KEP zdecydował o powołaniu Fundacji Św. Józefa, która ma wspierać ofiary księży, zrzucić się mają na nią sami biskupi. Czy można tej organizacji ufać? Zobaczymy. Dobrą wróżbą jest to, że na jej czele nie stanie ani ksiądz, ani biskup, ale świecka kobieta, Marta Titaniec, która do tej pory zajmowała się pomocą humanitarną i prowadziła akcję „Zranieni w Kościele”, wspierająca ofiary.

Także ludzie związani z Fundacją „Nie Lękajcie Się” planują powołanie nowej organizacji zajmującej się ocalonymi, już bez bagażu błędów starej organizacji.

W 2020 bracia Sekielscy planują kolejne dwa filmy na temat Kościoła i pedofilii.

I co najważniejsze, w świadomości wielu Polek i Polaków, także tych wierzących, coś się jednak nieodwracalnie zmieniło i na Kościół, i jego hierarchów będą patrzeć inaczej niż przed rokiem.

Ks. prof. Andrzej Kobyliński, który pedofilię w Kościele bada od lat 90., mówił nam krótko po premierze filmu:

„To, co obserwujemy teraz, to za mało, to dopiero początek wielkiej rewolucji, która dokona się w naszym kraju w najbliższych latach. Ale pocieszę pana, wszędzie się tak zaczynało”.


OKO.press także ma wkład w rozliczenie Kościoła. W niecały rok ujawniliśmy siedem przypadków tuszowania i ukrywania pedofilii w Kościele. Po naszych interwencjach kilku księży przestało pełnić swoje funkcje. Dwie sprawy zgłosiliśmy do prokuratury. Opisaliśmy także, jak sprawy te tuszowało siedmiu biskupów.

Żadnego z tych przypadków nie opisalibyśmy bez Państwa pomocy i odwagi. To też znak, że coś się jednak zmieniło.


„Tęczowa zaraza”

Trudno powiedzieć, kto pierwszy wyszedł z atakiem na osoby LGBT: Kościół czy PiS. Faktem jest, że w 2019 roku nagonka na osoby nieheteronormatywne przybrała na sile, a hierarchowie i politycy Prawa i Sprawiedliwości ramię w ramie rozkręcali nienawistną histerię.

 Najwytrwalej szczuł Marek Jędraszewski, wiceprzewodniczący KEP i arcybiskup krakowski.

„Czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa”, mówił w homilii w bazylice Mariackiej w Krakowie z okazji 75. rocznicy Powstania Warszawskiego.

Jego wypowiedź nastąpiła zaledwie kilka dni po wydarzeniach w Białymstoku, gdzie pierwszy marsz równości spotkał się z przemocą na niespotykaną skalę.

W sondażu IPSOS dla OKO.press 46 proc. badanych negatywnie oceniło tę wypowiedź.

Dwa tygodnie przed marszem, 8 lipca, abp białostocki Tadeusz Wojda powiedział w homilii:

„Jest to inicjatywa obca naszej podlaskiej ziemi i społeczności, która jest mocno zakorzeniona w Bogu, zatroskana o dobro własnego społeczeństwa, a zwłaszcza dzieci.

Jak można się było przekonać w innych polskich miastach, uczestnicy marszu swoją niecenzuralną postawą i strojem dawali gorszący przykład innym, korzystającym z przestrzeni publicznej, a zwłaszcza dzieciom i młodzieży.

Wobec takiej postawy mówimy stanowcze »nie« i powtarzamy za kard. Stefanem Wyszyńskim »Non possumus« – nie możemy się na to zgodzić!”.

Abp Jędraszewski nie żałuje swoich słów, mimo że wielu katolików potępiło go za tę wypowiedź. Ojciec Paweł Gużyński uruchomił maraton pisania listów do Jędraszewskiego z żądaniem dymisji za słowa o „tęczowej zarazie”. „Kościół sam sobie nie radzi z seksualnością i dlatego krzywdzi innych. Nie powinien przyjmować tak twardej linii wobec LGBT” – mówi dominikanin.

Za te działania Gużyński został „uciszony” przez swój zakon.

W wywiadach Jędraszewski nadal zestawia „ideologię LGBT” z ideologią nazistowską i bolszewicką (jak wielu hierarchów). W najnowszym wywiadzie w „Do rzeczy” (16 grudnia) podkreślił: „oczywiście nosiłem się z zamiarem wypowiedzenia wtedy kilku krytycznych słów wobec ideologii LGBT, mając zwłaszcza na uwadze wcześniejsze wydarzenia z Białegostoku”.

O atakach na osoby LGBT pozytywnie wypowiadał się bp Wiesław Mering. Pochwalił prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który za pełen nienawiści homofobiczny felieton został zawieszony przez rektora uczelni w Toruniu:

O innych homofobicznych wypowiedziach hierarchów pisaliśmy tutaj:

Kościelna panika przed ideologią LGBT dotarła do szkół. Gdy w październiku 2019 r. niektóre szkoły organizowały akcję Tęczowy piątek na rzecz tolerancji i równości. W diecezji zielonogórskiej nauczyciele religii dostali list z prośbą o donos na szkoły:

„Drodzy Katecheci! W najbliższy piątek 26 października w szkołach w całej Polsce zostanie zorganizowany „Tęczowy Piątek”. Zwracam się z prośbą do wszystkich katechetów naszej diecezji o przekazanie informacji do Wydziału Nauki Katolickiej w Zielonej Górze w formie elektronicznej o szkołach, w których taka inicjatywa miała miejsce (…)”

KKK: Szanować, nie dyskryminować

Tymczasem stanowisko Kościoła jest w sprawie homoseksualizmu paradoksalne, ale jasne: czyn homoseksualny to grzech (przeciwko 6 przykazaniu „Nie cudzołóż”, podobnie każdy rodzaj seksualności pozamałżeńskiej niesłużący prokreacji, jak onanizm, seks przed ślubem itp.), ale sama skłonność – nie. Niezależnie od hipokryzji takiego podejścia oznacza ono, że

osoby homoseksualne jako takie nie powinny być ani wykluczane ze wspólnoty, ani dyskryminowane. Mają one, jak każdy chrześcijanin, możliwość „stopniowego i zdecydowanego” zbliżania się do „doskonałości chrześcijańskiej”.

  • Zobacz cały fragment Katechizmu o homoseksualizmie

    2357 Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części niewyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że ,,akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane”. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

    2358 Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne.

    Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji.

    Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swej kondycji.

    2359 Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej.

Takie ludzkie podejście pogłębia w wielu wypowiedziach obecny papież. W Wielki Piątek 19 kwietnia 2019 Franciszek (jak to on) zaskoczył wszystkich występując w programie rozrywkowym BBC2 „Pielgrzymka”. Stephen Amos, brytyjski komik, gej i ateista, wypomniał w nim papieżowi, że jako gej czuje się w Kościele nieakceptowany. Franciszek odpowiedział:

„Nie jest dobrze przywiązywać większe znaczenie do przymiotnika »homoseksualny« niż do rzeczownika »osoba«. Wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy godność. Nie ma znaczenia, kim jesteś i jak żyjesz – nie tracisz swojej godności.

Są ludzie, którzy wolą wybierać bądź wykluczać ludzi z powodu przymiotnika. Oni nie mają ludzkiego serca”.

Nie widać jednak, by Franciszek ze swoim chrześcijańskim podejściem miał wielki posłuch u polskich hierarchów.


Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.

Sebastian Klauziński
Sebastian Klauziński

Dziennikarz. Wcześniej w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o nieprawidłowościach w Funduszu Sprawiedliwości.


Komentarze

  1. Wiesław Wadowski

    Jak mój syn chodził do szkoły podstawowej, było ich trzech, którzy nie chodzili na religię. Teraz mój wnuk ma tylko jednego kolegę, który nie chodzi na religię. Mieszkam w centrum dużego miasta.

  2. Artur Siciński

    Nie rozumiem, dlaczego w tekście stanowisko (chodzi mi o doktrynę, a nie o samo postępowanie duchownych) dotyczące homoseksualizmu jest "paradoksalne" i stanowi przejaw "hipokryzji"? Przecież np. w prawie karnym pedofilia nie jest karana (czyli skłonność), ale czyn CZYN (czyli aktywne zachowanie) pedofilny już tak.

Masz cynk?